Michelle
niechętnie ubrała się w suche rzeczy i posnuła do salonu. Wybrała
jedną z wielu otwartych puszek piwa ze szklanego stołu, popękanego
w wielu miejscach. Usiadła po turecku na kanapie, przeglądając
książkę, starą, zniszczoną i oblaną kiedyś jakimś alkoholem.
Zatracona w ciszy, niespokojnie szczęśliwa, jakby cała radość
miała za chwilę uciec z jej rąk, wędrowała oczami od słowa do
słowa, by przesłoniły otaczający ją świat. Do rzeczywistości
ściągnęła ją dłoń, która bezmyślnie wyrwała jej książkę
i rzuciła na ziemię. Niepokojąco roześmiana twarz Sophie wdarła
się w piękny kadr.
-
Więc zostałyśmy same. - powiedziała radośnie. - Unikałaś tego,
tak bardzo unikałaś, a i tak się nie udało!
-
Jesteś pijana i naćpana, nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.
Wybuch
niekontrolowanego śmiechu.
-
Wszyscy jesteśmy wiecznie pijani lub naćpani, lub wszystko na raz,
więc w czym tkwi problem? - dziewczyna zgarnęła wszystkie butelki
oraz puszki na jedną stronę stolika, po czym usiadła na nim,
odpalając papierosa. Machała nim w powietrzu, rozbawiona,
obserwując piękne wzory z dymu.
-
Sophie, proszę cię, wytrzeźwiej, wtedy porozmawiamy... -
powiedziała cicho Michelle.
-
Nie chcę trzeźwieć, nie rozumiesz? Nie chcę! Tak jest mi dobrze.
Nie chcę trzeźwieć.
-
Chcesz umrzeć? - zapytała poważnie.
Nagle
szatynka zastygła bez ruchu, z papierosem między wargami. Nabierała
tytoniowy oddech zbyt długo, w efekcie czego rozkaszlała się,
przerywając ciszę. Zbladła.
-Jasne...-
Michelle podniosła się z kanapy i ruszyła do swojego pokoju.
Otworzyła okno i usiadła na parapecie.
Jednak
po chwili zeskoczyła. Sięgnęła z biurka kartkę oraz długopis. Z
nocnej półki zabrała paczkę papierosów i zapalniczkę. Znów
zajęła poprzednie miejsce. Niezgrabnie przeczesała włosy i
włożyła jednego papierosa do ust. Zapaliła go i mocno się
zaciągnęła. W pokoju pojawiła się Sophie.
-Tak,
kurwa, chcę umrzeć.- powiedziała pewnie, jak nigdy.
-Okej,
miłej zabawy.- odpowiedziała blondynka, wypuszczając dym z ust i
zapisując pierwsze słowa na kartce.
-Tylko
tyle? Już nie jestem dla ciebie ważna?
-Mam
wystarczająco dużo problemów. Jeśli nie chcesz iść na
kompromis, twoja sprawa. Ja się w to nie mieszam.
-Jaki,
kurwa, kompromis?
-Dziwne,
że nawet fakt tego, że twój kolega od ćpania nie jest już twoim
kolegą od ćpania, nie namawia cię do zmiany.
-Skąd
wiesz, że nie chcę się zmienić?
-Weszłaś
tu ze słowami na ustach „tak, chcę umrzeć”...
-Chcę
się zmienić na gorsze.
Michelle
podniosła znacząco wzrok na dziewczynę. Zmierzyła całe jej
ciało, przez co Sophie poczuła się lekko skrępowana.
-Ty?
Cudowny aniołek Roberta, chce się zmienić na jeszcze większą
szmatę. Kochanie, ale jesteś pewna, że się da? Już osiągnęłaś
maksymalne dno.
-Robert
to przeszłość.
-Well
Billy rapped all night about his suicide. How he'd kick it in the
head when he was twenty-five. Speed jive don't want to stay alive.
When you're twenty-five.- Michelle zacytowała cicho pod nosem, lekko
się uśmiechając.
-Jesteś
popierdolona.
-Jestem,
ale jakoś mi z tym dobrze.
-Wiesz
co, pierdol się. Nie chcę cię znać.
-Pamiętaj,
u kogo mieszkasz.
Sophie
złowrogo spojrzała na dziewczynę. Bez słowa wyszła z pokoju,
trzaskając za sobą drzwiami. Wróciła do salonu. Ciężko opadła
na kanapę i sięgnęła pierwszą z brzegu butelkę wódki. Upiła
spory łyk i sięgnęła po paczkę papierosów, leżącą na
stoliku. Miała szczęście, bo był już ostatni. Szybko wyciągnęła
go z pudełka i nerwowo zapaliła. Gdy pojawiły się pierwsze ślady
dymu uspokoiła się i zaczęła się im uważnie przyglądać.
Potężna,
po tych niewielu dniach czystości, dawka kokainy przestawała powoli
dawać jej siły do życia. Świat znów stawał się szary,
nieprzyjazny, zły. Ona po prostu próbowała odnaleźć w nim
odrobinę barw, pokolorować niszczącymi jej umysł oraz ciało
substancjami, zgubić siebie, wspomnienia, smutki, troski. Spustoszyć
wszystko, spalić mosty, zrazić każdą bliską osobę. Chciała
czuć się wolna, nieobciążona już nikim i niczym. Czy to było
złe? Sophie nie wychodziła z domu od wielu dni, więc wreszcie
postanowiła pewnie, że zrobi choć kilka kroków poza kamienicę,
odnajdzie dawnych - tak zwanych - przyjaciół, kupi od nich trochę
wolności. I choć pierwszy raz czuła wyrzuty sumienia, nie
potrafiła oprzeć się pokusie. Z papierosem między popękanymi
wargami, poszła do sypialni. Wreszcie mogła spokojnie ubrać się,
nieobserwowana przez Vince'a, tak wyczulonego na każdą ranę, każde
ukłucie na jej drobnym ciele. Już gotowa, w kieszeni jednej z
kurtek chłopaka, odnalazła parę banknotów. Zwinęła je, schowała
i ruszyła do drzwi. Gdy odkluczała zamek, poczuła szarpnięcie za
ramię. Odwróciła się ze złością. Nikt nie miał prawa jej
zatrzymywać.
-
A ty dokąd się wybierasz? - zapytała Michelle, mierząc ją
wzrokiem.
-
Donikąd. Po fajki. Skończyły się.
-
W takim razie pójdę z tobą. - blondynka sięgnęła po kurtkę.
-
Nie chcę nigdzie z tobą, kurwa, iść.
-
Nie puszczę cię samej. - dziwne przejęcie w jej głosie uderzyło
w Soph. Jednak to nie wystarczyło, by zrezygnowała ze swoich
planów.
-
Za chwilę wracam. Mam ochotę na samotny spacer.
-
Rzucisz się pod samochód, zaćpasz, wdasz w bójkę?
-
Możliwe, że wszystko na raz. - uśmiechnęła się złośliwie i
otworzyła drzwi.
Mich
szarpnęła nią raz jeszcze.
-
Wypierdolę cię stąd w końcu. Gdzie wtedy pójdziesz?
-
Nie wiem, gdziekolwiek.
-
Zostajesz, kurwa, w domu. - blondynka zatrzasnęła drzwi przed
przyjaciółką. Zasłoniła je własnym wychudzonym ciałem, wciąż
silniejszym, niż to należące do Sophie.
-
Od kiedy masz nade mną pierdoloną kontrolę?! Od kiedy?! Od kiedy
którekolwiek z was ma nade mną władzę?! Dlaczego wy możecie
robić wszystko, na co macie, kurwa, ochotę, a ja nie mogę nawet
wyjść po jebane papierosy?! Wy, kurwa, możecie niszczyć się ile
chcecie, a ja nie mogę nic?! - wybuchła nagle dziewczyna. W
wściekłości kopnęła stojący pod ścianą pokrowiec z basem
Nikki'ego. Instrument upadł na podłogę, złowrogie drżenie strun
rozeszło się wokół.
Po
chwili Soph pożałowała i z płaczem uklękła nad nim, wyjęła
ostrożnie. Jej chude palce błądziły po gryfie, korpusie, główce,
sprawdzały, czy żaden element nie ucierpiał. Przycisnęła jedną
ze strun do podstrunnicy. Szarpnęła ją. Opuszki zabolały,
stęsknione za metalowym dotykiem. Michelle klęknęła przy
przyjaciółce, kładąc dłoń na jej ramieniu.
-
Tak dawno nie grałaś. - powiedziała cicho.
Sophie,
wyrwana z natłoku myśli oraz wspomnień, odstawiła szybko
instrument, wstała i wyszła z hukiem drzwi.
Michelle
zdesperowana usiadła na podłodze obok wejścia. Zakryła swoją
twarz dłońmi i próbowała unormować swój szybki, ale płytki
oddech. W jednej chwili straciła wszelkie nadzieje na zmiany.
Zamarła bez ruchu przy drzwiach. Siedziała, opierając się o
futerał z basem. Miała wielką ochotę by zapalić, choć
wiedziała, że raczej nie znajdzie papierosów. W końcu wstała z
podłogi i ruszyła do salonu. Wzięła pierwszą z brzegu butelkę
alkoholu i usiadła na parapecie. Wiedziała, że musi z tym
skończyć. Żadna dawka wódki czy wina nie uspokajała jej emocji.
Wpatrywała się spokojnie w ulice, błądząc wzrokiem po ludziach.
Czuła się bezsilna i zmęczona. Oparła głowę o ścianę i
pozwoliła błądzić myślom po różnych zakamarkach.
...
-Gdzie
ty mnie wieziesz? Do studia chyba w drugą stronę.- Nikki coraz
bardziej irytowała się zachowaniem przyjaciela.
-Masz
racje.- Tommy gwałtowanie zahamował.
-Co
ty odpierdalasz, stary?
-Najwyższa
pora porozmawiać.
-O
czym?
-Nie
wiem...
Nikki
spojrzał na mężczyznę. Po chwil odwrócił wzrok i spojrzał
przez okno. Znajdowali się na jakimś pustkowiu.
-Nie
rozumiem cię... Przecież wszystko jest okej.
-Gdzie
jest okej? W kurwa, w Nevadzie? Arizonie? Bo u nas nie jest, kurwa,
okej. Nie jest. Wszyscy cały czas się kłócą. Ledwo wiążemy
koniec z końcem, znowu. Zespół się sypie. Wiesz, że do trasy
zostały dwa miesiące?
-Koleś,
nie znasz mnie? O ile się zakładasz, że wszystko ogarnę?
-Nie
zakładam się...
-Mick
cię wysyłał?
-Tak...
-Jebany
skurwiel. Muszę z nim pogadać. A teraz dawaj do jakiegoś baru. Ja
się schleje, a ty poruchasz.
Tommy
niemrawo uśmiechnął się. Odpalił samochód i ruszył w stronę
miasta. W radio właśnie zaczęło grać Hey Jude. Nikki
słyszą pierwsze dźwięki piosenki uśmiechnął się pod nosem i
zaczął cicho nucić. Już po chwili, razem z Tommy'm krzyczeli z
całych sił tekst piosenki. Poczuli się jak dzieci. Magia ich
przyjaźni znów powróciła.
-Znów
jesteś moim terror twin?- zapytał roześmiany T-bone.
-A
kiedykolwiek przestałem nim być? Weź kurwa przyśpiesz. Chcę
znowu z tobą pić, tak jak parę miesięcy temu.
-Ale
jak coś odpierdolisz- nie moja wina.
W
końcu dojechali do Rainbow. Weszli do środka, zajęli swoje stare
miejsce i zaczęli przyglądać się panienkom.
-Jeśli
Michelle się dowie, jak na nie patrzysz, to cię zajebie.- roześmiał
się Tommy, zapalając papierosa.
-Wiesz
gdzie ja to mam? Jebie mnie to tak mocno, jak ja... Tą laskę.-
Nikki wskazał na przypadkową dziewczynę.
-I
to, kurwa, rozumiem! Takiego cię lubię!
...
Tak
szczęśliwa, jak nie była od wielu dni, wyszła z klubu, by
nacieszyć się nikotyną pod rozgwieżdżonym, wieczornym niebem. Za
sobą, w brudnej, pełnej zakochanych lub ledwo znających się par,
zostawiła dwie puste strzykawki. Nagłe uderzenie wielu neonowych
świateł raziło jej wrażliwe oczy, przyzwyczajone do półmroku.
Cały świat wyglądał już inaczej. Każdy drink, każdy papieros
miał inny smak. Lepszy, wyraźniejszy. Jej organizm znów zaczynał
funkcjonować. O ile funkcjonowanie może być w takim przypadku
dobrym określeniem. Cieszyła się nocą, rozmowami przechodniów,
warczącymi silnikami samochodów, głośną muzyką, szumiącym w
głowie alkoholem i heroiną płynącą w żyłach. Odzyskała
wreszcie wolność, którą próbowano usilnie jej odebrać,
pozostawiając ją głodną, zmęczoną, umierającą. Jednak
dziewczynie udało się pokonać niesprawiedliwość. Wiedziała, że
dobrze zrobiła. Przecież taką ją uwielbiał Nikki, na taką ją
każdy zwracał uwagę. Dzięki narkotykom wreszcie nie była sama,
słaba, nie była schowana za Michelle. Mogła wreszcie przejąć
kontrolę nad tym, co robi. Tylko jak pozorna była ta kontrola... W
kieszeni kurtki pozostało jeszcze kilka dolarów, zachowanych na
resztę nocy, którą planowała spędzić w objęciach kolejnych
barów. Paczka Marlboro była prawie pełna, więc nie żałowała
sobie kolejnego papierosa. Siedząc na betonie, przyglądała się z
dołu ludziom, popiół spadał na jej chude, podkurczone nogi. I
choć nikt nie zwracał uwagi na nią, zapamiętywała wszystkie
szczegóły, jakby przeczucie nakazywało jej cieszyć się światem
rzeczywistym, zanim zatrą się granice. Przed klubem zatrzymał się
drogi, sportowy kabriolet. Najpierw wysiadł chłopak, by otworzyć
drzwi przed dziewczyną wyraźnie starszą od niego, właścicielką
samochodu. Nie pierwszy raz Vince uganiał się za przyjemnością
połączoną z dochodem. Nikt od tego nie stronił ani nie uważał
za godne pożałowania, jeśli kobieta była dostatecznie atrakcyjna
i bogata. Objął towarzyszkę z pasie, by razem wejść do klubu,
przed którym już zaczęły gromadzić się spragnione uciech
dzieciaki. Promieniał pewnością siebie, wyższością nad resztą,
tą pociągającą aurą, która zapewniała mu spojrzenia wszystkich
dziewcząt. Jednak jego oczy przygasły, gdy zetknęły się
delikatnym, znajomym uśmiechem. Sophie podeszła do niego, ignorując
jego nową zdobycz. Po samej jej postawie dobrze wiedział, co się
stało.
-
Miałaś, kurwa, siedzieć z domu i nigdzie się nie ruszać. -
syknął wściekle. Za złością próbował ukryć kolejną osobistą
porażkę oraz przeszywający smutek. Nie miał sił, by zaczynać od
nowa nierówną walkę z narkotykami.
-
Wiem, że miałam. Ale teraz jesteś już ze mną, więc chyba nic
szczególnego się nie stało, prawda?- szatynka uśmiechnęła się
uroczo, wprawiając kochankę Neila, jak i jego samego, w coraz
większe zakłopotanie.
-
Sophie, nie rozumiesz...
-
Przecież obiecałeś, że zawsze będziesz się mną opiekować,
więc dlaczego teraz nie możesz?
Vince
ponownie szepnął coś do swojej towarzyszki. Kobieta bez słowa
weszła do środka. Blondyn podszedł bliżej Sophie i wyciągnął w
jej stronę rękę.
-Idziemy
stąd.
-Dokąd
mnie zabierasz?
-Do
domu.
-W
takim razie, nigdzie nie idę.
-Nie
utrudniaj sytuacji, kurwa.- na twarzy Vince'a było widać coraz
większe zdenerwowanie.
Dziewczyna
jedynie pobłażliwie uśmiechnęła się i sięgnęła kolejnego
papierosa. Mężczyzna chwycił Soph za rękę i pociągnął za
sobą, prowadząc ją w stronę mieszkania.
…
Na
zegarze dochodziła trzecia w nocy. Michelle spokojnie siedziała na
parapecie w salonie, paląc papierosa i rozmyślając nad różnymi
rzeczami. Nagle drzwi mieszkania gwałtownie się otworzyły.
Pierwsze dźwięki, które do niej dotarły to krzyki, które
zaburzały ogólnie panujący spokój. Po chwili w pomieszczeniu
znaleźli się Sophie i Vince. Krzycząc na siebie nawzajem,
usiłowali znaleźć coraz lepsze i coraz mniej zgadzające się z
prawdą argumenty. Blondynka zeskoczyła z parapetu. Podeszła do
dwójki i spoglądając na nich starała się cokolwiek zrozumieć.
-Możecie
mi powiedzieć, o co się kłócicie?- zapytała lekko zagubiona i
jakoś dziwnie wesoła.
-Nie,
kurwa, nie możemy.- warknął Vince.
Sophie
nadal krzyczała, a on już jedynie spokojnie stał i starał się
opanować swoje emocje. Ale ona nie przestawała. Szukała coraz
więcej powodów do tego, by móc krzyczeć. W końcu nie wytrzymał.
-Dobra,
pierdol się. Mam cię w dupie, jasne? Nie chcę cię widzieć na
oczy!
Michelle
spojrzała na zdziwiona na Vince'a, ale on jedynie odwrócił się i
wyszedł z domu z hukiem drzwi.
Nastała
długa cisza. Mich zdążyła przejść do sypialni, a Sophie z
zupełną obojętnością weszła do swojego pokoju, kładąc się na
łóżko.
Całe
mieszkanie zamarło. Zupełna cisza i spokój. Wydawałoby się, że
nikt tu nie mieszka. Blondynka cicho zamknęła drzwi i przez chwilę
pozostawała bez ruchu. Oparła się o ścianę i spojrzała na okno,
które nie zasłonięte przez firany przebijało światło ulicznych
latarni, które za razem były jedynym światłem w pomieszczeniu. Po
chwili ocknęła się ze swoich myśli i zapaliła lekkie światło.
Podeszła do lustra i rozebrała z siebie za dużą koszulkę i
szory. Obojętnie rzuciła rzeczy na podłogę. Przez przypadek
spojrzała w lustro. Choć unikała tego za wszelką cenę, tym razem
wydawało się być to silniejsze.
Podeszła
bliżej do swojego odbicia i zaczęła przyglądać się każdej
części swojego ciała. Jej ręce, nogi, brzuch, dekolt. Wydawało
jej się, że nie patrzy na siebie. Miała wrażenie, że widzi
zupełnie obcą osobę. Jedyne co je łączyło, to była blizna
wzdłuż lewej ręki.
Spojrzała
na swoją twarz. Kości policzkowe z każdym dnie uwydatniały się
coraz bardziej. Oczy były puste i matowe. Nie było w nich zupełnie
niczego, a one zawsze były odzwierciedleniem jej duszy. Włosy cały
czas tak samo zniszczone. Może było ich jedynie mniej.
Zmartwił
ją ten widok. Dobrze wiedziała, jak wyglądała przed paroma
miesiącami. Nawet duża ilość prochów jej nie szkodziła tak, jak
obecna sytuacja.
Odwróciła
wzrok, nie potrafiła już na siebie spojrzeć. W jej oczach pojawiły
się łzy, jednak szybko je powstrzymała. Położyła się na łóżku,
okrywając się starym kocem i ciesząc się błogą ciszą.
Cisza
trwała do czasu, aż Nikki i Tommy z hukiem nie wrócili do
mieszkania. Obydwoje ledwo trzymali się na nogach. Bełkotali jakieś
dziwne utwory, którym dodawali własne słowa. Z biedą doszli do
salonu. Ciężko opadając na kanapę, zabrali ze stoliku kolejne
butelki alkoholu.
-Ja
to bym, kurwa...- Zaczął Nikki, bełkocząc pod nosem i upijając
kolejny alkohol.- Rozjebał ten świat na drobne kawałki, ale powiem
ci, kurwa, Tommy... nie chcę mi się!
Pijacki
śmiech rozszedł się po całym mieszkaniu. Michelle natychmiast
gwałtownie poderwała się z łóżka. Sięgnęła z krzesła jakąś
koszulkę Nikki'ego, niezgrabnie ją na siebie zarzuciła i wyszła z
pokoju, kierując swoje kroki do salonu.
Gdy
tylko weszła ujrzała dwóch rozbawionych mężczyzn. Podeszła
nieco bliżej od tyłu kanapy i przeczesała swoimi chudymi palcami
włosy Sixxa. On od razu odwrócił się do niej i uśmiechnął,
przykładając do ust butelkę. Michelle w jednej chwili wyrwała mu
ją i odstawiła na ziemię.
-Ej,
kurwa! O co chodzi?- zapytał oburzony.
-Wypiłeś
wystarczająco. Chodź do sypialni, a to Tommy, prześpij się na
kanapie.
Nikki
długo nie protestował. Chwiejąc się ruszył do sypialni,
pozostawiając swojego towarzysza na resztę nocy samego.
Sophie,
schowana za uchylonymi drzwiami sypialni, przyglądała się scenie z
tęsknotą za przyjaciółmi. Każdy powolutku ją opuszczał,
zmuszony do tego przez nią samą. Nie chciała znów spędzać nocy
w pustym, zimnym łóżku lub na podłodze pod nim. Boso, cicho
przebiegła do salonu i skuliła na kanapie obok półprzytomnego już
Tommy'ego, który bełkocząc coś objął ją odruchowo ramieniem.
Gdy
obudziła się, chłopak wciąż spał, słońce wciąż nie
przebudziło się, jednak gwiazdy zdążyły już uciec z nieba. W
ciemności widziała sylwetkę, skuloną w fotelu. Niepewna, czy to
zjawa, czy rzeczywistość, wstała i wyciągnęła chudziutką dłoń,
by dotknąć twarzy postaci. Ta poruszyła się niespokojnie, wyrwana
z czujnego snu, wódka w butelce, którą trzymała kurczowo,
pieczołowicie, jak wielki skarb lub nowonarodzone dziecko, wzburzyła
się niczym tafla morza, targana falami. Vince przetarł zmęczone
oczy, odczekał chwilę, by przyzwyczaiły się do ciemności, jednak
zbyt dobrze znał ten dotyk, by go nie rozpoznać, nieważne jak
bardzo pijany wciąż był.
-
Idź spać. - powiedział cicho do dziewczyny. Odtrącił delikatnie
jej dłoń.
-
Połóż się ze mną. Nie śpij na fotelu. Chodźmy do łóżka. -
zaproponowała, choć czuła, że tym razem żadne słodkie słówka,
czułości i pieszczoty nie zatrą głębokiej bruzdy, jaką wyryła
na jego sercu.
-
Wygodnie mi tu. Ale ty możesz iść.
-
Kochanie...
Obrzucił
ją zdegustowanym, smutnym spojrzeniem. Zaśmiał się cicho pod
nosem. Z głupoty dziewczyny oraz własnej.
-
Kochanie? Nie, mała, już nie. Kładź się i wytrzeźwiej.
-
Przecież ja chyba jestem trzeźwa. - zaprzeczyła niewinnie Sophie z
uroczym uśmiechem maleńkiego dziecka. Jednak nawet to nie
przekonało chłopaka, mimo że tak bardzo pragnął posadzić ją
sobie na kolanach, przytulić i magicznie obronić przed śmiercią,
którą sama sobie serwowała na srebrnych łyżeczkach.
-
Chyba? Nawet nie wiesz, czym jest trzeźwość.
Dziewczyna
zachichotała.
-
I ty to mówisz. Kolejny hipokryta do cudnej kolekcji. Nie chcę się
z tobą kłócić. Chodź do łóżka, proszę.
-
Powiedziałem już, co o tym, kurwa, myślę.
-
Vinny... - chwyciła go za rękę i próbowała pociągnąć w górę.
-
No mówię, że nigdzie z tobą nie idę!
Z
sypialni wyłoniła się zaspana Michelle, która ledwie zasnęła, a
znów została obudzona z lekkiego snu. Tak długo pilnowała, by
Nikki zasnął i nie udusił się własnymi wymiocinami. Przeczesując
palcami potargane włosy i udając, że nie widzi tego, ile z nich
zostaje w jej dłoni, weszła do salonu, przymkniętymi wciąż
oczami poszukując źródła hałasu.
-
Jedna, kurwa, jedna noc bez żadnych pijackich rozmów, pieprzenia
się w pokoju obok, imprezy za drzwiami czy grającego na garnkach
Tommy'ego, tylko jedna, czy wymagam aż tak wiele? - zaczęła mówić
do dwójki z wyrzutem, boleśnie obojętna na kolejną kłótnię.
-
Według mnie nie ma sprawy, ale wytłumacz to tej pierdolonej ćpunce!
- wskazał Vince na szatynkę, która posłała jednocześnie
Michelle niewinne spojrzenie. Lecz już nikt nie dawał się na nie
nabrać.
-
Sophie, idź spać, jutro będzie zajebisty dzień, znów się
naćpasz, im szybciej zaśniesz tym szybciej będziesz mogła to
zrobić, a ty, blondyneczko, zamknij ryj i idź położyć się ze
swoją dziewczyną.
-
Ale ja nie nie mam dziewczyny.
-
Ale mnie to chuj obchodzi. Chcę przespać jedną noc. Dobranoc,
chuje. - zostawiła parę i udała ponownie do sypialni, by wtulić
się w zimne, chude, a jednocześnie tak idealne dla niej ciało
Nikki'ego.
Neil
natomiast niechętnie posłuchał bardziej rozkazu, niż prośby.
Posnuł się za Sophie, która zrobiła dla niego miejsce na łóżku.
Odsunęła kołdrę, aby mógł się pod nią schować wraz z nią,
jednak chłopak usiadł na niej, wciąż w butach i kurtce, jak
zasnął na fotelu. Nie zamierzał spędzać tu nocy.
Krótki
przystanek między jednym przyjęciem a następnym.
-
Vinny... - dziewczyna przerwała szeptem, który ledwo przebijał się
przez mrok, krępującą ciszę. - Nie kochasz mnie już?
-
Śpij. - pogłaskał ją czule po włosach, chociaż szybko cofnął
rękę.
-
Czyli nie kochasz..?
-
Śpij, proszę.
-Vinny,
proszę, kochaj mnie...
Mężczyzna
nie odpowiedział. Siedział, oparty o ścianę, wpatrują się
gdzieś w dal.
-Dlaczego
mnie nie kochasz i dlaczego mnie ignorujesz?- Sophie nadal ciągnęła.
A
on pozostawał nieugięty. Starał się być jak najbardziej obojętny
na słowa dziewczyny, jednak jego serce mówiło zupełnie co innego.
Tak
naprawdę pragnął być z nią, zasypiać co noc u jej boku i wieść
w miarę normalne życie, jak na gwiazdę rocka. Pomimo tego, że z
każdym dniem stawało się to coraz mniej realne, on nie tracił
nadziei. Nawet jeśli bardzo by chciał, nie potrafiłby jej
zostawić. Leżał przy niej całą noc. Bez względu na to, jak
bardzo każdy jej czyn go ranił i doprowadzały do szaleństwa. W
końcu zdjął buty i kurtkę. Rzucił je gdzieś w kąt pokoju.
Wszedł pod kołdrę i wtulił się w wyniszczone ciało dziewczyny.
Pomimo tego, że wiele jego myśli było przeciwko temu, zasnął u
jej boku.
…
Dochodziła
szósta. Po deszczowym dniu w Los Angeles ponownie ukazało się
słońce. Mocno świecące słońce, zaczynało wbijać się do
pokoju przez nie zasłonięte okna. Jedno z nich było otwarte, a na
parapecie siedziała szczupła, zniszczona postać otoczona dymem
papierosowym. Michelle wpatrywała się w miasto- tak jak zawsze
miała w zwyczaju. Coraz częściej budziła się o tak wczesnych
porach. Spała coraz mniej. Była wyniszczona psychicznie oraz
fizycznie i nie zapowiadało się na jakiekolwiek polepszenie jej
stanu.
Siedziała
już może jakąś godzinę, śpiąc zaledwie dwie. Jednego papierosa
gasiła, a drugiego zapalała. Nagle upadła jej na ziemię
zapalniczka, co rozniosło się echem po całym pokoju. Nikki
gwałtownie się ocknął, jednak już po chwili przeszedł go
przeszywający ból głowy i z powrotem położył się na materacu,
przykrywając się kocem aż po głowę. Leżał przez dłuższy
czas, dopóki nie zorientował się, że Michelle nie ma obok i znów
siedzi na parapecie z papierosami.
Ostatkiem
sił wstał z łóżka i powlókł się do okna. Stanął obok
dziewczyny i objął ją swoim ramieniem. Mich przerażona odwróciła
się w jego stronę. Na ten widok blado się uśmiechnęła i wróciła
do palenia.
-Masz
zamiar skoczyć?- zapytał Nikki, odgarniając włosy z jej szyi i
zaczynając ją delikatnie całować.
-Idź
się położyć, za mało spałeś...- odpowiedziała, odsuwając się
od niego.
-A
ty? Ile spałaś? Nie ma mowy, nigdzie nie idę bez ciebie.
-Ale
ja nie jestem zmęczona.
-Widać...-
powiedział i zajął miejsce obok niej.
Nikki
spojrzał na Michelle. Widział każde żebro, każda kość tak
nienaturalnie wystawała, a jej twarz z dnia na dzień przyjmowała
jeszcze grubszą maskę.
-Powiedz
mi jedno dziewczyno, o chuj ci chodzi?- zapytał dość
zdenerwowany.- Masz tak właściwie wszystko. Dzieje ci się jakaś
krzywda? Bo jeśli tak, to załatwimy to.
Cisza.
Nie wiedziała co mu odpowiedzieć, więc dalej paliła papierosa.
-Będziesz
mnie ignorować? Okej. Więc pozwól, że ci wszystko wygarnę, bo
mnie to już nie bawi. Nikogo nie bawi. Wplątałaś się w takie, a
nie inne środowisko, więc czego ty wymagasz? Że będzie jak w
bajce? Że rodzice za wszystko zapłacą? Chyba jesteś dorosła,
prawda? No chyba, że czegoś nie wiem. Wkurwiasz mnie i coraz
częściej rozmyślam o tym, czy od ciebie nie odejść.
-Rodzice
raczej już za nic nie zapłacą.- odpowiedziała cicho.
-A
co? Oni też mają ciebie zupełnie dość? Szczerze, nie dziwię im
się.
-Nie
żyją, kretynie.
Twarz
Nikki'ego stała się od razu bardzo poważna. Poczuł się cholernie
źle z tym, co przed chwilą powiedział.
-Tak
mi przykro, kochanie... Nie chciałem tego powiedzieć.
Michelle
lekko uśmiechnęła się i zgasiła papierosa.
-To
nic takiego, naprawdę.
-Nie
chciałem żeby tak wyszło. Emocje i... Sama wiesz.- mężczyzna
próbował wyplątać się z trudnej sytuacji.
-Tak,
tak. Nie przejmuj się. Nie wiedziałeś. Było, minęło. A co do
twojego odejścia...
-Nigdzie
nie odejdę.- przerwał jej szybko.- Nie zostawię cię.
-Nie
lituj się nade mną. Nie potrzebuję tego.
-Kochanie...
Wiem, w jakie gówno możesz się wpakować. Źle się trzymasz, ale
naprawimy to.
Nikki
przysunął się bliżej Michelle. Chwycił ją za brodę i
delikatnie ucałował jej usta, po czym uśmiechnął się zabójczo.
Po chwili zeskoczył z parapetu i wyciągnął w jej stronę dłoń.
-Dalej,
chodź. Idziemy jeszcze do łóżka.
Blondynka
bez żadnych sprzeciwów chwyciła jego rękę i ruszyła za nim.
Szybko znaleźli się w łóżku. Nikki otulił ją swoim ramieniem i
pocałował w czubek głowy.
-Kocham
cię.- szepnął delikatnie do jej ucha, co wywołało u niej
uśmiech.
…
Siedziała
na krawędzi łóżka. Amfetamina zaczynała już działać na jej
umysł. Promienie wschodzącego słońca powoli przebijały się
przez zasłony, oświetlając sypialnię. Sophie obserwowała
śpiącego Vince'a, wtulonego w pościel, wciąż w ubraniach.
Wyglądał tak spokojnie, jego blond włosy potargane, roztrzepane na
poduszce, wargi lekko rozchylone, dłonie zaciśnięte na kołdrze.
Zbliżyła się do niego, zajęła miejsce obok i głaskała po
ramieniu. Musiał czujnie spać, ponieważ po niedługiej chwili
uchylił zaspane powieki. Nie pamiętał już, jaki był dotyk
dziewczyny. Oddalali się od siebie i coraz rzadziej mógł choćby
poczuć jej usta na swoich. Mimo, że nie przyznawał przed sobą, że
tęskni za uczuciem, którym go obdarzała, wspomnienie dawnych dni,
pozornie nieodległych, lecz skrytych już za mgłą pijanych nocy,
wywoływało w nim ukłucie bólu. Brakowało mu nawet kłótni,
które kończyli zawsze między rozgrzebaną pościelą, w
przeciwieństwie do obecnych, naznaczanych goryczą i coraz większą
niechęcią. Nie tak to sobie wyobrażał. Nie tak wyglądać miała
miłość, rzadko goszcząca w jego życiu. Nie tak... Vince przetarł
oczy i wolno podniósł się, podparty łokciami, by przyjrzeć się
dziewczynie. Jej uśmiech był smutny, podobny do wszystkich
uśmiechów, na jakie było ją stać. Odwzajemnił go jednak ciepło.
-
Dzień dobry, księżniczko. - odezwała się pierwsza Soph.
-
Widzę, że dla ciebie już bardzo dobry. - odpowiedział oschle.
-
Nie zaczynaj, proszę...
-
Nie ćpaj, proszę.
To
od razu zamknęło jej usta. Czuła wstyd, rosnący z każdym dniem.
Chłopak westchnął i gestem dłoni zaprosił ją w swe ramiona.
Przytuliła się do niego mocno. Miała zimne ciało, skórę pokrytą
dreszczami, oddech ciężki, z trudem przychodzący.
-
Nienawidzisz mnie, prawda? - zapytała cicho, z oczami zwróconymi do
ściany, nie do niego. Bała się.
-
Chciałbym. - pocałował ją we włosy. - Ale, kurwa, chyba nie
potrafię.
-
Wyrzucicie mnie stąd?
-
Skąd taki pomysł?
-
Michelle mówiła, że...
-
Pierdoli nas wszystkich to, co mówi Michelle. Coś tej dziewczynie
odwala. Nie słuchaj jej. Zostaniesz ze mną.
-
Z tobą?
-
Masz jeszcze kogoś, prócz mnie?
Odpowiedziała
mu głucha cisza. Najwyraźniej wszyscy jeszcze odpoczywali (czy też
zwyczajnie nie byli w stanie podnieść się z łóżek lub podłogi)
po kolejnym z licznych przyjęć. Choć jeszcze nikt nie był tego
świadomy, ich życie skracało się z każdym dniem spędzonym
podobnie, jak wszelkie poprzednie. Próby, koncerty, upomnienia od
wytwórni, przypadkowy seks, alkohol, narkotyki, bójki. Cios za
ciosem, dążyli do wielkiej kariery i grobu. Znudzony Vince sięgnął
po paczkę papierosów z szafki nocnej, odpalił jednego i z głupawym
uśmiechem rozkoszował się nikotyną.
-
Tak sądziłem. - odezwał się w końcu. - Będziesz teraz milczeć,
no nie?
…
-Chyba
jest nadal ze wcześnie...- szepnęła pod nosem, spoglądając na
zegar, który wskazywał siódmą.
Michelle
usiadła na łóżku i przeczesała niezgrabnie włosy swoimi
dłoniami. Spojrzała w stronę okna. Promienie wpadały do pokoju,
oświetlając ściany. Po zaledwie momencie zaczęły zmieniać swoje
położenie. Teraz padały na zniszczone włosy Nikki'ego. Wyglądał
tak niewinnie. Dłonie miał złożone pod głową. Na twarzy malował
się zarys uśmiechu. Gdzieniegdzie znajdowały się smugi po
niezmytym makijażu. Dziewczyna nieznacznie zbliżyła się i swoim
delikatnym dotykiem starła go. Nikki, czując jej gładką, zimną
skórę na swoim policzku, jednym ruchem ręki przysunął Michelle
do siebie i mocno przytulił. Blondynka miała wrażenie, że
przytula swojego starego ukochanego. Jego ciało było przyjemnie
ciepłe, pomimo tego, że wiedziała, co mogło dziać się na
imprezie. Oddech pieścił delikatnie jej bladą cerę. Mich
przymknęła oczy i ponownie na chwilę usnęła, a przynajmniej
sądziła, że na chwilę.
…
Na
zegarze dochodziła godzina jedenasta. Nikki uchylił swoje oczy.
Widok wtulonej, śpiącej Michelle sprawił, że uśmiechnął się
zauroczony jej delikatnością. Miał wrażenie, że to co jej
powiedział, przemówiło jej do rozumu. Wydawała się byś
spokojna. Jej klatka piersiowa unosiła się równomiernie. Już
nawet obudziła się w nim nadzieja, że jeszcze będzie jak dawniej.
Leżąc
ze swoją ukochaną u boku stwierdził, że najwyższa pora wstać i
wziąć jakieś leki oraz napić się czegokolwiek. Kac niszczył go
od środka. Wstał. Starał się wykonywać jak najmniej ruchów, a
szczególnie jak najmniej tych gwałtownych. Nie chciał jej obudzić,
bo wiedział, że to pierwszy w ostatnim czasie dzień, kiedy
Michelle naprawdę się wyśpi. Wychodząc z pokoju, oparł się na
chwilę o ścianę, by poczekać aż kręcenie w głowie ustanie. Po
chwili przeszedł do kuchni i szybko nalał sobie szklankę wody.
Usiadł na blacie, na którym znajdowało się wszystko, czego nie
powinno być w kuchni. Wziął do ręki kartkę, która podeszła mu
pod ręce. Domyślał się, że pisała to Michelle. Choć strona
zawierała tylko parę pojedynczych słów i tak w pewnym sensie go
to zachwyciło. Sam nie miał pojęcia dlaczego. Jednak odłożył ją
na stos, chowając gdzieś na przyszłość.
Nagle
w kuchni pojawił się Tommy. Mrużąc oczy, rozglądał się po
pomieszczeniu.
-Stary,
daj mi coś do picia.- wyszeptał.
Nikki
wskazał na szafkę i kran. Nie miał ani siły ani ochoty, by
obsługiwać gościa. T- bone wyciągnął szklankę i również
nalał wody, która okazała się być cholernym zbawieniem.
Przez
długi czas panowała cisza. Tommy zdążył wypalić dwa papierosy i
wypić dwie szklanki wody. Gdy zapędzał się na trzecią, zwrócił
się do Nikki'ego, który zdawał się gdzieś odpłynąć.
-Tobie
też nalać?
-Tak,
jasne.- opowiedział, wyrywając się ze swojego dziwnego transu.
-O
czym myślisz?- zapytał T- bone, podając szklankę.
Sixx
jedynie głupio uśmiechnął się i upił trochę kranówki.
-Myślisz
o Michelle. Widzę to coś w twoich oczach. Układa wam się?
-Chyba
idziemy w drobną stronę.
-Czyli...
Twoje marzenia się ziszczą?- zapytał Tommy, uśmiechając się
szeroko.
-Bardzo
bym chciał, ale nigdy nie wiem, co może nam odpierdolić. Kocham
ją, naprawdę, ale znasz nas...- Nikki bardzo intensywnie zaczął
wpatrywać się w podłogę.
-No
tak. Dobra, stary. Nie martw się na zapas. Przed wami jeszcze wiele
lat.
-Brzmi
przerażająco...- Nikki zeskoczył z blatu i wyszedł z kuchni.
Tommy spojrzał zdziwiony za przyjacielem i zapalił kolejnego
papierosa.
Sixx
wrócił do pokoju. Rzucił się na łóżko, zapominając o tym, że
Michelle nadal śpi. Dopiero po chwili uświadomił sobie, co zrobił.
Szybko odwrócił się w stronę dziewczyny, ale ona nadal śniła.
Nikki odetchnął z ulgą. Objął ją swoimi prawie zagojonymi
ramionami i pocałował w tył głowy. Leżał z nią przez długi
czas, pieszcząc jej skórę jednym palcem. Podobała mu się ta
bliskość. Bez względu na to, jak bardzo Michelle go irytowała, on
nie potrafił powiedzieć jej ostatecznego nie.
Czas
z każdą chwilą upływał. Słońce było już wysoko i wydawało
się, że reszta domowników też już wstała. W końcu i Michelle
zbudziła się z długiego snu. Czując jego dotyk, od razu
uśmiechnęła się i odwróciła w jego stronę. Gdy tylko Nikki
ujrzał jej szare, błyszczące oczy poczuł szybsze bicie serca.
Uśmiechnął się szeroko i namiętnie ją pocałował.
-Dzień
dobry, kochanie.- powiedziała, a w jej głosie było słychać
jakby... szczęście.
-A
dobry, doby. Oprócz kaca.- odpowiedział Nikki, uśmiechając się
krzywo.
-Kac,
powiadasz... Prysznic powinien ci pomóc.
-Wolę
tutaj jeszcze chwilę poleżeć.
-Jak
wolisz, ale straciłeś właśnie sporą szansę.- Michelle
uśmiechnęła się uroczo, pocałowała go w policzek i wstała z
łóżka.
-Jaką
szansę?- zapytał Nikki, opierając się na łokciach.
-No
wiesz... Chciałam iść z tobą wziąć prysznic, ale skoro tak źle
się czujesz, to lepiej zostań w łóżku.
Mężczyzna
szybko poderwał się na nogi. Podszedł do dziewczyny, która
aktualnie była w samej bieliźnie. Objął ją w pasie i pocałował
delikatnie w szyję.
-Chyba
jestem w stanie zrobić dla ciebie ten wyjątek.
Blondynka
szeroko uśmiechnęła się, chwyciła Nikki'ego za rękę i szybko
pociągnęła go łazienki. Gdy tylko weszli, Sixx zakluczył drzwi
tak, by mieć pewność, że nikt im nie przeszkodzi. Szybko znalazł
się obok niej, przygniatając ją do zimnych płytek. Zaczął ją
delikatnie całować. Oczywiście chciał ją całą jak najszybciej,
ale z drugiej strony chciał rozkoszować się nią całą.
-Chyba
mieliśmy wziąć prysznic.- Michelle wymknęła się objęć
Nikki'ego.
-No
tak, racja. Prawie o tym zapomniałem.- zaśmiał się lekko.- W
takim razie pozwól, że pomogę ci rozebrać się.
Blondynka
spojrzała rozbawiona na niego. Podeszła nieco bliżej i złożyła
delikatny pocałunek na jego ustach.
-Doceniam
twoje starania, ale nie ma wielu rzeczy do rozebrania.
-Ale
chuj mnie to.- Sixx przyciągnął do siebie dziewczynę i szybko
pozbył się jej, jak i swojej bielizny.
Po
chwili znaleźli się pod wodą. Ciepły strumień oblewał ich
ciała. Nikki nie chciał stracić kolejnej okazji, więc zaczął
namiętnie całować Mich.
…
Po
długim czasie, w końcu wyszli z łazienki. Roześmiani i
szczęśliwi. Nikki obejmował dziewczynę, jednocześnie zasłaniając
jej ciało ręcznikiem.
-Nie
mieszkacie tutaj sami.- nagle na ich drodze pojawiła się Soph.
-Tak,
to fajnie słoneczko.- Michelle sarkastycznie uśmiechnęła się,
chwyciła Nikki'ego za rękę i szybko pociągnęła go do pokoju.
Gdy
tylko znaleźli się w środku, dziewczyna zrzuciła z siebie ręcznik
i zaczęła się szybko ubierać.
-Hej,
nie denerwuj się.- powiedział, podchodząc do niej, obejmując ją
i składając kolejny pocałunek na szyi.
-Nie
jestem zdenerwowana.- odpowiedziała, wymykając się z jego objęcia
i wychodząc z pokoju.
Od
razu pokierowała swoje kroki do kuchni. Wstawiła wodę na kawę, a
otwierając lodówkę stwierdziła, że najwyższa pora zrobić
zakupy. Po chwili znalazła się w salonie, razem z kubkiem. Usiadła
na kanapie, rozkoszując się czarnym napojem. Po krótkim czasie w
pomieszczeniu znalazł się Tommy.
-Cześć
mała.- powiedział, rzucając się obok.
-Cześć
chudzielcu.- odpowiedziała z uśmiechem.
-Widzę,
że już lepiej się trzymacie. I dobrze. Teraz jeszcze ogarnij
Sophie.
-Dlaczego
ja?
-A
kto inny to zrobi?
-Nie
wiem. Na przykład Vince. Ja nie chcę się w to mieszkać. Zbyt
wiele nocy przez to nie przespałam.
Tommy
już nic nie powiedział. Zapalił papierosa i zaczął rozglądać
się po całym mieszkaniu. Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
Michelle wstała z kanapy, byleby nie siedzieć już z T-bonem.
Gdy
otworzyła drzwi, jej oczom okazał się Mick.
-Jeśli
znów jesteś najebany, to daruj sobie, proszę.
-No
właśnie nie jestem. Chciałbym przeprosić za swoje ostatnie
zachowanie. Przesadziłem.
Mich
ciężko westchnęła i otworzyła szerzej drzwi.
-Wejdź...
Czemu oni wszyscy są tacy wredni dla Sophie?? Z tego co przeczytałam to sądzę że ona potrzebuje przyjaciół. No a tym przyjacielem mógłby być Paul Stanley (Albo Robert mógłby zrobić wielki Comeback i zgarnąć Sophie). Michelle dalej mnie wkurwia i jej nie lubię. Co ona sobie w ogóle myśli?! Że niby jak cały czas miała ją w dupie i nagle się nią przejmie to Sophie padnie w jej ramiona i powie '' Michelle jesteś i byłaś moją najukochańszą przyjaciółką na świecie''? Ale najbardziej ciekawi mnie co Mick może chcieć od Michelle- Głupiej suki.
OdpowiedzUsuńCzekam na nowy rozdział!!!
Martyna
Mogłabym Ci obiecać, że pozbędę się Michelle z tego opowiadania, ale cóż... Zosia jest nieugięta i nie daje się przekonać.
OdpowiedzUsuńCodziennie zaglądam na bloga z nadzieją 'może coś dodały' i każdego dnia nic..aż tu nagle, nowy rozdział- z czego bardzo, bardzo się cieszę :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że nie tylko mnie Michelle denerwuje, ujmując to bardzo delikatnie.
Strasznie działa mi na nerwy.
Co do Sophie i Vince'a to pomimo tego, że się kłócą i tak ich uwielbiam!
Najcudowniejszy w tym wszystkim jest Tommy. Bardzo, bardzo go lubię! :)
Ciekawe jak to będzie dalej..no ciekawe..
Ah, uwielbiam Was! Kocham i w ogóle!
Nie mogę się doczekać następnego. Życzę dużo weny i pozdrawiam (:
Ojej, to takie kochane, dziękujemy.
UsuńMnie też Michelle wkurwia, witam w sporym klubie c:
To, kurwa, miłe, że nikt nie lubi mojej postaci...
UsuńAle kiedyś ją uwielbiałam, kwestia obecnego zachowania względem Soph.
UsuńOlivia, blagam, zrób cos z Michelle, niby dobrze, ze bohaterowie wywolują tyle emocji, ale tej dziewczyny nie da sie zniesc, jest okropna dla każdego bez wyjatku, nic w niej nie ma, teraz jeszcze zbrzydla i nawet uroda jej nie ratuje. Ale oprócz tego opowiadanie zajebiste, czekam z niecierpliwością na wiecej, bo z każdym rodzialem jest coraz ciekawiej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny zycze :3