Oparta o ramę łóżka, uspokajała nerwowy oddech. Wszelkie ślady snu znów uciekły spod jej powiek, zostawiły na pastwę losu i potworów czających się gdzieś w szafie, pod łóżkiem, na lampie. Oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Zaczęła gorączkowo szukać po pokoju choćby jednego papierosa, aby zaspokoić nikotynowy głód, chociaż niedorastający nawet do pięt temu, co skręcało jej wnętrzności. Gdy odnalazła już prawie pustą paczkę i zajęła miejsce na łóżku, wraz z pierwszą dawką dymu zakrztusiła się. Odruchy wymiotne wróciły, a z nimi dreszcze, kropelki zimnego potu na jej bladej, cienkiej niczym papier skórze. Czuła, że zaraz wykaszle albo płuca, albo resztki duszy ze swego obolałego ciała.
Drzwi sypialni otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Sylwetka Michelle, oświetlana światłami miasta, rysowała się we framudze drzwi. W dłoni trzymała butelkę wódki oraz szklankę, choć sama dobrze wiedziała, że żadne naczynie nie przyda się jej do picia. Przeszukała czujnym wzrokiem pokój, by odnaleźć źródło hałasu, który przeszkadzał jej w oddawaniu się alkoholowym przyjemnościom.
- Jesteś żałosna. - śledziła uważnie drogę tlącego się papierosa, którego dziewczyna nie była w stanie utrzymać. - Zaraz obudzisz mi faceta.
- Wiesz, ile obchodzi mnie twój facet? - odpowiedziała wściekle Sophie. - Wiesz, że on gdy tylko się oddalisz, robi to samo? Pewnie właśnie korzysta z okazji, by wyrzygać się do starego pudełka po pizzy.
Michelle starała się pozostać niewzruszona. Długo żadna odpowiedź nie padła z jej ust. Stukała paznokciami o szklaną butelkę. Wycofała się z framugi, by skinieniem głowy nakazać towarzyszcze iść za sobą do kuchni. Zapaliła niewielką lampkę, światło uderzyło nieprzyjemnie w ich oczy. Wyciągnęła z szafki drugą szklankę, postawiła obie na stole i wypełniła je po brzegi wódką.
- Pij. Przyda ci się. - powiedziała oschle, przesuwając naczynie w kierunki Soph. Dziewczyna upiła łyka, krzywiąc się, lecz po chwili sięgnęła po następnego. I następnego, i następnego... Blondynka, oparta o kuchenny blat, chowała śmiech w kącikach ust, kończąc już drugą porcję alkoholu.
Sophie odstawiła szklankę na stół. Jej drżąca dłoń wciąż trzymała papierosa, uniosła go do ust i spróbowała zaciągnąć, tym razem z pozytywnym skutkiem, choć przez niewielką chwilę dławiła się dymem. Skulona na krześle, wpatrywała się za okno. Za wszelką cenę starała się dusić w sobie szloch, łzy zmieszane z wymiocinami oraz uciekającymi z niej resztkami narkotyków.
- Nie powinniście tak nagle mi ich zabierać, to nie jest zdrowe... - zaczęła cicho mówić z nadzieją, że Michelle pomoże jej chociaż niewielką ścieżką kokainy.
- A co zdrowego jest w mieszaniu każdego istniejącego narkotyku we własnym ciele?
- Mogłabym zapytać o to samo...
-Chyba nie chcesz mnie porównywać do siebie.- Michelle chłodno spojrzała na Sophie.
-Idź lepiej do swojego kochasia, bo znów ci ucieknie...
-A wiesz, że zrobię to bardzo chętnie?- blondynka odstawiła butelkę wódki i wszyła z kuchni.
Soph usiadła na blacie. Próbowała opanować głód. Chciała jak najprędzej się naćpać. Siedziała i tempo wpatrywała się w ścianę. Miała nadzieję, że za chwilę wszystko ustąpi i będzie dobrze. Tak, jak dawniej. Nagle zeskoczyła z blatu i podeszła do framugi, o którą się oparła. Przyglądała się leżącej na kanapie parze. Michelle była wtulona z całej siły w ciało Nikki'ego. Obydwa tak samo roztrzęsione i tak samo wychudzone. Nikki spokojnie mógłby założyć rzeczy Mich i wcale nie były by mu za małe.
Nagle serce Sophie zaczęło dziwnie szybko bić. Czuła, że w oczach zbierają jej się łzy, choć nie miała pojęcia dlaczego. Szybko przeszła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Mocno wtuliła się w ciepłe ciało Vince'a i zaczęła cicho szlochać. Jej cichy głos roznosił się po pustej sypialni na tyle głośno, że obudził mężczyznę. Pierwsze promienie słońca przebijały się do pokoju. Vince spojrzał na dziewczynę i delikatnie ją objął, jednocześnie całując ją w czoło.
-Co się dzieje, słońce?- zapytał lekko zaspany.
-Nic, nic...- Sophie otarła łzy i smutno się uśmiechnęła.
-Spałaś choć trochę?
-Troszeczkę.
Vince położył dziewczynę. Otulił ją swoim ramieniem. Drobna szatynka wtuliła się w masywne ciało mężczyzny, które zupełnie różniło się od kościstego Nikki'ego. Wydawałoby się, że swoim objęciem chroni bezsilną Sophie. Ciepły, miarowy oddech Vince'a pieścił jej zmarzniętą skórę. Słysząc jego równomierne bicie serca, z każdą chwilą uspokajała się i powoli zapadała w sen, którego od tak dawna nie doświadczała.
[...]
Dochodziła godzina dziesiąta. Słońce od wielu godzin widniało na horyzoncie i wpychało się przez zakurzone okna do mieszkania. Michelle spokojnie siedziała na łóżku i paliła papierosa. Jej rozczochrane włosy uciekały we wszystkie strony, oczy były przekrwione, ale jakby bardziej szczęśliwsze, blada cera wyostrzała każdą bliznę, nabytą przez całe życie. Całość była otoczona szarym dymem, który wyróżniał się rozmaitymi kształtami i wzorami. Cały nieład panujący w pokoju nadawał dziwnego kontrastu wszystkim wydarzeniom. Wszystko było jakby... rozmyte.
Nagle do pokoju wtoczył się Nikki. Zalany potem i cały blady ledwo dowlókł się na łóżko. Od razu się na nie rzucił i wylądował twarzą w poduszkach, co wywołało u blondynki lekki uśmiech.
-Uratuj mnie, proszę.- wybełkotał zachrypniętym głosem.
Michelle zgasiła papierosa i przytuliła się do mężczyzny, jednocześnie gładząc go po włosach.
-Dasz radę, słońce.- dziewczyna odgarnęła włosy z jego karku i delikatnie go pocałowała.
Kącik ust Nikki'ego lekko się podniosły, choć nie było tego widać, był zadowolony. Leżąc twarzą w poduszkach, czuł bliskość swojej ukochanej. Lubił to uczucie i za każdym razem wywoływało u niego te same emocje. Pomimo tego, że aktualnie nie miał siły by nawet przewrócić się na plecy, pożądał jej z całej siły.
-Jak już wyzdrowieję, będę cię pieprzyć całymi dniami i nocami.
Michelle uroczo się zaśmiała.
-Nie śmiej się. Mówię poważnie.- dopowiedział Nikki, któremu udało się przewrócić na plecy.
Dziewczyna usiadła okrakiem na jego udach i wpatrywała się w jego zielone, przyćpane oczy. Sixx położył dłonie na talii dziewczyny i badał jej ciało wzrokiem. Pożerał każdy centymetr ciała tak, jakby chciał z tego coś wywnioskować. Nagle zatrzymał się na lewej ręce. Wpatrywał się w nią już od dłuższego czasu, co zaczęło irytować Mich.
-Dlaczego tak się wpatrujesz w tą rękę?
-Co to jest?- Nikki chwycił ją w nadgarstku i przejechał palcem po długiej bliźnie.
-Mogłabym zapytać o to samo...- dziewczyna wskazała na rękę mężczyzny, która miała jeszcze pojedyncze, niezagojone rany.
-Pierwszy zapytałem.
-Więc odpowiadam ci, że to nic istotnego i nie musisz o wszystkim wiedzieć.
-Więc odpowiem ci tak samo.
Blondynka spojrzała zdenerwowana na niego. Oczekiwała jakichkolwiek wyjaśnień, ale wiedziała, że ich nie otrzyma. Wstała z jego ud i wszyła z pokoju.
Nikki z ledwością podniósł się z łóżka i chwiejnym krokiem ruszył za nią.
-Znowu będziemy przechodzić to samo?- zapytał, zatrzymując się w salonie.- Bądźmy ze sobą po prostu szczerzy.
Michelle wyszła z kuchni. Stanęła naprzeciwko chłopaka i spojrzała w jego oczy.
-Może po prostu nie potrafimy inaczej funkcjonować.
-Nasz związek opiera się tylko na pieprzeniu, piciu, ćpaniu i paleniu. Nie rozmawiamy ze sobą.
-Jesteś dziwny. Jakiemu mężczyźnie to przeszkadza?
-Tak, mam kurwa uczucia. I co teraz jestem gorszy?
-Nie powiedziałam tego.
Nagle do mieszkania wszedł Mick.
-Witam wszystkich wariatów!- krzyknął od progu.
-Nie za wcześnie jak na ciebie?- zapytał zimno Nikki.
-Dla mnie już raczej za późno.- odpowiedział ironicznie.
-Po co przychodzisz?- zapytała Michelle.
-A co? Nie jestem już tu mile widziany?
-Piłeś od rana?- wtrącił Nikki.
-Jaa? Gdzie tam!- roześmiał się Mick.
Sixx i Mich wymienili się jednoznacznymi spojrzeniami.
-Mick, wracaj do siebie.
-Nie ma mowy, nigdzie nie idę. Czuję się za was odpowiedzialny, moje ćpunki.
-Więc usiądź na kanapie i nas pilnuj.- powiedziała blondynka.
[...]
Sen nie trwał długo. Szybko wyrwał się spod jej powiek. Vince zniknął, poduszka obok jeszcze była ciepła. Dziewczyna z trudem wstała i wydostała się z sypialni, wykorzystując każdą ścianę, jako podparcie. Gdy dostała się już do kuchni, próbowała zrobić kawę, lecz jej dłonie za bardzo się trzęsły, by nalać do kubka wrzątku. Zrezygnowana, wzięła z lodówki puszkę piwa i skierowała się do salonu.
- Cześć, Mick. - opadła ciężko na kanapę i wtuliła się w mężczyznę, ignorując Michelle oraz Nikki'ego.- Cześć, zjawo. - objął Sophie ramieniem, rozbawiony. W kieszeni jego skórzanej kurtki wyczuła spory woreczek. Wyjęła go delikatnie, po czym schowała w bieliźnie. Uśmiechnęła się triumfalnie, wzrokiem przeszywała Sixxa, który widział dokładnie, co zrobiła, jednak milczał, z wargami zaciśniętymi w poziomą kreskę. Próbowała wytrzymać jeszcze chwilę na kanapie, by nie wzbudzać podejrzeń w czujnej Michelle, lecz pociągająca wizja zażycia narkotyku była tak silna, bliska, wyraźna, że gwałtownie wstała, chwiejąc się i uciekła do łazienki. Za zamkniętymi na klucz drzwiami, usypywała na lusterku kolejne kreski, szczęście rozrywało jej umysł i nozdrza. Nie obchodziły Sophie obietnice, łzy, żal, prośby i nienawiść. To wszystko było tak nieważne, niewyraźne przy tym, co dawały narkotyki. Już rozumiała, dlaczego matka odeszła od rodziny właśnie dla nich. Z nimi nic nie może się równać.
Podniosła się z podłogi. Wpatrzona w brudne lustro, odkręciła wodę w umywalce, po czym przemyła dokładnie twarz. Potwór znów wprowadził się do jej oczu, rozszerzając nienaturalnie źrenice. Skryła się za kurtyną włosów i odkluczyła drzwi. Ledwo zdążyła je uchylić, a chude ramiona wepchnęły ją z powrotem do środka.
- Wzięłaś coś? - bardziej stwierdził, niż zapytał Nikki pełnym wyrzutu tonem.
- Już nic nie mam. Nie podzielę się. Wybacz, skarbie. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie chcę, żebyś się ze mną, kurwa, dzieliła!
- Szybko zmieniasz zdanie. - pociągnęła nosem, który potarła delikatnie.
- Nie mam zamiaru na razie umierać.
- Ach, tak? - Sophie roześmiała się dziwnie. - Już jesteś martwy. Wszyscy, kurwa, jesteśmy, ale ja przy okazji umierania chcę się nieźle bawić.
- Na jebanej podłodze w brudnej łazience, cuchnąca rzygami i wódką? Obrzydzasz mnie. Jesteś ohydna. Jesteś odrażającą, zimną suką.
Wymierzyła mu siarczysty policzek bez nawet chwili wahania. Złapał się za lekko zaczerwienione miejsce i zacisnął pięść, gotowy oddać cios w każdej chwili. Żadne zasady nie istniały.
- Nie waż się mnie obrażać, gdy jesteś w tak zwanym związku z twoim wspaniałym blond aniołkiem. Niedługo ta ździra będzie wyglądać jeszcze gorzej, opuchnięta i zataczająca się pod sklepem z tanim alkoholem. Pierdoleni hipokryci. Nienawidzę was bardziej, niż siebie.
Wyszła z łazienki, trzaskając głośno drzwiami. W swojej sypialni, na środku łóżka, między rozgrzebaną pościelą, paliła papierosa za papierosem, skąpana w słonych łzach. Bolało ją kolejne kłamstwo.
Nikogo nie darzyła większą nienawiścią, niż tą, jaką żywiła do siebie.
Nikki w tym samym momencie z całej siły kopnął stojący obok łazienki stolik. Po chwili wrócił do salonu i opadł ciężko na kanapę, obok Michelle.
-Co się dzieje?- zapytała, głaszcząc delikatnie jego włosy.
-Nie chcę z nią tutaj mieszkać...
-Z kim?
-Z Soph, rozumiesz? Nie chcę. Mógłbym mieszkać na ulicy, byle nie z nią.
-O tą ulicę nie jest tak trudno. Wystarczy, że znów zaczniesz ćpać.- roześmiał się Mick.
-Nie zacznę, kurwa, ćpać!- Nikki natychmiast poderwał się z kanapy.
-Jesteś pewien?
Mick zaczął czegoś szukać po swoich kieszeniach. Szukał dość długo, a Sixx jedynie tryumfalnie się uśmiechał.
-Gówno znajdziesz, bo ta zdzira zabrała wszystko, co miałeś.
-Skąd ty, kurwa, możesz to wiedzieć?- Mars stanął naprzeciwko Nikki'ego i niebezpiecznie blisko podszedł.
-Kochanie, chodź.- Michelle szybko wstała z kanapy, złapała Sixxa za rękę i pociągnęła do pokoju.
Gdy tylko weszli mężczyzna rzucił się na łóżko. Mich przykryła go lekko kocem, cmoknęła w czoło i wyszła z pokoju.
-Mick, słońce... Powiesz mi co do cholery odwalasz?- zapytała, przechodząc przez salon, idąc do kuchni.
Mężczyzna wstał z kanapy. Chwiejnym krokiem, podpierając się o ściany, wtoczył się do kuchni. Na samym wejściu spotkał się z zimnym wzrokiem blondynki.
-Nie jestem ci już potrzebny, więc po chuj się interesujesz?
-Wydawało mi się, że jesteś moim przyjacielem.
Mars rozbawiony, oparł się o blat i zapalił papierosa. Przez długi czas panowała cisza. Zimna i obojętna. Obydwoje byli zajęci swoimi myślami i nie zwracali na siebie uwagi. Nagle w drzwiach pojawił się Vince.
-Sophie znów się naćpała.- oznajmił dość przejęty.
Michelle podniosła wzrok i spojrzała na blondyna.
-Wiesz ile mnie to interesuje? Jak chce, niech ćpa. To nie leży w moim interesie.
-Mich, błagam, pomóż mi.- głos Vince'a cicho się łamał.
Ponownie zapanowała cisza. Było słychać tylko dźwięk gotującej się wody. Dziewczyna niczym nie przejęta robiła sobie kawę.
-Dlaczego podchodzisz do wszystkiego tak obojętnie?- Neil usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach.
-A dlaczego ty wszystko przeżywasz? Słońce, to nie ma sensu. Albo sami się ogarną, albo nic im nie pomoże.
Blondynka szybko upiła parę łyków kawy i wyszła z kuchni. Vince od razu poszedł za nią.
-Gdzie idziesz?
-Jeszcze nie wiem, ale idę.- odpowiedziała, zarzucając na siebie skórzaną kurtkę.
-Pada deszcz.
-Tym lepiej.
Lekko uśmiechnęła się do mężczyzny i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami.
Zbiegła schodami w dół i wyszła na ulice. Niebo całe zaszło czarnymi, nieprzyjemnymi chmurami. Było chłodno i mokro. Prawie nikt nie chodził po ulicach. W takie dni Los Angeles zamierało.
Michelle przez chwilę rozglądała się po okolicy i próbowała się zdecydować, gdzie iść. W końcu obrała kierunek i poszła prosto przed siebie, nie mając pojęcia, gdzie tak naprawdę idzie.
Deszcz sprzyjał temu, by mogła wszystko przemyśleć. Szła dość niepewnie, ze spuszczoną głową. W jej myślach przebijał się tekst piosenki Davida Bowie'go.
It's a God awful small affair
To the girl with the mousey hair,
But her mummy is yelling, No!
And her daddy has told her to go,
But her friend is no where to be seen.
Now she walks through her sunken dream
To the seats with the clearest view
And she's hooked to the silver screen,
But the film is sadd'ning bore
For she's lived it ten times or more.
She could spit in the eyes of fools
As they ask her to focus on
W tym samym momencie Nikki gwałtownie poderwał się z łóżka. Rozejrzał się po pokoju. Nigdzie nie widział Michelle. Wstał, okrył się kocem i ruszył w poszukiwaniu swojej dziewczyny. Zajrzał wszędzie gdzie mógł. W końcu zrezygnowany poszedł do kuchni.
-Gdzie moja Michelle.- jęknął smutno.
W międzyczasie do Vince'a i Micka zdążył dołączyć Tommy. Nagle każde spojrzenie wylądowało na szkieletowym ciele Sixxa.
-A widzisz ją gdzieś?- zapytał oschle Mick.
-Nie, dlatego się kurwa pytam, gdzie jest?!
-Wyszła gdzieś jakiś czas temu.- odpowiedział Vince.
-Gdzie wyszła? Przecież za oknem jest ściana wody.
-Powiedziałem jej to samo, ale ona się tylko uśmiechnęła.
Nikki przeklną coś pod nosem i sięgnął piwo z lodówki. Cały czas okryty kocem, usiadł na krześle naprzeciw blondyna. Nawet nie wsłuchiwał się w rozmowę swoich kolegów. Obijały mu się o uszy pojedyncze słowa, takie jak trasa, koncert, płyta.
-A ty, co tym sądzisz?- zapytał w końcu Tommy.
Sixx rozejrzał się po całej kuchni. Spojrzał na każdego po kolei, upił łyk piwa i powiedział:
-To doby pomysł...- choć nie miał zupełnego pojęcia, co właśnie się dzieje.
-Nie masz pojęcia o czym mówimy, prawda?- zapytał Vince.
-No nie...- mężczyzna spuścił głowę.
-Może nawet i lepiej. Wracaj do pokoju i prześpij się jeszcze trochę. Jak tylko przyjdzie Michelle, zawołamy ją do ciebie.- dopowiedział Tommy, ciepło się uśmiechając.
Nikki w tym momencie poczuł się jak ostatni debil. Nic nie mówiąc wstał z krzesła i ruszył do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do odtwarzacza płyt. Sięgnął pierwszą z brzegu. Było to Get Your Wings Aerosmith. Włączył płytę, rzucił się na łóżko i starał się odpłynąć we własnych myślach, bez użycia narkotyków.
Vince znalazł dziewczynę schowaną przy szafie, między stertami brudnych ubrań, butelek, opakowań i niedopałków. Wpatrywała się tępo przed siebie, przyjemnie znieczulona dużą dawką narkotyku, który wreszcie uspokoił jej organizm. Chłopak ukucnął przed nią, odsuwając uprzednio nogą parę wyrzuconych z szuflad koszulek.
- Kochanie... - zaczął, by zwrócić na siebie uwagę Sophie. Gdy w końcu obdarzyła go spojrzeniem, kontynuował. - Kurwa, wytłumacz mi, dlaczego? Tak dobrze ci szło...
- Kurewsko dobrze. - uśmiechnęła się ironicznie.
- Jeszcze trochę i mogłoby się udać...
- Co mogłoby się niby udać? Sądzisz, że nigdy bym już nie tknęła narkotyków? Głupia blondynka.
Westchnął ciężko.
- Starałem się ci pomóc, ale...
- Ale co? Ale sam jesteś ćpunem i alkoholikiem? Widziałam cię trzeźwego może z trzy razy w życiu, a ty chcesz pomagać mi w rzuceniu dragów? Sam powinieneś zacząć, kurwa, od siebie.
- Nie obchodzi mnie to, co dzieje się ze mną. Sophie, po prostu dla Ciebie zabawa już się skończyła, to nie jest dalej śmieszne...
- Ja się, kurwa, doskonale bawię!
Zrezygnowany Vince usiadł na podłodze i przyciągnął do siebie dziewczynę. Objął ną mocno. Składał delikatne pocałunki na jej bladej, zimnej skórze, zsuwając ramiączka koszulki oraz biustonosza. Gdy pozostała niewzruszona, obojętna na jego pieszczoty, chwycił ją lekko za podbródek i zmusił do spojrzenia na siebie.
- Kocham cię.
Sophie odpowiedziała mu milczeniem, które sprawiało większy ból, niż jakiekolwiek słowa.
- Kocham Cię, rozumiesz? - powtórzył.
- Rozumiem.
Chłopak puścił ją i odsunął od siebie, przyjmując swą dawną postawę. Wstał. Zgromił ją z góry spojrzeniem, po czym wyszedł z żalem z pokoju, zatrzaskując za sobą głośno drzwi. Bezsilny w swej wściekłości i nieustannie narastającej samotności znów postanowił odnaleźć siebie w potężnej dawce wszelkiego rodzaju alkoholi. Ubrał się szybko, ignorując deszcz i udał się do sklepu. Kiedy wybierał trzecią z kolei butelkę, ktoś podał mu wódkę.
- Weź jeszcze to. - uśmiechnęła się Michelle, cała mokra, krople spływały po jej włosach, ubraniu, ciele.
- Od kiedy ty chcesz pić ze mną? - zapytał zdziwiony Vince.
- Nie zadawaj zbędnych pytań.
Kiwnął tylko głową i w ciszy poszli zapłacić, a następnie uciekli przed deszczem do budynku. Schowani na klatce schodowej, otworzyli pierwszą butelkę.
- Nikt ich nie pilnuje? - zapytała blondynka po pierwszych łykach alkoholu.
- Ich nie da się, kurwa, pilnować...
-No tak... Co racja to racja.
Michelle spojrzała w ziemie. Usiadła na schodach i upiła mały łyk wódki. Odstawiła butelkę na bok i drżącymi dłońmi próbowała odpalić papierosa. Vince przyglądał się jej przez pewną chwilę. W końcu zabrał zapalniczkę i podpalił dziewczynie papierosa.
-Dziękuję...- powiedziała cicho i niewinne.
Mężczyzna zajął miejsce obok Michelle. Chwycił ją delikatnie za podbródek i skierował jej twarz w swoją stronę. Kciukiem przejechał po jej policzku, które całe było umazane od makijażu.
-Nieźle cię potraktował ten deszcz.- powiedział, wycierając jej skórę.
-Oni walczą sami ze sobą, prawda?- delikatny głos blondynki nagle rozbrzmiał w głowie Vince'a.
-Walczą?- spojrzał zdziwiony na dziewczynę- Nie chcę cię zasmucać, ale Sophie chyba już się poddała.
-Chcesz mi powiedzieć, że mam się przygotować na najgorsze?
Zapadła cisza. Vince chwycił butelkę wódki i pociągnął duży łyk. Jego twarz wykręciła się w grymasie zgorzknienia, po czym spojrzał na Michelle, starając się ciepło uśmiechnąć.
-Tak, słońce. Dokładnie tak...- mężczyzna czule objął drobną, cienistą istotkę.
Oczy blondynki zaszły łzami. Nie wiedząc dlaczego, z całej siły wtuliła się w ciało Vince'a. On ją jedynie objął i starał się jakkolwiek pocieszyć.
Nagle z mieszkania wyszedł Nikki. Cały blady i roztrzęsiony. Oczy podkrążone, same się zamykały. Spojrzał na siedzących na schodach Michelle i Vince'a. Jego serce znacznie przyśpieszyło. Ukucnął za blondynką, a strzyknięcie jego kości rozniosło się po całej klatce. Objął delikatnie jej ramiona i pocałował w czubek głowy. Wymienił się z Vincem porozumiewawczym spojrzeniem i szybko zajął jego miejsce. Jego chude, poranione ramiona tuliły Michelle z całej siły.
-Chodź do domu. Jesteś cała przemoknięta.
-Posiedzę tu jeszcze trochę.- Michelle uśmiechnęła się blado w stronę Nikki'ego.
-Więc ja posiedzę z tobą.- mężczyzna oparł się plecami o ścianę.
-Chyba chciałeś gdzieś iść...
-Nie śpieszy mi się.
Zapadła długotrwała cisza. Czas stanął w miejscu i niemiłosiernie się dłużył. Siedzieli i wpatrywali się w brudne ściany, doszukując się w nich sensu.
-Znów milczymy...- powiedział Nikki.
Odpowiedziała mu cisza, ale on nie zamierzał znów przegrywać.
-Kurwa, ale ze mnie zero. Mam umysł kanałowego szczura.
-Wbrew pozorom, szczury to mądre stworzenia. Nie mierzysz za wysoko?- kąciki ust Michelle delikatnie się podniosły.
-Więc do czego byś mnie porównała, hm?- zapytał zaciekawiony, a jego twarz nagle się rozpromieniła.
-Do powietrza.
-Powietrza? Powietrze nie jest interesujące. Powietrze robi coś dobrego dla innych. Dlaczego powietrze?
-Pierwsze co mi przyszło do głowy.
-I nic lepszego? Wysil się trochę, no!
Michelle odwróciła się przodem do Nikki'ego i spojrzała głęboko w jego zielone oczy.
-Kojarzysz mi się z zagubionym kawałkiem mapy. Jesteś tylko częścią czegoś niezwykłego. Odkrycie całej mapy zmieni wszystko, ale może to zająć wiele lat, bo nikt tak naprawdę nie wie gdzie jest twoja pozostała całość.
Ponownie zapadła cisza. Nikki zdziwiony spojrzał na dziewczynę, jednak na jego twarzy malował się dziwny grymas. Nagle wybuchnął śmiechem.
-Co w tym zabawnego?- zapytała blondynka z oburzeniem.
-To było... Takie, kurwa... głębokie!- śmiech nie pozwalał mu na zaczerpnięcie powietrza.- Dawno mnie tak nie rozbawiłaś.
-Pierdol się.
-Oj, słońce.- Nikki przysunął się bliżej do jej ciągle zmokniętego ciała i namiętnie pocałował sine usta.
-No dobra, ty się śmiejesz, ale ja jestem ciekawa z czym tobie się kojarzę.- Michelle odsunęła się od jego jakby cieplejszego ciała, choć po chwili ponownie je przytuliła.
-Z niczym.- odpowiedział od razu, bez namysłu.- Nie ma nic taki idealnego jak ty.
-Jak to?
-Gdybym porównał cię do heroiny, dałabyś mi w pysk.- Nikki ponownie się roześmiał.
-Widzę, humor dopisuje. To dobrze. Dawno nie słyszałam twojego śmiechu. Zapomniałam, jak bardzo go kocham.
-Dobra, koniec tego romantycznego pierdolenia. Jestem napalony na ciebie jak nigdy, więc radzę mnie zaspokoić, albo źle to się skończy.- ton jego głosy diametralnie się zmienił. Był pożądliwy, męski, nadal niezmiernie seksowny.
-A jeśli tego nie zrobię, to co wtedy?
-Chcesz się przekonać?- Nikki wstał ze schodów i spojrzał z góry na Michelle, już na pierwszy rzut oka było widać, że to on przejmie kontrole nad wszystkim.
-Poproszę...
Sixx pociągnął dziewczynę w górę, chwytając ją za ręce. Szarpnął ją za sobą i wepchnął do mieszkania. Przywarł ją do ściany, zdejmując z niej skórzaną kurtkę i rzucając ją gdzieś w kąt. Zaczął namiętnie całować jej usta, szyje oraz kości obojczykowe, które niezwykle wystawały. Po chwili bezwzględnych pocałunków, odsunął się od dziewczyny i zaciągnął szybko Michelle do sypialni. Panujący chaos sprzyjał całej atmosferze. Trzasnął za sobą drzwiami z całej siły i pchnął dziewczynę na łóżko. Szybko do niej dołączył i znów zaczął namiętnie całować. Z każdą chwilę jej zmarznięte ciało przybierało coraz wyższą temperaturę. Nikki jedną ręką objął jej nadgarstki, a drugą wędrował gdzieś po ciele, nieustanie całując. Przygryzał jej skórę, zdejmował rzeczy, drażnił kości. Jego dotyk rozprzestrzeniał się wszędzie. Jego palce czasem plątały się między włosami, czasem delikatnie zarysowywały kształty kości.
-Kocham Cię. Kurwa, jak cię kocham.- wyszeptał podniecony do jej ucha.
Michelle uroczo się zaśmiała i wyrwała ręce z jego uścisku. Zaczęła powoli rozpinać pasek od jego spodni. Co jakiś czas spoglądała w jego uradowane oczy przepełnione dziwnym blaskiem.
Nagle ktoś z hukiem otworzył drzwi. Tommy stanął we framudze, przez chwilę przyglądając się parze. W jego ustach znajdował się papieros, a one same pokazywały, że wcale mu nie przeszkadza ten widok.
-Czego, kurwa, chcesz?!- wydarł się Nikki, który usiadł na łóżku i zaczął zapinać z powrotem spodnie.
-Nie pierdol Sixx, tylko ubieraj się i chodź.
-No właśnie nie pierdolę i w tym jest, kurwa, największy problem...- powiedział, zakładając bluzkę.
-Jeszcze poruchasz.- odpowiedział Tommy, który właśnie zaczął pożerać Michelle wzrokiem.
-Ej, kurwa, obudź się.- Nikki zaczął klaskać przed jego oczami. T-bone szybko wyrwał się z transu i spojrzał na swojego przyjaciela.- Gdzie mamy iść?
-Do studia?
-Ale po jasnego chuja?- Sixx zabrał paczkę papierosów z półki i zapalił jednego.
-Przekonasz się na miejscu, a teraz chodź.
Obaj mężczyźni szybko wyszli z pokoju. Michelle poderwała się z łóżka, założyła szybko jakąś bluzkę i pobiegła za Nikkim.
-Kiedy wrócisz?- zapytała, zatrzymując go przy wyjściu.
-Nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że niedługo.- Nikki szybko musnął ustami policzek dziewczyny i zbiegł schodami w dół. Wyszedł na dwór, a w samochodzie czekał już Tommy.
-Coś nie tak?- zapytał, gdy wsiadał do środka.
-Powiedziałem, że dowiesz się na miejscu, kurwa.
T-bone odpalił samochód i z piskiem opon odjechał spod kamienicy.
Jesteś zajebiste! Najpierw czeka się na ten rozdział a potem jak się wkręcam, czytam to..to chcę więcej i więcej, ale niestety rozdział się kończy, a ja nie mogę się od tego oderwać. Piszecie cudownie. Jedno z lepszych opowiadań.
OdpowiedzUsuńUcieszyłam się, że przestali ćpać a potem wkurzyłam, bo Soph wzięła..
Ciekawe co takiego się wydarzyło i o czym na miejscu dowie się Nikki..No ciekawe..
Nie mogę już doczekać się następnego! Genialne jesteście :)
Pozdrawiam i życzę dużo weny.
Nawet sobie nie wyobrażasz, jak miło jest czytać takie rzeczy, szczególnie, że rozdziały mają średnio po dziesięć stron(ten akurat siedem, krótki jak na nas) c:
UsuńDziękujemy!
jak zawsze zajebisty rozdział! :) szkoda tylko, że Soph znowu zaćpała bo to chyba dobrze się nie skończy. weny życzę :)
OdpowiedzUsuńteraz z ręką na sercu mogę przyznać że Michelle to głupia suka! szkoda mi Sophie. w ogóle najbardziej z waszego opowiadania lubie Sophie. mam nadzieję że wyjdzie na prostą.
OdpowiedzUsuńweny! i szybko nową pisać!
Martyna
Zosia nie pozwala mi uśmiercić Michelle, więc jeszcze trochę was pomęczymy jej osobą.
UsuńChoć daje mi to satysfakcje, że jest postrzegana jako zimna suka. To chyba był mój zamiar, gdy ją kreowałam.
Jezu, wreszcie przeczytałam wszystkie rozdziały. Trochę to zajęło, ale to przez zabójczą długość odcinków.....................XD
OdpowiedzUsuńTakże tego, jak zwykle cuuuuudowny rozdział, ale i wkurwiający. Głównie przez Soph, nie mam pojęcia czemu, ale milion razy bardziej wolę Michelle. Zżera mnie ciekawość, bo nawet nie potrafię się domyślić czego dowie się Nikki na miejscu, także... nie ponaglam, ale piszcie szybko :))
+ pozdrawiam i życzę duuużo weny.
+ zastanawiam się, czemu Zosia jeszcze nie umieściła w opowiadaniu Paula Stanleya..........................XD
Po prostu Oliwia ma mnie przez niego dość i nie chce o nim słuchać, ale najchętniej to ja bym pieprzyła wszystkich i odesłała Sophie prosto do Paula XD
UsuńWątek Michelle i Nikkiego jest moim ulubionym. Ogólnie ta końcówka jak ze sobą rozmawiali była świetna. Gdyby Soph przestała ćpać i zajęła sie Vincem to by było w ogóle super :)
OdpowiedzUsuńA rozdział zajebisty. Życzę weny i nie mogę doczekać się następnego.
Pozdrawiam, Wasza wierna fanka :D