Zbiegła
szybko po schodach, choć jej ciało rozpadało się z wycieńczenia.
Chciała jednak znaleźć się jak najdalej od Michelle. Do tej pora
była dla niej wybawieniem, odskocznią od wszelkiego zła i
dwulicowość, ale teraz czuła jedynie nienawiść, niewielki jej
promyk przebijający się przez narkotyczną pustkę. Wyszła przed
budynek, oparła się o rozgrzaną słońcem, brudną ścianę.
Odpaliła papierosa, jednak gdy wypełniła płuca dymem, zakrztusiła
się i zbladła. Wiele dni bez jedzenia wykańczały jej delikatne
ciało ze straszliwą, lecz jakże niezawodną pomocą narkotyków.
Posnuła się wolno do najbliżej budki telefonicznej. Przeszukała
kieszenie, wrzuciła parę drobnych i wykręciła numer. Nikki
spędzał kolejny dzień w studiu, próbując z całych - nielicznych
już - sił obudzić w sobie kreatywność. Podniósł niechętnie
słuchawkę, odkładając bas w kąt. Miał już dość.
- Czego? - zapytał wściekle, ale gdy usłyszał głos Sophie, od razu bezwiednie zmienił ton. - Mała, co jest?
- Czego? - zapytał wściekle, ale gdy usłyszał głos Sophie, od razu bezwiednie zmienił ton. - Mała, co jest?
-
Przyjedź po mnie, proszę. - nogi uginały się pod nią, a głos
wydawałoby się ledwo dobywa z suchego gardła.Głód, spalający
jej wnętrzności, okropny głód znów dawał o sobie znać.
-
Gdzie jesteś?
-
Przed moim mieszkaniem. Znaczy... Już nie moim.
-
Ale kurwa...
-
Błagam, przyjedź, posiedzę z tobą w studiu, nie będę
przeszkadzać, Nikki no...
-
Dobra. Czekaj na mnie. Tylko jeśli ta suka jest z tobą...
-
Nie jest i już nigdy nie będzie. - zaprzeczyła twardo, wdeptując
papierosa w ziemię. - Czekam.
Rzuciła
wręcz słuchawkę i usiadła na krawężniku z twarzą schowaną w
lodowatych dłoniach. Po parunastu niekończących się minutach,
zrujnowany, stary van zatrzymał się przy niej. Kupienie porządnego
samochodu było dla Sixxa zbyt wielkim wyczynem, choć narkotyki
przestały być szczególnym wydatkiem. Nagły hałas silnika
przeraził dziewczynę. Poderwała się szybko na nogi, starając się
nie chwiać. Otworzyła drzwi i usiadła obok chłopaka. Czarne
okulary przysłaniały jego podkrążone oczy. Podciągnął rękawy
kurtki, odkrywając pokłute igłami ręce oraz rany. Sophie dotknęła
ich opuszkami palców.
-
Co to jest? - zapytała.
Odpowiedziało
jej milczenie i pisk opon. Nikki ruszył szybko, prawie rozbijając
się o pobliską latarnię. Jechali w nieznaną jej część miasta.
Rozglądała się wokół, próbując odgadnąć, gdzie się
znaleźli, jednak potwór w jej głowie nie pozwalał na skupienie
się. W końcu odwróciła się do przyjaciela.
-
Dokąd jedziemy?
-
Znalazłem nam mieszkanie na pewien czas.
Zatrzymał
się przed zrujnowanym budynkiem. Na zewnątrz stała grupa brudnych,
obszarpanych punków, którzy przywitali się z Sixxem szerokimi
uśmiechami, w których pochwalili się swymi pożółkłymi zębami.
Chłopak chwycił Sophie za dłoń, pociągnął do środka i kazał
wejść na górę. Starym kluczem otworzył drzwi mieszkania na
drugim piętrze. - No skarbie, nasz nowy dom. - wepchnął tam
dziewczynę. Wszędzie śmierdziało dymem, gnijącym jedzeniem i
gównem. Po podłodze porozrzucane były zepsute sprzęty, śmieci,
rozbite lustra czy naczynia. Soph posłała Nikki'emu obrzydzone
spojrzenie.
-
Co to, kurwa, jest? - zapytała.
-
Spokojnie, ogarniemy to jakoś. Przyjaciel wyjechał do Nowego Jorku
i zostawił mi to... coś. Zawsze jest gdzie spać. Więc nie
narzekaj.
-Nie
narzekam...- Sophie, załamana oparła się o ścianę.
-Kurwa...-
Nikki przerwał po długim momencie ciszy.- Dlaczego wszyscy się tak
rozpierdoliliśmy?
-Nie
wiem, ale dam ci do zrozumienia, że gówno mnie to obchodzi.- Soph z
zupełną obojętnością odpaliła papierosa.
Sixx
zamilkł nie miał już nic do powiedzenia. Zsunął się po ścianie
w dół i podkurczył jak najmocniej nogi, by móc o nie oprzeć
głowę.
…
Mijał
kolejny, szary dzień. Już nic nie miało w sobie życia. Wszystko
było martwe. Praca, dom, alkohol, praca, dom, alkohol. Co jakiś
czas przez drzwi przebijał się całkowicie pijany Vince wlokący za
sobą Stephena. Wszystko było nudne i monotonne. Piątkowe wieczory
przed telewizją z butelką szkockiej albo najtańszej wódki.
Kolejny
wieczór. Niczym nie różnił się od poprzednich. Był tak samo
szary i tak samo przeciętny. Już nawet nie było przytłaczających
myśli. Była pustka. Drzwi zamknięte, w całym mieszkaniu panowała
pustka. I chodź Michelle cały czas popłakiwała za Sixxem, nie
miała w sobie tyle odwagi, by się do niego odezwać. Wiedziała, że
mieszka z Soph i nie miała im zamiaru przeszkadzać.
Została
sama ze wszystkim. I wydawałoby się, że Mich bagatelizuje swoje
problemy, tak w tym czasie każde, najmniejsze niepowodzenie niosło
za sobą okropne skutki. Przytłoczyła ją i zniszczyła śmierć
rodziców, z której sądziła, że będzie się cieszyć. Więc
pozbawiona wszystkich- rodziny, która tak właściwie nią nie była,
ale zawsze można było się do kogoś odnieść, przyjaciół i
ukochanego- spożywała jeszcze większe ilości alkoholu.
Jednak
ten wieczór, szybko się odwrócił do góry nogami.
Ktoś
zadzwonił do drzwi. Michelle nikogo się nie spodziewała, więc
otworzenie ich kosztowało ją wiele pracy. W końcu zebrała się w
sobie i niechętnie poszła do drzwi. Uchyliła je lekko u wyjrzała
zza nich. Po drugiej stronie znajdował się Mick.
-Hej,
to tylko ja. Otwórz szerzej drzwi.- Dziewczyna posłuchała jego
prośby i pozwoliła mu wejść do środka.
Mężczyzna
rozejrzał się po mieszkaniu. Panował względy porządek.
Postanowił więc usiąść na kanapie. Michelle przez dłuższą
chwilę wpatrywała się w jego ruchy, jednak w końcu zajęła
miejsce obok. Przysunęła się bliżej jego ciała i od razu
przytuliła.
-Tak
mi brakuje czyjejś bliskości...- Wyszeptała łamiącym się
głosem.
Mick
objął mocno blondynkę ramieniem i złożył pocałunek na czubku
jej głowy.
-Mówiłem
ci, że to nie jest dobry pomysł, by wiązać się z tym ćpunem...
-Ale
pokochałam go bardziej niż kogo innego. On się tak strasznie
zmienił. Przecież cały czas za mną latał, pocieszał, mówił,
że kocha. Zabrał mi szczęście i najlepszą przyjaciółkę...-
Michelle wybuchła płaczem.
-Obiecuję,
że znajdę ci kogoś lepszego.- Mick zapewniał zapłakaną
blondynkę.
-Ale
ja nie chcę nikogo lepszego. Chcę być z nim albo umierać z
samotności!
-Ale
bycie z nim równa się umieraniu w samotności. On jest zbyt często
nieobecny.
-Co
z tego? Chcę by wrócił dawny Nikki, sprzed paru miesięcy i chcę,
by oddał moją najlepszą przyjaciółkę!
-Oni
za bardzo popadli w to gówno. Nie wyjdą z tego. Musisz ich wymazać
z pamięci...
Może
to nie były najlepsze słowa pocieszenia, ale chociaż Mick był z
nią szczery i miał racje. Wszyscy byli gotowi na to, by ich razem
pochować. Nie wytrzymywali w trzeźwości. Wtedy dotykały ich
ostatnie, aktywne uczucia, których za wszelką cenę chcieli się
pozbyć. Byli chorzy i obydwoje siebie warci
[...]
Nikki
wszedł do mieszkania i rzucił pokrowiec z basem w kąt przedsionka.
Był wściekły. Vince znów spił się tak, że ledwo stał przed
mikrofonem, Tommy przyprowadził ze sobą nową dziewczynę, z którą
wolał uprawiać seks w vanie, niż grać, Mick wciąż posyłał
wszystkim pogardliwe spojrzenia, jednak nie odezwał się ani słowem
przez całą próbę. A on sam był tak słaby, że nie potrafił
zapanować nad tym całym chaosem. Zrzucił szybko z siebie kurtkę
oraz ciężkie buty. Dopiero teraz usłyszał, jak wielki hałas
dobiega z sypialni. Sophie tańczyła na łóżku, które trzęsło
się i skrzypiało, cienkie ściany drżały od muzyki KISS. W dłoni
dziewczyny znajdowała się kolejna z rzędu butelka taniego
czerwonego wina. Wszedł do pokoju i od razu wyłączył płytę.
Soph zeskoczyła z łóżka. Podbiegła radośnie do Nikki'ego, by
objąć go chudymi ramionami, zanim zdążyłaby spotkać się z
podłogą.
-
Psujesz mi świętowanie. - wybełkotała z wyrzutem, lecz następnie
roześmiała się. Jej oczy były, mimo tego, tak bardzo smutne.
-
Co tak świętujesz? - zapytał chłopak, wsuwając zimne dłonie pod
jej koszulkę, chciał choć odrobinę je ogrzać. Śmiech
momentalnie umilkł.
-
Rocznicę śmierci taty. - powiedziała cicho.
Odsunęła
się od Sixxa. Upiła potężny łyk wina i znów uśmiechnęła się
szeroko.
-
Bawi cię to?
Na
samo wspomnienie o ojcu rana w duszy Nikki'ego spotkała się z
długimi, ostrymi paznokciami. Przełknął ślinę, by zwiliżyć
nagle tak suche gardło i zacisnął pięści. Widząc to, Sophie
stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego usta. Odwzajemnił
pocałunek.
-
Nie, nie bawi. - padła w końcu odpowiedź. - Możemy oboje się
zamęczać. Albo schlać i pójść do łóżka.
Podała
mu butelkę, jej dłoń delikatnie głaskała włosy chłopaka, aby
go uspokoić. Uśmiechnął się wreszcie i objął dziewczynę,
ciągnąć ją na materac.
-
Zawsze wiesz, czego mi potrzeba. - szepnął z zadowoleniem do jej
ucha.
-Przecież
wiem- Soph ponowie się roześmiała i zaczęła całować Nikki'ego.
Sixx
przez chwilę opierał się pijanej dziewczynie, jednak w końcu jego
pożądanie było silniejsze od zdrowego rozsądku. Całował ją
coraz namiętniej. Rozbierał szybko i agresywnie. Po chwili znaleźli
się na materacu, otoczeni swoją dziwną, ćpuńską atmosferą. Nie
mieli pojęcia, co tak naprawdę ich łączy, jednak byli pewni tego,
że miło im się razem ćpa.
…
Dochodził
wieczór. Może było koło dziewiętnastej. Michelle siedziała
skulona na kanapie. Do salonu wszedł Mick z kubkiem herbaty. Podał
go dziewczynie i zajął miejsce obok niej.
-Powinnaś
odpocząć- powiedział, zapalając papierosa.
-Nie
mam ani ochoty, ani czasu, ani możliwości- blondynka upiła łyk
herbaty.
-Rozsypujesz
się...
-Co
z tego? Już dawno temu się rozsypałam.
-Musisz
się pozbierać. Dla mnie...- Mick ledwo wyszeptał.
Michelle
podniosła swój smutny, pusty wzrok. Spojrzała w oczy mężczyzny,
które pomimo wiecznej pogardy miały w sobie dziwny, dziecinny
błysk.
Dziewczyna
odłożyła kubek i wbiła wzrok w podłogę, spoglądając co jakiś
czas w stronę Micka.
-Chcesz
powiedzieć, że ci na mnie zależy?- Michelle zapytała głosem
pełnym oburzenia- Wiesz co, nie próbuj nawet.
-O
co ci chodzi?
-Zupełnie
o nic. Po prostu nie chcę się przywiązywać do kolejnej osoby.
-Naprawdę
uważasz, że jestem jak banda tych pojebów? Naprawdę mnie do nich
porównujesz?- Mars zdenerwowany, wstał z kanapy.
Michelle
nic nie odpowiedziała. Milczała. Nie wiedziała, co mu powiedzieć.
Już zbyt wiele rzeczy zniszczyła przez źle dobrane słowa.
-Odpowiesz
mi?- zapytał coraz bardziej zdenerwowany, zapalając kolejnego
papierosa.
-Nie
denerwuj się na mnie...- dziewczyna ledwo wypowiedziała.
-Kurwa,
chcę żebyś mi odpowiedziała!
-Nie.
Oczywiście, że nie. To po prostu strach.
-Siedzę
przy tobie już tyle czasu, a ty się mnie nadal boisz?
Blondynka
spuściła głowę w dół.
-Ogarnij
się i przywróć starą Michelle, co?- dopowiedział Mick- Chodź
wiesz co, rób co chcesz...
-Pomożesz
mi?- Michelle zapytała niepewnie.
-Tylko
na to czekałem.- Mars zajął ponownie miejsce obok dziewczyny-
Oczywiście, że ci pomogę. Po to tu jestem.
Michelle
lekko się uśmiechnęło, co wywołało podobną reakcję na jego
twarzy. Objął ją ramieniem i złożył delikatny pocałunek na
szyi dziewczyny. Mich odgarnęła włosy z jego twarzy, usiadła na
kolanach i zarzuciła ramiona na jego szyję. Wpatrując się w jego
niebieskie oczy, gładziła go po przylakierowanych włosach. Mick
położył dłonie na talii dziewczyny. Wystające kości przebijały
się przez koszulkę, co szczególnie przyciągało jego wzrok.
Zaczął drażnić palcami żebra dziewczyny, dotykając ich
delikatnie.
-Jesteś
taka chuda...- wyszeptał zamyślony.
-Przestań,
proszę- Michelle odsunęła jego rękę.
-Nie
chcę by tak było... Jesteś coraz bardziej zniszczona.
-Kiedyś
wstanę na nogi.
-Kiedy?
Po kolejnej próbie samobójczej?
Mich
jeszcze bardziej posmutniała. Nie chciała teraz przywiewać tych
wspomnień. Spojrzała na swoją rękę i przejechała palcem po
bliźnie.
-Przepraszam...-
Mick, zauważając zaistniałą sytuację, pozbył się swojej
pewności siebie i również posmutniał.
[…]
Leżeli
obok siebie na cienkim materacu, nadzy, nieskrępowani swą
bliskością. Sophie odpalała papierosa za papierosem, nawet nie
zbliżając ich do warg. Jedynie obserwowała rozpływający się z
wiatrem dym. Otwarte okno pozwalało pozornie świeżemu powietrzu,
którego od tak dawna nie czuli, dostać się do środka. Nikki
wtulał się resztkami sił w dziewczynę. Głosy i straszne
spojrzenia padające na niego ze ścian nie pozwalały mu się
uspokoić. Nie odróżniał już tworów znarkotyzowanego umysłu od
rzeczywistości. Co pewien czas wbijał wzrok w wiatrówkę, schowaną
w rogu pokoju, by upewnić się, że wciąż tam jest, a żaden z
cieni nie pochwycił jej w swoje szpony, mierząc prosto w głowę
chłopaka. Sophie zaczęła głaskać go delikatnie po włosach.
Czuła, jak jego ciało trzęsie się, zimne dreszcze przebiegają po
kręgosłupie, a dłonie nie mogą utrzymać butelki whisky,
rozlewając pojedyncze krople po łóżku. Nikki spojrzał na
dziewczynę, chłonąc z ulgą jej delikatny uśmiech.
-
Mała... - wydusił z siebie głos.
-
Tak?
-
Chyba się w tobie zakochuję...
Dziewczyna
roześmiała się histerycznie, po czym nagle umilkła.
-
Nie pieprz głupot. Jesteś zakochany w naszych dragach. Sądzisz, że
miłość jeszcze dla nas istnieje?
-
Licząc to, jak patrzysz na Vince'a i heroinę...
-
Licząc to, jak patrzysz na Michelle i heroinę. - odgryzła się.
-
Nienawidzę jej.
-
Mich czy hery?
-
Nie jestem pewien.
Usiadł
z trudem i oparł się o ścianę, przecierając bladą twarz dłonią.
Podniósł butelkę do ust, jednak nie zdążył się napić. Soph
zabrała mu ją. Usiadła wygodnie na jego udach, by odgarnąć burzę
czarnych włosów i wreszcie spojrzeć mu w oczy. Siląc się na
uśmiech, wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
-
Jedziemy w trasę. A skoro ja zabieram cię ze sobą, to pierdolony
Mars pewnie weźmie Michelle... - zaczął z irytacją w głosie.
-
Jakie, kurwa, zabieram cię ze sobą?
-
Chyba nie myślałaś, że tutaj zostaniesz. Nie ma opcji.
-
Nikki, nie...
-
Kochanie, wiesz ilu tam będzie dilerów, ile alkoholu, ile
zajebistych imprez? Zdajesz sobie z tego sprawę? Będziemy, kurwa,
największym zespołem na Ziemi! - ożywił się nagle, a w jego
oczach rozbłysły iskierki podniecenia, ekscytacji, co wywołało u
Sophie chichot.
-
Mam dość tras. - stwierdziła.
-
A co ty, kurwa, wiesz o trasach?
-
O paru szczegółach z mojego życia nie masz najmniejszego pojęcia.
- uśmiechnęła się, po czym cmoknęła go w czubek nosa.
Zaintrygowała chłopaka.
-
Na przykład jakich?
-
Na przykład takich, że zjechałam z tatą i jego przyjaciółmi
całe Stany oraz zahaczyłam o Anglię. - Nie rób mnie w chuja. -
Nie robię. Mówię serio. Sądzisz, że skąd znam Planta? Jakiemu
trzyletniemu dziecku Bonzo pozwalał siadać za jego zestawem i
udawać, że gra? Kto nauczył mnie tego, co umiem grać na basie i
dlaczego mówię do niego wujku? Tata przyjaźnił się z Jonesym. A
potem na świat przyszłam ja i musiał wkręcić swoją małą
dziewczynkę w ten popierdolony biznes. Zresztą, gdyby on tego nie
zrobił, mama zajęłaby się tym za niego. - opowiadała, jakby to
nie było niczym znaczącym. - No i kto poznał Michelle z Tylerem?
Wstała
z kolan Nikki'ego, by pozbierać swoje ubrania z podłogi. Ubrała
się sprawnie i wzięła z komody drobne.
-
Pójdę kupić piwo.
Wyszła
z mieszkania. Schodziła ostrożnie po brudnych od wymiocin oraz
moczu schodach, patrząc uważnie pod nogi. Gdy wychodziła z
kamienicy, prawie uderzyła kogoś drzwiami, otwierając je mocnym
pchnięciem.
-
Hej, mała! - Tommy odskoczył do tyłu w ostatniej chwili.
-
Wybacz, mały. - uśmiechnęła się do niego zawadiacko i przytuliła
chłopaka. Zza jego pleców wyłonił się Vince.
-
A ze mną się nie przywitasz? - położył dłonie na biodrach,
stukając czubkiem buta o betonowy chodnik.
Soph
jedynie wbiła spojrzenie w blondyna i sztucznie się uśmiechnęła.
Vince podszedł bliżej dziewczyny i odgarnął jej włosy z twarzy.
Spojrzał w jej puste, matowe oczy i musnął zimną skórę. Złożył
delikatny pocałunek na jej sinych ustach i chwycił delikatnie dłoń.
-Gdzie
idziesz?- zapytał smutno i cicho.
-Po
piwo, do sklepu parę przecznic dalej.
-Pójdę
z tobą.
Mieli
już ruszać w drogę, gdy w ostatnim momencie zawołał Tommy.
-Hej
Soph, Nikki w mieszkaniu?
-Tak-
dziewczyna krzyknęła, uśmiechając się w stronę chłopaka.
T-bone od razu wszedł do klatki i pobiegł schodami w górę. Wszedł
do mieszkania. To co zobaczył, wzbudziło u niego ogromne
przerażenie. Wszedł w głąb, by w końcu trafić do pomieszczenia
przypominające sypialnie. Wszedł do środka. Na materacu leżał
ciągle nagi Nikki, który widocznie nie dawał sobie rady ze swoim
nałogiem i jego skutkami.
-Powiem
ci- zaczął Tommy- że ta urocza blondyneczka trzyma się dużo
lepiej od ciebie.
-Zamknij
ryj- wymamrotał Sixx pod nosem.- Gdzie Soph?
-Poszła
po piwo z Vince'm.
-Jasne...
Co z trasą? Ustaliliście już coś?
-Jaką
trasą?- Tommy, udając zaskoczonego, podniósł wzrok znad gazety,
którą przed chwilą wziął do ręki.
-Nie
rób sobie ze mnie jaj, okej?
-Ale
ja naprawdę nie wiem, o czym mówisz.
-Nie
wkurwiaj mnie. Mieliście ustalić trasę.
-Kurwa,
stary, kto tu jest liderem?! Uważasz, że to okej, że zapierdalamy
po nocach w studiu, kiedy ty sobie leżysz na materacu i ćpasz to
gówno? Po prostu nam powiedz, że nie bierzesz w tym udziału.
Zaczniemy szukać nowego basisty.- Tommy, całkowicie poważny usiadł
na ziemi.
Nikki
również spoważniał. Drżącymi dłońmi próbował odpalić
papierosa.
-Stary,
chujowo wyglądasz. Rozsypujesz się- T-bone smutno spuścił wzrok.
-Co
mam z tym zrobić? Mnie się podoba. Ćpam, pieprzę się z Soph...-
Sixx w końcu odpalił papierosa i mocno się zaciągnął.
Tommy
już nic nie powiedział. Wstał z podłogi, przejrzał się w
lustrze i ruszył w stronę wyjścia.
-Nie
przychodź na następną próbę- Lee stanął w drzwiach, jednak po
chwili ruszył dalej.
Nikki
przez długi czas spokojnie siedział. Nagle chwycił stojącą obok
łóżka butelkę whisky i rzucił nią z całą siłą o ścinę.
Szkło rozbryzgało się w drobne kawałki. Wstał gwałtownie z
materaca i zaczął nerwowo chodzić po mieszkaniu. Uderzając
pięściami w ściany, chciał się uspokoić. W końcu stwierdził,
że rozładowanie energii poprzez siłę nie wiele mu daje. Sięgnął
po woreczek kokainy. Naszykował trzy kreski i szybko wciągnął,
jedną za drugą. Wrócił z powrotem na materac. Przeczesał włosy
ręką i próbował unormować oddech.
…
Mocno
świecące słońce drażniło oczy szatynki. Vince przez cały czas
trzymał ją za rękę i wydawałoby się, że nie ma zamiaru jej
puścić. Gładził opuszkami palców jej zimną, bladą skórę.
-Czy
to musi tak wyglądać?- zapytał, spoglądając w ziemię.
-Nie,
nie musi. Ale tak jest zabawniej- Soph w końcu puściła chłopaka.
-Nie,
kurwa! Nie jest!- mężczyzna staną na środku chodnika.
-Vince,
nie rób afery- dziewczyna również stanęła i zapaliła papierosa.
-Spójrz
na siebie. Wyglądasz jak, kurwa, trup. Mam nadzieję, że tobie się
to podoba.
-Nawet
nie wiesz, jak bardzo.
-Wiesz
co? Daruj sobie. Zapomnij o mnie, a ja zapomnę o tobie- Vince ruszył
w przeciwną stronę.
Sophie
chciała cokolwiek odpowiedzieć, ale nie miała pojęcia, jak
usprawiedliwić swoją głupotę.
Poszła
w końcu do sklepu. Kupiła piwo i wróciła do mieszkania tą samą
drogą. Od razu, co rzuciło jej się oczy, to rozbite szkoło,
leżące na ziemi. Bez zastanowienia położyła piwo na jakimś
blacie i ruszyła w stronę sypialni. Usiadła okrakiem na udach
Nikki'ego i objęła jego twarz dłońmi. Próbowała dostrzec na
jego rękach ślady nowych ukłuć, ale nic nie zauważyła.
Nikki
w końcu otworzył oczy. Na widok zmartwionej dziewczyny blado się
uśmiechnął.
-Co
się stało?- zapytała zmartwiona Soph.
-Chyba
wyjebali mnie z własnego zespołu- Nikki uśmiechnął się w
charakterystyczny sposób.
-Jak
to, kurwa?
-Nie
wiem. Przyszedł Tommy, opierdolił mnie i powiedział, że nie mam
czego szukać na następnej próbie i najlepiej by było, gdybym w
ogóle się nie zjawił.
-I
co masz zamiar zrobić?
-Muszę
się chyba ogarnąć...
-Po
co?
-Bo,
kurwa, tracę wszystko! Nie widzisz tego? Straciłem miłość, a
teraz zespół wymyka mi się z rąk.
-Przecież
nienawidzisz Michelle.
Nikki
nic nie odpowiedział. Posłał tylko jednoznaczne spojrzenie w
stronę Soph i nadal milczał.
-Pierdolona
pizda- Sophie roześmiała się głośno.
-O
chuj ci chodzi?
-Nadal
masz jakieś uczucia.
-Nie
pierdol, kurwa. Nie wierzę w to, że nie żałujesz tego
wszystkiego, co się stało. Nie wierzę w to, że nie patrzysz na
siebie z obrzydzeniem. I mogę być w twoich oczach pizdą, ale ja
potrzebuję odrobiny tej pierdolonej miłości.
-To
było urocze, ale żałosne.
-To,
co robimy jest żałosne.
-I
co? Uważasz, że jak wrócisz do Michelle to wszystko się cudownie
ułoży? Dobrze wiesz, jaka ona jest, i dobrze wiesz, z jaką
prędkością znów cię zrówna z podłożem.
-Brakuje
mi tego wypalonego uczucia...
-Po
cholerę ci uczucia? Heroina nie wystarcza?
-Stałaś
się zimną suką. Najpierw byłaś pierdoloną psychopatką, teraz
jesteś zimną suką.
-Co
z tego?
Nikki
nic nie powiedział. Ponownie milczał. Wstał z materaca i zaczął
się ubierać. Sophie tylko uważnie się przyglądała jego czynom,
śmiejąc się lekko pod nosem.
Sixx
starał się nie zwracać na nią uwagi. Zaczął zbierać swoje
rzeczy. Zabierał wszystko, co tylko napotkało się na jego drodze.
Wszystko, oprócz narkotyków. W końcu stwierdził, że ma wszystko,
co będzie mu potrzebne.
Wyszedł
z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami z całej siły. Zbiegł
po schodach. Wybiegł z klatki schodowej i złapał przejeżdżającą
taksówkę.
Po
pół godziny był w wyznaczonym miejscu. Stał przed dobrze znanym
miejscem. Stara kamienica wiele się nie zmieniła. „Tylko parę
miesięcy... Ile bym oddał, by móc cofnąć czas”- pomyślał.
Stał
przed klatką dobre piętnaście minut. W końcu zebrał się w sobie
i wszedł do środka. Wszedł po schodach na górę i pojawił się
przed drzwiami. Zadzwonił od razu, chciał mieć to za sobą. Jednak
nikt nie otworzył. Usiadł pod drzwiami i zapalił papierosa, z nowo
kupionej paczki.
Siedział
przez długi czas. Dochodziła może dziewiętnasta, gdy ktoś wszedł
do klatki. Nikki odruchowo poderwał się z ziemi. Na górze pojawiła
się Michelle. Może już nie przypominała tej samej uśmiechniętej,
zbuntowanej blondynki, ale serce Nikki'ego zabiło mocniej, gdy ją
ujrzał.
-Co
ty tutaj robisz?- starała się podejść do tego obojętnie i
neutralnie, jednak emocje brały górę.
-Chcę
porozmawiać...- ledwo powiedział.
-Wejdź-
Michelle otworzyła drzwi i weszła do środka.
Nikki
uczynił to samo. Położył torby w korytarzu i przeszedł do
salonu. Tu też nie wiele się zmieniło. Może parę mebli zmieniło
miejsce.
Mich
poszła do kuchni. Oparła się o blat i wpatrywała się w
przestrzeń. Po chwili dołączył do niej Sixx. Stanął naprzeciwko
niej. Spojrzał w jej oczy, jednak po chwili speszył się. Blondyna
na widok tej sytuacji delikatnie się uśmiechnęła i sięgnęła
piwo.
-Chcesz
też?- zapytała, otwierając lodówkę.
-Jasne.
Michelle
podała Nikki'emu puszkę, dotykając jego zimną skórę.
-Wyglądasz
jak trup- powiedziała Mich.
-Ty
również- chłopak lekko się uśmiechnął i upił łyk piwa.
-O
czym chciałeś porozmawiać?
-Zacząłem
ze tobą tęsknić.
-Tak?
To miło. Naprawdę.
Nikki
podszedł bliżej dziewczyny. Objął ją swoimi chudymi ramionami,
ale ona nie była chętna na czułości z jego strony.
-Kochasz
mnie jeszcze chodź trochę?- zapytał smutno.
-Nie
wiem.
-Potrzebuję
cię. Twojej chorej miłości. Twojej bliskości. Twojej...
-Wystarczy-
Michelle oschle przerwała.
-Wolisz
Micka, prawda?
-Mam
być szczera? Tak. Aktualnie wolę Micka od wiecznie otępionego,
agresywnego ćpuna.
-Aż
tak jestem chujowy?
-Tak.
Zbierz się w garść.
-Oczywiście...
Mogę zostać na noc?
-Kanapa
do twojej dyspozycji- Michelle wyszła z kuchni.
Nikki
wrócił do salonu. Usiadł na kanapie i schowała twarz w dłonie.
Przeklinał w duchu swój nałóg. Chciał znowu wrócić do tego
miłego okresu na początku. Czuł w sobie ogromną chęć ponownego
pokochania Michelle.
Nagle
rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Michelle ruszyła, by je otworzyć. Do
mieszkania wszedł Mick, który od razu po przekroczeniu progu,
przytulił czule Michelle. Szybko się jednak zorientował, że w
mieszkaniu jest gość. Wypuścił ze swojego objęcia blondynkę i
posłał w jej stronę złowrogie spojrzenie.
-Co
tutaj robi ten ćpun?- zapytał, nie zwracając uwagi na to, czy
urazi to jego przyjaciela.
-Tymczasowo,
jest.
-Tyle
to ja też, kurwa, widzę. Ale dlaczego?
-Zapytaj
się go.
Mick
bez zastanowienia podszedł do Nikki'ego, który cały czas ukrywał
swoją twarz w dłoniach.
-Pobudka,
królowo śmieci- mężczyzna szturchnął lekko basistę.
Sixx
podniósł swój marny wzrok i spojrzał na Marsa ze smutkiem i
żalem.
-Co
ty odpierdalasz? Kasa się skończyła?- wydawało się, że Mick tak
łatwo nie odpuści wszystkich błędów lidera zespołu.
-Nie.
Brakuje mi uczuć.
-Przecież
ćpuny nie mają uczuć.
Gdyby
nie dość szybka ingerencja Michelle, Mars zacząłby coraz bardziej
dogryzać zeszmaconemu przez życie Sixx'owi.
Blondynka
szybko zabrała mężczyznę do kuchni, pozwalając Nikki'emu na
odrobinę snu.
…
Stała
przed lustrem, mając na sobie jedynie bieliznę. Patrzyła uważnie
na swoje ciało, na to, jak się zmieniło. Rumieńce z policzków
zniknęły, tak samo, jak blask w podkrążonych oczach. Skóra była
blada niczym papier, bielsza od brudnych ścian mieszkania, żyły
zapadnięte, schowane pod wieloma nakłuciami, szramami i sińcami. Z
łatwością mogła policzyć wszystkie kości. Tylko nie mogła
odnaleźć w tym odbiciu siebie. To już nie była Sophie - to zjawa,
która wkradła się do jej duszy, niczym pasożyt, nigdy
niezaspokojony, ostatni z przyjaciół, namawiający ją do zła.
-
Jesteś obrzydliwa! Obrzydliwa, słyszysz?! - krzyknęła do zjawy w
lustrze. Uderzyła postać pięściami, waliła w ją resztkami sił,
aż szkło zmieszane z krwią rozbryzgało się po podłodze. Nie
czuła bólu, jedynie pulsujące ciepło poranionej skóry. Nie
chciała płakać, nie chciała krzyczeć ani zrobić sobie krzywdy.
Po prostu chciała, by zjawa przestała wpatrywać się w nią tymi
pustymi oczami, które kiedyś należały do niej. Zabawa skończyła
się wraz z przebudzeniem z koszmarnego snu. Sophie usiadła na
podłodze, spokojna i opanowana. Błądziła opuszkami palców w
niewielkiej kałuży krwi, rozmywając ją po podłodze i podziwiając
jej piękny kolor. Kolejne fragmenty lustra zbierały się na jej
rękach. Choć czuła, jak powoli słabnie, a szkło wbija się coraz
mocniej w skórę, nie miała siły czy chęci, by się ruszyć.
Wolała czekać, aż zjawa, spoglądająca na nią złowieszcza z
kawałków lustra, odejdzie na zawsze. Czekała bardzo długo. Vince
nacisnął klamkę i, z butelką whiskey w dłoni, wszedł do
mieszkania. Rozejrzał się wokół uważnie.
-
Sixx?! Sixx, szujo, przyniosłem alkohol! - krzyknął, jednak nie
uzyskał odpowiedzi, choć dobrze wiedział, że to od razu ożywiłoby
przyjaciela, nieważne w jakim byłby stanie.
Wszedł
do sypialni. Gdyby nie to, jak wykosztował się na porządny trunek,
wypuściłby go z rąk. Na widok chłopaka Sophie uśmiechnęła się
słodko. - Nikki się wyniósł, ale zawsze możesz napić się ze
mną. - jej głos był tak zaskakująco pogodny, że aż poczuł, jak
dreszcz przerażenia obiega jego ciało.
-
Kurwa... - szepnął. - Kurwa, kurwa, kurwa...
Odłożył
butelkę i w panice zaczął krzątać się po mieszkaniu, choć sam
nie wiedział, czego szuka. W jednej z łazienkowych szafek znalazł
bandaże, w innej pęsetę. Położył je na umywalce, wraz z
piersiówką pełną wódki, by zdezynfekować rany. Wrócił do
sypialni. Szkło złowieszczo trzaskało pod jego butami. Wziął
Sophie na ręce, czuł gorące krople krwi na skórze. Choć
początkowo próbował posadzić ją na krawędzi wanny, widząc, że
dziewczyna nie jest w stanie utrzymać równowagi, włożył ją
ostrożnie do środka. Jej lekko przerażone, rozbiegane oczy
patrzyły wokół z zaskoczeniem.
-
Co ty robisz? - zapytała, gdy ukucnął przy wannie i pęsetą
zaczął delikatnie wyjmować szkło z jej skóry, choć dłonie
chłopaka trzęsły się potwornie. Nadaremno próbował się skupić.
-
Ratuję ci dupę, idiotko. - syknął.
-
Ale Vinny, przecież wszystko jest w porządku. - powiedziała
niewinnie, święcie w to wierząc.
Zagryzł
mocno wargi i nie odpowiedział. Ręce Sophie stawały się coraz
bardziej bezwładne, aż jej głowa nie opadła bezsilnie na ramię.
-
Kurwa, nie, nie mdlej mi tu! - Vince znów zaczął panikować. - Ja
pierdolę, nie!
Włączył
szybko lodowatą wodę, by ocucić dziewczynę i zmyć z niej krew.
Po chwili otworzyła ciężko oczy. Gdy zobaczyła nad sobą
roztrzęsionego chłopaka, zaniosła się łzami. Próbowała wstać,
by uciec gdziekolwiek od tego przerażonego spojrzenia, lecz z trudem
trzymała się na nogach. Vince podtrzymał ją i okrył zziębnięte
ciało brudnym ręcznikiem. Wyciągnęła do niego poranione ramiona,
znów wziął ją na ręce. Przytulał mocno dziewczynę, choć bał
się, że ta krucha istotka zaraz rozpadnie się, przesypie między
jego palcami. Krople wody zmieszane z krwią skapywały na niego oraz
płytki.
-
Vince, ja nie chcę, nie chcę, nie chcę... - powtarzała
histerycznie Sophie, w kółko i w kółko.
-
Czego nie chcesz, kochanie? - jego głos drżał równie mocno, co
jej.
-
Nie chcę taka być, nie chcę umierać.
-
Nie umierasz. Nawet tak, kurwa, nie mów. Nie umierasz i nigdy nie
umrzesz, nie pozwolę ci.
Vince
ostrożnie zaprowadził Sophie do salonu i posadził na czymś, co
chyba miało przypominać kanapę. Sam poszedł do sypiali. Zaczął
wywracać ją do góry nogami, by móc znaleźć jakąś torbę.
-Nie
umrzesz, kurwa nie umrzesz. Nie pozwolę ci na to.- powtarzał
gorączkowo pod nosem.
W
końcu udało mu się coś znaleźć. Zaczął pakować wszystkie
rzeczy dziewczyny, która nagle pojawiła się w pomieszczeniu.
-Co
robisz?- zapytała zdezorientowana.
-Pakuję
cię. Idziesz ze mną i nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu!
-Ale...
-Zamknij,
kurwa, ryj!
Blondyn
na chwilę przestał nerwowo pakować ubrania. Wyprostował się i
podszedł do dziewczyny, która miała już zeszklone oczy.
-Przepraszam...-
wyszeptał, obejmując jej rozpadające się ciało.- Tak się o
ciebie martwię. Nie chcę cię stracić. Przepraszam.
Soph
nie odpowiedziała. Wtuliła się w ciepłe ciało Vince'a i
wsłuchiwała w rytm jego serca.
-Zabierz
mnie ze sobą jak najdalej, jak najszybciej. Nie chcę już tego
gówna. Pomóż mi.- dziewczyna zaczęła cicho szlochać.
-Zabiorę
i pomogę. Jestem tutaj dla ciebie. Zawsze będę. Cokolwiek by się
nie działo, ja zawsze cię kocham.- chłopak zaczął gładzić jej
włosy.- A teraz, usiądź na materacu, muszę cię spakować do
końca.
Szatyna
posłuchała jego prośby. Usiadła w wyznaczonym miejscu i
wpatrywała się w każdy jego ruch.
-Dobra,
chyba wszystko- Vince rozejrzał się po pokoju.- A jak nie to... To
dokupimy.
Wziął
torbę z ziemi i podszedł do dziewczyny, wyciągając w jej stronę
rękę. Soph mocno chwyciła jego dłoń i wstała z materacu.
Szybko
wyszli z kamienicy. Blondyn chciał jak najprędzej zabrać
dziewczynę z tego piekła. Wsiedli do jego samochodu.
-Dokąd
tak właściwie jedziemy?- zapytała niepewnie Sophie.
-Tego
jeszcze, kurwa, nie wiem... Coś wymyślę.
Koniec
końców pojawili się przed mieszkaniem Michelle.
-Nie
chcę tutaj iść...- Soph zaczęła protestować.
-Nie
zachowuj się jak dziecko. Chodź.
Vince
siłą wyciągnął dziewczynę z samochodu, podszedł po torbę do
bagażnika i pociągnął za sobą Sophie do klatki.
-Nie
chcę, Vince. Jedźmy gdzieś indziej, błagam.
Ale
Vince nie zwracał na to uwagi. Szedł schodami w górę, a za nim,
niechętnie Soph. Po chwili byli już przed drzwiami. Neil bez
zbędnego słowa zadzwonił do drzwi. Otworzyła Michelle,
uśmiechając się do blondyna. Gdy spojrzała na jego towarzyszkę,
uśmiech zszedł jej z ust.
-Czego...-
zaczęła oschle.
-Wszystko
ci wytłumaczę, naprawdę.- Vince przerwał blondynce.- Tylko jedna
noc, błagam.
Mich
otworzyła szerzej drzwi, robiąc miejsce dla pary.
Gdy
tylko weszli do salonu, spotkali się z lustrującym spojrzeniem
Micka i Nikki'ego.
-Michelle,
słoneczko!- zawołał Mars.- Dlaczego robisz sobie klinikę odwykową
z mieszkania?
-Nic,
kurwa, nie mów, jasne?- dziewczyna weszła do salonu, oparła się o
ścianę i zapaliła papierosa.
Vince
starał się przejść obok tego obojętnie, ale widział, że oczy
Soph już się szklą. Zaprowadził ją do sypialni i położył na
łóżku.
-Zaśnij,
błagam, zaśnij. W tym domu nie ma żadnych prochów, więc nawet
nie szukaj. Nie będziesz tu mogła długo zostać, bo jest Nikki,
ale coś wymyślimy, obiecuję.- Vince przykrył dziewczynę kocem i
wyszedł z pokoju.
Poszedł
do kuchni, by sięgnąć piwo z lodówki. Gdy wrócił, usiadł w
salonie na kanapie. Wszyscy tam zebrani milczeli. W końcu Michelle
zabrała głos.
-To
nie może tak, kurwa, być. Mam wiele spraw na głowie i nie mogę
pilnować dwóch ćpunów jednocześnie.
-Pomogę
ci.- powiedział Vince.
-Ja
tu jestem, gdy coś...- wtrącił Nikki.
-Wiesz
ile mnie to obchodzi?- zapytała chamsko Mich.
-Nie
kłóćcie się. Obydwoje macie problemy i obydwoje powinniście się
leczyć.- powiedział cicho Mick.
Michelle
i Nikki jednocześnie spojrzeli na Marsa, ale on już nic nie
powiedział. Po chwili spojrzeli na siebie. Mich bez słowa wstała z
kanapy i ruszyła do sypialni. Sixx od razu poderwał się i poszedł
do niej.
Vince
przez chwilę przyglądał się całej scenie. Widział, jak Nikki
zatrzymuje dziewczynę tuż przed drzwiami do pokoju i składa
delikatny pocałunek na jej ustach. Szybko zniknęli za drzwiami i
zajęli się sobą.
On
też postanowił, że wróci. Dopił do końca piwo i wstał z
kanapy. Rzucił puszkę gdzieś w kąt i poszedł ponownie sypialni.
Sophie już spała. Wyglądała niewinnie. Przez chwilę Vince
pomyślał, że wszystko co się wydarzyło, było złym snem.
Położył
się obok, przesunął bliżej swojej kochanej i zaczął gładzić
jej ciało opuszkami palców.
…
Wietrzna
noc. Dym papierosowy rozmywał się we wszystkie strony. Michelle
siedziała na parapecie przy otwartym oknie. Oczy co chwilę
zachodziły jej łzami, chodź za wszelką cenę chciała nie
pokazywać słabości.
Nikki
siedział na łóżku. Otępiały, tym razem z powodu braku
narkotyków. Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Myślał
tylko o tym, by jak najprędzej stąd uciec i naćpać się. Nagle
gwałtownie wstał z łóżka i szybko podszedł do drzwi. Próbował
je otworzyć, ale Michelle zamknęła je na klucz.
-Nie
wyjdziesz stąd tak łatwo...- blondynka wypuściła dym z ust.
-Wypuść
mnie stąd, bo kurwa, oszaleję.
-Musisz
ponieść konsekwencje swojej bezmyślności.
-Dobrze
wiesz, że to tak nie działa.
-Poboli,
przestanie. Albo to ograniczysz albo możemy się pożegnać.
-Nie,
nie, nie... Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję cię. Tylko ty możesz mi
pomóc.
Michelle
zeskoczyła z parapetu, jednocześnie gasząc papierosa. Podeszła do
Nikki'ego i wyciągnęła w jego stronę rękę. Mężczyzna
niepewnie ją chwycił. Spojrzał na dziewczynę swoimi zielonymi,
przestraszonymi oczami. Mich jedynie delikatnie uśmiechnęła się w
jego stronę i zaprowadziła do salonu.
Mieszkanie
było już zupełnie puste. Mick musiał już dawno temu wyjść,
zostawiając po sobie jedynie niedopitą wódę na stoliku. Blondynka
bez zastanowienia się sięgnęła ją i pociągnęła chłopaka na
balkon.
Oparła
się o balustradę i upiła spory łyk zabranego alkoholu. Sixx
przerażony, cały czas rozglądał się. Czuł, jakby cały czas go
obserwował i do niego celował. Czuł, że ktoś chce się go
pozbyć.
Michelle
tylko uważnie przyglądała się roztrzęsionej sylwetce Nikki'ego.
Nie miała tak naprawdę pojęcia, co się dzieje w jego głowie.
Jednak wewnątrz siebie nie mogła się pogodzić ze świadomością
tego, że pozwoliła dopuścić do takiej sytuacji. Jego nałóg był
poza kontrolą, a ona nie potrafiła z tym nic zrobić.
Jej
twarz jeszcze bardziej posmutniała. Spuściła głowę w dół,
wbijając wzrok w podłogę. Myśli stawały się coraz bardziej
nieprzyjemne.
-Jak
myślisz, coś się zmieni?- zapytał Nikki drżącym głosem.
Mich
smutno się uśmiechnęła i spojrzała w dal miasta, jakby z
nadzieją, że ono za nią odpowie.
-Nie
sądzę.- odpowiedziała po długiej chwili namysłu.
Jej
głos już nie dominował. Nie był pewny. Był drżący i złamany.
Nie było tam słychać ani nadziei ani radości. Był pusty i
bezdźwięczny.
Nagle
na jej policzkach pojawiły się łzy. Nikki od razu do niej podszedł
i delikatnie je wytarł. Chwycił ją za brodę i podniósł ją w
górę. Spojrzał w jej zeszklone oczy, posyłając jej wyjątkowo
ciepły uśmiech.
Mężczyzna
objął roztrzęsioną Michelle w pasie, przysunął ją bliżej
swojego ciała i czule przytulił.
Dziewczyna
wciskała się w jego liche ciało z nadzieją, że jego wychudzone
ramiona ją ocalą przed całym złem. Nikki czuł, jak łzy
blondynki spływają na jego koszulkę. Czuł jak jej oddech, który
nieświadomie pieścił jego szyję, powoli przywraca stare uczucia i
wspomnienia. Poczuł, co tak naprawdę liczy się w jego życiu. Nie
chciał dopuścić do tego, by jego zespół nagle się rozpadł. Nie
mógł pozwolić na to by coś, na co pracował prawie całe swoje
marne życie, legło w gruzach.
-Rzucam
to gówno. Muszę zająć się tobą i zespołem.- stwierdził
pewnie.
Michelle
odsunęła się od niego i spojrzała w jego oczy, które iskrzy się
w świetle latarni.
-Ale...
Tak na poważnie?- Mich niepewnie zapytała.
Sixx
chwycił jej dłonie. Splótł razem ich palce i patrząc prosto w
jej oczy, subtelnie ją pocałował.
-Jestem
całkowicie poważny. Nie mogę patrzeć na twoje puste oczy. Chcę
byś znów się uśmiechała. Muszę postawić zespół na nogi, bo
skończy się, zanim w ogóle się zacznie. Wszystko jest w moich
rękach, a skoro nadal żyję... Oznacza to, że nadal mam tu być i
kopać tyłki.
Michelle
szeroko uśmiechnęła się i ponownie wtuliła w jego ciało. Nikki
obejmował ją z całej siły, swoimi obolałymi ramionami.
Na
samym początku ich znajomości zabiegał o nią cały czas. W końcu
to dostał i wszystko potoczyło się zupełnie inną drogą
niż planował. A jego plany były dalekobieżne. Widział ich razem,
za parę lat, szczęśliwych z....
Nagle
uświadomił sobie, że wiatr, który cały czas huczał, wyziębiał
jego ciało. Pociągnął za sobą dziewczynę i znów znaleźli się
w mieszkaniu.
Mężczyzna
położył się na kanapie, robiąc miejsce dla swojej ukochanej. Nie
miał siły wracać do sypialni. Był zmęczony wszystkimi
wydarzeniami i cały czas był na głodzie.
Michelle
natychmiast położyła się obok niego, twarzą w twarz. Pocałowała
go w czubek nosa, na co zareagował cichym śmiechem. Otworzył swoje
opadające powieki i zaczął gładzić dziewczynę po policzku.
Odgarniał włosy z jej twarzy i starał się nie usnąć.
-Idź
już spać...- szepnęła. Nagle w jej głosie pojawił się dawny
wydźwięk.
-A
jak się obudzę, to będziesz obok?
-Jasne,
że tak.
-Kocham
cię...
Nikki
zamknął oczy i od razu zasnął.
Brak mi słow
OdpowiedzUsuńTyle się zadziało
Vince taki opiekuńczy wow wow
Mick taki chamski wow
Mich taka litościwa wow wow.
:) ps a dziwka Tommyego?
Kocham was <3
Zajmuję się dziwką Tommy'ego, spokojnie, kochanie. My Ciebie też <3
UsuńKocham autokorektę! ♥
OdpowiedzUsuńI kocham tego bloga ,_,
super rozdział! tylko szkoda że Sophie nie jest z Nikkim a Mick z Michelle! miałam nadzieję że tak będzie! ale rozdział zajebisty!! czekam na nowy!
OdpowiedzUsuńMartyna
Soph + Vince, Michelle + Nikki ten układ podoba mi się najbardziej :')
OdpowiedzUsuńKocham wasze opowiadanie! Jesteście świetne! Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam w życiu. Zajebiste bez dwóch zdań♡
Dużo weny życzę :)
Jej, bardzo dziękujemy c:
UsuńOd jakiegoś czasu czytam waszego bloga. Nie komentowałam jednak, bo ... w sumie nie wiem czemu. Ten obrót spraw jaki ostatnio nastąpił spowodował jednak, że postanowiłam skomentować. Lubię was. Tzn, wasz blog. Styl waszego pisania i wgl. Wasze opowiadanie ma ciekawą fabułę i jak widać, nie można się niczego spodziewać. Brawo! :) . Czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńTym czasem zaproszę Was na nasz blog. Przepraszam bardzo za spam, ale dopiero zaczynamy (wczoraj dodałyśmy dopiero 3 rozdział) a jak pewnie wiecie, początki są najtrudniejsze.
http://roadtocalifornialivingaftermidnight.blogspot.com/2014/04/rozdzia-iii.html
Zapraszamy i mamy nadzieję, że pozostawicie po sobie komentarz. Jednak głównie zależy nam na tym, aby Wam się podobało. Miłego czytania!
Pozdrawiam i au revoir!
~Michelle.