środa, 26 marca 2014

Rozdział X

Zbiegła szybko po schodach, choć jej ciało rozpadało się z wycieńczenia. Chciała jednak znaleźć się jak najdalej od Michelle. Do tej pora była dla niej wybawieniem, odskocznią od wszelkiego zła i dwulicowość, ale teraz czuła jedynie nienawiść, niewielki jej promyk przebijający się przez narkotyczną pustkę. Wyszła przed budynek, oparła się o rozgrzaną słońcem, brudną ścianę. Odpaliła papierosa, jednak gdy wypełniła płuca dymem, zakrztusiła się i zbladła. Wiele dni bez jedzenia wykańczały jej delikatne ciało ze straszliwą, lecz jakże niezawodną pomocą narkotyków. Posnuła się wolno do najbliżej budki telefonicznej. Przeszukała kieszenie, wrzuciła parę drobnych i wykręciła numer. Nikki spędzał kolejny dzień w studiu, próbując z całych - nielicznych już - sił obudzić w sobie kreatywność. Podniósł niechętnie słuchawkę, odkładając bas w kąt. Miał już dość.
- Czego? - zapytał wściekle, ale gdy usłyszał głos Sophie, od razu bezwiednie zmienił ton. - Mała, co jest?
- Przyjedź po mnie, proszę. - nogi uginały się pod nią, a głos wydawałoby się ledwo dobywa z suchego gardła.Głód, spalający jej wnętrzności, okropny głód znów dawał o sobie znać.
- Gdzie jesteś?
- Przed moim mieszkaniem. Znaczy... Już nie moim.
- Ale kurwa...
- Błagam, przyjedź, posiedzę z tobą w studiu, nie będę przeszkadzać, Nikki no...
- Dobra. Czekaj na mnie. Tylko jeśli ta suka jest z tobą...
- Nie jest i już nigdy nie będzie. - zaprzeczyła twardo, wdeptując papierosa w ziemię. - Czekam.
Rzuciła wręcz słuchawkę i usiadła na krawężniku z twarzą schowaną w lodowatych dłoniach. Po parunastu niekończących się minutach, zrujnowany, stary van zatrzymał się przy niej. Kupienie porządnego samochodu było dla Sixxa zbyt wielkim wyczynem, choć narkotyki przestały być szczególnym wydatkiem. Nagły hałas silnika przeraził dziewczynę. Poderwała się szybko na nogi, starając się nie chwiać. Otworzyła drzwi i usiadła obok chłopaka. Czarne okulary przysłaniały jego podkrążone oczy. Podciągnął rękawy kurtki, odkrywając pokłute igłami ręce oraz rany. Sophie dotknęła ich opuszkami palców.
- Co to jest? - zapytała.
Odpowiedziało jej milczenie i pisk opon. Nikki ruszył szybko, prawie rozbijając się o pobliską latarnię. Jechali w nieznaną jej część miasta. Rozglądała się wokół, próbując odgadnąć, gdzie się znaleźli, jednak potwór w jej głowie nie pozwalał na skupienie się. W końcu odwróciła się do przyjaciela.
- Dokąd jedziemy?
- Znalazłem nam mieszkanie na pewien czas.
Zatrzymał się przed zrujnowanym budynkiem. Na zewnątrz stała grupa brudnych, obszarpanych punków, którzy przywitali się z Sixxem szerokimi uśmiechami, w których pochwalili się swymi pożółkłymi zębami. Chłopak chwycił Sophie za dłoń, pociągnął do środka i kazał wejść na górę. Starym kluczem otworzył drzwi mieszkania na drugim piętrze. - No skarbie, nasz nowy dom. - wepchnął tam dziewczynę. Wszędzie śmierdziało dymem, gnijącym jedzeniem i gównem. Po podłodze porozrzucane były zepsute sprzęty, śmieci, rozbite lustra czy naczynia. Soph posłała Nikki'emu obrzydzone spojrzenie.
- Co to, kurwa, jest? - zapytała.
- Spokojnie, ogarniemy to jakoś. Przyjaciel wyjechał do Nowego Jorku i zostawił mi to... coś. Zawsze jest gdzie spać. Więc nie narzekaj.
-Nie narzekam...- Sophie, załamana oparła się o ścianę.
-Kurwa...- Nikki przerwał po długim momencie ciszy.- Dlaczego wszyscy się tak rozpierdoliliśmy?
-Nie wiem, ale dam ci do zrozumienia, że gówno mnie to obchodzi.- Soph z zupełną obojętnością odpaliła papierosa.
Sixx zamilkł nie miał już nic do powiedzenia. Zsunął się po ścianie w dół i podkurczył jak najmocniej nogi, by móc o nie oprzeć głowę.
Mijał kolejny, szary dzień. Już nic nie miało w sobie życia. Wszystko było martwe. Praca, dom, alkohol, praca, dom, alkohol. Co jakiś czas przez drzwi przebijał się całkowicie pijany Vince wlokący za sobą Stephena. Wszystko było nudne i monotonne. Piątkowe wieczory przed telewizją z butelką szkockiej albo najtańszej wódki.
Kolejny wieczór. Niczym nie różnił się od poprzednich. Był tak samo szary i tak samo przeciętny. Już nawet nie było przytłaczających myśli. Była pustka. Drzwi zamknięte, w całym mieszkaniu panowała pustka. I chodź Michelle cały czas popłakiwała za Sixxem, nie miała w sobie tyle odwagi, by się do niego odezwać. Wiedziała, że mieszka z Soph i nie miała im zamiaru przeszkadzać.
Została sama ze wszystkim. I wydawałoby się, że Mich bagatelizuje swoje problemy, tak w tym czasie każde, najmniejsze niepowodzenie niosło za sobą okropne skutki. Przytłoczyła ją i zniszczyła śmierć rodziców, z której sądziła, że będzie się cieszyć. Więc pozbawiona wszystkich- rodziny, która tak właściwie nią nie była, ale zawsze można było się do kogoś odnieść, przyjaciół i ukochanego- spożywała jeszcze większe ilości alkoholu.
Jednak ten wieczór, szybko się odwrócił do góry nogami.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Michelle nikogo się nie spodziewała, więc otworzenie ich kosztowało ją wiele pracy. W końcu zebrała się w sobie i niechętnie poszła do drzwi. Uchyliła je lekko u wyjrzała zza nich. Po drugiej stronie znajdował się Mick.
-Hej, to tylko ja. Otwórz szerzej drzwi.- Dziewczyna posłuchała jego prośby i pozwoliła mu wejść do środka.
Mężczyzna rozejrzał się po mieszkaniu. Panował względy porządek. Postanowił więc usiąść na kanapie. Michelle przez dłuższą chwilę wpatrywała się w jego ruchy, jednak w końcu zajęła miejsce obok. Przysunęła się bliżej jego ciała i od razu przytuliła.
-Tak mi brakuje czyjejś bliskości...- Wyszeptała łamiącym się głosem.
Mick objął mocno blondynkę ramieniem i złożył pocałunek na czubku jej głowy.
-Mówiłem ci, że to nie jest dobry pomysł, by wiązać się z tym ćpunem...
-Ale pokochałam go bardziej niż kogo innego. On się tak strasznie zmienił. Przecież cały czas za mną latał, pocieszał, mówił, że kocha. Zabrał mi szczęście i najlepszą przyjaciółkę...- Michelle wybuchła płaczem.
-Obiecuję, że znajdę ci kogoś lepszego.- Mick zapewniał zapłakaną blondynkę.
-Ale ja nie chcę nikogo lepszego. Chcę być z nim albo umierać z samotności!
-Ale bycie z nim równa się umieraniu w samotności. On jest zbyt często nieobecny.
-Co z tego? Chcę by wrócił dawny Nikki, sprzed paru miesięcy i chcę, by oddał moją najlepszą przyjaciółkę!
-Oni za bardzo popadli w to gówno. Nie wyjdą z tego. Musisz ich wymazać z pamięci...
Może to nie były najlepsze słowa pocieszenia, ale chociaż Mick był z nią szczery i miał racje. Wszyscy byli gotowi na to, by ich razem pochować. Nie wytrzymywali w trzeźwości. Wtedy dotykały ich ostatnie, aktywne uczucia, których za wszelką cenę chcieli się pozbyć. Byli chorzy i obydwoje siebie warci
[...]
Nikki wszedł do mieszkania i rzucił pokrowiec z basem w kąt przedsionka. Był wściekły. Vince znów spił się tak, że ledwo stał przed mikrofonem, Tommy przyprowadził ze sobą nową dziewczynę, z którą wolał uprawiać seks w vanie, niż grać, Mick wciąż posyłał wszystkim pogardliwe spojrzenia, jednak nie odezwał się ani słowem przez całą próbę. A on sam był tak słaby, że nie potrafił zapanować nad tym całym chaosem. Zrzucił szybko z siebie kurtkę oraz ciężkie buty. Dopiero teraz usłyszał, jak wielki hałas dobiega z sypialni. Sophie tańczyła na łóżku, które trzęsło się i skrzypiało, cienkie ściany drżały od muzyki KISS. W dłoni dziewczyny znajdowała się kolejna z rzędu butelka taniego czerwonego wina. Wszedł do pokoju i od razu wyłączył płytę. Soph zeskoczyła z łóżka. Podbiegła radośnie do Nikki'ego, by objąć go chudymi ramionami, zanim zdążyłaby spotkać się z podłogą.
- Psujesz mi świętowanie. - wybełkotała z wyrzutem, lecz następnie roześmiała się. Jej oczy były, mimo tego, tak bardzo smutne.
- Co tak świętujesz? - zapytał chłopak, wsuwając zimne dłonie pod jej koszulkę, chciał choć odrobinę je ogrzać. Śmiech momentalnie umilkł.
- Rocznicę śmierci taty. - powiedziała cicho.
Odsunęła się od Sixxa. Upiła potężny łyk wina i znów uśmiechnęła się szeroko.
- Bawi cię to?
Na samo wspomnienie o ojcu rana w duszy Nikki'ego spotkała się z długimi, ostrymi paznokciami. Przełknął ślinę, by zwiliżyć nagle tak suche gardło i zacisnął pięści. Widząc to, Sophie stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego usta. Odwzajemnił pocałunek.
- Nie, nie bawi. - padła w końcu odpowiedź. - Możemy oboje się zamęczać. Albo schlać i pójść do łóżka.
Podała mu butelkę, jej dłoń delikatnie głaskała włosy chłopaka, aby go uspokoić. Uśmiechnął się wreszcie i objął dziewczynę, ciągnąć ją na materac.
- Zawsze wiesz, czego mi potrzeba. - szepnął z zadowoleniem do jej ucha.
-Przecież wiem- Soph ponowie się roześmiała i zaczęła całować Nikki'ego.
Sixx przez chwilę opierał się pijanej dziewczynie, jednak w końcu jego pożądanie było silniejsze od zdrowego rozsądku. Całował ją coraz namiętniej. Rozbierał szybko i agresywnie. Po chwili znaleźli się na materacu, otoczeni swoją dziwną, ćpuńską atmosferą. Nie mieli pojęcia, co tak naprawdę ich łączy, jednak byli pewni tego, że miło im się razem ćpa.
Dochodził wieczór. Może było koło dziewiętnastej. Michelle siedziała skulona na kanapie. Do salonu wszedł Mick z kubkiem herbaty. Podał go dziewczynie i zajął miejsce obok niej.
-Powinnaś odpocząć- powiedział, zapalając papierosa.
-Nie mam ani ochoty, ani czasu, ani możliwości- blondynka upiła łyk herbaty.
-Rozsypujesz się...
-Co z tego? Już dawno temu się rozsypałam.
-Musisz się pozbierać. Dla mnie...- Mick ledwo wyszeptał.
Michelle podniosła swój smutny, pusty wzrok. Spojrzała w oczy mężczyzny, które pomimo wiecznej pogardy miały w sobie dziwny, dziecinny błysk.
Dziewczyna odłożyła kubek i wbiła wzrok w podłogę, spoglądając co jakiś czas w stronę Micka.
-Chcesz powiedzieć, że ci na mnie zależy?- Michelle zapytała głosem pełnym oburzenia- Wiesz co, nie próbuj nawet.
-O co ci chodzi?
-Zupełnie o nic. Po prostu nie chcę się przywiązywać do kolejnej osoby.
-Naprawdę uważasz, że jestem jak banda tych pojebów? Naprawdę mnie do nich porównujesz?- Mars zdenerwowany, wstał z kanapy.
Michelle nic nie odpowiedziała. Milczała. Nie wiedziała, co mu powiedzieć. Już zbyt wiele rzeczy zniszczyła przez źle dobrane słowa.
-Odpowiesz mi?- zapytał coraz bardziej zdenerwowany, zapalając kolejnego papierosa.
-Nie denerwuj się na mnie...- dziewczyna ledwo wypowiedziała.
-Kurwa, chcę żebyś mi odpowiedziała!
-Nie. Oczywiście, że nie. To po prostu strach.
-Siedzę przy tobie już tyle czasu, a ty się mnie nadal boisz?
Blondynka spuściła głowę w dół.
-Ogarnij się i przywróć starą Michelle, co?- dopowiedział Mick- Chodź wiesz co, rób co chcesz...
-Pomożesz mi?- Michelle zapytała niepewnie.
-Tylko na to czekałem.- Mars zajął ponownie miejsce obok dziewczyny- Oczywiście, że ci pomogę. Po to tu jestem.
Michelle lekko się uśmiechnęło, co wywołało podobną reakcję na jego twarzy. Objął ją ramieniem i złożył delikatny pocałunek na szyi dziewczyny. Mich odgarnęła włosy z jego twarzy, usiadła na kolanach i zarzuciła ramiona na jego szyję. Wpatrując się w jego niebieskie oczy, gładziła go po przylakierowanych włosach. Mick położył dłonie na talii dziewczyny. Wystające kości przebijały się przez koszulkę, co szczególnie przyciągało jego wzrok. Zaczął drażnić palcami żebra dziewczyny, dotykając ich delikatnie.
-Jesteś taka chuda...- wyszeptał zamyślony.
-Przestań, proszę- Michelle odsunęła jego rękę.
-Nie chcę by tak było... Jesteś coraz bardziej zniszczona.
-Kiedyś wstanę na nogi.
-Kiedy? Po kolejnej próbie samobójczej?
Mich jeszcze bardziej posmutniała. Nie chciała teraz przywiewać tych wspomnień. Spojrzała na swoją rękę i przejechała palcem po bliźnie.
-Przepraszam...- Mick, zauważając zaistniałą sytuację, pozbył się swojej pewności siebie i również posmutniał.
[…]
Leżeli obok siebie na cienkim materacu, nadzy, nieskrępowani swą bliskością. Sophie odpalała papierosa za papierosem, nawet nie zbliżając ich do warg. Jedynie obserwowała rozpływający się z wiatrem dym. Otwarte okno pozwalało pozornie świeżemu powietrzu, którego od tak dawna nie czuli, dostać się do środka. Nikki wtulał się resztkami sił w dziewczynę. Głosy i straszne spojrzenia padające na niego ze ścian nie pozwalały mu się uspokoić. Nie odróżniał już tworów znarkotyzowanego umysłu od rzeczywistości. Co pewien czas wbijał wzrok w wiatrówkę, schowaną w rogu pokoju, by upewnić się, że wciąż tam jest, a żaden z cieni nie pochwycił jej w swoje szpony, mierząc prosto w głowę chłopaka. Sophie zaczęła głaskać go delikatnie po włosach. Czuła, jak jego ciało trzęsie się, zimne dreszcze przebiegają po kręgosłupie, a dłonie nie mogą utrzymać butelki whisky, rozlewając pojedyncze krople po łóżku. Nikki spojrzał na dziewczynę, chłonąc z ulgą jej delikatny uśmiech.
- Mała... - wydusił z siebie głos.
- Tak?
- Chyba się w tobie zakochuję...
Dziewczyna roześmiała się histerycznie, po czym nagle umilkła.
- Nie pieprz głupot. Jesteś zakochany w naszych dragach. Sądzisz, że miłość jeszcze dla nas istnieje?
- Licząc to, jak patrzysz na Vince'a i heroinę...
- Licząc to, jak patrzysz na Michelle i heroinę. - odgryzła się.
- Nienawidzę jej.
- Mich czy hery?
- Nie jestem pewien.
Usiadł z trudem i oparł się o ścianę, przecierając bladą twarz dłonią. Podniósł butelkę do ust, jednak nie zdążył się napić. Soph zabrała mu ją. Usiadła wygodnie na jego udach, by odgarnąć burzę czarnych włosów i wreszcie spojrzeć mu w oczy. Siląc się na uśmiech, wykrzywił twarz w dziwnym grymasie.
- Jedziemy w trasę. A skoro ja zabieram cię ze sobą, to pierdolony Mars pewnie weźmie Michelle... - zaczął z irytacją w głosie.
- Jakie, kurwa, zabieram cię ze sobą?
- Chyba nie myślałaś, że tutaj zostaniesz. Nie ma opcji.
- Nikki, nie...
- Kochanie, wiesz ilu tam będzie dilerów, ile alkoholu, ile zajebistych imprez? Zdajesz sobie z tego sprawę? Będziemy, kurwa, największym zespołem na Ziemi! - ożywił się nagle, a w jego oczach rozbłysły iskierki podniecenia, ekscytacji, co wywołało u Sophie chichot.
- Mam dość tras. - stwierdziła.
- A co ty, kurwa, wiesz o trasach?
- O paru szczegółach z mojego życia nie masz najmniejszego pojęcia. - uśmiechnęła się, po czym cmoknęła go w czubek nosa. Zaintrygowała chłopaka.
- Na przykład jakich?
- Na przykład takich, że zjechałam z tatą i jego przyjaciółmi całe Stany oraz zahaczyłam o Anglię. - Nie rób mnie w chuja. - Nie robię. Mówię serio. Sądzisz, że skąd znam Planta? Jakiemu trzyletniemu dziecku Bonzo pozwalał siadać za jego zestawem i udawać, że gra? Kto nauczył mnie tego, co umiem grać na basie i dlaczego mówię do niego wujku? Tata przyjaźnił się z Jonesym. A potem na świat przyszłam ja i musiał wkręcić swoją małą dziewczynkę w ten popierdolony biznes. Zresztą, gdyby on tego nie zrobił, mama zajęłaby się tym za niego. - opowiadała, jakby to nie było niczym znaczącym. - No i kto poznał Michelle z Tylerem?
Wstała z kolan Nikki'ego, by pozbierać swoje ubrania z podłogi. Ubrała się sprawnie i wzięła z komody drobne.
- Pójdę kupić piwo.
Wyszła z mieszkania. Schodziła ostrożnie po brudnych od wymiocin oraz moczu schodach, patrząc uważnie pod nogi. Gdy wychodziła z kamienicy, prawie uderzyła kogoś drzwiami, otwierając je mocnym pchnięciem.
- Hej, mała! - Tommy odskoczył do tyłu w ostatniej chwili.
- Wybacz, mały. - uśmiechnęła się do niego zawadiacko i przytuliła chłopaka. Zza jego pleców wyłonił się Vince.
- A ze mną się nie przywitasz? - położył dłonie na biodrach, stukając czubkiem buta o betonowy chodnik.
Soph jedynie wbiła spojrzenie w blondyna i sztucznie się uśmiechnęła. Vince podszedł bliżej dziewczyny i odgarnął jej włosy z twarzy. Spojrzał w jej puste, matowe oczy i musnął zimną skórę. Złożył delikatny pocałunek na jej sinych ustach i chwycił delikatnie dłoń.
-Gdzie idziesz?- zapytał smutno i cicho.
-Po piwo, do sklepu parę przecznic dalej.
-Pójdę z tobą.
Mieli już ruszać w drogę, gdy w ostatnim momencie zawołał Tommy.
-Hej Soph, Nikki w mieszkaniu?
-Tak- dziewczyna krzyknęła, uśmiechając się w stronę chłopaka.
T-bone od razu wszedł do klatki i pobiegł schodami w górę. Wszedł do mieszkania. To co zobaczył, wzbudziło u niego ogromne przerażenie. Wszedł w głąb, by w końcu trafić do pomieszczenia przypominające sypialnie. Wszedł do środka. Na materacu leżał ciągle nagi Nikki, który widocznie nie dawał sobie rady ze swoim nałogiem i jego skutkami.
-Powiem ci- zaczął Tommy- że ta urocza blondyneczka trzyma się dużo lepiej od ciebie.
-Zamknij ryj- wymamrotał Sixx pod nosem.- Gdzie Soph?
-Poszła po piwo z Vince'm.
-Jasne... Co z trasą? Ustaliliście już coś?
-Jaką trasą?- Tommy, udając zaskoczonego, podniósł wzrok znad gazety, którą przed chwilą wziął do ręki.
-Nie rób sobie ze mnie jaj, okej?
-Ale ja naprawdę nie wiem, o czym mówisz.
-Nie wkurwiaj mnie. Mieliście ustalić trasę.
-Kurwa, stary, kto tu jest liderem?! Uważasz, że to okej, że zapierdalamy po nocach w studiu, kiedy ty sobie leżysz na materacu i ćpasz to gówno? Po prostu nam powiedz, że nie bierzesz w tym udziału. Zaczniemy szukać nowego basisty.- Tommy, całkowicie poważny usiadł na ziemi.
Nikki również spoważniał. Drżącymi dłońmi próbował odpalić papierosa.
-Stary, chujowo wyglądasz. Rozsypujesz się- T-bone smutno spuścił wzrok.
-Co mam z tym zrobić? Mnie się podoba. Ćpam, pieprzę się z Soph...- Sixx w końcu odpalił papierosa i mocno się zaciągnął.
Tommy już nic nie powiedział. Wstał z podłogi, przejrzał się w lustrze i ruszył w stronę wyjścia.
-Nie przychodź na następną próbę- Lee stanął w drzwiach, jednak po chwili ruszył dalej.
Nikki przez długi czas spokojnie siedział. Nagle chwycił stojącą obok łóżka butelkę whisky i rzucił nią z całą siłą o ścinę. Szkło rozbryzgało się w drobne kawałki. Wstał gwałtownie z materaca i zaczął nerwowo chodzić po mieszkaniu. Uderzając pięściami w ściany, chciał się uspokoić. W końcu stwierdził, że rozładowanie energii poprzez siłę nie wiele mu daje. Sięgnął po woreczek kokainy. Naszykował trzy kreski i szybko wciągnął, jedną za drugą. Wrócił z powrotem na materac. Przeczesał włosy ręką i próbował unormować oddech.
Mocno świecące słońce drażniło oczy szatynki. Vince przez cały czas trzymał ją za rękę i wydawałoby się, że nie ma zamiaru jej puścić. Gładził opuszkami palców jej zimną, bladą skórę.
-Czy to musi tak wyglądać?- zapytał, spoglądając w ziemię.
-Nie, nie musi. Ale tak jest zabawniej- Soph w końcu puściła chłopaka.
-Nie, kurwa! Nie jest!- mężczyzna staną na środku chodnika.
-Vince, nie rób afery- dziewczyna również stanęła i zapaliła papierosa.
-Spójrz na siebie. Wyglądasz jak, kurwa, trup. Mam nadzieję, że tobie się to podoba.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo.
-Wiesz co? Daruj sobie. Zapomnij o mnie, a ja zapomnę o tobie- Vince ruszył w przeciwną stronę.
Sophie chciała cokolwiek odpowiedzieć, ale nie miała pojęcia, jak usprawiedliwić swoją głupotę.
Poszła w końcu do sklepu. Kupiła piwo i wróciła do mieszkania tą samą drogą. Od razu, co rzuciło jej się oczy, to rozbite szkoło, leżące na ziemi. Bez zastanowienia położyła piwo na jakimś blacie i ruszyła w stronę sypialni. Usiadła okrakiem na udach Nikki'ego i objęła jego twarz dłońmi. Próbowała dostrzec na jego rękach ślady nowych ukłuć, ale nic nie zauważyła.
Nikki w końcu otworzył oczy. Na widok zmartwionej dziewczyny blado się uśmiechnął.
-Co się stało?- zapytała zmartwiona Soph.
-Chyba wyjebali mnie z własnego zespołu- Nikki uśmiechnął się w charakterystyczny sposób.
-Jak to, kurwa?
-Nie wiem. Przyszedł Tommy, opierdolił mnie i powiedział, że nie mam czego szukać na następnej próbie i najlepiej by było, gdybym w ogóle się nie zjawił.
-I co masz zamiar zrobić?
-Muszę się chyba ogarnąć...
-Po co?
-Bo, kurwa, tracę wszystko! Nie widzisz tego? Straciłem miłość, a teraz zespół wymyka mi się z rąk.
-Przecież nienawidzisz Michelle.
Nikki nic nie odpowiedział. Posłał tylko jednoznaczne spojrzenie w stronę Soph i nadal milczał.
-Pierdolona pizda- Sophie roześmiała się głośno.
-O chuj ci chodzi?
-Nadal masz jakieś uczucia.
-Nie pierdol, kurwa. Nie wierzę w to, że nie żałujesz tego wszystkiego, co się stało. Nie wierzę w to, że nie patrzysz na siebie z obrzydzeniem. I mogę być w twoich oczach pizdą, ale ja potrzebuję odrobiny tej pierdolonej miłości.
-To było urocze, ale żałosne.
-To, co robimy jest żałosne.
-I co? Uważasz, że jak wrócisz do Michelle to wszystko się cudownie ułoży? Dobrze wiesz, jaka ona jest, i dobrze wiesz, z jaką prędkością znów cię zrówna z podłożem.
-Brakuje mi tego wypalonego uczucia...
-Po cholerę ci uczucia? Heroina nie wystarcza?
-Stałaś się zimną suką. Najpierw byłaś pierdoloną psychopatką, teraz jesteś zimną suką.
-Co z tego?
Nikki nic nie powiedział. Ponownie milczał. Wstał z materaca i zaczął się ubierać. Sophie tylko uważnie się przyglądała jego czynom, śmiejąc się lekko pod nosem.
Sixx starał się nie zwracać na nią uwagi. Zaczął zbierać swoje rzeczy. Zabierał wszystko, co tylko napotkało się na jego drodze. Wszystko, oprócz narkotyków. W końcu stwierdził, że ma wszystko, co będzie mu potrzebne.
Wyszedł z mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami z całej siły. Zbiegł po schodach. Wybiegł z klatki schodowej i złapał przejeżdżającą taksówkę.
Po pół godziny był w wyznaczonym miejscu. Stał przed dobrze znanym miejscem. Stara kamienica wiele się nie zmieniła. „Tylko parę miesięcy... Ile bym oddał, by móc cofnąć czas”- pomyślał.
Stał przed klatką dobre piętnaście minut. W końcu zebrał się w sobie i wszedł do środka. Wszedł po schodach na górę i pojawił się przed drzwiami. Zadzwonił od razu, chciał mieć to za sobą. Jednak nikt nie otworzył. Usiadł pod drzwiami i zapalił papierosa, z nowo kupionej paczki.
Siedział przez długi czas. Dochodziła może dziewiętnasta, gdy ktoś wszedł do klatki. Nikki odruchowo poderwał się z ziemi. Na górze pojawiła się Michelle. Może już nie przypominała tej samej uśmiechniętej, zbuntowanej blondynki, ale serce Nikki'ego zabiło mocniej, gdy ją ujrzał.
-Co ty tutaj robisz?- starała się podejść do tego obojętnie i neutralnie, jednak emocje brały górę.
-Chcę porozmawiać...- ledwo powiedział.
-Wejdź- Michelle otworzyła drzwi i weszła do środka.
Nikki uczynił to samo. Położył torby w korytarzu i przeszedł do salonu. Tu też nie wiele się zmieniło. Może parę mebli zmieniło miejsce.
Mich poszła do kuchni. Oparła się o blat i wpatrywała się w przestrzeń. Po chwili dołączył do niej Sixx. Stanął naprzeciwko niej. Spojrzał w jej oczy, jednak po chwili speszył się. Blondyna na widok tej sytuacji delikatnie się uśmiechnęła i sięgnęła piwo.
-Chcesz też?- zapytała, otwierając lodówkę.
-Jasne.
Michelle podała Nikki'emu puszkę, dotykając jego zimną skórę.
-Wyglądasz jak trup- powiedziała Mich.
-Ty również- chłopak lekko się uśmiechnął i upił łyk piwa.
-O czym chciałeś porozmawiać?
-Zacząłem ze tobą tęsknić.
-Tak? To miło. Naprawdę.
Nikki podszedł bliżej dziewczyny. Objął ją swoimi chudymi ramionami, ale ona nie była chętna na czułości z jego strony.
-Kochasz mnie jeszcze chodź trochę?- zapytał smutno.
-Nie wiem.
-Potrzebuję cię. Twojej chorej miłości. Twojej bliskości. Twojej...
-Wystarczy- Michelle oschle przerwała.
-Wolisz Micka, prawda?
-Mam być szczera? Tak. Aktualnie wolę Micka od wiecznie otępionego, agresywnego ćpuna.
-Aż tak jestem chujowy?
-Tak. Zbierz się w garść.
-Oczywiście... Mogę zostać na noc?
-Kanapa do twojej dyspozycji- Michelle wyszła z kuchni.
Nikki wrócił do salonu. Usiadł na kanapie i schowała twarz w dłonie. Przeklinał w duchu swój nałóg. Chciał znowu wrócić do tego miłego okresu na początku. Czuł w sobie ogromną chęć ponownego pokochania Michelle.
Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Michelle ruszyła, by je otworzyć. Do mieszkania wszedł Mick, który od razu po przekroczeniu progu, przytulił czule Michelle. Szybko się jednak zorientował, że w mieszkaniu jest gość. Wypuścił ze swojego objęcia blondynkę i posłał w jej stronę złowrogie spojrzenie.
-Co tutaj robi ten ćpun?- zapytał, nie zwracając uwagi na to, czy urazi to jego przyjaciela.
-Tymczasowo, jest.
-Tyle to ja też, kurwa, widzę. Ale dlaczego?
-Zapytaj się go.
Mick bez zastanowienia podszedł do Nikki'ego, który cały czas ukrywał swoją twarz w dłoniach.
-Pobudka, królowo śmieci- mężczyzna szturchnął lekko basistę.
Sixx podniósł swój marny wzrok i spojrzał na Marsa ze smutkiem i żalem.
-Co ty odpierdalasz? Kasa się skończyła?- wydawało się, że Mick tak łatwo nie odpuści wszystkich błędów lidera zespołu.
-Nie. Brakuje mi uczuć.
-Przecież ćpuny nie mają uczuć.
Gdyby nie dość szybka ingerencja Michelle, Mars zacząłby coraz bardziej dogryzać zeszmaconemu przez życie Sixx'owi.
Blondynka szybko zabrała mężczyznę do kuchni, pozwalając Nikki'emu na odrobinę snu.
Stała przed lustrem, mając na sobie jedynie bieliznę. Patrzyła uważnie na swoje ciało, na to, jak się zmieniło. Rumieńce z policzków zniknęły, tak samo, jak blask w podkrążonych oczach. Skóra była blada niczym papier, bielsza od brudnych ścian mieszkania, żyły zapadnięte, schowane pod wieloma nakłuciami, szramami i sińcami. Z łatwością mogła policzyć wszystkie kości. Tylko nie mogła odnaleźć w tym odbiciu siebie. To już nie była Sophie - to zjawa, która wkradła się do jej duszy, niczym pasożyt, nigdy niezaspokojony, ostatni z przyjaciół, namawiający ją do zła.
- Jesteś obrzydliwa! Obrzydliwa, słyszysz?! - krzyknęła do zjawy w lustrze. Uderzyła postać pięściami, waliła w ją resztkami sił, aż szkło zmieszane z krwią rozbryzgało się po podłodze. Nie czuła bólu, jedynie pulsujące ciepło poranionej skóry. Nie chciała płakać, nie chciała krzyczeć ani zrobić sobie krzywdy. Po prostu chciała, by zjawa przestała wpatrywać się w nią tymi pustymi oczami, które kiedyś należały do niej. Zabawa skończyła się wraz z przebudzeniem z koszmarnego snu. Sophie usiadła na podłodze, spokojna i opanowana. Błądziła opuszkami palców w niewielkiej kałuży krwi, rozmywając ją po podłodze i podziwiając jej piękny kolor. Kolejne fragmenty lustra zbierały się na jej rękach. Choć czuła, jak powoli słabnie, a szkło wbija się coraz mocniej w skórę, nie miała siły czy chęci, by się ruszyć. Wolała czekać, aż zjawa, spoglądająca na nią złowieszcza z kawałków lustra, odejdzie na zawsze. Czekała bardzo długo. Vince nacisnął klamkę i, z butelką whiskey w dłoni, wszedł do mieszkania. Rozejrzał się wokół uważnie.
- Sixx?! Sixx, szujo, przyniosłem alkohol! - krzyknął, jednak nie uzyskał odpowiedzi, choć dobrze wiedział, że to od razu ożywiłoby przyjaciela, nieważne w jakim byłby stanie.
Wszedł do sypialni. Gdyby nie to, jak wykosztował się na porządny trunek, wypuściłby go z rąk. Na widok chłopaka Sophie uśmiechnęła się słodko. - Nikki się wyniósł, ale zawsze możesz napić się ze mną. - jej głos był tak zaskakująco pogodny, że aż poczuł, jak dreszcz przerażenia obiega jego ciało.
- Kurwa... - szepnął. - Kurwa, kurwa, kurwa...
Odłożył butelkę i w panice zaczął krzątać się po mieszkaniu, choć sam nie wiedział, czego szuka. W jednej z łazienkowych szafek znalazł bandaże, w innej pęsetę. Położył je na umywalce, wraz z piersiówką pełną wódki, by zdezynfekować rany. Wrócił do sypialni. Szkło złowieszczo trzaskało pod jego butami. Wziął Sophie na ręce, czuł gorące krople krwi na skórze. Choć początkowo próbował posadzić ją na krawędzi wanny, widząc, że dziewczyna nie jest w stanie utrzymać równowagi, włożył ją ostrożnie do środka. Jej lekko przerażone, rozbiegane oczy patrzyły wokół z zaskoczeniem.
- Co ty robisz? - zapytała, gdy ukucnął przy wannie i pęsetą zaczął delikatnie wyjmować szkło z jej skóry, choć dłonie chłopaka trzęsły się potwornie. Nadaremno próbował się skupić.
- Ratuję ci dupę, idiotko. - syknął.
- Ale Vinny, przecież wszystko jest w porządku. - powiedziała niewinnie, święcie w to wierząc.
Zagryzł mocno wargi i nie odpowiedział. Ręce Sophie stawały się coraz bardziej bezwładne, aż jej głowa nie opadła bezsilnie na ramię.
- Kurwa, nie, nie mdlej mi tu! - Vince znów zaczął panikować. - Ja pierdolę, nie!
Włączył szybko lodowatą wodę, by ocucić dziewczynę i zmyć z niej krew. Po chwili otworzyła ciężko oczy. Gdy zobaczyła nad sobą roztrzęsionego chłopaka, zaniosła się łzami. Próbowała wstać, by uciec gdziekolwiek od tego przerażonego spojrzenia, lecz z trudem trzymała się na nogach. Vince podtrzymał ją i okrył zziębnięte ciało brudnym ręcznikiem. Wyciągnęła do niego poranione ramiona, znów wziął ją na ręce. Przytulał mocno dziewczynę, choć bał się, że ta krucha istotka zaraz rozpadnie się, przesypie między jego palcami. Krople wody zmieszane z krwią skapywały na niego oraz płytki.
- Vince, ja nie chcę, nie chcę, nie chcę... - powtarzała histerycznie Sophie, w kółko i w kółko.
- Czego nie chcesz, kochanie? - jego głos drżał równie mocno, co jej.
- Nie chcę taka być, nie chcę umierać.
- Nie umierasz. Nawet tak, kurwa, nie mów. Nie umierasz i nigdy nie umrzesz, nie pozwolę ci.
Vince ostrożnie zaprowadził Sophie do salonu i posadził na czymś, co chyba miało przypominać kanapę. Sam poszedł do sypiali. Zaczął wywracać ją do góry nogami, by móc znaleźć jakąś torbę.
-Nie umrzesz, kurwa nie umrzesz. Nie pozwolę ci na to.- powtarzał gorączkowo pod nosem.
W końcu udało mu się coś znaleźć. Zaczął pakować wszystkie rzeczy dziewczyny, która nagle pojawiła się w pomieszczeniu.
-Co robisz?- zapytała zdezorientowana.
-Pakuję cię. Idziesz ze mną i nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu!
-Ale...
-Zamknij, kurwa, ryj!
Blondyn na chwilę przestał nerwowo pakować ubrania. Wyprostował się i podszedł do dziewczyny, która miała już zeszklone oczy.
-Przepraszam...- wyszeptał, obejmując jej rozpadające się ciało.- Tak się o ciebie martwię. Nie chcę cię stracić. Przepraszam.
Soph nie odpowiedziała. Wtuliła się w ciepłe ciało Vince'a i wsłuchiwała w rytm jego serca.
-Zabierz mnie ze sobą jak najdalej, jak najszybciej. Nie chcę już tego gówna. Pomóż mi.- dziewczyna zaczęła cicho szlochać.
-Zabiorę i pomogę. Jestem tutaj dla ciebie. Zawsze będę. Cokolwiek by się nie działo, ja zawsze cię kocham.- chłopak zaczął gładzić jej włosy.- A teraz, usiądź na materacu, muszę cię spakować do końca.
Szatyna posłuchała jego prośby. Usiadła w wyznaczonym miejscu i wpatrywała się w każdy jego ruch.
-Dobra, chyba wszystko- Vince rozejrzał się po pokoju.- A jak nie to... To dokupimy.
Wziął torbę z ziemi i podszedł do dziewczyny, wyciągając w jej stronę rękę. Soph mocno chwyciła jego dłoń i wstała z materacu.
Szybko wyszli z kamienicy. Blondyn chciał jak najprędzej zabrać dziewczynę z tego piekła. Wsiedli do jego samochodu.
-Dokąd tak właściwie jedziemy?- zapytała niepewnie Sophie.
-Tego jeszcze, kurwa, nie wiem... Coś wymyślę.
Koniec końców pojawili się przed mieszkaniem Michelle.
-Nie chcę tutaj iść...- Soph zaczęła protestować.
-Nie zachowuj się jak dziecko. Chodź.
Vince siłą wyciągnął dziewczynę z samochodu, podszedł po torbę do bagażnika i pociągnął za sobą Sophie do klatki.
-Nie chcę, Vince. Jedźmy gdzieś indziej, błagam.
Ale Vince nie zwracał na to uwagi. Szedł schodami w górę, a za nim, niechętnie Soph. Po chwili byli już przed drzwiami. Neil bez zbędnego słowa zadzwonił do drzwi. Otworzyła Michelle, uśmiechając się do blondyna. Gdy spojrzała na jego towarzyszkę, uśmiech zszedł jej z ust.
-Czego...- zaczęła oschle.
-Wszystko ci wytłumaczę, naprawdę.- Vince przerwał blondynce.- Tylko jedna noc, błagam.
Mich otworzyła szerzej drzwi, robiąc miejsce dla pary.
Gdy tylko weszli do salonu, spotkali się z lustrującym spojrzeniem Micka i Nikki'ego.
-Michelle, słoneczko!- zawołał Mars.- Dlaczego robisz sobie klinikę odwykową z mieszkania?
-Nic, kurwa, nie mów, jasne?- dziewczyna weszła do salonu, oparła się o ścianę i zapaliła papierosa.
Vince starał się przejść obok tego obojętnie, ale widział, że oczy Soph już się szklą. Zaprowadził ją do sypialni i położył na łóżku.
-Zaśnij, błagam, zaśnij. W tym domu nie ma żadnych prochów, więc nawet nie szukaj. Nie będziesz tu mogła długo zostać, bo jest Nikki, ale coś wymyślimy, obiecuję.- Vince przykrył dziewczynę kocem i wyszedł z pokoju.
Poszedł do kuchni, by sięgnąć piwo z lodówki. Gdy wrócił, usiadł w salonie na kanapie. Wszyscy tam zebrani milczeli. W końcu Michelle zabrała głos.
-To nie może tak, kurwa, być. Mam wiele spraw na głowie i nie mogę pilnować dwóch ćpunów jednocześnie.
-Pomogę ci.- powiedział Vince.
-Ja tu jestem, gdy coś...- wtrącił Nikki.
-Wiesz ile mnie to obchodzi?- zapytała chamsko Mich.
-Nie kłóćcie się. Obydwoje macie problemy i obydwoje powinniście się leczyć.- powiedział cicho Mick.
Michelle i Nikki jednocześnie spojrzeli na Marsa, ale on już nic nie powiedział. Po chwili spojrzeli na siebie. Mich bez słowa wstała z kanapy i ruszyła do sypialni. Sixx od razu poderwał się i poszedł do niej.
Vince przez chwilę przyglądał się całej scenie. Widział, jak Nikki zatrzymuje dziewczynę tuż przed drzwiami do pokoju i składa delikatny pocałunek na jej ustach. Szybko zniknęli za drzwiami i zajęli się sobą.
On też postanowił, że wróci. Dopił do końca piwo i wstał z kanapy. Rzucił puszkę gdzieś w kąt i poszedł ponownie sypialni. Sophie już spała. Wyglądała niewinnie. Przez chwilę Vince pomyślał, że wszystko co się wydarzyło, było złym snem.
Położył się obok, przesunął bliżej swojej kochanej i zaczął gładzić jej ciało opuszkami palców.
Wietrzna noc. Dym papierosowy rozmywał się we wszystkie strony. Michelle siedziała na parapecie przy otwartym oknie. Oczy co chwilę zachodziły jej łzami, chodź za wszelką cenę chciała nie pokazywać słabości.
Nikki siedział na łóżku. Otępiały, tym razem z powodu braku narkotyków. Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Myślał tylko o tym, by jak najprędzej stąd uciec i naćpać się. Nagle gwałtownie wstał z łóżka i szybko podszedł do drzwi. Próbował je otworzyć, ale Michelle zamknęła je na klucz.
-Nie wyjdziesz stąd tak łatwo...- blondynka wypuściła dym z ust.
-Wypuść mnie stąd, bo kurwa, oszaleję.
-Musisz ponieść konsekwencje swojej bezmyślności.
-Dobrze wiesz, że to tak nie działa.
-Poboli, przestanie. Albo to ograniczysz albo możemy się pożegnać.
-Nie, nie, nie... Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję cię. Tylko ty możesz mi pomóc.
Michelle zeskoczyła z parapetu, jednocześnie gasząc papierosa. Podeszła do Nikki'ego i wyciągnęła w jego stronę rękę. Mężczyzna niepewnie ją chwycił. Spojrzał na dziewczynę swoimi zielonymi, przestraszonymi oczami. Mich jedynie delikatnie uśmiechnęła się w jego stronę i zaprowadziła do salonu.
Mieszkanie było już zupełnie puste. Mick musiał już dawno temu wyjść, zostawiając po sobie jedynie niedopitą wódę na stoliku. Blondynka bez zastanowienia się sięgnęła ją i pociągnęła chłopaka na balkon.
Oparła się o balustradę i upiła spory łyk zabranego alkoholu. Sixx przerażony, cały czas rozglądał się. Czuł, jakby cały czas go obserwował i do niego celował. Czuł, że ktoś chce się go pozbyć.
Michelle tylko uważnie przyglądała się roztrzęsionej sylwetce Nikki'ego. Nie miała tak naprawdę pojęcia, co się dzieje w jego głowie. Jednak wewnątrz siebie nie mogła się pogodzić ze świadomością tego, że pozwoliła dopuścić do takiej sytuacji. Jego nałóg był poza kontrolą, a ona nie potrafiła z tym nic zrobić.
Jej twarz jeszcze bardziej posmutniała. Spuściła głowę w dół, wbijając wzrok w podłogę. Myśli stawały się coraz bardziej nieprzyjemne.
-Jak myślisz, coś się zmieni?- zapytał Nikki drżącym głosem.
Mich smutno się uśmiechnęła i spojrzała w dal miasta, jakby z nadzieją, że ono za nią odpowie.
-Nie sądzę.- odpowiedziała po długiej chwili namysłu.
Jej głos już nie dominował. Nie był pewny. Był drżący i złamany. Nie było tam słychać ani nadziei ani radości. Był pusty i bezdźwięczny.
Nagle na jej policzkach pojawiły się łzy. Nikki od razu do niej podszedł i delikatnie je wytarł. Chwycił ją za brodę i podniósł ją w górę. Spojrzał w jej zeszklone oczy, posyłając jej wyjątkowo ciepły uśmiech.
Mężczyzna objął roztrzęsioną Michelle w pasie, przysunął ją bliżej swojego ciała i czule przytulił.
Dziewczyna wciskała się w jego liche ciało z nadzieją, że jego wychudzone ramiona ją ocalą przed całym złem. Nikki czuł, jak łzy blondynki spływają na jego koszulkę. Czuł jak jej oddech, który nieświadomie pieścił jego szyję, powoli przywraca stare uczucia i wspomnienia. Poczuł, co tak naprawdę liczy się w jego życiu. Nie chciał dopuścić do tego, by jego zespół nagle się rozpadł. Nie mógł pozwolić na to by coś, na co pracował prawie całe swoje marne życie, legło w gruzach.
-Rzucam to gówno. Muszę zająć się tobą i zespołem.- stwierdził pewnie.
Michelle odsunęła się od niego i spojrzała w jego oczy, które iskrzy się w świetle latarni.
-Ale... Tak na poważnie?- Mich niepewnie zapytała.
Sixx chwycił jej dłonie. Splótł razem ich palce i patrząc prosto w jej oczy, subtelnie ją pocałował.
-Jestem całkowicie poważny. Nie mogę patrzeć na twoje puste oczy. Chcę byś znów się uśmiechała. Muszę postawić zespół na nogi, bo skończy się, zanim w ogóle się zacznie. Wszystko jest w moich rękach, a skoro nadal żyję... Oznacza to, że nadal mam tu być i kopać tyłki.
Michelle szeroko uśmiechnęła się i ponownie wtuliła w jego ciało. Nikki obejmował ją z całej siły, swoimi obolałymi ramionami.
Na samym początku ich znajomości zabiegał o nią cały czas. W końcu to dostał i wszystko potoczyło się zupełnie inną drogą niż planował. A jego plany były dalekobieżne. Widział ich razem, za parę lat, szczęśliwych z....
Nagle uświadomił sobie, że wiatr, który cały czas huczał, wyziębiał jego ciało. Pociągnął za sobą dziewczynę i znów znaleźli się w mieszkaniu.
Mężczyzna położył się na kanapie, robiąc miejsce dla swojej ukochanej. Nie miał siły wracać do sypialni. Był zmęczony wszystkimi wydarzeniami i cały czas był na głodzie.
Michelle natychmiast położyła się obok niego, twarzą w twarz. Pocałowała go w czubek nosa, na co zareagował cichym śmiechem. Otworzył swoje opadające powieki i zaczął gładzić dziewczynę po policzku. Odgarniał włosy z jej twarzy i starał się nie usnąć.
-Idź już spać...- szepnęła. Nagle w jej głosie pojawił się dawny wydźwięk.
-A jak się obudzę, to będziesz obok?
-Jasne, że tak.
-Kocham cię...
Nikki zamknął oczy i od razu zasnął. 

7 komentarzy:

  1. Brak mi słow
    Tyle się zadziało
    Vince taki opiekuńczy wow wow
    Mick taki chamski wow
    Mich taka litościwa wow wow.
    :) ps a dziwka Tommyego?
    Kocham was <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajmuję się dziwką Tommy'ego, spokojnie, kochanie. My Ciebie też <3

      Usuń
  2. Kocham autokorektę! ♥
    I kocham tego bloga ,_,

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział! tylko szkoda że Sophie nie jest z Nikkim a Mick z Michelle! miałam nadzieję że tak będzie! ale rozdział zajebisty!! czekam na nowy!

    Martyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Soph + Vince, Michelle + Nikki ten układ podoba mi się najbardziej :')
    Kocham wasze opowiadanie! Jesteście świetne! Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam w życiu. Zajebiste bez dwóch zdań♡
    Dużo weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od jakiegoś czasu czytam waszego bloga. Nie komentowałam jednak, bo ... w sumie nie wiem czemu. Ten obrót spraw jaki ostatnio nastąpił spowodował jednak, że postanowiłam skomentować. Lubię was. Tzn, wasz blog. Styl waszego pisania i wgl. Wasze opowiadanie ma ciekawą fabułę i jak widać, nie można się niczego spodziewać. Brawo! :) . Czekam na następny rozdział.

    Tym czasem zaproszę Was na nasz blog. Przepraszam bardzo za spam, ale dopiero zaczynamy (wczoraj dodałyśmy dopiero 3 rozdział) a jak pewnie wiecie, początki są najtrudniejsze.

    http://roadtocalifornialivingaftermidnight.blogspot.com/2014/04/rozdzia-iii.html

    Zapraszamy i mamy nadzieję, że pozostawicie po sobie komentarz. Jednak głównie zależy nam na tym, aby Wam się podobało. Miłego czytania!

    Pozdrawiam i au revoir!

    ~Michelle.

    OdpowiedzUsuń