poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział IX

W końcu spakował wszystko. Wyszedł z pokoju, zostawiając rozpłakaną dziewczynę bez najmniejszego nawet komentarza, pocieszenia czy przeprosin. Każdy na widok chłopaka od razu zszedł mu z drogi, nie zadając żadnych pytań. Tylko Sophie chciała cokolwiek wyjaśnić. Zbiegła boso po schodach w próbie dogonienia przyjaciela. 
- Sixx! Sixx, pojebie! - krzyknęła za nim, gdy otwierał drzwi budynku.
- Czego chcesz? - odwrócił się z obojętnością w oczach.
- Wytłumaczysz mi chociaż, kurwa, co się stało?!
- Przyjdź jutro wieczorem pod Whisky. Jeśli mnie nie będzie, czekaj w środku, jasne? I przynieś coś mocniejszego, błagam, mała.
- No dobrze... Nikki uśmiechnął się blado i wyszedł.
Soph posnuła się wolno na górę. Weszła do mieszkania. Gdy chciała zamknąć za sobą drzwi, ktoś zablokował je nogą. Odwróciła się licząc, że to Sixx, jednak pomyliła się. Stał przed nią wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Jego ciemne oczy pożerały ją od góry do dołu, lekko zasłonięte czarnymi lokami, opadającymi na twarz i ramiona. Uśmiechał się zabójczo. Miał na sobie obcisłe, skórzane spodnie oraz ramoneskę, narzuconą na miejscami dziurawy podkoszulek. Wpatrywała się w niego bez słowa, nie wiedząc co zrobić, onieśmielona jego widokiem. 
- Zastałem Sixxa? - zapytał w końcu. - Poznaliśmy się niedawno i proponował mi pomoc w razie czego, no i kurwa... Potrzebuję noclegu.
- Nie ma go. Ale miejsca mamy dużo. - Sophie uśmiechnęła się lekko.
Cofnęła się w głąb mieszkania, by gość mógł wejść. Rozejrzał się szybko wokół, jednak po chwili jego spojrzenie znów utknęło na dziewczynie. 
- Stephen Pearcy. - wyciągnął do niej rękę, ozdobioną masą bransoletek. Uścisnęła ją delikatnie.
- Sophie Williams.
Poprowadziła go do salonu. Kanapa wciąż była zajęta przez śpiącego Tommy'ego. Usiadł na fotelu. Gdy przyniosła mu puszkę piwa i postawiła na stole, znów zmierzył ją wzrokiem, co wywołało u niej dziwny dreszcz. Usiadła na szklanym blacie. Założyła nogę na nogę i zapaliła papierosa. 
- Jesteś jego dziewczyną? - zapytał bez ogródek Stephen.
- Czyją?
- Nikki'ego.
- Nie, nie. Przyjaźnimy się.
Chłopak uśmiechnął się. Otworzył piwo, upijając od razu spory łyk. Dalej nie odrywał wzroku od dziewczyny. Do salonu wszedł Vince. Od razu rozchmurzył się na widok gościa. Pearcy wstał i podszedł do blondyna. Uściskali się przyjacielsko na powitanie. 
- Stary, czego ty, kurwa, szukasz w naszych skromnych progach? - zapytał Neil.
- Wy się znacie? - wtrąciła zdezorientowana Sophie.
- Jasne, że tak, skarbie. Właśnie, poznałeś już moją dziewczynę, no nie?
- Vince i dziewczyna na stałe? - roześmiał się Stephen. - Mała, musisz być w takim razie wyjątkowa.
Mężczyźni dalej rozmawiali. I choć brunet wiedział już o relacji łączącej przyjaciela z nowo poznaną dziewczyną, dalej wręcz pożerał ją ukradkowymi spojrzeniami, co pewien czas posyłając Soph powalający uśmiech. Mimo usilnych prób ignorowania tego zachowania, nie potrafiła skupić uwagi na niczym innym. W końcu wstała i poszła do sypialni Michelle. Dziewczyna siedziała na łóżku, pisząc coś zawzięcie z papierosem między drżącymi, popękanymi wargami. 
- Michelle, kurwa mać, przez Sixxa jakiś facet chce spędzić u nas noc. - powiedziała cicho Sophie, gdy tylko zamknęła drzwi.
- Jaki? - Mich spojrzała na nią z zainteresowaniem i wzięła papierosa w dłoń.
- Stephen Pearcy. Widzę go pierwszy raz na oczy.
- Pearcy? - wypuściła z ust chmurę szarego dymu. - Znam skurwiela. Widziałam go, jak śpiewał w jakimś klubie ze swoim zespołem. Dobra dupa, nie powiem.
- Wraca dawna Michelle... - Soph opadła ciężko na łóżko, wbijając wzrok w sufit. - Era Nikki'ego się skończyła?
- Nie chcę nawet, kurwa, o nim rozmawiać, jasne?
-Bardzo będziesz zła, jeśli będę się z nim co jakiś czas spotykać? 
-W dupie to mam, co będziesz z nim robić. Nie chcę o nim słyszeć!- W oczach Michelle pojawiły się łzy, jednak szybko zasłoniła twarz włosami, by nie okazywać swojej chwili słabości. 
-Uspokój się... 
-Jestem bardzo spokojna.- Wycedziła przez zęby, gniotąc kartkę, na której do niedawna coś zapisywała.- Po prostu wyjdź. 
-Dlaczego?- Sophie chwyciła w swoje dłonie dłonie Michelle.- Mów wszystko, co cię gryzie.
-Wyjdź!- Blondynka wyrwała swoje ręce z objęcia i wstała z łóżka.
Podeszła ponownie do okna i zapaliła papierosa. Sophie również wstała i cicho wyszła z pokoju.
Michelle wypaliła cztery papierosy pod rząd i znów rzuciła się na materac. Leżała przez długi czas. Nagle szybko się poderwała i zaczęła czegoś szukać w szafce nocnej. Po chwili wyciągnęła mały woreczek z białą zawartością. Chwyciła książkę i wysypała kokainę na okładkę. Ułożyła cztery kreski i szybko wciągnęła. Tym razem się rozluźniła. Opadła na łóżko w jej głowie zapanowała pustka. Zupełna pustka. Wpatrywała się tempo w sufit i liczyła na to, że coś się wydarzy. 
W tym samym czasie Sophie siedziała z chłopakami w salonie i starała się nie myśleć dużo o Michelle. 
Vince widział, że coś jest nie tak. Wstał z drugiego fotela, podszedł do Soph i wyciągnął w jej stronę rękę. Dziewczyna niepewnie ją chwyciła i poszła za nim. Chłopak zaprowadził ją do sypialni. Usiadł na łóżku i posadził drobną szatynkę na kolanach, zaczynając delikatnie całować jej szyję. 
-Co się dzieje?- Zapytał, odrywając się po chwili od jej ciała.
-Martwię się o Michelle i Nikki'ego...
-I tak wszyscy wiedzą, że w końcu się zejdą. 
-Mam taką nadzieję. Mich kazała mi się wynosić z pokoju. Mogłam z nią zostać... 
-Wróć do niej. Popilnuj jej. Cholera wie, co mogą odjebać. 
Sophie bez słowa wstała z kolan Vince'a, szybko cmoknęła go w usta i wyszła z pokoju.
Ponownie znalazła się w tym dziwnym pomieszczeniu. Pełnym książek i kartek. Na ścianach były rysunki, plakaty, obrazy oraz ulubione cytaty i teksty Michelle. 
Soph spojrzała na blondynkę, która sprawiała złudzenie śpiącej. Szatynka zaciekawiła się leżącą na łóżku książką. Wzięła ją do ręki, jednak jej wzrok przykuły ślady po kokainie. Soph odłożyła książkę na półkę i zajęła miejsce obok obok blondynki. Zaczęła gładzić jej zmarzniętą skórę. Odgarnęła blond pasma z twarzy dziewczyny i pocałowała ją w czoło. 
-Nie pakuj się ponownie w to gówno, błagam.- Sophie wyszeptała przez łzy. 
Michelle powoli otworzyła oczy. Blado się uśmiechnęła i chciała ponownie chwycić woreczek z kokainą, jednak Soph jej na to nie pozwoliła.
-Dlaczego to robisz? Znowu chcesz do tego wrócić?- Szatynka chwyciła nadgarstek Mich. 
-Nigdy tego nie przerwałam.- Michelle uśmiechnęła się cynicznie. 
Sophie energicznie puściła jej rękę i zapaliła papierosa.
-Chcesz też?- Zapytała blondynka, szykując kolejną działkę.
- Dawaj. - Sophie usiadła po turecku na łóżku i patrzyła, jak przyjaciółka układa równo kolejne kreski na okładce książki.
Była już na przegranej pozycji. Dobrze wiedziała, że ona nie odpuści, nie przestanie, nie wyrzuci tego tak po prostu za siebie. Wolała niszczyć się razem z nią, niż jedynie patrzeć, jak powoli umiera, ocierając co chwilę nos. Obie ogarnęła błogość. Leżały na łóżku, śmiejąc się ze swoich idiotycznych żartów. Nie usłyszały nawet pukania do drzwi, które uchyliły się. W pomieszczeniu znalazł się Stephen. Na widok dwóch uśmiechniętych kobiet, zareagował identycznie. 
- Vince, nieźle tu, kurwa, macie! - krzyknął do przyjaciela w salonie.
Bez jakiegokolwiek skrępowania położył się na materacu obok Michelle i przedstawił. Michelle poczęstowała gościa dwoma ostatnimi kreskami białej piękności. Trójka usiadła na łóżku w świetle latarni ulicznych, wpadającym przez okno. Po chwili uspokoili się i zaczęli cicho rozmawiać. Stephen zapalił papierosa. Oparł szalejącą głowę o ramię Sophie, jednocześnie wpatrując się w uśmiechniętą Michelle. Szatynka zaczęła bawić się jego włosami, zupełnie niezainteresowana rozmową. Do pokoju wszedł nagle Vince. Podszedł do Soph, chwycił ją za ramię i gwałtownie przyciągnął do siebie, by zaprowadzić dziewczynę szybko do sypialni. Pchnął ją na łóżko i wbił w nią wściekły wzrok. 
- O co ci chodzi?! - krzyknęła Sophie, gdy usiadła na materacu.
- Co ty odpierdalasz?!
-Vince, kurw... 
- Pieprzyłaś się z Sixxem, a teraz przyklejasz się do Stephena, suko! - przerwał jej chłopak.
Momentalnie umilkła. Próbowała odpalić papierosa, jednak gdy zapalniczka nie zadziałała, rzuciła nią z całej siły o ścianę. Przetarła dłońmi zamglone łzami oczy i podniosła smutny wzrok na Vince'a. 
- Skąd wiesz, że Nikki i ja..?
- Tommy nie potrafi trzymać języka w gębie. Zresztą, kurwa, jaka różnica skąd to wiem!
- Jeden raz... Nie byłam z tobą, on nie był z Michelle, naćpaliśmy się... - zaczęła tłumaczyć łamiącym się głosem.
- Gówno mnie to obchodzi, rozumiesz?! W dupie to mam!
- Vince, ja...
- Zamknij się, dziwko!
- I mówisz to akurat ty... - odwróciła głowę. Resztkami sił powstrzymywała łzy.
Chłopak nagle uspokoił się i usiadł obok niej na łóżku. Spróbował objąć ją, jednak ta odsunęła się. Nie chciała czuć jego dotyku. Marzyła jedynie, by znaleźć się jak najdalej od chłopaka, od Michelle, od przyjaciół, od życia. Dawny strach powrócił w jednej chwili, opadając na jej słabe ramiona swym wielkim ciężarem i przygniatając tak mocno, że ledwo mogła złapać oddech. 
- Skarbie... - odezwał się wreszcie Vince.
- Czy ty w ogóle, kurwa, wiesz, czym jest miłość? Wyzywaj mnie od dziwek i rób awantury o jeden, nic nie znaczący raz, chociaż oboje dobrze wiemy, że zdradzasz mnie prawie codziennie. - powiedziała cicho. - Nie wiesz, co to miłość, skurwielu.
Wstała. Gdy Neil złapał ją za rękę, wyszarpnęła ją bez słowa. Założyła szybko buty i skórzaną kurtkę, do której schowała paczką papierosów oraz plik banknotów. Wyszła z pokoju. Obcasy kowbojek stukały głośno o parkiet, jednak nikogo to nie zainteresowało. Słyszała śmiech Michelle i Pearcy'ego, Tommy spał znów na kanapie, jego chude nogi wystawały daleko poza nią. Pogłaskała go po włosach, po czym niemalże wybiegła z mieszkania, gdy Vince otrząsnął się i wyszedł za nią z sypialni. Szybko pokonała schody i już po parunastu minutach była w swoim ukochanym miejscu z kieszeniami pełnymi skarbów. Popchnęła ciężką, żelazną bramę i znalazła się na zaniedbanym podwórku. Odsunęła metalowy kontener, by skulić się za nim pod ścianą. Choć próbowała samodzielnie uspokoić swoje myśli, wiedziała, że to się nie uda. Wyciągnęła z kieszeni przyrządy do chorego rytuału i po chwili znów odpływała. 
...
W tym czasie, Nikki siedział na ziemi pod jakimś barem. Obok niego leżała torba i pokrowiec z basem. Nie wiedział, do kogo ma iść. Zastanawiał się, czy w ogóle ktokolwiek go przyjmie. Może przenocuję w studiu...- Pomyślał, jednak szybko zrezygnował. 
Wpadł na pomysł, by zamieszkać z jakimś prostytutkami. To nie byłby pierwszy raz i dobrze wiedział, że mogą popłynąć z tego jakieś korzyści. 
Jednak aktualnie wolał siedzieć pod barem i palić papierosa z nadzieją, że któryś z przechodzących dzieciaków się nad nim zlituje. W końcu zgasił fajkę i przetarł twarz dłońmi. Był zmęczony i dodatkowo zaczynała go nabierać ochota na ćpanie. Położył się. Skulony, z opartą głową o torbę. Chciał jak najprędzej zaspokoić chęć ćpania, chodź dobrze wiedział, jak wielki mam problem z pieniędzmi. 
Nagle poczuł, że ktoś stoi obok. Przeszła go druzgocząca myśl, że to któryś z dilerów. Powoli się odwrócił i niechętnie otworzy oczy. Okazało się, że stał nad nim Mick. Chyba nieco rozbawiony tym dziwnym spotkaniem.
-Nikki Sixx znowu bezdomny?- Zapytał drwiąco, zapalając papierosa. 
-Daj spokój, stary...- Nikki wrócił do pozycji siedzącej i spuścił głowę. 
-Masz gdzie spać?- Wydawałoby się, że Mick pozostał temu wszystkiemu obojętny, jednak nigdy by nie pozwolił na to, by jego przyjaciel spędził noc na ulicy. 
-Nie, nie mam.- Sixx otwarcie się przyznał. 
-Rozumiem, że Michelle cię wyjebała. Dobra, nie ma co tu siedzieć. Wsiadaj do wozu, pieprzony dzieciaku...- Mars ruszył w stronę swojego samochodu.
Nikki, lekko speszony, bez słowa poszedł za przyjacielem. Obydwoje wsiedli do samochodu i ruszyli w stronę mieszkania Micka.
-Nie będę dla ciebie problemem?- Sixx zapytał, podczas stania w korku.
-Przecież i tak mieszkam sam.- Odpowiedział obojętnie Mars, wpatrując się w drogę.- Ale ostrzegam, żadnego ćpania w moim mieszkaniu. 
-Przecież sam wciągasz tony śniegu.
-Zaznaczam sobie, że wcale nie tony. Przy was jestem pierdolonym tchórzem pod tym względem. A nawet jeśli wciągam to nie w domu. Nie sra się na własne podwórko. 
W końcu dojechali na miejsce. Nikki wziął swoje bagaże i wszedł do mieszkania. Rzucił torby na środek salonu i położył się na kanapie. Skulony, próbował wygrać sam ze sobą i nie wybiec z mieszkania w poszukiwaniu dilerów czy ich pośredników. 
Mick dobrze wiedział, co się dzieje z jego przyjacielem, jednak nie zwracał na to uwagi. Uważał on, że chwilowa przerwa może mu uświadomić, w jakim bagnie się znajduje. 
-Mars, kurwa... Naprawdę nie masz żadnych prochów w mieszkaniu?- Basista ledwo wyszeptał.
-Nie mam nic, kurwa, tak trudno to zrozumieć?
Nikki przecząco potrząsnął głową.
-Mam coś do załatwienia. Będę za góra godzinę.- Mężczyzna ponownie wycofał się z mieszkania. Dobrze wiedział, że nie wróci za godzinę. Nie lubił sam przesiadywać w mieszkaniu, wolał iść się nachlać. 
Pozostawienie Nikki'ego samego na tyle czasu nigdy nie było dobrym pomysłem. Pozostawiony sam na sam ze swoimi myślami mógł dokonać naprawdę wiele. Wiele złego, oczywiście. 
Przez długi czas siedział na kanapie wpatrzony w szare ściany. Pustka i ciemność panująca w mieszkaniu jeszcze bardziej go dobijały. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. W końcu wstał z kanapy i zaczął chodzić po mieszkaniu, zaglądając do każdego pomieszczenia. Chodził z jednego do drugiego. Ot tak, bez przyczyny. Latał po całym mieszkaniu, byle by „nie widzieć twarzy” i „nie słyszeć głosów”. Ostatecznie podszedł do odtwarzacza płyt. Zaczął przeglądać całą kolekcje Micka. I chodź nie miał już siły, starał się panować nad emocjami. Nagle, znikąd powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiedział, dlaczego akurat teraz, ale poczuł się koszmarnie. Sięgnął pierwszą z brzegu płytę i z całej siły rzucił ją na podłogę, co sprawiło, że cała się połamała. 
Ciężko oddychając zsuną się pod ścianę i schował twarz w dłonie. Przetarł szybko buzię i chwycił kawałek płyty. Przez pewien czas tylko na niego tylko spoglądał, jednak w końcu mocno go przyłożył do zewnętrznej części skóry i pociągnął w dół. Dopiero po chwili zwrócił uwagę na to, że zaczerwieniona skóra zaszła krwią. Stwierdził, że to całkiem w porządku i po paru minutach miał już całe przedramię opuchnięte i zakrwawione. Wpatrywał się w swoją rękę z brakiem świadomości tego, co tak właściwie zrobił. Przypomniała mu się pewna kłótnia z matką. Uświadomił sobie, jak bardzo jej musiał nienawidzić, skoro chciał ją wpakować z kratki. Spojrzał na starą bliznę, po wbiciu noża sprężynowego w rękę, pociągniętego dziesięć centymetrów w dół. Nie była już tak widoczna jak dawniej, ale nadal przywoływała te same uczucia i wspomnienia. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył w stronę łazienki, by zmyć zaschniętą krew. 
W tym czasie, do mieszkania zdążył wrócić Mick. Od razu jego uwagę przykuły pootwierane drzwi  od wszystkich pokoi. Ostrożnie wszedł do salonu i zalała go złość. Na podłodze, w kawałkach leżała jego ulubiona płyta The Blues Band. 
-Nikki!- Wydarł się na całe mieszkanie.
Sixx wyszedł z łazienki i lekko uśmiechnął się w stronę przyjaciela.
-Dlaczego moja ulubiona płyta The Blues Band jest w kawałkach?!
-Bo to ścierwo.- Nikki zaśmiał się, myśląc, że to nic takiego. 
-Ty pierdolony pojebie! Masz mi oddać za nią pieniądze.
-Nie mam pieniędzy.
-W dupie to mam! Masz mi je oddać! Zejdź mi z oczu. 
Nikki, lekko speszony posnuł się do kuchni. Sięgnął piwo z lodówki i usiadł na blacie. Z ręki nadal ściekała krew tworząc za sobą zasychające ślady. 
Mick z czystej ciekawości zajrzał do łazienki. To co zobaczył, zupełnie wyprowadziło go z równowagi. Umywalka była cała we krwi, tak samo jak ręcznik. Zdenerwowany, chwycił go z ręce i poszedł do kuchni. Podszedł do Sixxa i rzucił go nim prosto w twarz. 
-Co ty do cholery odpierdalasz w moim mieszkaniu?!
Nikki nic nie odpowiedział tylko pokazał rękę. 
-Kurwa, chory człowieku...- Mick zaczął szukać po szafkach czegoś, z czego mógłby zrobić opatrunek. 
Gdy w końcu udało mu się go zrobić odprowadził przyjaciela na kanapę i kazał mu zasnąć. Sam ponownie wrócił do picia. 


[…]
 Długo szukała. Każda żyła zapadła się. Leżała na zimnych płytkach, drżąc i wymiotując. Świat, lub też jego resztki, wirował wokół. Jej ciało pokryte było kropelkami zimnego potu. Czuła, że rozpada się powoli od środka, coś skręca jej wnętrzności, jednocześnie podtrzymując przy życiu. Choć każdy oddech stawał się coraz bardziej bolesny, trudny, chciała więcej i więcej swojej ulotnej, morderczej radości. Obiecała jednak i sobie, i Nikki'emu, że zaczeka na niego. Podniosła się z trudem po wielu długich minutach, wyszła z kabiny. Umyła lekko zmęczoną, bladą twarz i wróciła do baru pełnego śmiechu, namiętności i pozornego szczęścia, na które zupełnie już zobojętniała. Usiadła przy stoliku. Zamówiła kolejne kieliszki żurawinowej wódki, odpaliła papierosa i rozglądała się uważnie po sali. W końcu pojawił się jej przyjaciel. Pewnym krokiem przemierzył bar, lecz wiedziała, dokładnie wiedziała, że cierpiał, a jego umysł oraz ciało już wołały o chociaż o odrobinę narkotyku. Chłopak zaczepił kelnerkę i od razu zamówił butelkę Jacka Danielsa. Usiadł przy stoliku Sophie, uśmiechając się krzywo, mimo usilnych prób, by wyglądać, jakby nic go nie obchodziło. Objął roztrzęsioną dziewczynę ramieniem. 
- Masz to, o co prosiłem? - zapytał po chwili niezręcznego milczenia.
- Mam... - przyznała niechętnie. - Ale najpierw powiedz mi, dlaczego Mich cię wyjebała.
- Nazbierało mi się od chuja długów...
- Na alkohol cię stać. - kelnerka postawiła przed nimi butelkę whiskey oraz szklankę, która i tak nie była nikomu potrzebna.
- To kwestia honoru, mała.
Dziewczyna wzruszyła obojętnie ramionami. Szybko wychyliła kieliszek wódki i oparła ciężko głowę na ramieniu Sixxa. Przymknęła oczy. 
- Obstawiam góra dwa tygodnie. - stwierdziła.
- Na co?
- Że się zejdziecie.
- Nie liczyłbym na to. - powiedział smutno chłopak, jednak momentalnie odzyskał poprzednią postawę. - Więc lepiej rusz dupę i chodź ze mną do kibla, bo już wariuję.
Uśmiechnęła się lekko, jej podejrzenia znów się sprawdziły. Nikki wstał, chwytając dłoń dziewczyny w jedną, a butelkę w drugą rękę. Pociągnął Sophie do łazienki, wepchnął do kabiny i zakluczył drzwi. Usiadł na klapie, patrząc pożądliwym wzrokiem na towarzyszkę. Nie miał jednak na myśli jej, lecz zawartość licznych kieszeni skórzanej kurtki. 
- Daj mi to. - rozkazał.
Soph podała mu łyżkę, niewielkie pudełeczko i zapalniczkę. Po chwili napełnili dwie strzykawki, choć Sophie tak broniła się przed kolejną dawką. Rozpływali się w błogim spokoju. Dziewczyna siedziała na kolanach Nikki'ego, wtulona w niego resztką sił. Odgarnął z jej twarzy włosy i uśmiechnął się. 
- Powinienem ci podziękować... - powiedział cicho.
- Za to gówno? Powinieneś mnie zabić.
- Nie za to, ja pierdolę...
- Więc o co, kurwa, chodzi.
- Chyba tylko ty jeszcze się mną nie brzydzisz.
 Zaśmiała się i pocałowała go lekko w policzek. 
- Słońce, oboje jesteśmy siebie warci. Jedno gorsze od drugiego. Może nawet pochowają nas razem. 
Nikki lekko zaśmiał się pod nosem. 
-Mam nadzieję, że nadejdzie to jak najprędzej.- Powiedział, zapalając papierosa. 
-Ja nie chcę umierać.- Soph żywo podniosła głowę z ramienia chłopaka 
Sixx parsknął śmiechem.
-Chcę ci tylko uświadomić, że już umarłaś, skoro wstrzykujesz.
Michelle siedziała w salonie, oglądając jakiś durny program w telewizji.
Od paru dni mieszkanie było zupełnie puste. Sophie cały czas wychodziła ćpać z Nikkim, a Vince i Stephen imprezowali gdzieś po barach. Co jakiś czas wpadał Tommy, by napić się wódki i porozmawiać o bezsensowych rzeczach. 
Mich z powodu zupełnego odizolowania się od ludzi jeszcze więcej wciągała i piła. 
Siedziała godzinami nad pustą kartką i starała się coś napisać. Na marne. Jej głowa przestała zupełnie działać. Prochy i alkohol sprawiały, że umierały w niej wszystkie pomysły. 
Podczas, gdy blondynka bezcelowo siedziała przed telewizorem do mieszkania weszła Soph. Uśmiechnięta i zupełnie niczym nie przejęta losem najbliższych. 
Widząc swoją przyjaciółkę na kanapie od razu zajęła miejsce obok niej i ją przytuliła.
-Jak się trzymasz, kochanie?- Zapytała beztrosko. 
Michelle spojrzała zdziwiona. Już miała ochotę dać jej w twarz, jednak w ostatniej chwili się powstrzymała i wstała z kanapy. 
-Co jest?- Sophie nie wiedziała, co jest przyczyną takiego zachowania. 
-Gówno jest, pierdolona egoistko. Jak się pieprzy z Nikkim? 
-Nie wiem o czym mówisz. 
-Mój błąd. Jak się ćpa z Nikkim?
-Całkiem przyjemnie. 
Michelle, klnąc pod nosem wyszła z pokoju i ruszyła do sypialni, trzaskając za sobą drzwiami. Soph bez chwili namysłu ruszyła za nią. 
-Wytłumacz mi, o co chodzi.- Weszła niepewnie do pokoju. 
-Gdybyś była tu przez ostatnie trzy dni, to byś wiedziała.- Michelle odpowiedziała chłodno.
Szatynka zajęła miejsce na łóżku. Wpatrywała się w blondynkę i w każdy jej ruch. 
-Powiesz co się dzieje?- Zapytała po długiej chwili ciszy. 
-Powiem tak, zostawiam mieszkanie do waszej dyspozycji.
-Wyprowadzasz się?!
-Tak.
- Gówno, a nie wyprowadzasz. - położyła się na materacu i spokojnie odpaliła papierosa.
- Soph, myślisz, że to twoja decyzja?
- Nie, jasne, że nie. Ale wiem, że się stąd nie ruszysz. Jesteś zbyt słaba, by zostać sam na sam ze sobą.
- Zamknij się, pierdolona ćpunko! - w oczach Michelle zaczęły zbierać się łzy. Usiadła pod ścianą, podciągając kolana pod brodę. Skuliła się najmocniej, jak potrafiła i wpatrywała w brudną ścianę.
Sophie podniosła się. Spojrzała na nią rozbawiona. Po chwili milczenia zaczęła się śmiać. W dziwny, chory sposób. Jakby znów coś zjadło ją od środka. Michelle zmierzyła ją zdziwionym spojrzeniem, jednak ta nie przestawała się śmiać. 
 - Soph, kurwa mać...
- Milcz. Teraz ja mówię. - przerwała stanowczo. - Kiedy wreszcie zrozumiesz, pieprzona egoistko, że nie jesteś jedyną osobą na świecie, która ma problemy i wreszcie zauważysz, że twoje rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi gówno dają? Nie, nie będę za tobą zapierdalać, gdy się wyprowadzisz, Nikki nie zacznie cię rozpaczliwie szukać. Jesteś dużą dziewczynką i nie będę poświęcać swojego życia, by się tobą zajmować, czaisz?
Michelle nie odpowiedziała. Siedziała cicho pod ścianą, błądząc wzrokiem za papierosowym dymem. W końcu spojrzała Sophie w oczy. Jej spojrzenie pełne było złości, smutku i żalu, a przede wszystkim bezsilności. Nie mogła już uratować przyjaciółki. Wiedziała o tym. Jej wyniszczenie zaszło za daleko. 
- Zmieniłaś się. - blondynka podniosła się z trudem z parkietu. - Nie jesteś już dawną Sophie. Nie wiem, co dokładnie bierzesz z Sixxem, prócz heroiny, ale znieczula to nie tylko twoje ciało. Jesteś już zupełnie pusta.
- Kłamiesz...
- Nie, skarbie. Po raz pierwszy od wielu dni jestem tak szczera.
-Gówno o mnie wiesz.- Soph sięgnęła po kolejnego papierosa. 
-Jasne, że gówno. Pewnie Nikki zna cię lepiej. Heroina aż tak was połączyła? 
-Chuj ci do tego, co nas łączy! 
-Najpierw Robert, później Vince, teraz Nikki. Udajesz niedostępną kurwę? 
Stoicki spokój, który panował w głosie Michelle wyprowadziłby nie jednego z równowagi. Ona dobrze wiedziała, co robi. Robiła to umyślnie, z lekko zabawą. Ciężki nawyk, który towarzyszył w trudnych chwilach. 
-To nie ja spałam z połową L.A...- Odgryzła się Sophie.
-Ale to nie ja wyćpałam pół zawartości prochów tego miasta.- Mich ponownie zaatakowała.
-Coś Ci to daje? Lubisz się mścić, co? 
-Uważam to za hobby.
-Mam tylko nadzieję, że szybko umrzesz...- Soph wstała z łóżka i wszyła z pokoju po czym z mieszkania. 
Michelle bezwładnie opadła na łóżko, starając się zagłuszyć myśli. Głośna muzyka New York Dolls nie pomagała. Włączyła Aerosmith i zapaliła papierosa. Siedziała na łóżku wsłuchując się w gitarę Perry'ego. 

When laughin' people bring on primal screams
You got to think of what it's gonna take to make your dreams

Po przeleżanej godzinie, dusząc się papierosowym dymem i topiąc się w charakterystycznym głosie Stevena, ruszała się z łóżka. Lekko zachwiała się z powodu dziwnego zawrotu głowy. Ruszyła do salonu, gdzie na kanapie siedział Mick razem z Tommym. Blondynka podeszła bliżej mężczyzn i posłała w ich stronę blady uśmiech. Mick spojrzał w jej puste, podkrążone oczy. 
-Nie wyglądasz najlepiej. 
Dziewczyna nie nie odpowiedziała. Ponownie delikatnie się uśmiechnęła, sięgając stojące na stoliku piwo i usiadła na ziemi. 
-Słyszałaś, co odjebał Nikki?- Zapytał Tommy, co spotkało się z gromiącym spojrzeniem Micka.
-Zaćpał się?- Zapytała Michelle z pogardą. 
-Nie...
-Więc nie obchodzi mnie to, co zrobił. 
-Jadnak to, powinno cię zainteresować.- Wtrącił Mick. 
-Nie rozumiecie tego, że nie chcę o nim słyszeć?- Mich oschle warknęła.
Dwójka mężczyzn od razu umilkła. Pili piwo, spoglądając na siebie badawczo. Mieli nadzieję, że którykolwiek rozpocznie rozmowę. Tommy w końcu zabrał głos, zwracając się do blondynki.
-Więc... Powiadasz, że już cię nie ciągnie do narkotyków..? 
-Ja pierdolę, człowieku...- Mars schował twarz w dłoniach.- Zamknij ryj i już się nie odzywaj. 
Dziewczyna jedynie żałośnie spojrzała na dwójkę mężczyzn i stwierdziła, że wróci do pokoju. Gdy tylko się ruszyła Mich od razu ruszył za nią.
Wszedł do pokoju i zamknął delikatnie drzwi. 
-Otwierasz tu czasem okno?- Zapytał, widząc, że dym nadal unosi się nad łóżkiem. 
-Zależy od humoru.- Odpowiedziała i usiadła na ziemi.- Rozgość się. 
Mick zajął niepewnie miejsce na brzegu łóżka. Spoglądał ukradkiem na dziewczynę. Długo nie wytrzymał. Już po chwili znalazł się obok niej, obejmując ją ramieniem i pieszcząc jej delikatną, zmarzniętą skórę. 
-Nie powinnaś spędzać tyle czasu w samotności...- Wyszeptał.
-Lubię ją, a w sumie tobie mogłabym powiedzieć to samo. 
-Jesteśmy zupełnie inny...
-Zdziwiłbyś się, jak bardzo podobni. 

10 komentarzy:

  1. nikki i soph są zakochani w sobie? :o
    zajebiste jak zawsze, ale nakomplikowałyście akcję, czekam na więcej
    jesteście genialne! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. BLFPDBLAFSATPASASABLU KOCHAM TO JEZU. Kurwa tyle się dzieje hshdhakkzjsos. Kurwa, chce żeby Mich była z Sixxem. A Soph może ruchać kogo tam chce :) może Stanleya? :`)) kocham Was no kocham. Czytałam to na wfie i prawie sie poryczałam. Sama nie wiem czemu... ale whatever. Chce więcej.
    PS. Może ktoś dla Tommyego by się pojawił? :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że była opcja, by Soph rzuciła wszystkich w pizdu i była z Paulem? XD
      Będzie 'ktoś' dla Tommy'ego, prace w toku B|

      Usuń
  3. Michelle ma być z Sixxem, proszę mi do niej nie dopuszczać żadnego Marsa, nooo!
    Sophie..Sophie to niech sobie będzie z Vincem :)) Ale Plant też mógłby być.
    Kocham Was!! Serio! Teraz czekam na coś nowego.
    Życzę dużo dużo weny i czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mich ma byc z Sixxem ! Dziewczyny jestescie zajebiste,czekam niecierpliwie na nastepna częsc ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. czy mi się wydaje czy Mich będzie z Mickiem a Soph z Nikkim?? bo fajnie by było! super rozdział czekam na nowy!

    OdpowiedzUsuń
  6. super rozdział jesteście genialne! mam do was prośbę! jak znacie jeszcze jakieś opowiadania o Motley Crue to proszę dajcie linki! no i to na tyle! czekam na nową!!!

    OdpowiedzUsuń