niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział XIII

-Dobra, panowie, trzeba ustalić detale waszej trasy.- Doc zaczął rozmowę.- Z góry zakładam, że jesteście na tyle trzeźwi, że obejdzie się bez większych problemów. 
-No właśnie... Nie wiem, czy chcę teraz jechać w trasę.- powiedział Nikki. 
-Sixx, kurwa. Nie zachowuj się, jak baba.- wtrącił Vince. 
-Możesz się nie wpierdalać? Chciałbym się nacieszyć chwilowym szczęściem. 
-Gówno, a nie szczęście...- prychnął blondyn. 
-Zamknij ten swój krzywy ryj! 
-Zachowujecie się jak banda dzieciaków.-do rozmowy, a raczej kłótni wtrącił się Mick.- To już nie jest kwestia chcę, nie chcę. Ty, Nikki, masz do spłacenia dług. Nie wiem jakim cudem nadal żyjesz i nie wiem, dlaczego nadal cię nie złapali, ale chyba pora to zmienić. Potrzebujemy pieniędzy.
Sixx spojrzał zdenerwowany na swojego przyjaciela. 
-Przepraszam, ale jaki dług?- zapytał Doc. 
Zapadła cisza.
- Nieważne. - machnął dłonią chłopak. - Po prostu potrzebuję pieniędzy i tyle. Możemy nawet jechać w jakąś popierdoloną trasę.
- Popierdolona to będzie na pewno. - menadżer spoważniał. Jego twarz nagle przybrała niezbyt wesoły wyraz, jakby szykował się na nieuchronny kataklizm. - Znalazłem coś idealnego dla was.
- Czyli? - Tommy oderwał się od zabawy zapalniczką.
- Kojarzycie Ozzy'ego, prawda?
- W chuja nas robisz?
Nikki był coraz bardziej zdenerwowany, zniecierpliwiony i jednocześnie podekscytowany. Wielka trasa odbijała się echem marzeń w jego głowie od zawsze. Tłumy ludzi, tabuny pięknych dziewczyn, niekończące się nigdy imprezy w każdym miejscu na świecie, fani krzyczący nazwę zespołu. Jednak czaił się w nim również strach przed porażką, którego jednak nigdy nie okazywał. Przerażająca była również myśl o pozostawieniu Michelle w Los Angeles, chociaż wiedział, jak bardzo jej obecność przeszkadzałaby w poznawaniu groupies z kolejnych stanów.
- Jeśli przez "robienie w chuja" rozumiesz fakt, że załatwiłem wam, idioto, trasę z Osbournem to tak, robię was w chuja.
Nagle wśród mężczyzn wybuchała fala niepochamowanej radości, jakby co najmniej zdobyli platynową płytę czy nawet dwie. Nawet Mick wymienił z przyjaciółmi parę uśmiechów. Doc jedynie przetarł zmęczoną twarz spoconymi dłońmi, doskonale świadomy tego, w jak wielkie kłopoty będą wpadać ci szaleńcy i z ilu posterunków będzie musiał ich odbierać.
[...]
Michelle poczęstowała towarzyszkę kolejnym papierosem. Płomień zapalniczki musnął bibułkę i po chwili dym rozmywał się wokół ich głów.
- Jak sądzisz, ustalą cokolwiek? - zapytała zestresowna blondynka. Znała zbyt wiele zespołów, które zostały oszukane i zrównane z podłożem jeszcze zanim zdążyły się od niego odbić.
- Nie wiem. - odpowiedziała zachrypniętym głosem Sophie. Poprzedniego wieczoru znów kłóciła się z Vincem za kulisami klubowego koncertu. Tym razem o to, które z nich wzięło więcej kokainy, chociaż wcale za nią nie zapłaciło.
- Nie obchodzi cię to, prawda?
- Obchodzi. Jasne, że obchodzi. - wzruszyła ramionami i znów zaciągnęła się nikotyną. Bawiła się kosmykiem włosów, obracając go między palcami. Oparta o ścianę, chociaż udawała obojętność, na którą nie było już stać Michelle. Zmiany, które zachodziły w dziewczynie wraz z kolejnymi miesiącami idealnego wręcz związku nie mogły pozostać niezauważone. Tylko Sophie stała wciąż w miejscu, czasem jedynie trochę bardziej uśmiechnięta, gdy akurat zapominała, czym jest głód lub powracały uczucia, które żywiła do tego uroczego blond diabła.
Michelle westchnęła głęboko i osuwając się po murze, usiadła na chodniku. Wpatrywała się spokojnie w różowe niebo, powoli chowające się za horyzontem słońce. Po chwili poczuła na ramieniu głowę przyjaciółki, zmęczoną już ciągłą walką z demonami. Objęła dziewczynę chudziutkim ramieniem.
- Hej, mogę cię o coś zapytać? - zaczęła cicho.
- Raczej tak.
- Przeze mnie to robisz? Znaczy... Bierzesz tyle gówna?
-Nie wiem. Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło i jakoś mało mnie to interesuje. Jest momentami zabawnie.
-Yhm... Zabawnie.- Michelle wyszeptała pod nosem, zapalając kolejnego papierosa. 
-No naprawdę.- Sophie podniosła się do pozycji wyprostowanej.- Czasem, gdy coś wciągniesz, to tworzą się takie śmieszne rzeczy. Dużo lepsze niż te, które mamy na co dzień. 
-Nie musisz mi mówić tak oczywistych rzeczy...
-Więc czego się czepiasz? 
-Nie czepiam się.- odpowiedziała jak najbardziej obojętnie.- Przejdę się po okolicy... 
Michelle już chciała wstać, jednak Sophie kurczowo chwyciła jej rękę i pociągnęła w dół. 
-Zostań ze mną, proszę...
Blondynka ponownie usiadła. Spojrzała w stronę Sophie i posłała blady uśmiech. Wzięła kolejnego papierosa, przy okazji częstując dziewczynę. 
Zapadła cisza. Chyba obydwie się tego spodziewały i raczej nie planowały zrobienia czegokolwiek, by to zmienić. Słońce coraz znajdowało się coraz niżej, a one martwo czekały na werdykt. 
Po długim czasie, w końcu wyszli. Uradowani, szczęśliwi i roześmiani. Michelle i Sophie natychmiast wstały na nogi. 
-I co? Powiedziecie nam coś, kurwa.- Mich chciała w końcu dowiedzieć się dalszej przyszłości zespołu. 
-No więc sprawy mają się tak...- zaczął Nikki. 
-Że, kurwa, jedziemy w pierdoloną trasę z Ozzym!- dokończył podekscytowany Tommy. 
-Żartujesz sobie ze mnie?- Sophie spojrzała zdziwiona po chłopakach, jednak ich zachowanie temu zaprzeczało. 
-No właśnie nie! Kurwa, w końcu mi coś wyszło w życiu.- odpowiedział Sixx.
-To pewnie ostatnia rzecz.- zażartowała Michelle. 
Dawno, cała szóstka nie czuła się tak szczęśliwa. Nawet Soph, która była w takim stanie, że nie była w stanie odróżnić co czuje, uśmiechała się jak głupia i nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło. 
Podczas tej całej euforii ktoś delikatnie chwycił ją za rękę i odciągnął od towarzystwa. Nie zorientowała się, kto to, dopóki nie zatrzymali się gdzieś za rogiem. 
-Posłuchaj...- Vince zaczął dość niepewnie i lekko speszony.- Ta trasa to naprawdę coś wielkiego i nie mogę zmarnować tej okazji.
-Przecież to rozumiem.- Sophie odpowiedziała z lekkim uśmiechem. 
-Tak, tak... Ale chodzi o to, że nie chcę cię zostawiać samej. 
-Będę z Michelle. 
Blondyn sarkastycznie uśmiechnął się i pogładził zmęczoną twarz szatynki. 
-Wiem, kochanie. I to mnie najbardziej przeraża. Pojedziesz z nami. 
-Nie ma mowy. Nie chcę być jedyną dziewczyną w waszym otoczeniu. 
-To dla twojego dobra. 
-Od kiedy ty, kurwa, wiesz co jest dla mnie dobre! 
Soph chciała już odejść, jednak Vince chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Od razu objął ją w pasie i cmoknął w czubek głowy. 
-Nie denerwuj się. Po prostu nie chcę cię stracić i wolałbym być przy tobie. 
-I tak nigdy cię nie ma.
 Mężczyzna od razu zamilkł. Wypuścił Sophie z objęcia i zagubiony spojrzał w ziemię. 
-Taka prawda. Nie ominiesz jej. 
[...]
-Kurwa, nadal nie potrafię w to uwierzyć, że jedziemy na trasę z Osbournem.- Tommy próbował opanować swoje emocje, kierując się razem z Nikkim w stronę baru. 
-Nareszcie zrobimy krok w stronę muzyki, ale trzeba pamiętać, by dać z siebie wszystko. 
-Stary, ale my zawsze dajemy z siebie wszystko.- zaśmiał się lekko nerwowo. 
-Czy ja słyszę jakieś zdenerwowanie? 
-Zamknij się i wysiadaj. Jesteśmy na miejscu. 
Obydwoje wyszli z samochodu i od razu popędzili w kierunku baru. Weszli do środka, zajmując miejsca gdzieś w kącie sali. Śmiech oraz wygłupy przerwała kelnera, która wyraźnie chciała na siebie zwrócić uwagę. 
-Co dla was?- zapytała, pochylając się nad stolikiem. 
-No to tak...- zaczął Sixx.- Na początek szklanka Danielsa i jedna kreska. 
Tommy od razu przeszył przyjaciela wzrokiem. 
-A dla ciebie, kochasiu?- zwróciła się do T-bone'a. 
-Danielsa.- odpowiedział szybko, byle by się pozbyć dziewczyny. 
Zapadła cisza. Nikki zadowolony wpatrywał się w dal. Rozpierała go duma, że w końcu coś udało mu się osiągnąć własną pracą. 
-Koleś, znowu będziesz bawić się w to samo?- ciszę przerwał Tommy, zapalając papierosa.
-Ale o co ci chodzi?
-Ta kreska, rozumiem, dla żartu. 
-Nie. Jasne, że nie.- Nikki zwycięsko uśmiechnął się pod nosem. 
-Nie wkurwiaj mnie, jasne?! 
-Dobra, spokojnie. Obiecuję, że to tylko jedna. 
-Dopilnuję cię. Jesteś na dobrej drodze. 
Po kolejnej chwili, kelnerka w końcu przyniosła alkohol. 
-Kreski akurat się skończyły.- powiedziała z miną pełną wyrzutów. 
-W porządku. Sam załatwię.- Sixx obdarował dziewczynę swoim zabójczym uśmiechem. 
Kobieta jedynie lekko uśmiechnęła się pod nosem i odeszła bez słowa. 
- Nikki, popierdoliło cię. - Tommy zmierzył przyjaciela posępnym spojrzeniem, jednak ten  nie przejął się niczym, beztroski i zadowolony.
- A sądzisz, że co będziemy robić na trasie z pieprzonym Ozzym?
- No... Ale chyba bierzesz Michelle...
- Nie wiem, czy biorę. Na razie mam zamiar wziąć coś innego. - w rogu sali zobaczył starego znajomego. Kiwnęli do siebie porozumiewawczo głowami, chłopak wstał i po krótkim uścisku dłoni wrócił do stolika. Jego towarzysz jedynie westchnął, lecz szybko, jak to w swoim zwyczaju, pozbył się zmartwień na rzecz swędzącej w nosie zabawy. Powracały dawne czasy, bez żadnych kłótni, kobiet na stałe, problemów większych, niż kończący się w środku imprezy alkohol. Tym razem nie skończyło się na jednej kresce i łyku whiskey. Przyjęcie trwało jeszcze, gdy wracali do domu, podpierając się wzajemnie na sobie oraz dwóch przypadkowych dziewczynach, które opuściły ich tuż pod drzwiami mieszkania, przegonione przez resztkę rozumu Nikki'ego. Przyjaciele weszli do środka. Potykali się o własne stopy, próg wydawał się być jakoś dziwnie wysoki, a świat - dziwnie piękny. Alkohol wspaniale szumiał w ich głowach, whiskey rozpalało wnętrzności, a słowa zabawnie mieszały się ze sobą, śmiechem, krzykami. Nikt nie wyszedł im na powitanie, więc dotrali samodzielnie do kanapy. Opadli na nią ciężko, jednak Nikki zwlókł się niej szybko, by przynieść kolejne butelki. Nie miał zamiaru przestawać. Granice nie istniały, nie miały istnieć już nigdy. Wszystko ponad stan, do przesady, rozegzaltowane, wyolbrzymione.
Opadł znów na miękkie poduszki, podał Tommy'emu wino, które już po chwili dzielili między sobą. Zajęci pijacką pogawędką, nie zauważyli, że wcale nie są sami, a ktoś obserwuje ich z kuchni.
- Nie pójdziesz do nich? - zwróciła się cicho Sophie do Michelle.
- Na jasną cholerę? Sądzisz, że zwrócą w ogóle na mnie uwagę? Widzisz, jacy są schlani. Sama do nich idź.
- Nikki jest agresywny, gdy pije... A przede wszystkim względem mnie...
- Co mnie to obchodzi? - blondynka wzruszyła ramionami. Oparła się o wysepkę kuchenną i odpaliła papierosa. Chłodną obojętnością skrywała strach, który zżerał ją od środka, gdy widziała, że jej ukochany znów spędza noc w nie jej ramionach, lecz wielbionej kokainy. Względny spokój duszy zaczynał powoli chwiać się i kruszyć, więc zanim zmartwienie osiągnęło kryzysowy punkt, rzuciła niewyraźne wytłumaczenie, po czym zniknęła w swojej sypialni.
Sophie pozostała sama. Nie wiedziała, gdzie podziewa się Vince, tym bardziej, gdzie jest Mick. Bez najmniejszego wyboru posnuła się niepewnie do salonu. Tommy z papierosem z jednej z dziurek w nosie powitał ją szerokim uśmiechem i wyciagniętymi do niej, chudziutkimi ramionami.
- Słońce, kurwa, ty moje! Chodź i napij się z nami! - roześmiał się wesoło.
Sophie przez chwilę wahając się, w końcu usiadła obok Tommy'ego i sięgnęła butelkę piwa. 
-Coś taka nie w humorze?- zapytał Nikki. 
-Ćpać mi się chce.- odpowiedziała, wypijając łyk piwa. 
-To co? Po kreseczce?- bardziej stwierdził, niż zapytał. 
T-bone szybko podniósł się z kanapy i zagrodził przejście Sixx'owi. 
-Żadnych kreseczek, skurwielu. Może i jestem nachalny, ale nie ma mowy, byś znowu odpierdalał te same rzeczy.- Mężczyzna pchnął przyjaciela na kanapę.
-Co ty odwalasz? Przecież wiem, że ty też chcesz.- Nikki ponownie wstał z kanapy. 
-Rób co chcesz...- Tommy opadł bezsilnie na fotel. 
Nikki, idąc przez salon z tryumfalnym uśmiechem na ustach, skierował się do sypialni, którą dzielił z Michelle. Bez słowa wszedł do środka i zaczął szukać czegoś po szafkach. W pokoju jak zwykle rozbrzmiewała muzyka, jednak na tą chwilę nie mógł rozpoznać wykonawcy. Blondynka uważnie przyglądała się mężczyźnie, który chaotycznie kręcił się po pokoju, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. 
-Czego szukasz?- zapytała cicho. Tak cicho, że muzyka, która leciała w tle prawie ją zagłuszyła. 
-Niczego, słoneczko. Zajmij się tym, czym powinnaś.
-Czyli czym? 
-No nie wiem...- Nikki wyprostował się od kolejnej półki.- Może wkurwianiem innych? 
Mich spuściła głowę. Jej blond pasma zakryły jej twarz. Jej zaróżowione wargi zostały przygryzione. Zupełnie zamilkła. Sixx po chwili chwycił mały woreczek z białą zawartością i szybko wyszedł z pokoju. Wrócił do salonu i rzucił małe opakowanie na stolik. 
-I to niby ma starczyć na naszą trójkę?- roześmiała się Sophie. 
-Jeśli panna kokainowa królowa wszystkiego nie wyćpa, to tak.- odgryzł się Nikki. 
Soph posłała jedynie spojrzenie, co zostało odwzajemnione krzywym uśmieszkiem. 
Już po chwili, na jakiś pudełku od płyty, znajdowały się trzy ślady po białym proszku. Nikki siedział na kanapie z odchyloną głową do tyłu i zamkniętymi oczami. W jego tors wtulona była Sophie, która resztkami siły bawiła się czarnymi włosami Nikki'ego. Tommy, wciąż na fotelu, zsunął się nieco w dół. Tym czasem z pokoju wyszła Michelle, na którą nikt nie zwrócił uwagi. Wejściowe drzwi jedynie szybko zatrzasnęły się. 
-I co? Mówiłaś, że nie starczy.- szepnął Nikki, całując Sophie w czubek głowy. 
Szatynka delikatnie uśmiechnęła się i mocniej wtuliła się w jego wiecznie zimne ciało. 
[...]
Piękna, słoneczna pogoda niespecjalnie sprzyjała blondynce. Pomimo zapełnionych ulic, tętniących życiem i szczęściem, w jej oczach co chwilę pojawiały się łzy. Szybkim krokiem zmierzała w dobrze znane miejsce, choć nie miała pewności, czy tam jest chciana. Jednak nie miała wyboru. Wiedziała, że to jest ostatnia osoba, do której może się zwrócić. Miała dość ciągłej samotności i odrzucenia. Oczywiście, zdawała sobie sprawę ze swojego zachowania. Zawsze była świadoma tego, co robi. Tyle, że gdy w jej życiu towarzyszyły narkotyki, wszystko uchodziło jakoś łatwiej. Niestety zaistniała sytuacja nie pozwalała jej na sięgnięcie po używki. Trzech ćpunów w jednym mieszkaniu. To zdecydowanie nie był by dobry plan. Aktualnie jej największą potrzebą była czyjaś bliskość. 
Każda ulica ciągnęła się bez końca. Szła z nadzieją, że w końcu wpadnie pod samochód, jednak nadal trochę brakowało odwagi. 
Po dłużącej drodze w końcu znalazła się pod drzwiami. Długo wahała się, czy na pewno powinna zadzwonić, jednak po chwili namysłu, zrobiła to.
Drzwi przez pewien czas nie otwierały się, więc zrezygnowana chciała już zawrócić, gdy nagle ktoś je otworzył. 
-Czego chcesz?- rozbrzmiał głos Micka.
Dziewczyna natychmiast odwróciła się i obdarowała go smutnym uśmiechem. 
-Mogę wejść?- zapytała niepewnie. 
-Po co? 
-Jesteś jedyną osobą, do której mogę się zwrócić. 
Mick przewrócił oczami i otworzył szerzej drzwi, by Michelle mogła wejść. 
-Nie powinienem litować się na tobą.- stwierdził, kręcąc głową. 
Znaleźli się w salonie, który nigdy nie zmieniał swojej postaci. Zawsze pozostawał taki sam i wydawało się, że na przestrzeni miesięcy nie zaszła tam żadna zmiana. Gitary były w tym samym miejscu, kolekcja płyt niezmienna, może butelek ułożonych w równy rząd trochę przybyło. Pomieszczenie było ciemne i zimne, pomimo panującej gorącej aury. 
-Więc? Co mi powiesz?- zapytał Mick rozsiadając się na kanapie i zapalając papierosa. 
-Irytuje cię moja osoba, prawda..? 
Mężczyzna wstał, ciężko wzdychając. Odłożył wcześniej zapalonego papierosa do popielniczki i podszedł do drobnej blondynki. Objął jej twarz w dłonie i spojrzał w jej oczy, które nagle błysnęły nadzieją. 
-Jeszcze musisz się wiele nauczyć, kochanie... Dobrze wiesz, że nigdy nie przejdę obok ciebie obojętnie. 
-Naprawdę..?- jej głos ledwo wydostał się z ust. 
Mick jedynie ciepło uśmiechnął się i przelotnie ucałował jej usta. Wypuścił ją ze swojego objęcia i poszedł do kuchni. Michelle szybko ruszyła za nim. Stanęła we framudze drzwi i próbowała zrozumieć jego zachowanie. 
-Chcesz mi powiedzieć, że zależy ci na mnie?- zapytała zdziwiona. 
-A czegoś nie rozumiesz? 
Zapadła cisza. Ponownie wróciła do salonu, a po chwili dosiadł się do niej Mick. Objął ją ramieniem i gładził delikatnie jej włosy. 
-Dobrze by nam razem było...- wyszeptał. 
-Nie. Wcale nie.- Michelle od razu zaprzeczyła. 
-Dlaczego? 
-Uwielbiam cię, ale do tej pory nie potrafię wyobrazić sobie nas, jako pary.- dziewczyna wstała z kanapy i podeszła do okna. 
-No kurwa mać...- rzucił pod nosem i wrócił do kuchni. 
-Mick, nie złość się...- blondynka znów dotrzymywała mu kroku.- Po prostu nie mam pewności, czy potrafię kochać. 
-Jeśli masz zamiar tak pierdolić, to wypierdalaj stąd i nawet się nie pokazuj, jasne? 
-Mick nie bądź zły... 
-Nie chcesz przed sobą tego przyznać? Aż tak jestem ci obojętny? Wyjdź, chcę być sam. 
-Nigdzie nie idę. Nie mam gdzie iść. 
W jednej chwili chciał coś powiedzieć, jednak ostatecznie zrezygnował i podszedł bliżej dziewczyny, obejmując ją w biodrach. 
-Wolisz być z tym ćpunem? 
-Dni naszego związku są policzone...- Michelle spuściła głowę i odsunęła się od Micka. 
-Czego się smucisz? Może w końcu zaznasz odrobinę szczęścia. On sobie będzie niszczyć życie razem z Sophie, a ty zaczniesz coś nowego. Dziewczyno, czy ty nie masz perspektyw na dalsze życie?- Mick, nieco zirytowany postawą dziewczyny, sięgnął piwo z lodówki. 
-Raczej nie mam.
-Dałbym ci w ryj, gdyby nie fakt, że jesteś kobietą. Weź się w garść, choć nie wiem, który raz ci to mówię. Masz wiele możliwości. Dlaczego faktycznie nie weźmiesz się za pisanie? Nieźle malujesz. Nie myślałaś o tym, bo coś z tym zrobić. Ja rozumiem, że mam grubo ponad trzydzieści lat, ale czym ja mam ci zaplanować życie jak ojciec? 
-Tak.- odpowiedziała cicho i niepewnie uśmiechając się lekko przy okazji. 
-W porządku, córeczko. Gdy tatuś wróci z trasy od razu wyśle cię na studia.- roześmiał się, a razem z nim Michelle. 
-Ale już tak na poważne.- powiedziała blondynka, zapalając papierosa.- Muszę zrobić coś w kierunku sztuki. 
-Moglibyśmy robić to razem. Wiesz, ty byś pisała czy tam malowała, a ja w jakiś sposób czerpałbym z tego inspiracje, czy też na odwrót. 
-A wiesz, to nie jest taki zły pomysł. Muszę się odciąć od tego wszystkiego. 
-Wprowadź się do mnie. 
-Poważnie?- na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. 
-Jasne, że tak.
[...]
Wpatrywała się z pijacką czułością w jego zielone, tajemnicze oczy, błądziła palcami między pasmami czarnych włosów, dłoń Nikki'ego gładziła jej odkryte udo. Tommy spał w fotelu, na wpół osunięty na podłogę, a oni zatracali się w swojej bliskości. Nienawiść odeszła wraz z alkoholem i narkotykami, które dawniej ich połączyły. Nieopisane, dziwaczne uczucie pochłaniało ich ponownie, wspólna droga do zniszczenia łączyła serca i usta, przyciśnięte do siebie w namiętnym pocałunku. Sophie usiadła na kolanach chłopaka, z chudymi ramionami oplecionymi wokół jego szyi. Oddawali się sobie, nie zważali na zobowiązania wobec przyjaciół, umierających miłości. Zdrowy rozsądek nigdy nie należał do ich świata.
Drzwi mieszkania otworzyły się, jednak żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
- Sophie, kocha...- urwał nagle chłopak.
Po chwili usłyszeli szelest rzucanego na podłogę bukietu. Vince niszczył kwiaty obcasem buta, patrzył z wściekłością na parę, a serce bolało, jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Czyli to już ostateczne. - powiedział przez zęby. Sophie wyrwała się z uścisku i spojrzała w jego kierunku.
- Cześć, Vinny. - uśmiechnęła się lekko.
- Pierdol się.
- Załatwione! - roześmiany Nikki schował twarz między jej włosami.
- Vince, ja... - wydukała, zanim zdążył przerwać.
- Powiedziałem, pierdol się. Nie obchodzi mnie to.
Przeszedł szybko do sypialni, słysząc jeszcze za sobą radosny pisk rzucanej na kanapę dziewczyny i gorączkowy szept Nikki'ego. Zamknął z hukiem drzwi. Osunął się po ścianie na podłogę, szarpał się za platynowe włosy i ciskał pod nosem przekleństwami. Pragnął coś zniszczyć, cokolwiek, najlepiej siebie i utraconą miłość. Sięgnął po ustawione przy szafie butelki, otworzył jedną z nich, zaczął pić. Pić, pić, pić, byle zagłuszyć myśli, odgłos łamiącego się serca i dobiegających z salonu westchnień. Nie powtarzała już jego imienia, nie on jej dotykał, całował, pieścił. Uderzał głową w ścianę, bezsilny i wściekły. I dalej pił, pił, pił, póki cały świat nie rozpłynął się w ciemności.

11 komentarzy:

  1. O kuuuurde ile sie zadzialo :o jak zwykle zajebiscie, ale czy Soph będzie z Nikki'm? :o a co z Michelle z Mickiem? Prosze dodajcie szybko nowy, bo piszecie tak zajebiste opowiadanie jak chyba nikt inny, no i jeszcze chlopaki jadą w trasę, czyli więcej picia, ćpania i ruchania xd uwielbiam was, czekam z niecierpliwością co dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to pierwszy od dłuższego czasu komentarz, gdzie Michelle nie została zhejtowana? O mój borze, moje życie znów ma sens!
      Aczkolwiek bardzo się cieszymy, że podoba Ci się rozdział i sama mam nadzieję, że następny pojawi się nieco szybciej, niż ten.
      Choć przyznam, że ten rozdział przedłużył się przeze mnie.

      Usuń
    2. Jeżeli cokolwiek wychodzi nie tak, jak powinno - zawsze jest to wina Olivii.

      Usuń
  2. No kurde zarąbiście jak zawsze dziewczyny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Pokazałem to majewiczowi, mówił, że gówno

    OdpowiedzUsuń
  4. Michelle i Mick. Ciekawe. Lepiej niech zerwie z Nikkim bo odbije się to jej czkawką, ale to nie zmienia faktu że jej nie lubie. Ahh.. Zróbcie coś z Sophie bo ją lubie najbardziej z całego opowiadania i nie chce żeby się stoczyła. Vinny'ego chyba posrało! Jak on zdradzał Soph to było dobrze a jak ona go zdradzi to wielce platyna ma focha! Nikki jak Nikki zawsze naćpany, niekontaktujący ze światem. Dajcie więcej Tommy'ego bo ostatni cicho o nim trochę. A i jeszcze co ile dni mniej więcej dodajecie rozdziały bo nie wiem ile czekać.


    Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno określić jakikolwiek czas dodawania rozdziałów. Jednak wydaję mi się, że będzie to gdzieś w przestrzeni dwóch do trzech tygodni. Tak plus minus.

      Ps. Wszyscy, którzy nienawidzą Michelle powinni poczuć się bardzo zadowoleni z najbliższego biegu wydarzeń.

      Usuń
    2. Ja jej nienawidzę, a i tak nie jestem zadowolona.

      Usuń
  5. No, przeczytałam wszystko i uznałam, że jest zajebiście.
    Świetnie piszecie.
    Jeśli chodzi o Michelle - to czasami mnie, tak bardzo wkurwia, że mam ochotę normalnie... A czasami lubię ją.
    Denerwuję mnie to, jak zachowuję się w stosunku do Sophie.
    Zresztą ostatnio wszyscy byli dla niej chamscy...
    Jak dla mnie to Mich może być z Nikki'm, a Sophie z...
    Vince'm albo nie wiem, nagła zmiana akcji i Sophie będzie z Tommy'm. XD
    Tylko niech Sophie przestanie ćpać. O! I nie może być z Sixx'em, bo on musi być z Michelle.
    Albo Mich będzie z Mickiem...
    To tyle...
    Następne rozdziały, oczywiście będę komentować.
    Czekam na następny!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Michelle..lekko mnie drażni, ale zaczynam ją lekko lubić- Sama nie wiem.
    Ugh. Tak straaasznie chciałabym, aby stało się coś co wywoła duże wyrzuty sumienia u Michelle, bo nie podoba mi się to jak przez tyle czasu traktowała Soph!
    Michelle musi być z Nikkim. Nie lubię jak Soph z nim coś tego, tego...
    Sophie musi być z platynką, noo! Ale drażni mnie też czasem Vince. Zdradza ją na każdym kroku, czasami traktuje jak szmatę, a wymaga nie wiadomo czego.
    I niech Soph, przestanie ćpać! Niech stanie się coś, co ją do tego zmusi...Szpital, odwyk, może nawet Robert przyjechać i ją zmusić .___. Ale niech coś się stanie!
    Mich i Mick to zły duet. Nie, nie i nie!
    Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału!
    Czekam, czekam! Życze duużo weny :)

    OdpowiedzUsuń