piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział VI


-Nie sądzisz, że to trochę bez sensu?
-Bez sensu? Nie, dlaczego?
-Sam nie wiem. Co my właściwie odpierdalamy? Spać mi się chce.
Był środek nocy. Przez okno wpadał blask księżyca. Michelle leżała wtulona w Nikki'ego i za wszelką cenę próbowała zagłuszyć myśli.
-Nie wiem...- Dziewczyna podniosła się i usiadła na materacu.- Przepraszam, idź już spać.
Sixx bez słowa przykrył się kocem i przewrócił się na lewy bok. Michelle oparła się o ścianę i zapaliła papierosa.
-Hej...- Szepną Nikki.- Kocham cię.
Blondynka delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła go gładzić po włosach.
Nazajutrz, około godziny dziesiątej, Michelle wyszła z pokoju po paru godzinach snu. Nikki spał w najlepsze i nie zapowiadało się, by miał niedługo wstać. Dziewczyna postanowiła zejść na dół i sprawdzić, jak wygląda sytuacja w mieszkaniu. Jak zwykle panował ogólny chaos. Tommy spał na kanapie. Cały blady i posiniaczony. Micka nigdzie nie było, tylko z kuchni dobiegały jakieś śmiechy i szepty. Zaciekawiona Michelle od razu ruszyła w stronę pomieszczenia. Gdy weszła, ujrzała uśmiechniętą Sophie, w za dużej koszulce i Vince'a w samych bokserkach.
-Szybko się godzicie...- Rzuciła obojętnie, podchodząc do czajnika, by zagrzać wodę na kawę.
-Nie ma wody.- Powiedział Vince.
Michelle przeklęła pod nosem i rzuciła czajnik z powrotem na kuchenkę.
-Czyżby w nocy coś poszło nie tak, jak powinno?- Blondyn zaczął dokuczać dziewczynie.
-Jeszcze słowo...
-No co? Nie wiesz, że jak koleś się zbyt naćpa, to mu nie staje?
Michelle bez zastanowienia podeszła do chłopaka i wymierzyła w jego stronę siarczysty policzek.
-Hej! Co ci strzeliło do łba?- Sophie oburzona zeskoczyła z blatu i podeszła do Vince'a.
-Jeszcze nic, ale jak kurwa dobrze pójdzie, to strzeli.- Od groziła się Michelle, wychodząc z kuchni.
-Pierdolona kurwa...- Vince wycedził przez zęby, cały czas trzymając się za zaczerwieniony ślad na twarzy.
-Nie mów tak o niej... Przesadziła, ale ty też mogłeś się nie odzywać.
-Ona sobie może ze mnie stroić żarty, ale jak ja coś powiem, to w mordę dostaję.
-Uspokój się.
Vince już nie odpowiedział. Podszedł do lodówki i wziął piwo. Usiadł na blacie i zaczął je pić. Na podłodze ciągle leżało szkoło, które Nikki w ataku furii zrzucił na ziemię. Szklanki, talerze i butelki rozsypały się w drobny mak, ale nikt nie był chętny, by posprzątać. Vince lekko nie obecnym, naćpanym wzrokiem gapił się na Soph. Szybko przeszedł ze stanu skrajnego wkurwienia do stanu skrajnego pożądania. Rzucił butelkę w kąt, co sprawiło, że w kuchni znalazło się jeszcze więcej rozbitego szkła. Vince podszedł do Sophie, przywarł ją do ściany i zaczął namiętnie całować, wpychając swoje łapy pod jej koszulkę.
-Co ty do chuja robisz?- Sophie udało się obwodzić.
-Napaliłem się na ciebie.- Ledwo wydyszał.
Powrócił do przerwanej czynności, jednak jego uciecha nie trwała długo. Soph wymierzyła cios w jego twarz. Chłopak sykną z bólu i odsunął się od niej, wchodząc i krusząc szkło swoimi kowbojkami. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dziewczyny nie było już nawet w mieszkaniu.
-Gdzie ta pierdolona kurwa?!- Vince wszedł do salonu, krzycząc.
W odpowiedzi dostał przestraszenie Tommy'ego co sprawiło, że spadł z kanapy. Szybko jednak się pozbierał i rozejrzał po salonie.
-Człowieku, o czym ty pierdolisz?- Zapytał, jednocześnie mrużąc oczy przed światłem.
-Gdzie jest Soph, do jasnego chuja?!
-Wyglądam ci na proroka?
Tommy zwlókł się z podłogi i ledwo się trzymając, ruszył do kuchni po szklankę wody. Vince przez chwilę go męczył, jednak odpuścił i wyszedł. Tommy wrócił do salonu i usiadł na kanapie. Głowa była zaćmiona potwornym kacem, a w ustach ciągle panowała pustynia.
Siedział na kanapie przez dobre pół godziny, po czym stwierdził, że pójdzie rozejrzeć się po mieszkaniu. Pierwsze co zrobił, to skierował się do pokoju Nikki'ego. Bez zastanowienia wszedł i rzucił się na materac. Nawet nie zwrócił uwagi na pół nagą Michelle.
-Co ty odpierdalasz?- Zapytał Sixx wyraźnie zirytowany.
-Umieram.- Odpowiedział bezwładnie Tommy.
Nikki spojrzał na Michelle, ale ona jedynie delikatnie się uśmiechnęła z grymasem w stylu wypierdalaj z tym gównem.
-A możesz umierać gdzie indziej?- Ponownie zapytał Nikki.
-Niee!- T-bone przeraźliwie jęknął.
-Hej... Co jest?
-Zakochałem się.
-Znowu?
-Ale ona jest wyjątkowa!
-Jak każda...
-Nieprawda! Ona jest wspaniała.
-Więc kim jest twoja wybranka?
-Gwiazdą porno.
-Nie do końca mi o to chodziło, ale gratuluję wyboru.
Nikki wstał z materaca i przykrył swojego przyjaciela kocem.
-Prześpij się. Chyba nie do końca wiesz, co pierdolisz...
Sixx wyciągnął rękę w stronę Michelle i razem zeszli na dół. Na kanapie siedziała roztrzęsiona Sophie, co od razu spotkało się z ogólną krytyką z jego strony. Michelle bez zastanowienia puściła Nikki'ego i poszła do przyjaciółki. Pulsująca złość Sixxa została zalana wódką.
W tym samym czasie, gdy Nikki zapijał swoje niespełnione marzenia, Michelle próbowała uspokoić swoją przyjaciółkę.
-Znów ten pedał? Tak czy nie?!
-No... Tak.- Soph wybełkotała przez łzy.
-Zajebię! No kurwa, jak cię kocham, tak ci mówię, że jego buźka skończy marnie.
-Nie rób mu krzywdy.
-Zasłużył.
Sophie już nic nie powiedziała. Wtuliła się w blondynkę i starała uspokoić swój napad płaczu.
Do mieszkania wszedł Mick. Strasznie najebany, jednak gdy ujrzał Michelle zmieszał się i usiadł na fotelu. Zaczął badawczo wpatrywać się w dziewczyny, chodź i tak całą jego uwagę przyciągała Mich.
-Do wspaniałego stanu się doprowadziłeś.- Michelle przerwała ciszę stłumionym głosem.
Mick zamknął oczy, wziął głęboki oddech i próbował coś powiedzieć.
-Tak wyszło.- Odpowiedział obojętnie po chwili.
-Wracasz do formy, skurwielu.- Odgryzła się blondynka.
-Tylko nie skurwielu.
-Bo co?
-Bo mam trzydzieści pięć lat, gówniaro i oczekuję od ciebie odrobinę szacunku.
Mick wstał i ponownie wyszedł z domu. Michelle osłupiała. Nie wiedziała, co myśleć na ten temat. Wszyscy zauważyli, że Mick ostatnio stał się gderliwy.
W salonie pojawił się Nikki.
-Już jej przeszło?
Blondynka spojrzała na chłopaka zza włosów.
-Daruj już sobie.
-Tylko pytałem. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
-Musimy dzisiaj?
-Nie.
Nikki zrezygnowany poszedł na górę, by załadować działkę kokainy. Wszedł do pokoju i przygotował trzy kreski na pudełku od płyty.
-Co robisz?- Tommy leżący na brzuchu ledwo wydał z siebie dźwięk.
-Szykuję kokę. Chcesz trochę?
T-bone od razu się ożywił i wstał. Podszedł do przyjaciela i usiadł naprzeciwko.
-Przygotuj jeszcze jedną, będzie równo.- Powiedział.
Nikki posłuchał rady. Przygotował jeszcze jedną białą ścieżkę. Wciągnął swoją porcje i podał przyjacielowi. Po chwili odpłynęli do swojego pięknego, kokainowego świata, leżąc na łóżku i śmiejąc się z własnych, dziwacznych myśli.
Soph uspokoiła się. Jej serce znów biło w normalnym rytmie, a łzy zaschły na policzkach. Odsunęła się od Michelle, by zapalić papierosa.
- Wracaj do Sixxa. - powiedziała cicho, wydmuchując przed siebie dym. Jej wzrok wbity był w podłogę.
- Nie chcę.
- Jak to nie?
- No nie. Po prostu. Niech siedzi i ćpa z Tommym. Odkąd pojawili się oni, dawno nie spędzałyśmy czasu razem, od tak, we dwie. Tęsknię za tym.
- Kochanie, wszystko w porządku? - Sophie roześmiała się lekko. - Przecież to Nikki był twoim celem życiowym numer jeden. Ciesz się i korzystaj z wygranej, póki masz czas. Do mnie możesz przyjść zawsze, a on jutro może już leżeć w ziemi.
- Powiedziałabym to samo o tobie, ale nie chcę się kurwa kłócić.
Soph zaciągnęła się aż do utraty oddechu i nagle spoważniała. Skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, z oczami schowanymi za burzą włosów. Michelle próbowała je dostrzec, jednak nie dała rady. Nie mogła ujrzeć tego, co się w nich kryje, więc delikatnie odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy przyjaciółki. Znów zobaczyła łzy. Otarła je wierzchem dłoni.
- Nie umrę, jasne? Kurwa mać, nie umrę... - wyszeptała Sophie. - Nawet to mi nie wychodzi, więc nie umrę. Pewnie będę ostatnia z was wszystkich. Zaliczę każdy pogrzeb.
- Chciałabym żeby tak było. Ale wiesz, jesteś na świetnej drodze, by się rozjebać. Wstrzykiwanie to genialny plan. Na pewno ci się uda, jeśli tak bardzo tego chcesz. A nie, wybacz. Nie ty, a twoja pierdolona choroba. Wszystko nią tłumaczysz. Pewnie wieczne ucieczki przed Neilem również, co nie?
Michelle powoli traciła cierpliwość. Samokontrola ją opuszczała. Była zła na przyjaciółkę i - przede wszystkim - na siebie. Nie mogła jej stracić, a wiedziała, że Soph wpadła w te kłopoty tylko z jej winy. Ona pierwszy raz ją spiła. Ona dała jej pierwszą kreskę kokainy. Ona zachęcała ją do poderwania tego długowłosego blond ćpuna z ich ulubionego baru. Ona odciągnęła ją od szkoły i rodziny. I choć obie były w tym świecie szczęśliwe, nagle cała radość zaczęła się kruszyć.
- Nie chcę go. - Sophie przerwała w końcu ciszę. - Nie chcę go, bo wiem, że on pieprzy każdą dziewczynę, którą spotka. Nie chcę być jego kolejną zdobyczą. Nie po to, kurwa, jestem, nie jestem od ruchania, gdy tylko będzie miał ochotę. Nie jestem jedną z tych dziwek pod Roxy.
- Czego ty od niego wymagasz? Nie zmienisz go. - Mich wzruszyła ramionami.
- Wiem... Ale... On jest jakiś inny. W jednej chwili mnie opierdala, traktuje jak szmatę, a w drugiej jest najcudowniejszym facetem, jakiego znam. Nawet Robert wtedy się do niego nie umywa.
- Zakochałaś się w nim.
- W kim? - rozmowę przerwało pojawienie się radosnego Tommy'ego, który biegał po domu w samych bokserkach, do tego okropnie brudnych. Dziewczyny wzdrygnęły się na widok jego wychudzonego, posiniaczonego ciała i rozmytego makijażu, jednak po chwili roześmiały się. - Nie śmiejcie się, kurwa, tylko powiedzcie w kim!
- Spieprzamy stąd. - szepnęła Michelle do ucha towarzyszki.
Sophie jedynie kiwnęła głową, pobiegła na górę po swoje rzeczy i wróciła już ubrana, gdy blondynka czekała na nią przy drzwiach, słuchając dziwnej paplaniny Lee. Gdy przyjaciółka się pojawiła, chwyciła ją za rękę i ruszyły w kierunku wzgórz.
-O czym rozmawiałaś z Tommym?- Zapytała ciekawska Soph.
-O szkodliwości napojów gazowanych.- Michelle odpowiedziała z powagą.
Sophie dziwacznie spojrzała na przyjaciółkę i nic już nie powiedziała.
-Hej, chyba coś ci się humor spieprzył. Co się dzieje?
Michelle nic nie odpowiedziała. Dalej szła przed siebie w stronę wzgórz. W jej palcach powoli tlił się papieros.
-Mów, co się dzieje.- Sophie coraz bardziej zaczynała naciskać na przyjaciółkę.
Nie dawała jej spokoju. Cały czas się pytała o to samo.
-Nic się kurwa nie dzieje! Daj mi spokój.- Michelle wybuchnęła. Zgasiła papierosa i przyśpieszyła kroku.
Soph szybko ją dogoniła i zatrzymała. Spojrzała w jej oczy i ją przytuliła. Chwyciła ją za rękę i pociągnęła w jakąś boczną uliczkę. Usiadły na krawężniku.
-Więc...- Sophie zaczęła mówić.
-Mick trochę poprzewracał mi w głowie.- Michelle szybko przerwała przyjaciółce.
-Ale... Jak to?
-No... Raz z nim wyszłam. On był taki kurewsko miły, kochany i w ogóle. Pocałował mnie, a ja nie protestowałam.
Sophie roześmiała się.
-To tylko pocałunek. Kotku, sama robiłaś podobnie.
-Dobra, nie ważne, kurwa.- Michelle nerwowo zapaliła papierosa.
-Ale...
-Nie było tematu!
Blondynka wstała i wyszła z uliczki. Rozejrzała się po okolicy i ruszyła w przeciwną stronę. Sophie od razu poszła za nią.
-Nie obrażaj się. O co chodzi?- Soph chwyciła za rękę Michelle i zatrzymała ją.
-Kocham go...- Blondynka niepewnie wyszeptała.
-Kogo?! Micka?!
-Nie... Nikki'ego.
Michelle puściła rękę przyjaciółki i nerwowo zapaliła papierosa. Spojrzała w bezchmurne niebo i usiadła na chodniku.
-Więc co ci stoi na przeszkodzie, by mu to powiedzieć?
-Ja stoję, kretynko.- Mich wycedziła zdenerwowana przez zęby.
-Zrobić to za ciebie?
-Co?! Nie. Nie próbuj.
-Więc wróć do domu i spędź z nim trochę czasu.
Michelle i Soph wykłócały się jeszcze długo na ten temat, jednak blondynka ustąpiła. Razem wróciły do domu. Tommy wydawało się jakoś bardziej ogarnięty, więc Sophie postanowiła spędzić z nim trochę czasu. Mich poszła na górę i skierowała się do dobrze znanego jej pokoju. Biła się z myślami. Walczyła sama ze sobą. Te parę metrów z salonu do pokoju cholernie się dłużyło. Schodów jakby przybywało, a serce uderzało coraz mocniej. W końcu znalazła się w jego pokoju. Pomieszczenie było oświetlane przez mocne słońce. Nikki leżał na materacu, twarzą w poduszkach. Obok znajdowała się pusta butelka po Danielsie, woreczek po kokainie, stosy kartek oraz bas. Michelle odsunęła kartki i usiadła na brzegu. Zaczęła gładzić jego lekko natapirowane, sklejone włosy. Nikki coś cicho jęknął i podniósł głowę. Spojrzał na dziewczynę i delikatnie oraz zadziornie się uśmiechnął.
-Powinnaś dać spokój takiemu ćpunowi i iść do kogoś, kto rzeczywiście cię doceni.- Powiedział i usiadł na materacu.
-O czym ty mówisz...?
-Mick mi wszystko powiedział.
Michelle spuściła głowę. Zasłoniła się włosami. Nie była pewna, czy jest wściekła na Nikki'ego, za to co powiedział czy na Micka, za to, że wszystko wygadał.
-Jesteś zły?- Zapytała niepewnie.
-Zły? Co ty. Po prostu to trochę nie sprawiedliwe...
-Co nie sprawiedliwe?
Nikki przysunął dziewczynę bliżej siebie i objął ją ramieniem. Położył swoją dłoń na jej udzie i jeździł nią w górę i w dół.
-To, że ty jesteś tak cholernie seksowna i nadal nie jesteś moją dziewczyną. I to, że Mick może sobie ciebie całować, molestować i chuj wie co jeszcze.
Michelle słodko się roześmiała. Spojrzała w oczy chłopaka. Jakaś dziwna myśl przeszyła jej głowę. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła całować. Objęła jego twarz dłońmi i gładziła jego kilku dniowy zarost. Nikki na początku nie do końca wiedział co się dzieje. Nadal był otępiały przez narkotyki, jednak szybko się zorientował, że musi wykorzystać okazje.

W tym samym czasie Tommy leżał obolały na kanapie. Używki przestały działać i nagle poczuł obrażenia po ostatnich trzech nocach.
-W ile bójek się wkręciłeś?- Zapytała Soph opatrując kolejną, ciągle krwawiącą ranę.
-Nie wiem, ale kurwa, dużo musiało tego być.
-Masz szczęście, że cię nie postrzelili.
Tommy próbował zmienić pozycje, jednak skończyło się to tylko głośnym jęknięciem z bólu.
-Błagam przynieś mi coś przeciwbólowego. Błagam. Zrobię wszystko!- T-bone się zwinął się z bólu na kanapie.
-Najlepsza będzie wódka, przyjacielu.- Do mieszkania wszedł Mick.
-Nie, nie będzie.- Sophie wróciła z kuchni z garścią tabletek oraz szklanką wody.
Tommy łykną wszystko za pierwszym razem, a Mick zajął swoje miejsce.
-Wyglądasz tak cholernie biednie, że aż mi cię żal.- Prychnął do przyjaciela.
-Dzięki, to miłe.
-Przestańcie, dobrze? - przerwała im dziewczyna. Przyklejała starannie plastry na większe zadrapania na ciele Tommy'ego.
Chłopak uśmiechał się do niej ciepło, zaskoczony tym, jak uczynna jest. Dawno nie spotkał się z takim gestem od strony dziewczyny, która nie miała na celu się z nim pieprzyć, a przecież nie miał jej nic innego do zaoferowania. Sophie skończyła po pewnym czasie. Usiadła na podłodze, oparta plecami o kanapę i zapaliła papierosa, wpatrując się w przeżarty grzybem oraz wilgocią sufit. Cieszyła się tak rzadką chwilą ciszy w wiecznie pędzącym życiu Crue i ich towarzyszy. Tommy najwyraźniej zasnął, zmęczony bólem, Mick - jak miał w zwyczaju - zniknął, ulatniając się do swojego mieszkania. Nikki i Michelle zajęci byli sobą, co pewien czas słychać było ich śmiech dochodzący z sypialni, za każdym razem wywołując u Soph blady uśmiech. Dopaliła papierosa, po czym skuliła się, chowając głowę między kolanami. Ale nawet tak błogą chwilą nie mogła się nacieszyć. Drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka najpierw wpełzło parę panienek lekkich obyczajów, kilku przypadkowych przyszłych gwiazd rocka, a na końcu, prowadząc całe ohydne towarzystwo wszedł Vince, zataczając się i obijając o ściany. Każdy krzyczał coś do siebie, jakby normalny ton już im nie wystarczał, by oddać euforię, która ogarnęła ich podczas kolejnej ucieczki przed policją. Towarzystwo opadło na kanapę, ktoś przypadkowo kopnął Sophie.
- Kurwa mać, co ty wyprawiasz?! - krzyknęła na chudego chłoptasia z niesamowicie długimi włosami i rozmazanym makijażem.
- Mała, spokojnie, no przecież...
- Zostaw ją, to jebana wariatka. - Vince strącił nogi Tommy'ego, by móc usiąść, trzymając na kolanach jakąś uroczą blondynkę.
- Czy ty kurwa nigdy się ode mnie nie odpieprzysz?! - Sophie poderwała się w górę, ogarniała ją wściekłość. - Mam ciebie dość, skurwielu!
- W takim razie wypierdalaj stąd, nikt cię tu nie trzyma.
- Ja ją trzymam, ktoś musi opatrywać mi rany. - do dyskusji wtrącił się Tommy, który zrzucony z kanapy, obudził się.
- Dzięki, T-Bone, ale i tak nie mam zamiaru już tutaj przychodzić.
- Wprowadzasz się do jakiegoś burdelu?
Złośliwy uśmiech Vince'a wywołał u dziewczyny jeszcze większe zdenerwowanie. Zaczęła wyzywać go od najgorszych, używając wszystkich znanych jej przekleństw. Do salonu weszła Michelle w koszulce Sixxa, wyrwana z ich gniazdka przez krzyki.
- Co tu się, kurwa, dzieje? - podeszła z nieobecnym wzrokiem do zebranego towarzystwa, wyrwała jednej z blondynek puszkę piwa i upiła spory łyk. - Soph, kotku, nie drzyj się tak.
- Wyprowadzam się, czaisz?! I gówno mnie obchodzi to, że ty zostajesz z tymi sukinsynami, bo ja tutaj nie wytrzymam!
-Nie zostawię cię. Spierdalam z tobą.- Michelle zabrała paczkę papierosów ze stołu i zapaliła jednego.- Masz jakieś mieszkanie?
Blondynka bezpośrednio, bez większego przejęcia wypuściła dym z płuc. Soph była pod wrażeniem tego, jak stoicko do tego podeszła.
-Nie, ale jak się uprę, to jeszcze dziś znajdę.
-Więc nic do stracenia. Daj mi chwilę.- Michelle pobiegła na górę. Bez słowa się ubrała i pociągnęła przyjaciółkę za rękę do wyjścia.
-Zostawisz tak po prostu Sixxa?- Soph zapytała niepewnie.
Przyjaciółka obojętnie wzruszyła ramionami i dalej szła w stronę miasta, by móc znaleźć jakieś mieszkanie.
-Przywleczesz go ze sobą, prawda?- Sophie kontynuowała pytania.
Mich i tym razem nie odpowiedziała. Szatynka zatrzymała swoją przyjaciółkę i spojrzała w jej lekko zaćpane oczy.
-Co się właściwie znowu dzieje?
-Nie wiem, raczej nic.- Michelle tym razem raczyła udzielić odpowiedzi.
-Mnie nie oszukasz. Przecież widzę. Co jest nie tak?
-No nic!- Blondynka odwróciła się, zasłaniając włosami twarz. Jej oczy nachodziły łzami.
Stwierdziła, że nie będzie dłużej czekać i złapała pierwszą-lepszą taksówkę do miasta.
-Nie mogę w to uwierzyć, że tak łatwo poszło.- Sophie była cała podekscytowana.
-Czasem dobrze znać numer konta rodziców...- Mich chamsko się uśmiechnęła i zapaliła papierosa.- To co dziecino... Zaczynamy nowy etap życia?
-Jasne, że tak. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.
-Musi być, a jak nie to... Jeszcze nie wiem co, ale zrobię coś nieprzyjemnego.
-Targniesz się na życie?
-O kim teraz rozmawiamy?
Zapadła cisza. Michelle miała skłonności do tego, by mówić to, czego nie powinna. Soph posępniała. Wbiła wzrok w uliczny bruk i starała się dotrzymać szybkiego kroku swojej przyjaciółce. Ponownie wsiadły w taksówkę, która tym razem zawiozła je pod nowy adres. Urządzone mieszkanie, nieopodal centrum Los Angeles. Jakieś czterdzieści minut od Sunset Strip. Miejsce wydawało się być idealne.
Michelle przekręciła kluczyk w zamku i jako pierwsza weszła do środka. Uderzyła ją biel, odbijająca się od promieni słonecznych. „Całkiem przytulnie.”- Pomyślała.
-Więc... Kiedy masz zamiar sprowadzić Sixxa?- Soph w końcu zdecydowała się odezwać.
Mich pytająco spojrzała na przyjaciółkę.
-Och, daj spokój. Przecież wiem, że go gonią za kasą.
-A... A będzie mógł... Tu? Z nami?- Blondynka niepewnie wyszeptała.
-Jasne. W sumie, to twoje brudy i sama je sobie pierz. Tylko mnie w to nie wkręcaj.
Sophie poszła się rozejrzeć po mieszkaniu, a Michelle w tym czasie pootwierała wszystkie możliwe okna.
-Trzeba będzie tu ogarnąć.- Dziewczyna ponownie pojawiła się w salonie.- Ale ogółem nie jest źle.
Mich blado się uśmiechnęła, siedząc na parapecie i wpatrując się w ruchliwe miasto aniołów.
- Mich, zadzwoń do Nikki'ego, a ja niedługo wracam. - Sophie skończyła oglądanie mieszkania i zwróciła się do przyjaciółki.
- Dokąd idziesz? - Michelle zeskoczyła z parapetu.
- W sumie to nigdzie... Przejść się, zobaczyć okolicę.
Dziewczyna wyczuła kłamstwo, jednak nie miała zamiaru rozpoczynać kłótni. Domyślała się, gdzie udaje się Soph. I choć próbowała odtrącić tą myśl, niespokojne, rozbiegane spojrzenie szatynki wyrażało zbyt wiele. Wiedziała, że jej nie powstrzyma, to małe stworzenie było zbyt uparte, by cokolwiek czy ktokolwiek je zatrzymał. Dziewczyna uśmiechnęła się blado i wyszła bez słowa. Dobrze znała okolicę, bywała tu już nie raz. Podczas pierwszych odwiedzin była przerażona, podczas każdych kolejnych czuła się coraz lepiej. Liczyło się jedno - zdobyć to, co zniszczyło jej rodzinę. Weszła do sypiącej się kamienicy, minęła kilka pięter pełnych bezdomnych, próbujących zabić czas tanią wódką. Weszła na ostatnie piętro. Jej znajomy siedział pod ścianą, przeglądając magazyn, z pogniecionym papierosem w ustach. Wokół panoszyło się paru stałych klientów, którzy chcieli mieć towar zawsze pod ręką.
- Cześć, maleńka. - chłopak uśmiechnął się na jej widok. - To, co zwykle?
Kiwnęła głową potakująco. Podał jej niewielkie zawiniątko, które schowała do torebki, po czym wsunęła mu w dłoń plik banknotów. Podziękowała i po chwili wyszła, nie znosiła tego miejsca. Nie znosiła nawet samej siebie za to, co robiła. Wróciła do domu. Michelle zdążyła rozpakować trochę rzeczy, które przywiózł jej Nikki. Chłopak leżał na kanapie, z głową Mich na brzuchu, bawiąc się jej włosami. Soph minęła ich bez komentarza i zamknęła się w swoim nowym pokoju. Biel ścian raziła ją niesamowicie. Wyjęła z torebki szminkę i zaczęła pisać po ścianach cytaty z piosenek. Usłyszała skrzypnięcie otwierających się drzwi, pomadka wypadła z jej drżącej dłoni.
- Circus of the L.A. queens? Ciekawie, ciekawie. - Sixx rzucił się na łóżko, błądząc wzrokiem po ścianach.
- To, że pozwoliłam ci tu mieszkać nie znaczy, że możesz mi się wszędzie wpierdalać, jasne?
- Living just for dying, dying just for you? Dla kogo umierasz? - zignorował ją, dalej czytając. Przez jego ruchy, torebka przewróciła się, jej zawartość wylądowała na materacu. - Co to kurwa jest?
Nikki odwinął kawałek materiału, jego oczom ukazało się to, czego się spodziewał. Podniósł się, oglądając dokładnie małe buteleczki beżowego płynu.
- Spróbuj powiedzieć Michelle, a jutro obudzisz się bez chuja. - Soph zaczęła drżeć jeszcze mocniej.
- Spokojnie, o niczym się nie dowie, o ile się podzielisz. - Sixx uśmiechnął się zadziornie, ładując jedną strzykawkę. Dziewczyna usiadła obok niego. Bez słowa zdjęła z jego głowy opaskę, wystarczająco szybko, by nie mógł protestować. Zawiązała ją na ramieniu.
- Ja pierwsza. - zabrała mu strzykawkę, odszukała żyłę. Już po chwili cudowna substancja rozlewała się po jej ciele.
Pod czas gdy Soph i Nikki ładowali sobie w żyłę, Michelle biła się z myślami. Skulona siedziała na podłodze pod ścianą. Trzęsącymi się dłońmi, zapalała kolejne papierosy. Była już w połowie paczki. Oczy miała zeszklone i sama nie wiedziała, czy to od dymu, czy od nie ustanej gonitwy myśli.
W końcu podniosła się z podłogi, szybko założyła kowbojki, sięgnęła z wieszaka skórzaną kurtkę i jak najprędzej wyszła z mieszkania. Sophie i Sixx usłyszeli trzaskanie drzwiami, aczkolwiek nie za bardzo się przejęli, albo po prostu załadowane narkotyki im na to nie pozwoliły.
Michelle szła szybko przed siebie, co jakiś czas ocierając łzy. Zapatrzona w bruk, w końcu na kogoś wpadła.
-Prz... Przepraszam.- Wypowiedziała niepewnie, podnosząc wzrok. Jej oczom ukazał się Mick.
-Coś nie tak, maleńka?- Mars objął dziewczynę w pasie i otarł kolejną, spływającą po policzku łzę.
Blondynka delikatnie się uśmiechnęła. W głowie nagle ustał szum. Wszystko zaczęło wracać do normy.
-Nie, wszystko okej...- Odpowiedziała lekko zmieszana.
-Może pójdziesz się ze mną napić?- Mick zaproponował beztrosko.
Michelle bez większego problemu zgodziła się na propozycje przyjaciela. Weszli do pierwszego, napotkanego baru. Usiedli gdzieś w kącie, a Mick zamówił kolejkę.
-Co cię gryzie?- Zapytał zapalając papierosa i częstując blondynkę, jednak dziewczyna odmówiła, tłumacząc, że już dzisiaj wypaliła całą paczkę.
-Nie masz ochoty tego słuchać...- Michelle wpatrywała się w szklankę z jakimś alkoholem.
-Wręcz przeciwnie. Chętnie cię wysłucham.
Mich głośno wzdychnęła, spoglądając na przyjaciela, który posłał w jej stronę niewyraźny uśmiech.
-Ta cała sytuacja uświadomiła mi, w jakim gównie siedzę. Jeśli mam być szczera, to ich zabawa z narkotykami jest dla mnie jak zimny prysznic. Otworzyłam oczy, ale to będzie dziwne uczucie, mieszkając z dwoma ćpunami, będąc jedyną trzeźwą osobą. Nie do końca wiem, co mam robić. Płakać? Już nie płaczę. Przygnębienia jako takiego też nie czuję. Jestem raczej jakaś... Nieobecna. Siedzę na ziemi, spoglądam na ubawionych ćpunów znad papierosowego dymu i zastanawiam się, jak mogłam siebie doprowadzić do takiego stanu. Wiem, że będę zdana sama na siebie, więc muszę się wziąć w garść i...
-Już nic nie mów.- Mick przerwał w trakcie zdania.- Już nic nie mów. Kurwa, wiem co czujesz.
Michelle jedynie lekko się uśmiechnęła, sięgając po kolejnego dzisiaj papierosa.
-Po prostu wiem, że powinnam się zająć bardziej przyziemnymi sprawami.- Powiedziała po chwili ciszy.
-Wiesz czym to się może skończyć...?- Mick próbował w delikatny sposób uświadomić dziewczynie romans pomiędzy dwójką, dobrze dobranych ćpunów.
-Śmiercią? Romansem? Zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie będzie pierwsze rozczarowanie w moim życiu i zapewniam cię, że nie ostatnie.- Mich uśmiechnęła się przesłodzonym, sztucznym uśmiechem, gasząc papierosa w popielniczce.
Mars już nic nie powiedział. Siedział w ciszy, pijąc kolejny kieliszek wódki. Większość czasu już przesiedzieli w ciszy. Nic nie mówiąc, tylko pili. Czas mijał, ale oni nie zwracali na to uwagi. Czasem spotykali się wzrokiem, ale niczym się to nie kończyło.
Nadszedł późny wieczór. Michelle stwierdziła, że chyba najwyższa pora zbierać się do domu.
-Późno już. Będę wracać. Kto wie, które z nich potrzebuje reanimacji.- Dziewczyna wstała od stolika. Zabrała papierosy, rzuciła coś w stylu „odkupię” i wyszła.
Mick przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem, ale w końcu zrezygnował i wrócił do pica.
Michelle wracała spokojnym krokiem do domu. Od samego progu uderzył ją rozbrzmiewający śmiech. Dziewczyna przeszła zupełnie obojętnie obok pary ćpunów i zaszyła się w swoim pokoju, paląc papierosy zabrane Mickowi.
Po chwili zupełniej ciszy i głębokich rozmyślań Michelle w pomieszczeniu znalazł się Nikki. Uśmiechnięty i zadowolony usiadł obok dziewczyny i zaczął ją całować po szyi. Mich niczym nie przejęta dalej oddawała się papierosom. Nikki zauważył to, że jego ukochana nie jest za bardzo zainteresowana tym, do czego on zmierza. Odsunął się od niej i spojrzał w jej oczy.
-Robię coś nie tak?
-Nie. Dlaczego pytasz?
-Nie masz ochoty?
-I tak ci nie stanie.
Zapadła cisza. Michelle cały czas wpatrywała się w jeden punkt na ścianie. Sixx zaczął pieścić dłonią jej skórę. Nie chciał tak szybko odpuścić.
-Nie brzydzisz się siebie?- Blondynka zadała pytanie po czym sięgnęła po kolejnego papierosa, którego zabrał jej Nikki i złamał.
-Co to znaczy?
-Nic, pierdolony ćpunie...
-Sama ćpasz.
-Ćpałam.- Michelle poprawiła Nikki'ego, wstała z łóżka i podeszła do drzwi.- Idź się pieprzyć z Soph.
Nikki szybko się poderwał z łóżka i poszedł za dziewczyną.
-Jesteś zazdrosna?- Zapytał drwiąco.
-O ciebie? Nie widzę powodu.
Michelle sięgnęła wódkę i usiadła na blacie w kuchni. Nikki stanął naprzeciwko niej, oparł ręce o uda i spojrzał w oczy.
-Może chcesz trochę kokainy? Rozluźnisz się.
W odpowiedzi dostał tylko wybuch śmiechu. Blondynka zeskoczyła z blatu. Ponownie się ubrała i wyszła z mieszkania.
Sophie resztkami sił wydostała się z sypialni. Usiadła na kanapie, kuląc się i schowała twarz w dłoniach. Zrezygnowany Nikki usiadł obok niej, wzdychając ciężko.
- Co jej jest? - zapytała dziewczyna.
- Nie wiem. Chyba ci zazdrości.
- Kurwa, a niby czego? - podniosła się, patrząc mu ze zdziwieniem w oczy.
- No chyba mnie.
Sophie poderwała się z kanapy i wybiegła, choć czuła, że całe jej ciało zaraz się rozpadnie. Liczyła na to, że dogoni Michelle. Blondynka była już na końcu ulicy. Zatrzymała się, słysząc swoje imię.
- Ja pierdolę, Mich, co ty wyprawiasz?! - Sophie dobiegła do niej. Zachwiała się na nogach, chwycił kurczowo przyjaciółkę za ramię, by nie upaść, po czym zwymiotowała. Była blada i zlana zimnym potem.
Michelle patrzyła na nią z pogardą, która ukrywała smutek. Pociągnęła Soph pod mur bliskiego budynku.
- Siadaj, ćpunko. - popchnęła delikatnie dziewczynę na ziemię.
Uklękła naprzeciw niej i spojrzała w przekrwione oczy.
- Widzę, że idziesz śladem matki.
- Nawet tak, kurwa, nie myśl. - syknęła Sophie, zanim znów zwymiotowała.
Michelle dała jej papierosa, musiała pomóc dziewczynie go odpalić. Szatynka podciągnęła nogi pod brodę, zaciągając się mocno praktycznie bez przerwy.
- Jesteś żałosna.
- Kurwa mać, spójrz na siebie! - nigdy nie była tak agresywna, jednak na Mich nie robiło to wrażenia.
- Nie ja daję w żyłę, słońce. Nie ja pierwsza zdechnę.
- A może właśnie chcę pierwsza zdechnąć?!
Oczy Sophie zaszły łzami. Schowała głowę między kolanami, jej oddech był ciężki i nieregularny.
-Rób jak uważasz. Naprawdę, na mnie już to nie robi wrażenia... Ale do mamusi jesteś cholernie podobna.- Michelle chamsko się uśmiechnęła i zostawiła swoją przyjaciółkę pod murem.
Krążyła po całej okolicy przez całą noc. Napotykała różnych ludzi. Wszyscy upadali z hukiem na dno. Mich z pogardą na nich patrzyła, czując, że ma władzę nad tymi zwykłymi ćpunami. Nagle, jej cały pogląd na świat diametralnie się zmienił. W jednym momencie nie chciała już dążyć do chwilowego szczęścia. Chciała jak najszybciej się na kimś zemścić. Nie liczyły się konsekwencje.
Około szóstej nad ranem Michelle postanowiła wrócić do domu. Cicho weszła do mieszkania i zauważyła, że Nikki siedzi na kanapie, obracając w rękach scyzoryk.
-Dlaczego ją zostawiłaś w takim stanie? Wiesz co mogło jej się stać?- Sixx wszedł do kuchni.- Gdzie byłaś przez całą noc?
Mich spojrzała na niego spod podkrążonych oczu i zaczęła przygotowywać kawę.
-Jasne. Najlepiej nic nie mów.- Chłopak usiadł na balacie, wbijając nóż w ściankę.
-Cisza równa się śmierci.- Michelle wyszeptała, delikatnie się uśmiechając.
Nikki zeskoczył z blatu, podszedł do dziewczyny i objął ją w pasie.
-Co się dzieje?- Wyszeptał jej delikatnie do ucha po czym zaczął gładzić jej kark swoją zimną ręką.
Zaczął składać pocałunki na jej szyi. Już miała się mu oddać, gdy nagle coś w niej pękło. Uwolniła się z jego uścisku i poszła do salonu. Nikki oczywiście ruszył za nią. Usiadł obok niej na kanapie i ją przytulił. Starał się opanować myśli pożądania. Wiedział, że Michelle nie jest w najlepszym stanie.
-Wiesz, że nic z tego nie będzie.- Dziewczyna oderwała się od niego.
-O czym ty pierdolisz?- Nikki nie do końca wiedział, jak ma interpretować całą sytuacje.
-Nie pasujemy do siebie.
-Pasujemy.
-Wmawiasz sobie.
- Musicie tak głośno mówić? - z sypialni wyłoniła się Sophie.
Miała potargane włosy, ogromne sińce pod oczami, mnóstwo siniaków na nogach i sporo zadrapań na ramionach. Wyglądała, jak widmo. Jej twarz była blada, prócz charakterystycznych rumieńców. Trzęsła się jakby z zimna, choć w mieszkaniu było bardzo ciepło. Błądziła nieobecnym wzrokiem po mieszkaniu, niczym poszukując wokół kogoś lub czegoś.
- Widzisz, kurwa, co jej się stało przez ciebie? Jacyś gówniarze ją pobili.
- Kurwa, Nikki, zamknij się wreszcie, głowa mnie boli. - dziewczyna posnuła się do kuchni, by napić się wody.
Michelle postanowiła pójść za nią. Przytuliła delikatnie przyjaciółkę, jednak ta ją odtrąciła ze złością w oczach.
- Soph, co ci jest?
- Chuj ci do tego. Sądziłam, że chociaż na ciebie mogę liczyć, a okazało się, że gdy potrzebuję cię najbardziej to ten nieudacznik jedynie próbuje mi pomóc.
Dziewczyna otworzyła na oścież okno, zajęła miejsce na parapecie i zapaliła papierosa. Ruchem dłoni odgarnęła z twarzy włosy i odetchnęła głęboko.
- Mogę was tutaj zostawić we dwoje. Rozmawiałam z Robertem. Mówił, że może mi coś załatwić. Nie będę ci już wchodzić w drogę.
- Chyba cię pojebało! - wybuchła Michelle. Nie sądziła, że czyjekolwiek słowa mogą ją jeszcze tak zranić. - Nie pozwolę Ci się stąd kurwa ruszyć, bo następnym razem zobaczę cię w trumnie, idiotko!
- Jak mamę, no nie? Przecież mówiłaś, że jestem do niej taka podobna. Może będę jej wierną kopią. - Tylko spróbuj...
- To co? Skarbie, będę już martwa, nic i nikt nie będzie mnie obchodzić.
- Zamknij się. Wychodzisz ze mną na wódkę, przyda ci się.
Michelle zmusiła przyjaciółkę, by się ubrała i bez słowa opuściły mieszkanie, zostawiając Sixxa z mnóstwem wolnego miejsca, czasu oraz dolarów z konta rodziców Mich. Z doświadczenia wiedział, że takie okazje trzeba wykorzystywać. Po pewnym czasie mieszkanie zapełniły morza alkoholu, góry kokainy i tony szumowin, zwanych przyjaciółmi Crüe. Dziewczyny spojrzały po sobie i weszły w głąb mieszkania. Michelle chciała znaleźć Nikki'ego, bo wiedziała, że to on jest temu winien. Soph stwierdziła, że się źle czuje i poszła do swojego pokoju.
Mich przebijała się przez tłum ludzi, z nadzieją, że znajdzie Nikki'ego. W końcu weszła do kuchni, gdzie spotkała Tommy'ego rozmawiającego z Sixxem. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, zabrała jedno piwo i zapaliła papierosa.
-Coś nie tak?- Zapytał Nikki, popijając Danielsa.
T-Bone zdążył się ulotnić, bo wiedział, że może się to skończyć kłótnią, a nie chciał w tym uczestniczyć.
-Skąd taki wniosek?- Blondynka odpowiedziała chłodno.
-Widzę, że nie jest okej, mów.
-Mam się tobie zwierzać przy tych wszystkich ludziach?
-A więc o to chodzi...- Sixx głośno wzdychnął.
-A o co może,kurwa, chodzić? Spraszasz do mojego i Soph mieszkania jakieś tanie kurwy, ćpunów i alkoholików. Zabrałam cię, bo wiem, jak wygląda twoja sytuacja, ale to nie oznacza, że możesz na mnie żerować!
-Uspokój się... Przepraszam, ostatni raz.- Nikki objął dziewczynę w pasie. Ona w zamian dała mu siarczysty policzek, wyrwała się z objęcia i wyszła z mieszkania.
Sixx wkurwiony wrócił do salonu i oddał się zabawie.
W tym czasie Soph oddawała się narkotykowym libacją w samotności. Leżała wcięta na łóżku i gapiła się tępo w sufit. Jej głowa tworzyła dziwne schizy. Zalana była zimnym potem a światłą gryzło ją w oczy. Nagle, ktoś delikatnie uchylił drzwi. W pokoju rozbrzmiał znajomy głos, ale nie mogła sobie przypomnieć, do kogo należy.
-Wszystko w porządku, słońce?
Na łóżku, obok niej usiadł Vince. Zaczął przeczesywać jej włosy palcami. Soph skuliła się i zaczęła się trząść. Neil objął dziewczynę i głaskał po całym ciele.
-Uspokój się. Wszystko w porządku. Zawołać kogoś?
Sophie przecząco potrząsnęła głową. Vince sam do końca nie miał pewności, co się dzieje. Duże ilości alkoholu i narkotyków nie najlepiej działały na jego poziom inteligencji. Jednak zdawał sobie sprawę z tego, że z Soph jest coś nie tak.
-Odpierdol się ode mnie! Jeszcze niedawno mówiłeś, że jestem pierdoloną psychopatką.- Sophie cicho wybełkotała.
-Wszyscy jesteśmy, słońce. W mniejszym czy większym stopniu, ale jesteśmy. Nie bierz wszystkiego na poważnie, czasem nie panuję nad słowami.
Soph podniosła się i oparła na łokciach. Spojrzała w jego ciemnie, zaćpane oczy.
-Co brałeś?- Zapytała, zabierając papierosy z pułki i zapalając jednego.
-Kokainę.
-Dużo?
-Trochę...
-Widać.
Sophie wypuściła dym z ust. Zapadła cisza. Obydwoje byli pochłonięci swoimi myślami. Wydawało się, że cisza nie będzie miała końca, dopóki Vince nie zbliżył się do dziewczyny i nie zaczął jej całować. Soph natychmiast się od niego oderwała i spojrzała, oczekując jakichkolwiek wyjaśnień. On w odpowiedzi słodko i szeroko się uśmiechnął. Jej myśli gwałtownie zawirowały. Bez wahania zaczęła oddawać jego pocałunki. Vince błądził dłońmi po jej zimnym ciele. Całował jej szyje i dekolt. Zaczął nieznacznie wkładać ręce pod jej koszulkę. Był coraz bliżej jej ciała. Rozbierał ją, całował i pieścił. Soph oddawała się każdemu jego ruchowi. Lekko dysząc, wplotła palce w jego włosy. Zaczęła składać pocałunki na jego ustach. Przygryzała jego wargę, słodko się uśmiechając. Co jakiś czas wbijała paznokcie w jego kark, na co on reagował mruknięciem.
Vince schodził coraz niżej. Zaczął odpinać jej spodnie. Szybko się ich pozbył i zaczął całować wewnętrzną stronę jej ud. Dotykał delikatnie zaróżowionej skóry. Starał się być delikatny, co w jego przypadku nie było spotykane. Nie chciał jej spłoszyć. Zależało mu na niej, jak na nikim innym, chodź nie potrafił tego okazać.
Vince już dłużej nie czekał. Jego podniecenie sięgało zenitu. Trzęsącymi się rękami, próbował odpiąć swój pasek. Sophie widząc to, zaczęła się śmiać. Odsunęła jego ręce i sama zaczęła odpinać pasek. Chłopak szybko pozbył się spodni oraz bokserek. Rozebrał dziewczynę do końca i zaczął w nią wchodzić. Stopniowo przyśpieszał ruchy i obydwoje oddali się zabawie.
Po dłuższym czasie Vince i Soph leżeli wtuleni w siebie i próbowali unormować swój oddech.
-Bądź moja. Tylko moja.- Blondyn wydyszał.
-O czym ty mówisz?- Sophie oparła się na łokciach i spojrzała na chłopaka.
-Bądź ze mną...
Szatynka umilkła. Spoglądała uśmiechnięta na Vince'a.
-Spróbować można...- Dziewczyna w końcu się odezwała.
Neil szeroko się uśmiechnął.
-Idę ogarnąć, co na imprezie.- Chłopak wstał z łóżka i założył bokserki.
Wyszedł z pokoju i cholernie się zdziwił. W domu, oprócz ogólnego bałaganu, panowały pustki. Na kanapie siedział Nikki, który wydawała się być załamany. Za oknem panował mrok, a zegar wskazywał pierwszą w nocy. O tej porze impreza powinna trwać w najlepsze.
-Gdzie wszyscy?- Vince usiadł na kanapie i sięgnął piwo.
-Wyjebałem ich.
-Dlaczego?
-Bo, kurwa, mogłem!- Nikki krzyknął, wstał z kanapy i rzucił pustą butelką o ścianę, która pękła na milion kawałków.
Neil niż już nie powiedział. Siedział spokojnie i wpatrywał się w przestrzeń. Nagle zaczął się śmiać, chowając twarz w dłoniach. Gdy już się uspokoił, spojrzał rozbawiony na Sixxa, który stał przed nim wręcz trzęsąc się z wściekłości.
- Co ty odpierdalasz?! - wrzasnął.
- Nie poruchałeś i od razu fochy, typowe.
- A ty kurwa poruchałeś?!
- Żebyś wiedział. - odpowiedział triumfalnie Vince, sięgając po otwartą puszkę piwa, stojącą na podłodze. Rozsiadł się wygodniej na kanapie i uśmiechał się pewnie do przyjaciela, który milczał. Wiedział, z kim Neil spędził czas, chociaż nie chciał w to wierzyć. Opadł na poduszki, wyrwał mu piwo z dłoni i pociągnął potężny łyk, kręcąc głową z dezaprobatą. Tymczasem Sophie siedziała na łóżku w bokserce Vince'a. Była tak radosna, jak nigdy wcześniej. By to uczcić, postanowiła wziąć kolejną dawkę heroiny. Włożyła winylową płytę do adaptera, wsłuchana w psychodeliczne dźwięki gitary Page'a odpływała. Nie czuła bólu, nie czuła smutku, nie czuła już niczego, nawet samej siebie. Opadła na materac, igła wciąż wystawała z jej ramienia. Nie miała siły, by podnieść dłoń i ją wyjąć. Poruszała ledwo zauważalnie wargami do słów kolejnych piosenek. Słyszała rozmowę w salonie, lecz jakby przez mgłę, jakby głosy były wiele metrów od niej. Nie czuła własnego ciała. Chciała być w takim stanie już zawsze. Ktoś z trzaskiem otworzył drzwi sypialni. Ramię gramofonu podniosło się, obwieszczając koniec płyty. Nie sądziła, że czas minął tak szybko. Dochodził do niej czyjś krzyk, ale nie rozumiała ani jednego słowa. Nie wiedziała czy to nie są jedynie halucynacje.
- Włącz jeszcze raz płytę, dobrze? - poprosiła tajemniczą osobę. Poczuła, że ktoś wyrywa z jej ramienia strzykawkę wraz ze stróżką ciepłej krwi spływającej na podłogę.
-Co ty odpierdalasz?! Soph, co ty odpierdalasz?! - Michelle krzyczała w wściekłości i żalu.
Nie chciała nigdy zobaczyć tego, co właśnie ujrzała. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Rozgrzebana pościel, poduszki na parkiecie pełnym kropelek krwi, zużyta prezerwatywa obok łóżka, pełno niedopałków i popiołu, parę przewróconych butelek. Nie miała pojęcia, skąd to całe gówno znalazło się w małym pokoiku w tak krótkim czasie. Osunęła się po wymalowanej, popisanej ścianie na podłogę, chowając twarz w dłoniach. Ciągnęła się za włosy, powtarzając pod nosem, że musi się uspokoić. Nagle krzyknęła ze łzami w oczach, chwyciła najbliższą butelkę po tanim winie i rzuciła nią o ścianę. Resztki alkoholu rozlały się po ścianie, rozmazując jeden z wielu napisów. Dopiero to obudziło Sophie. Podniosła się do pozycji siedzącej, spoglądając z zaciekawieniem na przyjaciółkę.
- Mich, co ci jest? - zapytała jak gdyby nigdy nic, co doprowadziło Michelle do jeszcze większego szału.
Podniosła się z trudem, mając zamiar zrobić przyjaciółce krzywdę, byle się wyżyć. Nie zdążyła, ponieważ do pokoju weszli Sixx oraz Vince, zaciekawieni hałasami. Nikki, widząc, że dziewczyna chce rzucić się na drugą, chwycił ją mocno za nadgarstek i przyciągnął ku sobie. Soph, przestraszona zachowaniem przyjaciółki, wstała ostatkiem sił z łóżka, jednak zachwiała się i upadła. Vince podbiegł do niej, by pomóc jej wstać. Nikki w tym czasie przyciągnął do swojego ciała Michelle i objął ją na tyle mocno, by nie mogła się wydostać. Dziewczyna próbowała przez długi czas uciec z uścisku Nikki'ego, ale po kolejnych, nie udanych próbach odpuściła. Sixx ostrożnie wyprowadził blondynkę z pokoju, zostawiając Vince'a i Soph razem.
Posadził dziewczynę na kanapie i ukucną przed nią. Założył jej blond pasma włosów za ucho i przejechał dłonią po jej twarzy. Michelle resztką sił starała się go odepchnąć, ale była wyczerpana zbyt dużą ilością alkoholu i przytłaczającymi myślami. Skulona, położyła się na kanapie, z nadzieją, że chodź na trochę zaśnie i myśli się gdzieś rozpłyną. Nikki nic nie mówiąc usiadł obok i zaczął delikatnie gładzić zziębniętą, bladą skórę dziewczyny.
-Chodź do pokoju. Będzie wygodniej.- Zaproponował cicho.
-Nie mam siły.- Michelle odpowiedziała cichym, łamiącym się głosem.
-Ej, tylko nie płacz. Ostatnio już wystarczająco napłakałaś.- Nikki nachylił się nad nią i odgarnął jej włosy z twarzy.- Co się z tobą dzieje?
-Nic, kurwa!- Blondynka krzyknęła, a po policzkach spłynęły pierwsze łzy.- Mógłbyś się na coś przydać i przynieść wódkę.
-Nie będziesz zapijać smutku.
-Będę robić, co mi się podoba.
-To się, kurwa, wyniszczaj, ale nie na moich oczach!- Nikki zdenerwowany wstał z kanapy i poszedł do pokoju.
Michelle wróciła do pozycji siedzącej, jednak podkurczyła kolana pod brodę. Policzki były już mokre od łez. Chciała zniknąć. Jak najprędzej, jak najdalej. I wtedy wpadła na pomysł, żeby wyjechać. Chociażby i do małego miasteczka, nieopodal Seattle, gdzie mieszkała jej babcia.
Nagle w jej głowie przestało wrzeć. Przypomniała sobie wszystkie, miłe wspomnienia, które przeżyła z babcią. Na ustach pojawił się zarys uśmiechu. Już wiedziała, co musi zrobić.
Nazajutrz, wczesnym rankiem, Michelle była w trakcie pakowania się. Siedziała na skraju łóżka i składała rzeczy. Po drugiej stronie leżał Nikki, który nagle się obudził. Rozejrzał się po pokoju i ujrzał swoją ukochaną, która pakowała się. Serce mu stanęło. Na parę sekund nie wiedział, co się dzieje.
-Co ty odpierdalasz?!- Sixx zerwał się z łózka i podszedł do dziewczyny.
-Wyjeżdżam.- Oznajmiła tak, jakby nie miało to wielkiego znaczenia.
-Gdzie, kurwa, wyjeżdżasz?
-Uogólniając? Do Seattle.
-Nigdzie nie jedziesz.
-Bo?
-Bo cię potrzebuję...
Nikki trzęsącymi się rękoma sięgnął po paczkę papierosów i nieudolnie jednego odpalił. Przeczesał włosy rękę i usiadł obok blondynki, która się w niego wpatrywała.
-Co oznacza, że mnie potrzebujesz?- Michelle niepewnie zapytała.
-Jesteś wszystkim, czego potrzebuję. I może tego nie widzisz, ale gdy tylko się pokłócimy albo widzę, że coś jest nie tak, to zaczynam wariować. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz, gdy mamy wydać płytę, kurwa...
Ostatnie zdanie zostało wręcz wyszeptane. Jego oczy się zeszkliły, ale szybko zasłonił je włosami. Mocno zaciągnął się papierosem i spojrzał w ziemię, z nadzieją, że najdzie tam jakieś pocieszenie albo rozwiązanie.
-Przepraszam, ale nie.- Michelle wstała z łóżka i podeszła do okna.
Nikki spojrzał na nią smutnymi, pustymi oczami. Podszedł do niej i objął ją od tyłu.
-Więc wyjadę z tobą.
-Nie. Chcę być sama. Pozbierać myśli...
-Przepraszam, ale nie. Jesteś nam za bardzo potrzebna.
Michelle nic nie powiedziała. Uwolniła się z uścisku chłopaka i wyszła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Weszła do kuchni, gdzie siedział Vince pijący kawę. Dziewczyna zaparzyła ją również sobie i usiadła naprzeciwko blondyna, który delikatnie się w jej stronę uśmiechnął. W odpowiedzi dostał jedynie chłodne zmierzenie wzrokiem.
- Nie musisz mnie zabijać spojrzeniem, serio. - powiedział niby żartobliwie, ale wyczuła w jego głosie odrobinę smutku.
- Odwal się ode mnie, dobrze?
- Nie zapytasz, co z Soph?
Zapanowała cisza. Michelle została znów ściągnięta do rzeczywistości, każde piękne wspomnienie związane z babcią nagle rozpłynęło się między wydarzeniami poprzedniej nocy. Dopiła szybko kawę, odstawiła kubek do zlewu i postanowiła, że musi wydostać się stąd, jak najszybciej. Ruszyła w kierunku sypialni, lecz Vince zatorował jej drogę.
- Idź do niej, kurwa. Całą noc wymiotowała i pieprzyła od rzeczy, nie jestem jej pierdolonym opiekunem. Powinnaś się nią zająć. Jebana egoistka.
Blondynka odepchnęła go bez słowa. Stanęła twarzą w twarz z Sophie. Była niesamowicie blada, trzęsła się, jej wzrok uciekał na boki, włosy były potargane i posklejane rozlanym winem, oczy podkrążone, a usta tak sine, jakby stała na deszczu przez parę godzin. Na widok przyjaciółki dziewczyna uśmiechnęła się blado, chcąc ją wyminąć by napić się choć odrobiny wody. Michelle nigdy nie widziała jej w takim stanie. Wiele razy Soph za bardzo dała się ponieść szaleństwu, a później stawała się cieniem na parę dni czy nawet tygodni, lecz nigdy nie doprowadziła się do czegoś takiego. Serce Mich waliło, jak oszalałe z wściekłości i żalu. Chwyciła Sophie za ramię, na co ta zareagowała syknięciem z bólu, po czym pociągnęła ją do jej pokoju.
- Chcę się napić, wypuść mnie. - poprosiła bezsilna dziewczyna.
- Nie, kurwa. Spójrz najpierw w lustro. Spójrz do cholery i zobacz, co się z tobą stało. Jesteś naprawdę aż tak głupia czy zwariowałaś do reszty? Zamieniasz się w swoją matkę, nie widzisz tego?
Odpowiedziała jej cisza, przerywana jedynie ciężkim oddechem Sophie. Michelle usiadła na łóżku i zapaliła papierosa, obserwując dokładnie opierającą się o ścianę szatynkę, która wyglądała, jakby zaraz miała wejść do trumny.
- Wyjeżdżam. - odezwała się w końcu dziewczyna.
- Dokąd..?
- Do babci.
-Po chuj?
-Mam was dość i muszę odpocząć.

12 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. blogger mi się zepsuł i dopiero teraz zauważyłam rozdział.
    nigdy nie wiem co pisać w komentarzach ;__;.
    a więc tylko zostawię po sobie ślad.

    OdpowiedzUsuń
  3. *poprzednio nie wyszło*

    "Płaczę.
    Śmieję się.
    Płaczę.
    Śmieję się.
    WTF?!
    Płaczę.
    WTf?! x2
    Literki zaczynają się rozmazywać.
    *przerwa na szukanie okularów*
    *powrót do czytania*
    Emocje neutralne
    "No i na chuj mnie ten toster?"
    Płaczę.
    Napięcie.
    Napięcie opada" <---- Tak można przedstawić moje emocje podczas czytania rozdziału XDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze czytam... PŁACZĘ? :o

      Usuń
    2. JA TEŻ MAM PRAWO ;__________;
      KTO BOGATEMU ZABRONI ;__________;

      Usuń
  4. Zosiaczku, tu ja, Zosia. : 3
    Wszystko prezentuje się jak całkiem niezła telenowela. Nie wiem, czy taki był zamiar, czy tak wyszło. Szczerze? To było nudne, nie dotrwałam do końca. Za dużo się dzieje. Jeśli wprowadzacie taki chaos, to trzeba go uspokoić, prawda? Więc Robert Plant może bezczelnie wprosić dupę do następnych kilku rozdziałów. Niech będzie mentorem dla Soph. Powodzenia! :'3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, że dużo się dzieje, po prostu nigdy nie ogarniamy, gdzie skończyć rozdział XD Także wychodzą takie po 13-15 stron wyładowane po brzegi ;__;

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Powiedz kim jesteś to powiemy czy my Ciebie też <3 XD

      Usuń
  6. Jest 2:49, a ja zamiast spać przeczytałam wszystko, od pierwszego rozdziału. Powiem jedno: genialne! Czytając czuję się jakbym tam była, jakbym staczała się z Soph i resztą na dno. Niesamowity klimat. /L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy nas fakt, że tak wielu osobom podoba się to, co tworzymy. To daje więcej chęci do tworzenia.

      Usuń
  7. jak ja to kocham! dodajcie szybko nową!!

    OdpowiedzUsuń