-Nie
sądzisz, że to trochę bez sensu?
-Bez
sensu? Nie, dlaczego?
-Sam
nie wiem. Co my właściwie odpierdalamy? Spać mi się chce.
Był
środek nocy. Przez okno wpadał blask księżyca. Michelle leżała
wtulona w Nikki'ego i za wszelką cenę próbowała zagłuszyć
myśli.
-Nie
wiem...- Dziewczyna podniosła się i usiadła na materacu.-
Przepraszam, idź już spać.
Sixx
bez słowa przykrył się kocem i przewrócił się na lewy bok.
Michelle oparła się o ścianę i zapaliła papierosa.
-Hej...-
Szepną Nikki.- Kocham cię.
Blondynka
delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła go gładzić po włosach.
…
Nazajutrz,
około godziny dziesiątej, Michelle wyszła z pokoju po paru
godzinach snu. Nikki spał w najlepsze i nie zapowiadało się, by
miał niedługo wstać. Dziewczyna postanowiła zejść na dół i
sprawdzić, jak wygląda sytuacja w mieszkaniu. Jak zwykle panował
ogólny chaos. Tommy spał na kanapie. Cały blady i posiniaczony.
Micka nigdzie nie było, tylko z kuchni dobiegały jakieś śmiechy i
szepty. Zaciekawiona Michelle od razu ruszyła w stronę
pomieszczenia. Gdy weszła, ujrzała uśmiechniętą Sophie, w za
dużej koszulce i Vince'a w samych bokserkach.
-Szybko
się godzicie...- Rzuciła obojętnie, podchodząc do czajnika, by
zagrzać wodę na kawę.
-Nie
ma wody.- Powiedział Vince.
Michelle
przeklęła pod nosem i rzuciła czajnik z powrotem na kuchenkę.
-Czyżby
w nocy coś poszło nie tak, jak powinno?- Blondyn zaczął dokuczać
dziewczynie.
-Jeszcze
słowo...
-No
co? Nie wiesz, że jak koleś się zbyt naćpa, to mu nie staje?
Michelle
bez zastanowienia podeszła do chłopaka i wymierzyła w jego stronę
siarczysty policzek.
-Hej!
Co ci strzeliło do łba?- Sophie oburzona zeskoczyła z blatu i
podeszła do Vince'a.
-Jeszcze
nic, ale jak kurwa dobrze pójdzie, to strzeli.- Od groziła się
Michelle, wychodząc z kuchni.
-Pierdolona
kurwa...- Vince wycedził przez zęby, cały czas trzymając się za
zaczerwieniony ślad na twarzy.
-Nie
mów tak o niej... Przesadziła, ale ty też mogłeś się nie
odzywać.
-Ona
sobie może ze mnie stroić żarty, ale jak ja coś powiem, to w
mordę dostaję.
-Uspokój
się.
Vince
już nie odpowiedział. Podszedł do lodówki i wziął piwo. Usiadł
na blacie i zaczął je pić. Na podłodze ciągle leżało szkoło,
które Nikki w ataku furii zrzucił na ziemię. Szklanki, talerze i
butelki rozsypały się w drobny mak, ale nikt nie był chętny, by
posprzątać. Vince lekko nie obecnym, naćpanym wzrokiem gapił się
na Soph. Szybko przeszedł ze stanu skrajnego wkurwienia do stanu
skrajnego pożądania. Rzucił butelkę w kąt, co sprawiło, że w
kuchni znalazło się jeszcze więcej rozbitego szkła. Vince
podszedł do Sophie, przywarł ją do ściany i zaczął namiętnie
całować, wpychając swoje łapy pod jej koszulkę.
-Co
ty do chuja robisz?- Sophie udało się obwodzić.
-Napaliłem
się na ciebie.- Ledwo wydyszał.
Powrócił
do przerwanej czynności, jednak jego uciecha nie trwała długo.
Soph wymierzyła cios w jego twarz. Chłopak sykną z bólu i odsunął
się od niej, wchodząc i krusząc szkło swoimi kowbojkami. Zanim
zdążył cokolwiek powiedzieć, dziewczyny nie było już nawet w
mieszkaniu.
-Gdzie
ta pierdolona kurwa?!- Vince wszedł do salonu, krzycząc.
W
odpowiedzi dostał przestraszenie Tommy'ego co sprawiło, że spadł
z kanapy. Szybko jednak się pozbierał i rozejrzał po salonie.
-Człowieku,
o czym ty pierdolisz?- Zapytał, jednocześnie mrużąc oczy przed
światłem.
-Gdzie
jest Soph, do jasnego chuja?!
-Wyglądam
ci na proroka?
Tommy
zwlókł się z podłogi i ledwo się trzymając, ruszył do kuchni
po szklankę wody. Vince przez chwilę go męczył, jednak odpuścił
i wyszedł. Tommy wrócił do salonu i usiadł na kanapie. Głowa
była zaćmiona potwornym kacem, a w ustach ciągle panowała
pustynia.
Siedział
na kanapie przez dobre pół godziny, po czym stwierdził, że
pójdzie rozejrzeć się po mieszkaniu. Pierwsze co zrobił, to
skierował się do pokoju Nikki'ego. Bez zastanowienia wszedł i
rzucił się na materac. Nawet nie zwrócił uwagi na pół nagą
Michelle.
-Co
ty odpierdalasz?- Zapytał Sixx wyraźnie zirytowany.
-Umieram.-
Odpowiedział bezwładnie Tommy.
Nikki
spojrzał na Michelle, ale ona jedynie delikatnie się uśmiechnęła
z grymasem w stylu wypierdalaj z tym gównem.
-A
możesz umierać gdzie indziej?- Ponownie zapytał Nikki.
-Niee!-
T-bone przeraźliwie jęknął.
-Hej...
Co jest?
-Zakochałem
się.
-Znowu?
-Ale
ona jest wyjątkowa!
-Jak
każda...
-Nieprawda!
Ona jest wspaniała.
-Więc
kim jest twoja wybranka?
-Gwiazdą
porno.
-Nie
do końca mi o to chodziło, ale gratuluję wyboru.
Nikki
wstał z materaca i przykrył swojego przyjaciela kocem.
-Prześpij
się. Chyba nie do końca wiesz, co pierdolisz...
Sixx
wyciągnął rękę w stronę Michelle i razem zeszli na dół. Na
kanapie siedziała roztrzęsiona Sophie, co od razu spotkało się z
ogólną krytyką z jego strony. Michelle bez zastanowienia puściła
Nikki'ego i poszła do przyjaciółki. Pulsująca złość Sixxa
została zalana wódką.
W
tym samym czasie, gdy Nikki zapijał swoje niespełnione marzenia,
Michelle próbowała uspokoić swoją przyjaciółkę.
-Znów
ten pedał? Tak czy nie?!
-No...
Tak.- Soph wybełkotała przez łzy.
-Zajebię!
No kurwa, jak cię kocham, tak ci mówię, że jego buźka skończy
marnie.
-Nie
rób mu krzywdy.
-Zasłużył.
Sophie
już nic nie powiedziała. Wtuliła się w blondynkę i starała
uspokoić swój napad płaczu.
Do
mieszkania wszedł Mick. Strasznie najebany, jednak gdy ujrzał
Michelle zmieszał się i usiadł na fotelu. Zaczął badawczo
wpatrywać się w dziewczyny, chodź i tak całą jego uwagę
przyciągała Mich.
-Do
wspaniałego stanu się doprowadziłeś.- Michelle przerwała ciszę
stłumionym głosem.
Mick
zamknął oczy, wziął głęboki oddech i próbował coś
powiedzieć.
-Tak
wyszło.- Odpowiedział obojętnie po chwili.
-Wracasz
do formy, skurwielu.- Odgryzła się blondynka.
-Tylko
nie skurwielu.
-Bo
co?
-Bo
mam trzydzieści pięć lat, gówniaro i oczekuję od ciebie odrobinę
szacunku.
Mick
wstał i ponownie wyszedł z domu. Michelle osłupiała. Nie
wiedziała, co myśleć na ten temat. Wszyscy zauważyli, że Mick
ostatnio stał się gderliwy.
W
salonie pojawił się Nikki.
-Już
jej przeszło?
Blondynka
spojrzała na chłopaka zza włosów.
-Daruj
już sobie.
-Tylko
pytałem. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu.
-Musimy
dzisiaj?
-Nie.
Nikki
zrezygnowany poszedł na górę, by załadować działkę kokainy.
Wszedł do pokoju i przygotował trzy kreski na pudełku od płyty.
-Co
robisz?- Tommy leżący na brzuchu ledwo wydał z siebie dźwięk.
-Szykuję
kokę. Chcesz trochę?
T-bone
od razu się ożywił i wstał. Podszedł do przyjaciela i usiadł
naprzeciwko.
-Przygotuj
jeszcze jedną, będzie równo.- Powiedział.
Nikki
posłuchał rady. Przygotował jeszcze jedną białą ścieżkę.
Wciągnął swoją porcje i podał przyjacielowi. Po
chwili odpłynęli do swojego pięknego, kokainowego świata, leżąc
na łóżku i śmiejąc się z własnych, dziwacznych myśli.
…
Soph
uspokoiła się. Jej serce znów biło w normalnym rytmie, a łzy
zaschły na policzkach. Odsunęła się od Michelle, by zapalić
papierosa.
-
Wracaj do Sixxa. - powiedziała cicho, wydmuchując przed siebie dym.
Jej wzrok wbity był w podłogę.
-
Nie chcę.
-
Jak to nie?
-
No nie. Po prostu. Niech siedzi i ćpa z Tommym. Odkąd pojawili się
oni, dawno nie spędzałyśmy czasu razem, od tak, we dwie. Tęsknię
za tym.
-
Kochanie, wszystko w porządku? - Sophie roześmiała się lekko. -
Przecież to Nikki był twoim celem życiowym numer jeden. Ciesz się
i korzystaj z wygranej, póki masz czas. Do mnie możesz przyjść
zawsze, a on jutro może już leżeć w ziemi.
-
Powiedziałabym to samo o tobie, ale nie chcę się kurwa kłócić.
Soph
zaciągnęła się aż do utraty oddechu i nagle spoważniała.
Skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, z oczami schowanymi za
burzą włosów. Michelle próbowała je dostrzec, jednak nie dała
rady. Nie mogła ujrzeć tego, co się w nich kryje, więc delikatnie
odgarnęła niesforne kosmyki z twarzy przyjaciółki. Znów
zobaczyła łzy. Otarła je wierzchem dłoni.
-
Nie umrę, jasne? Kurwa mać, nie umrę... - wyszeptała Sophie. -
Nawet to mi nie wychodzi, więc nie umrę. Pewnie będę ostatnia z
was wszystkich. Zaliczę każdy pogrzeb.
-
Chciałabym żeby tak było. Ale wiesz, jesteś na świetnej drodze,
by się rozjebać. Wstrzykiwanie to genialny plan. Na pewno ci się
uda, jeśli tak bardzo tego chcesz. A nie, wybacz. Nie ty, a twoja
pierdolona choroba. Wszystko nią tłumaczysz. Pewnie wieczne
ucieczki przed Neilem również, co nie?
Michelle
powoli traciła cierpliwość. Samokontrola ją opuszczała. Była
zła na przyjaciółkę i - przede wszystkim - na siebie. Nie mogła
jej stracić, a wiedziała, że Soph wpadła w te kłopoty tylko z
jej winy. Ona pierwszy raz ją spiła. Ona dała jej pierwszą kreskę
kokainy. Ona zachęcała ją do poderwania tego długowłosego blond
ćpuna z ich ulubionego baru. Ona odciągnęła ją od szkoły i
rodziny. I choć obie były w tym świecie szczęśliwe, nagle cała
radość zaczęła się kruszyć.
-
Nie chcę go. - Sophie przerwała w końcu ciszę. - Nie chcę go, bo
wiem, że on pieprzy każdą dziewczynę, którą spotka. Nie chcę
być jego kolejną zdobyczą. Nie po to, kurwa, jestem, nie jestem od
ruchania, gdy tylko będzie miał ochotę. Nie jestem jedną z tych
dziwek pod Roxy.
-
Czego ty od niego wymagasz? Nie zmienisz go. - Mich wzruszyła
ramionami.
-
Wiem... Ale... On jest jakiś inny. W jednej chwili mnie opierdala,
traktuje jak szmatę, a w drugiej jest najcudowniejszym facetem,
jakiego znam. Nawet Robert wtedy się do niego nie umywa.
-
Zakochałaś się w nim.
-
W kim? - rozmowę przerwało pojawienie się radosnego Tommy'ego,
który biegał po domu w samych bokserkach, do tego okropnie
brudnych. Dziewczyny wzdrygnęły się na widok jego wychudzonego,
posiniaczonego ciała i rozmytego makijażu, jednak po chwili
roześmiały się. - Nie śmiejcie się, kurwa, tylko powiedzcie w
kim!
-
Spieprzamy stąd. - szepnęła Michelle do ucha towarzyszki.
Sophie
jedynie kiwnęła głową, pobiegła na górę po swoje rzeczy i
wróciła już ubrana, gdy blondynka czekała na nią przy drzwiach,
słuchając dziwnej paplaniny Lee. Gdy przyjaciółka się pojawiła,
chwyciła ją za rękę i ruszyły w kierunku wzgórz.
-O
czym rozmawiałaś z Tommym?- Zapytała ciekawska Soph.
-O
szkodliwości napojów gazowanych.- Michelle odpowiedziała z powagą.
Sophie
dziwacznie spojrzała na przyjaciółkę i nic już nie powiedziała.
-Hej,
chyba coś ci się humor spieprzył. Co się dzieje?
Michelle
nic nie odpowiedziała. Dalej szła przed siebie w stronę wzgórz. W
jej palcach powoli tlił się papieros.
-Mów,
co się dzieje.- Sophie coraz bardziej zaczynała naciskać na
przyjaciółkę.
Nie
dawała jej spokoju. Cały czas się pytała o to samo.
-Nic
się kurwa nie dzieje! Daj mi spokój.- Michelle wybuchnęła.
Zgasiła papierosa i przyśpieszyła kroku.
Soph
szybko ją dogoniła i zatrzymała. Spojrzała w jej oczy i ją
przytuliła. Chwyciła ją za rękę i pociągnęła w jakąś boczną
uliczkę. Usiadły na krawężniku.
-Więc...-
Sophie zaczęła mówić.
-Mick
trochę poprzewracał mi w głowie.- Michelle szybko przerwała
przyjaciółce.
-Ale...
Jak to?
-No...
Raz z nim wyszłam. On był taki kurewsko miły, kochany i w ogóle.
Pocałował mnie, a ja nie protestowałam.
Sophie
roześmiała się.
-To
tylko pocałunek. Kotku, sama robiłaś podobnie.
-Dobra,
nie ważne, kurwa.- Michelle nerwowo zapaliła papierosa.
-Ale...
-Nie
było tematu!
Blondynka
wstała i wyszła z uliczki. Rozejrzała się po okolicy i ruszyła w
przeciwną stronę. Sophie od razu poszła za nią.
-Nie
obrażaj się. O co chodzi?- Soph chwyciła za rękę Michelle i
zatrzymała ją.
-Kocham
go...- Blondynka niepewnie wyszeptała.
-Kogo?!
Micka?!
-Nie...
Nikki'ego.
Michelle
puściła rękę przyjaciółki i nerwowo zapaliła papierosa.
Spojrzała w bezchmurne niebo i usiadła na chodniku.
-Więc
co ci stoi na przeszkodzie, by mu to powiedzieć?
-Ja
stoję, kretynko.- Mich wycedziła zdenerwowana przez zęby.
-Zrobić
to za ciebie?
-Co?!
Nie. Nie próbuj.
-Więc
wróć do domu i spędź z nim trochę czasu.
Michelle
i Soph wykłócały się jeszcze długo na ten temat, jednak
blondynka ustąpiła. Razem wróciły do domu. Tommy wydawało się
jakoś bardziej ogarnięty, więc Sophie postanowiła spędzić z nim
trochę czasu. Mich poszła na górę i skierowała się do dobrze
znanego jej pokoju. Biła się z myślami. Walczyła sama ze sobą.
Te parę metrów z salonu do pokoju cholernie się dłużyło.
Schodów jakby przybywało, a serce uderzało coraz mocniej. W końcu
znalazła się w jego pokoju. Pomieszczenie było oświetlane przez
mocne słońce. Nikki leżał na materacu, twarzą w poduszkach. Obok
znajdowała się pusta butelka po Danielsie, woreczek po kokainie,
stosy kartek oraz bas. Michelle odsunęła kartki i usiadła na
brzegu. Zaczęła gładzić jego lekko natapirowane, sklejone włosy.
Nikki coś cicho jęknął i podniósł głowę. Spojrzał na
dziewczynę i delikatnie oraz zadziornie się uśmiechnął.
-Powinnaś
dać spokój takiemu ćpunowi i iść do kogoś, kto rzeczywiście
cię doceni.- Powiedział i usiadł na materacu.
-O
czym ty mówisz...?
-Mick
mi wszystko powiedział.
Michelle
spuściła głowę. Zasłoniła się włosami. Nie była pewna, czy
jest wściekła na Nikki'ego, za to co powiedział czy na Micka, za
to, że wszystko wygadał.
-Jesteś
zły?- Zapytała niepewnie.
-Zły?
Co ty. Po prostu to trochę nie sprawiedliwe...
-Co
nie sprawiedliwe?
Nikki
przysunął dziewczynę bliżej siebie i objął ją ramieniem.
Położył swoją dłoń na jej udzie i jeździł nią w górę i w
dół.
-To,
że ty jesteś tak cholernie seksowna i nadal nie jesteś moją
dziewczyną. I to, że Mick może sobie ciebie całować, molestować
i chuj wie co jeszcze.
Michelle
słodko się roześmiała. Spojrzała w oczy chłopaka. Jakaś dziwna
myśl przeszyła jej głowę. Usiadła na nim okrakiem i zaczęła
całować. Objęła jego twarz dłońmi i gładziła jego kilku
dniowy zarost. Nikki na początku nie do końca wiedział co się
dzieje. Nadal był otępiały przez narkotyki, jednak szybko się
zorientował, że musi wykorzystać okazje.
W
tym samym czasie Tommy leżał obolały na kanapie. Używki przestały
działać i nagle poczuł obrażenia po ostatnich trzech nocach.
-W
ile bójek się wkręciłeś?- Zapytała Soph opatrując kolejną,
ciągle krwawiącą ranę.
-Nie
wiem, ale kurwa, dużo musiało tego być.
-Masz
szczęście, że cię nie postrzelili.
Tommy
próbował zmienić pozycje, jednak skończyło się to tylko głośnym
jęknięciem z bólu.
-Błagam
przynieś mi coś przeciwbólowego. Błagam. Zrobię wszystko!-
T-bone się zwinął się z bólu na kanapie.
-Najlepsza
będzie wódka, przyjacielu.- Do mieszkania wszedł Mick.
-Nie,
nie będzie.- Sophie wróciła z kuchni z garścią tabletek oraz
szklanką wody.
Tommy
łykną wszystko za pierwszym razem, a Mick zajął swoje miejsce.
-Wyglądasz
tak cholernie biednie, że aż mi cię żal.- Prychnął do
przyjaciela.
-Dzięki,
to miłe.
-Przestańcie,
dobrze? - przerwała im dziewczyna. Przyklejała starannie plastry na
większe zadrapania na ciele Tommy'ego.
Chłopak
uśmiechał się do niej ciepło, zaskoczony tym, jak uczynna jest.
Dawno nie spotkał się z takim gestem od strony dziewczyny, która
nie miała na celu się z nim pieprzyć, a przecież nie miał jej
nic innego do zaoferowania. Sophie skończyła po pewnym czasie.
Usiadła na podłodze, oparta plecami o kanapę i zapaliła
papierosa, wpatrując się w przeżarty grzybem oraz wilgocią sufit.
Cieszyła się tak rzadką chwilą ciszy w wiecznie pędzącym życiu
Crue i ich towarzyszy. Tommy najwyraźniej zasnął, zmęczony bólem,
Mick - jak miał w zwyczaju - zniknął, ulatniając się do swojego
mieszkania. Nikki i Michelle zajęci byli sobą, co pewien czas
słychać było ich śmiech dochodzący z sypialni, za każdym razem
wywołując u Soph blady uśmiech. Dopaliła papierosa, po czym
skuliła się, chowając głowę między kolanami. Ale nawet tak
błogą chwilą nie mogła się nacieszyć. Drzwi otworzyły się z
hukiem. Do środka najpierw wpełzło parę panienek lekkich
obyczajów, kilku przypadkowych przyszłych gwiazd rocka, a na końcu,
prowadząc całe ohydne towarzystwo wszedł Vince, zataczając się i
obijając o ściany. Każdy krzyczał coś do siebie, jakby normalny
ton już im nie wystarczał, by oddać euforię, która ogarnęła
ich podczas kolejnej ucieczki przed policją. Towarzystwo opadło na
kanapę, ktoś przypadkowo kopnął Sophie.
-
Kurwa mać, co ty wyprawiasz?! - krzyknęła na chudego chłoptasia z
niesamowicie długimi włosami i rozmazanym makijażem.
-
Mała, spokojnie, no przecież...
-
Zostaw ją, to jebana wariatka. - Vince strącił nogi Tommy'ego, by
móc usiąść, trzymając na kolanach jakąś uroczą blondynkę.
-
Czy ty kurwa nigdy się ode mnie nie odpieprzysz?! - Sophie poderwała
się w górę, ogarniała ją wściekłość. - Mam ciebie dość,
skurwielu!
-
W takim razie wypierdalaj stąd, nikt cię tu nie trzyma.
-
Ja ją trzymam, ktoś musi opatrywać mi rany. - do dyskusji wtrącił
się Tommy, który zrzucony z kanapy, obudził się.
-
Dzięki, T-Bone, ale i tak nie mam zamiaru już tutaj przychodzić.
-
Wprowadzasz się do jakiegoś burdelu?
Złośliwy
uśmiech Vince'a wywołał u dziewczyny jeszcze większe
zdenerwowanie. Zaczęła wyzywać go od najgorszych, używając
wszystkich znanych jej przekleństw. Do salonu weszła Michelle w
koszulce Sixxa, wyrwana z ich gniazdka przez krzyki.
-
Co tu się, kurwa, dzieje? - podeszła z nieobecnym wzrokiem do
zebranego towarzystwa, wyrwała jednej z blondynek puszkę piwa i
upiła spory łyk. - Soph, kotku, nie drzyj się tak.
-
Wyprowadzam się, czaisz?! I gówno mnie obchodzi to, że ty
zostajesz z tymi sukinsynami, bo ja tutaj nie wytrzymam!
-Nie
zostawię cię. Spierdalam z tobą.- Michelle zabrała paczkę
papierosów ze stołu i zapaliła jednego.- Masz jakieś mieszkanie?
Blondynka
bezpośrednio, bez większego przejęcia wypuściła dym z płuc.
Soph była pod wrażeniem tego, jak stoicko do tego podeszła.
-Nie,
ale jak się uprę, to jeszcze dziś znajdę.
-Więc
nic do stracenia. Daj mi chwilę.- Michelle pobiegła na górę. Bez
słowa się ubrała i pociągnęła przyjaciółkę za rękę do
wyjścia.
-Zostawisz
tak po prostu Sixxa?- Soph zapytała niepewnie.
Przyjaciółka
obojętnie wzruszyła ramionami i dalej szła w stronę miasta, by
móc znaleźć jakieś mieszkanie.
-Przywleczesz
go ze sobą, prawda?- Sophie kontynuowała pytania.
Mich
i tym razem nie odpowiedziała. Szatynka zatrzymała swoją
przyjaciółkę i spojrzała w jej lekko zaćpane oczy.
-Co
się właściwie znowu dzieje?
-Nie
wiem, raczej nic.- Michelle tym razem raczyła udzielić odpowiedzi.
-Mnie
nie oszukasz. Przecież widzę. Co jest nie tak?
-No
nic!- Blondynka odwróciła się, zasłaniając włosami twarz. Jej
oczy nachodziły łzami.
Stwierdziła,
że nie będzie dłużej czekać i złapała pierwszą-lepszą
taksówkę do miasta.
…
-Nie
mogę w to uwierzyć, że tak łatwo poszło.- Sophie była cała
podekscytowana.
-Czasem
dobrze znać numer konta rodziców...- Mich chamsko się uśmiechnęła
i zapaliła papierosa.- To co dziecino... Zaczynamy nowy etap życia?
-Jasne,
że tak. Mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej.
-Musi
być, a jak nie to... Jeszcze nie wiem co, ale zrobię coś
nieprzyjemnego.
-Targniesz
się na życie?
-O
kim teraz rozmawiamy?
Zapadła
cisza. Michelle miała skłonności do tego, by mówić to, czego nie
powinna. Soph posępniała. Wbiła wzrok w uliczny bruk i starała
się dotrzymać szybkiego kroku swojej przyjaciółce. Ponownie
wsiadły w taksówkę, która tym razem zawiozła je pod nowy adres.
Urządzone mieszkanie, nieopodal centrum Los Angeles. Jakieś
czterdzieści minut od Sunset Strip. Miejsce wydawało się być
idealne.
Michelle
przekręciła kluczyk w zamku i jako pierwsza weszła do środka.
Uderzyła ją biel, odbijająca się od promieni słonecznych.
„Całkiem przytulnie.”- Pomyślała.
-Więc...
Kiedy masz zamiar sprowadzić Sixxa?- Soph w końcu zdecydowała się
odezwać.
Mich
pytająco spojrzała na przyjaciółkę.
-Och,
daj spokój. Przecież wiem, że go gonią za kasą.
-A...
A będzie mógł... Tu? Z nami?- Blondynka niepewnie wyszeptała.
-Jasne.
W sumie, to twoje brudy i sama je sobie pierz. Tylko mnie w to nie
wkręcaj.
Sophie
poszła się rozejrzeć po mieszkaniu, a Michelle w tym czasie
pootwierała wszystkie możliwe okna.
-Trzeba
będzie tu ogarnąć.- Dziewczyna ponownie pojawiła się w salonie.-
Ale ogółem nie jest źle.
Mich
blado się uśmiechnęła, siedząc na parapecie i wpatrując się w
ruchliwe miasto aniołów.
-
Mich, zadzwoń do Nikki'ego, a ja niedługo wracam. - Sophie
skończyła oglądanie mieszkania i zwróciła się do przyjaciółki.
-
Dokąd idziesz? - Michelle zeskoczyła z parapetu.
-
W sumie to nigdzie... Przejść się, zobaczyć okolicę.
Dziewczyna
wyczuła kłamstwo, jednak nie miała zamiaru rozpoczynać kłótni.
Domyślała się, gdzie udaje się Soph. I choć próbowała odtrącić
tą myśl, niespokojne, rozbiegane spojrzenie szatynki wyrażało
zbyt wiele. Wiedziała, że jej nie powstrzyma, to małe stworzenie
było zbyt uparte, by cokolwiek czy ktokolwiek je zatrzymał.
Dziewczyna uśmiechnęła się blado i wyszła bez słowa. Dobrze
znała okolicę, bywała tu już nie raz. Podczas pierwszych
odwiedzin była przerażona, podczas każdych kolejnych czuła się
coraz lepiej. Liczyło się jedno - zdobyć to, co zniszczyło jej
rodzinę. Weszła do sypiącej się kamienicy, minęła kilka pięter
pełnych bezdomnych, próbujących zabić czas tanią wódką. Weszła
na ostatnie piętro. Jej znajomy siedział pod ścianą, przeglądając
magazyn, z pogniecionym papierosem w ustach. Wokół panoszyło się
paru stałych klientów, którzy chcieli mieć towar zawsze pod ręką.
-
Cześć, maleńka. - chłopak uśmiechnął się na jej widok. - To,
co zwykle?
Kiwnęła
głową potakująco. Podał jej niewielkie zawiniątko, które
schowała do torebki, po czym wsunęła mu w dłoń plik banknotów.
Podziękowała i po chwili wyszła, nie znosiła tego miejsca. Nie
znosiła nawet samej siebie za to, co robiła. Wróciła do domu.
Michelle zdążyła rozpakować trochę rzeczy, które przywiózł
jej Nikki. Chłopak leżał na kanapie, z głową Mich na brzuchu,
bawiąc się jej włosami. Soph minęła ich bez komentarza i
zamknęła się w swoim nowym pokoju. Biel ścian raziła ją
niesamowicie. Wyjęła z torebki szminkę i zaczęła pisać po
ścianach cytaty z piosenek. Usłyszała skrzypnięcie otwierających
się drzwi, pomadka wypadła z jej drżącej dłoni.
-
Circus of the L.A. queens? Ciekawie, ciekawie. - Sixx rzucił się na
łóżko, błądząc wzrokiem po ścianach.
-
To, że pozwoliłam ci tu mieszkać nie znaczy, że możesz mi się
wszędzie wpierdalać, jasne?
-
Living just for dying, dying just for you? Dla kogo umierasz? -
zignorował ją, dalej czytając. Przez jego ruchy, torebka
przewróciła się, jej zawartość wylądowała na materacu. - Co to
kurwa jest?
Nikki
odwinął kawałek materiału, jego oczom ukazało się to, czego się
spodziewał. Podniósł się, oglądając dokładnie małe buteleczki
beżowego płynu.
-
Spróbuj powiedzieć Michelle, a jutro obudzisz się bez chuja. -
Soph zaczęła drżeć jeszcze mocniej.
-
Spokojnie, o niczym się nie dowie, o ile się podzielisz. - Sixx
uśmiechnął się zadziornie, ładując jedną strzykawkę.
Dziewczyna usiadła obok niego. Bez słowa zdjęła z jego głowy
opaskę, wystarczająco szybko, by nie mógł protestować. Zawiązała
ją na ramieniu.
-
Ja pierwsza. - zabrała mu strzykawkę, odszukała żyłę. Już po
chwili cudowna substancja rozlewała się po jej ciele.
Pod
czas gdy Soph i Nikki ładowali sobie w żyłę, Michelle biła się
z myślami. Skulona siedziała na podłodze pod ścianą. Trzęsącymi
się dłońmi, zapalała kolejne papierosy. Była już w połowie
paczki. Oczy miała zeszklone i sama nie wiedziała, czy to od dymu,
czy od nie ustanej gonitwy myśli.
W
końcu podniosła się z podłogi, szybko założyła kowbojki,
sięgnęła z wieszaka skórzaną kurtkę i jak najprędzej wyszła z
mieszkania. Sophie i Sixx usłyszeli trzaskanie drzwiami, aczkolwiek
nie za bardzo się przejęli, albo po prostu załadowane narkotyki im
na to nie pozwoliły.
Michelle
szła szybko przed siebie, co jakiś czas ocierając łzy. Zapatrzona
w bruk, w końcu na kogoś wpadła.
-Prz...
Przepraszam.- Wypowiedziała niepewnie, podnosząc wzrok. Jej oczom
ukazał się Mick.
-Coś
nie tak, maleńka?- Mars objął dziewczynę w pasie i otarł
kolejną, spływającą po policzku łzę.
Blondynka
delikatnie się uśmiechnęła. W głowie nagle ustał szum. Wszystko
zaczęło wracać do normy.
-Nie,
wszystko okej...- Odpowiedziała lekko zmieszana.
-Może
pójdziesz się ze mną napić?- Mick zaproponował beztrosko.
Michelle
bez większego problemu zgodziła się na propozycje przyjaciela.
Weszli do pierwszego, napotkanego baru. Usiedli gdzieś w kącie, a
Mick zamówił kolejkę.
-Co
cię gryzie?- Zapytał zapalając papierosa i częstując blondynkę,
jednak dziewczyna odmówiła, tłumacząc, że już dzisiaj wypaliła
całą paczkę.
-Nie
masz ochoty tego słuchać...- Michelle wpatrywała się w szklankę
z jakimś alkoholem.
-Wręcz
przeciwnie. Chętnie cię wysłucham.
Mich
głośno wzdychnęła, spoglądając na przyjaciela, który posłał
w jej stronę niewyraźny uśmiech.
-Ta
cała sytuacja uświadomiła mi, w jakim gównie siedzę. Jeśli mam
być szczera, to ich zabawa z narkotykami jest dla mnie jak zimny
prysznic. Otworzyłam oczy, ale to będzie dziwne uczucie, mieszkając
z dwoma ćpunami, będąc jedyną trzeźwą osobą. Nie do końca
wiem, co mam robić. Płakać? Już nie płaczę. Przygnębienia jako
takiego też nie czuję. Jestem raczej jakaś... Nieobecna. Siedzę
na ziemi, spoglądam na ubawionych ćpunów znad papierosowego dymu i
zastanawiam się, jak mogłam siebie doprowadzić do takiego stanu.
Wiem, że będę zdana sama na siebie, więc muszę się wziąć w
garść i...
-Już
nic nie mów.- Mick przerwał w trakcie zdania.- Już nic nie mów.
Kurwa, wiem co czujesz.
Michelle
jedynie lekko się uśmiechnęła, sięgając po kolejnego dzisiaj
papierosa.
-Po
prostu wiem, że powinnam się zająć bardziej przyziemnymi
sprawami.- Powiedziała po chwili ciszy.
-Wiesz
czym to się może skończyć...?- Mick próbował w delikatny sposób
uświadomić dziewczynie romans pomiędzy dwójką, dobrze dobranych
ćpunów.
-Śmiercią?
Romansem? Zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie będzie pierwsze
rozczarowanie w moim życiu i zapewniam cię, że nie ostatnie.- Mich
uśmiechnęła się przesłodzonym, sztucznym uśmiechem, gasząc
papierosa w popielniczce.
Mars
już nic nie powiedział. Siedział w ciszy, pijąc kolejny kieliszek
wódki. Większość czasu już przesiedzieli w ciszy. Nic nie
mówiąc, tylko pili. Czas mijał, ale oni nie zwracali na to uwagi.
Czasem spotykali się wzrokiem, ale niczym się to nie kończyło.
Nadszedł
późny wieczór. Michelle stwierdziła, że chyba najwyższa pora
zbierać się do domu.
-Późno
już. Będę wracać. Kto wie, które z nich potrzebuje reanimacji.-
Dziewczyna wstała od stolika. Zabrała papierosy, rzuciła coś w
stylu „odkupię” i wyszła.
Mick
przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem, ale w końcu zrezygnował i
wrócił do pica.
Michelle
wracała spokojnym krokiem do domu. Od samego progu uderzył ją
rozbrzmiewający śmiech. Dziewczyna przeszła zupełnie obojętnie
obok pary ćpunów i zaszyła się w swoim pokoju, paląc papierosy
zabrane Mickowi.
Po
chwili zupełniej ciszy i głębokich rozmyślań Michelle w
pomieszczeniu znalazł się Nikki. Uśmiechnięty i zadowolony usiadł
obok dziewczyny i zaczął ją całować po szyi. Mich niczym nie
przejęta dalej oddawała się papierosom. Nikki zauważył to, że
jego ukochana nie jest za bardzo zainteresowana tym, do czego on
zmierza. Odsunął się od niej i spojrzał w jej oczy.
-Robię
coś nie tak?
-Nie.
Dlaczego pytasz?
-Nie
masz ochoty?
-I
tak ci nie stanie.
Zapadła
cisza. Michelle cały czas wpatrywała się w jeden punkt na ścianie.
Sixx zaczął pieścić dłonią jej skórę. Nie chciał tak szybko
odpuścić.
-Nie
brzydzisz się siebie?- Blondynka zadała pytanie po czym sięgnęła
po kolejnego papierosa, którego zabrał jej Nikki i złamał.
-Co
to znaczy?
-Nic,
pierdolony ćpunie...
-Sama
ćpasz.
-Ćpałam.-
Michelle poprawiła Nikki'ego, wstała z łóżka i podeszła do
drzwi.- Idź się pieprzyć z Soph.
Nikki
szybko się poderwał z łóżka i poszedł za dziewczyną.
-Jesteś
zazdrosna?- Zapytał drwiąco.
-O
ciebie? Nie widzę powodu.
Michelle
sięgnęła wódkę i usiadła na blacie w kuchni. Nikki stanął
naprzeciwko niej, oparł ręce o uda i spojrzał w oczy.
-Może
chcesz trochę kokainy? Rozluźnisz się.
W
odpowiedzi dostał tylko wybuch śmiechu. Blondynka zeskoczyła z
blatu. Ponownie się ubrała i wyszła z mieszkania.
Sophie
resztkami sił wydostała się z sypialni. Usiadła na kanapie, kuląc
się i schowała twarz w dłoniach. Zrezygnowany Nikki usiadł obok
niej, wzdychając ciężko.
-
Co jej jest? - zapytała dziewczyna.
-
Nie wiem. Chyba ci zazdrości.
-
Kurwa, a niby czego? - podniosła się, patrząc mu ze zdziwieniem w
oczy.
-
No chyba mnie.
Sophie
poderwała się z kanapy i wybiegła, choć czuła, że całe jej
ciało zaraz się rozpadnie. Liczyła na to, że dogoni Michelle.
Blondynka była już na końcu ulicy. Zatrzymała się, słysząc
swoje imię.
-
Ja pierdolę, Mich, co ty wyprawiasz?! - Sophie dobiegła do niej.
Zachwiała się na nogach, chwycił kurczowo przyjaciółkę za
ramię, by nie upaść, po czym zwymiotowała. Była blada i zlana
zimnym potem.
Michelle
patrzyła na nią z pogardą, która ukrywała smutek. Pociągnęła
Soph pod mur bliskiego budynku.
-
Siadaj, ćpunko. - popchnęła delikatnie dziewczynę na ziemię.
Uklękła
naprzeciw niej i spojrzała w przekrwione oczy.
-
Widzę, że idziesz śladem matki.
-
Nawet tak, kurwa, nie myśl. - syknęła Sophie, zanim znów
zwymiotowała.
Michelle
dała jej papierosa, musiała pomóc dziewczynie go odpalić.
Szatynka podciągnęła nogi pod brodę, zaciągając się mocno
praktycznie bez przerwy.
-
Jesteś żałosna.
-
Kurwa mać, spójrz na siebie! - nigdy nie była tak agresywna,
jednak na Mich nie robiło to wrażenia.
-
Nie ja daję w żyłę, słońce. Nie ja pierwsza zdechnę.
-
A może właśnie chcę pierwsza zdechnąć?!
Oczy
Sophie zaszły łzami. Schowała głowę między kolanami, jej oddech
był ciężki i nieregularny.
-Rób
jak uważasz. Naprawdę, na mnie już to nie robi wrażenia... Ale do
mamusi jesteś cholernie podobna.- Michelle chamsko się uśmiechnęła
i zostawiła swoją przyjaciółkę pod murem.
Krążyła
po całej okolicy przez całą noc. Napotykała różnych ludzi.
Wszyscy upadali z hukiem na dno. Mich z pogardą na nich patrzyła,
czując, że ma władzę nad tymi zwykłymi ćpunami. Nagle, jej cały
pogląd na świat diametralnie się zmienił. W jednym momencie nie
chciała już dążyć do chwilowego szczęścia. Chciała jak
najszybciej się na kimś zemścić. Nie liczyły się konsekwencje.
Około
szóstej nad ranem Michelle postanowiła wrócić do domu. Cicho
weszła do mieszkania i zauważyła, że Nikki siedzi na kanapie,
obracając w rękach scyzoryk.
-Dlaczego
ją zostawiłaś w takim stanie? Wiesz co mogło jej się stać?-
Sixx wszedł do kuchni.- Gdzie byłaś przez całą noc?
Mich
spojrzała na niego spod podkrążonych oczu i zaczęła
przygotowywać kawę.
-Jasne.
Najlepiej nic nie mów.- Chłopak usiadł na balacie, wbijając nóż
w ściankę.
-Cisza
równa się śmierci.- Michelle wyszeptała, delikatnie się
uśmiechając.
Nikki
zeskoczył z blatu, podszedł do dziewczyny i objął ją w pasie.
-Co
się dzieje?- Wyszeptał jej delikatnie do ucha po czym zaczął
gładzić jej kark swoją zimną ręką.
Zaczął
składać pocałunki na jej szyi. Już miała się mu oddać, gdy
nagle coś w niej pękło. Uwolniła się z jego uścisku i poszła
do salonu. Nikki oczywiście ruszył za nią. Usiadł obok niej na
kanapie i ją przytulił. Starał się opanować myśli pożądania.
Wiedział, że Michelle nie jest w najlepszym stanie.
-Wiesz,
że nic z tego nie będzie.- Dziewczyna oderwała się od niego.
-O
czym ty pierdolisz?- Nikki nie do końca wiedział, jak ma
interpretować całą sytuacje.
-Nie
pasujemy do siebie.
-Pasujemy.
-Wmawiasz
sobie.
-
Musicie tak głośno mówić? - z sypialni wyłoniła się Sophie.
Miała
potargane włosy, ogromne sińce pod oczami, mnóstwo siniaków na
nogach i sporo zadrapań na ramionach. Wyglądała, jak widmo. Jej
twarz była blada, prócz charakterystycznych rumieńców. Trzęsła
się jakby z zimna, choć w mieszkaniu było bardzo ciepło. Błądziła
nieobecnym wzrokiem po mieszkaniu, niczym poszukując wokół kogoś
lub czegoś.
-
Widzisz, kurwa, co jej się stało przez ciebie? Jacyś gówniarze ją
pobili.
-
Kurwa, Nikki, zamknij się wreszcie, głowa mnie boli. - dziewczyna
posnuła się do kuchni, by napić się wody.
Michelle
postanowiła pójść za nią. Przytuliła delikatnie przyjaciółkę,
jednak ta ją odtrąciła ze złością w oczach.
-
Soph, co ci jest?
-
Chuj ci do tego. Sądziłam, że chociaż na ciebie mogę liczyć, a
okazało się, że gdy potrzebuję cię najbardziej to ten
nieudacznik jedynie próbuje mi pomóc.
Dziewczyna
otworzyła na oścież okno, zajęła miejsce na parapecie i zapaliła
papierosa. Ruchem dłoni odgarnęła z twarzy włosy i odetchnęła
głęboko.
-
Mogę was tutaj zostawić we dwoje. Rozmawiałam z Robertem. Mówił,
że może mi coś załatwić. Nie będę ci już wchodzić w drogę.
-
Chyba cię pojebało! - wybuchła Michelle. Nie sądziła, że
czyjekolwiek słowa mogą ją jeszcze tak zranić. - Nie pozwolę Ci
się stąd kurwa ruszyć, bo następnym razem zobaczę cię w
trumnie, idiotko!
-
Jak mamę, no nie? Przecież mówiłaś, że jestem do niej taka
podobna. Może będę jej wierną kopią. - Tylko spróbuj...
-
To co? Skarbie, będę już martwa, nic i nikt nie będzie mnie
obchodzić.
-
Zamknij się. Wychodzisz ze mną na wódkę, przyda ci się.
Michelle
zmusiła przyjaciółkę, by się ubrała i bez słowa opuściły
mieszkanie, zostawiając Sixxa z mnóstwem wolnego miejsca, czasu
oraz dolarów z konta rodziców Mich. Z doświadczenia wiedział, że
takie okazje trzeba wykorzystywać. Po pewnym czasie mieszkanie
zapełniły morza alkoholu, góry kokainy i tony szumowin, zwanych
przyjaciółmi Crüe. Dziewczyny spojrzały po sobie i weszły w głąb
mieszkania. Michelle chciała znaleźć Nikki'ego, bo wiedziała, że
to on jest temu winien. Soph stwierdziła, że się źle czuje i
poszła do swojego pokoju.
Mich
przebijała się przez tłum ludzi, z nadzieją, że znajdzie
Nikki'ego. W końcu weszła do kuchni, gdzie spotkała Tommy'ego
rozmawiającego z Sixxem. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, zabrała
jedno piwo i zapaliła papierosa.
-Coś
nie tak?- Zapytał Nikki, popijając Danielsa.
T-Bone
zdążył się ulotnić, bo wiedział, że może się to skończyć
kłótnią, a nie chciał w tym uczestniczyć.
-Skąd
taki wniosek?- Blondynka odpowiedziała chłodno.
-Widzę,
że nie jest okej, mów.
-Mam
się tobie zwierzać przy tych wszystkich ludziach?
-A
więc o to chodzi...- Sixx głośno wzdychnął.
-A
o co może,kurwa, chodzić? Spraszasz do mojego i Soph mieszkania
jakieś tanie kurwy, ćpunów i alkoholików. Zabrałam cię, bo
wiem, jak wygląda twoja sytuacja, ale to nie oznacza, że możesz na
mnie żerować!
-Uspokój
się... Przepraszam, ostatni raz.- Nikki objął dziewczynę w pasie.
Ona w zamian dała mu siarczysty policzek, wyrwała się z objęcia i
wyszła z mieszkania.
Sixx
wkurwiony wrócił do salonu i oddał się zabawie.
W
tym czasie Soph oddawała się narkotykowym libacją w samotności.
Leżała wcięta na łóżku i gapiła się tępo w sufit. Jej głowa
tworzyła dziwne schizy. Zalana była zimnym potem a światłą
gryzło ją w oczy. Nagle, ktoś delikatnie uchylił drzwi. W pokoju
rozbrzmiał znajomy głos, ale nie mogła sobie przypomnieć, do kogo
należy.
-Wszystko
w porządku, słońce?
Na
łóżku, obok niej usiadł Vince. Zaczął przeczesywać jej włosy
palcami. Soph skuliła się i zaczęła się trząść. Neil objął
dziewczynę i głaskał po całym ciele.
-Uspokój
się. Wszystko w porządku. Zawołać kogoś?
Sophie
przecząco potrząsnęła głową. Vince sam do końca nie miał
pewności, co się dzieje. Duże ilości alkoholu i narkotyków nie
najlepiej działały na jego poziom inteligencji. Jednak zdawał
sobie sprawę z tego, że z Soph jest coś nie tak.
-Odpierdol
się ode mnie! Jeszcze niedawno mówiłeś, że jestem pierdoloną
psychopatką.- Sophie cicho wybełkotała.
-Wszyscy
jesteśmy, słońce. W mniejszym czy większym stopniu, ale jesteśmy.
Nie bierz wszystkiego na poważnie, czasem nie panuję nad słowami.
Soph
podniosła się i oparła na łokciach. Spojrzała w jego ciemnie,
zaćpane oczy.
-Co
brałeś?- Zapytała, zabierając papierosy z pułki i zapalając
jednego.
-Kokainę.
-Dużo?
-Trochę...
-Widać.
Sophie
wypuściła dym z ust. Zapadła cisza. Obydwoje byli pochłonięci
swoimi myślami. Wydawało się, że cisza nie będzie miała końca,
dopóki Vince nie zbliżył się do dziewczyny i nie zaczął jej
całować. Soph natychmiast się od niego oderwała i spojrzała,
oczekując jakichkolwiek wyjaśnień. On w odpowiedzi słodko i
szeroko się uśmiechnął. Jej myśli gwałtownie zawirowały. Bez
wahania zaczęła oddawać jego pocałunki. Vince błądził dłońmi
po jej zimnym ciele. Całował jej szyje i dekolt. Zaczął
nieznacznie wkładać ręce pod jej koszulkę. Był coraz bliżej jej
ciała. Rozbierał ją, całował i pieścił. Soph oddawała się
każdemu jego ruchowi. Lekko dysząc, wplotła palce w jego włosy.
Zaczęła składać pocałunki na jego ustach. Przygryzała jego
wargę, słodko się uśmiechając. Co jakiś czas wbijała paznokcie
w jego kark, na co on reagował mruknięciem.
Vince
schodził coraz niżej. Zaczął odpinać jej spodnie. Szybko się
ich pozbył i zaczął całować wewnętrzną stronę jej ud. Dotykał
delikatnie zaróżowionej skóry. Starał się być delikatny, co w
jego przypadku nie było spotykane. Nie chciał jej spłoszyć.
Zależało mu na niej, jak na nikim innym, chodź nie potrafił tego
okazać.
Vince
już dłużej nie czekał. Jego podniecenie sięgało zenitu.
Trzęsącymi się rękami, próbował odpiąć swój pasek. Sophie
widząc to, zaczęła się śmiać. Odsunęła jego ręce i sama
zaczęła odpinać pasek. Chłopak szybko pozbył się spodni oraz
bokserek. Rozebrał dziewczynę do końca i zaczął w nią wchodzić.
Stopniowo przyśpieszał ruchy i obydwoje oddali się zabawie.
…
Po
dłuższym czasie Vince i Soph leżeli wtuleni w siebie i próbowali
unormować swój oddech.
-Bądź
moja. Tylko moja.- Blondyn wydyszał.
-O
czym ty mówisz?- Sophie oparła się na łokciach i spojrzała na
chłopaka.
-Bądź
ze mną...
Szatynka
umilkła. Spoglądała uśmiechnięta na Vince'a.
-Spróbować
można...- Dziewczyna w końcu się odezwała.
Neil
szeroko się uśmiechnął.
-Idę
ogarnąć, co na imprezie.- Chłopak wstał z łóżka i założył
bokserki.
Wyszedł
z pokoju i cholernie się zdziwił. W domu, oprócz ogólnego
bałaganu, panowały pustki. Na kanapie siedział Nikki, który
wydawała się być załamany. Za oknem panował mrok, a zegar
wskazywał pierwszą w nocy. O tej porze impreza powinna trwać w
najlepsze.
-Gdzie
wszyscy?- Vince usiadł na kanapie i sięgnął piwo.
-Wyjebałem
ich.
-Dlaczego?
-Bo,
kurwa, mogłem!- Nikki krzyknął, wstał z kanapy i rzucił pustą
butelką o ścianę, która pękła na milion kawałków.
Neil
niż już nie powiedział. Siedział spokojnie i wpatrywał się w
przestrzeń. Nagle
zaczął się śmiać, chowając twarz w dłoniach. Gdy już się
uspokoił, spojrzał rozbawiony na Sixxa, który stał przed nim
wręcz trzęsąc się z wściekłości.
-
Co ty odpierdalasz?! - wrzasnął.
-
Nie poruchałeś i od razu fochy, typowe.
-
A ty kurwa poruchałeś?!
-
Żebyś wiedział. - odpowiedział triumfalnie Vince, sięgając
po otwartą puszkę piwa, stojącą na podłodze. Rozsiadł się
wygodniej na kanapie i uśmiechał się pewnie do przyjaciela, który
milczał. Wiedział, z kim Neil spędził czas, chociaż nie chciał
w to wierzyć. Opadł na poduszki, wyrwał mu piwo z dłoni i
pociągnął potężny łyk, kręcąc głową z dezaprobatą.
Tymczasem Sophie siedziała na łóżku w bokserce Vince'a. Była tak
radosna, jak nigdy wcześniej. By to uczcić, postanowiła wziąć
kolejną dawkę heroiny. Włożyła winylową płytę do adaptera,
wsłuchana w psychodeliczne dźwięki gitary Page'a odpływała. Nie
czuła bólu, nie czuła smutku, nie czuła już niczego, nawet samej
siebie. Opadła na materac, igła wciąż wystawała z jej ramienia.
Nie miała siły, by podnieść dłoń i ją wyjąć. Poruszała
ledwo zauważalnie wargami do słów kolejnych piosenek. Słyszała
rozmowę w salonie, lecz jakby przez mgłę, jakby głosy były wiele
metrów od niej. Nie czuła własnego ciała. Chciała być w takim
stanie już zawsze. Ktoś z trzaskiem otworzył drzwi sypialni. Ramię
gramofonu podniosło się, obwieszczając koniec płyty. Nie sądziła,
że czas minął tak szybko. Dochodził do niej czyjś krzyk, ale nie
rozumiała ani jednego słowa. Nie wiedziała czy to nie są jedynie
halucynacje.
-
Włącz jeszcze raz płytę, dobrze? - poprosiła tajemniczą osobę.
Poczuła, że ktoś wyrywa z jej ramienia strzykawkę wraz ze stróżką
ciepłej krwi spływającej na podłogę.
-Co
ty odpierdalasz?! Soph, co ty odpierdalasz?! - Michelle krzyczała w
wściekłości i żalu.
Nie
chciała nigdy zobaczyć tego, co właśnie ujrzała. Nie wiedziała,
gdzie podziać oczy. Rozgrzebana pościel, poduszki na parkiecie
pełnym kropelek krwi, zużyta prezerwatywa obok łóżka, pełno
niedopałków i popiołu, parę przewróconych butelek. Nie miała
pojęcia, skąd to całe gówno znalazło się w małym pokoiku w tak
krótkim czasie.
Osunęła
się po wymalowanej, popisanej ścianie na podłogę, chowając twarz
w dłoniach. Ciągnęła się za włosy, powtarzając pod nosem, że
musi się uspokoić. Nagle krzyknęła ze łzami w oczach, chwyciła
najbliższą butelkę po tanim winie i rzuciła nią o ścianę.
Resztki alkoholu rozlały się po ścianie, rozmazując jeden z wielu
napisów. Dopiero to obudziło Sophie. Podniosła się do pozycji
siedzącej, spoglądając z zaciekawieniem na przyjaciółkę.
-
Mich, co ci jest? - zapytała jak gdyby nigdy nic, co doprowadziło
Michelle do jeszcze większego szału.
Podniosła
się z trudem, mając zamiar zrobić przyjaciółce krzywdę, byle
się wyżyć. Nie zdążyła, ponieważ do pokoju weszli Sixx oraz
Vince, zaciekawieni hałasami. Nikki, widząc, że dziewczyna chce
rzucić się na drugą, chwycił ją mocno za nadgarstek i
przyciągnął ku sobie. Soph, przestraszona zachowaniem
przyjaciółki, wstała ostatkiem sił z łóżka, jednak zachwiała
się i upadła. Vince podbiegł do niej, by pomóc jej wstać.
Nikki
w tym czasie przyciągnął do swojego ciała Michelle i objął ją
na tyle mocno, by nie mogła się wydostać. Dziewczyna próbowała
przez długi czas uciec z uścisku Nikki'ego, ale po kolejnych, nie
udanych próbach odpuściła. Sixx ostrożnie wyprowadził blondynkę
z pokoju, zostawiając Vince'a i Soph razem.
Posadził
dziewczynę na kanapie i ukucną przed nią. Założył jej blond
pasma włosów za ucho i przejechał dłonią po jej twarzy. Michelle
resztką sił starała się go odepchnąć, ale była wyczerpana zbyt
dużą ilością alkoholu i przytłaczającymi myślami. Skulona,
położyła się na kanapie, z nadzieją, że chodź na trochę
zaśnie i myśli się gdzieś rozpłyną. Nikki nic nie mówiąc
usiadł obok i zaczął delikatnie gładzić zziębniętą, bladą
skórę dziewczyny.
-Chodź
do pokoju. Będzie wygodniej.- Zaproponował cicho.
-Nie
mam siły.- Michelle odpowiedziała cichym, łamiącym się głosem.
-Ej,
tylko nie płacz. Ostatnio już wystarczająco napłakałaś.- Nikki
nachylił się nad nią i odgarnął jej włosy z twarzy.-
Co się z tobą dzieje?
-Nic,
kurwa!- Blondynka krzyknęła, a po policzkach spłynęły pierwsze
łzy.- Mógłbyś się na coś przydać i przynieść wódkę.
-Nie
będziesz zapijać smutku.
-Będę
robić, co mi się podoba.
-To
się, kurwa, wyniszczaj, ale nie na moich oczach!- Nikki zdenerwowany
wstał z kanapy i poszedł do pokoju.
Michelle
wróciła do pozycji siedzącej, jednak podkurczyła kolana pod
brodę. Policzki były już mokre od łez. Chciała zniknąć. Jak
najprędzej, jak najdalej. I wtedy wpadła na pomysł, żeby
wyjechać. Chociażby i do małego miasteczka, nieopodal Seattle,
gdzie mieszkała jej babcia.
Nagle
w jej głowie przestało wrzeć. Przypomniała sobie wszystkie, miłe
wspomnienia, które przeżyła z babcią. Na ustach pojawił się
zarys uśmiechu. Już wiedziała, co musi zrobić.
Nazajutrz,
wczesnym rankiem, Michelle była w trakcie pakowania się. Siedziała
na skraju łóżka i składała rzeczy. Po drugiej stronie leżał
Nikki, który nagle się obudził. Rozejrzał się po pokoju i ujrzał
swoją ukochaną, która pakowała się. Serce mu stanęło. Na parę
sekund nie wiedział, co się dzieje.
-Co
ty odpierdalasz?!- Sixx zerwał się z łózka i podszedł do
dziewczyny.
-Wyjeżdżam.-
Oznajmiła tak, jakby nie miało to wielkiego znaczenia.
-Gdzie,
kurwa, wyjeżdżasz?
-Uogólniając?
Do Seattle.
-Nigdzie
nie jedziesz.
-Bo?
-Bo
cię potrzebuję...
Nikki
trzęsącymi się rękoma sięgnął po paczkę papierosów i
nieudolnie jednego odpalił. Przeczesał włosy rękę i usiadł obok
blondynki, która się w niego wpatrywała.
-Co
oznacza, że mnie potrzebujesz?- Michelle niepewnie zapytała.
-Jesteś
wszystkim, czego potrzebuję. I może tego nie widzisz, ale gdy tylko
się pokłócimy albo widzę, że coś jest nie tak, to zaczynam
wariować. Nie zostawiaj mnie. Nie teraz, gdy mamy wydać płytę,
kurwa...
Ostatnie
zdanie zostało wręcz wyszeptane. Jego oczy się zeszkliły, ale
szybko zasłonił je włosami. Mocno zaciągnął się papierosem i
spojrzał w ziemię, z nadzieją, że najdzie tam jakieś pocieszenie
albo rozwiązanie.
-Przepraszam,
ale nie.- Michelle wstała z łóżka i podeszła do okna.
Nikki
spojrzał na nią smutnymi, pustymi oczami. Podszedł do niej i objął
ją od tyłu.
-Więc
wyjadę z tobą.
-Nie.
Chcę być sama. Pozbierać myśli...
-Przepraszam,
ale nie. Jesteś nam za bardzo potrzebna.
Michelle
nic nie powiedziała. Uwolniła się z uścisku chłopaka i wyszła z
pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Weszła do kuchni, gdzie
siedział Vince pijący kawę. Dziewczyna zaparzyła ją również
sobie i usiadła naprzeciwko blondyna, który delikatnie się w jej
stronę uśmiechnął. W odpowiedzi dostał jedynie chłodne
zmierzenie wzrokiem.
-
Nie musisz mnie zabijać spojrzeniem, serio. - powiedział niby
żartobliwie, ale wyczuła w jego głosie odrobinę smutku.
-
Odwal się ode mnie, dobrze?
-
Nie zapytasz, co z Soph?
Zapanowała
cisza. Michelle została znów ściągnięta do rzeczywistości,
każde piękne wspomnienie związane z babcią nagle rozpłynęło
się między wydarzeniami poprzedniej nocy. Dopiła szybko kawę,
odstawiła kubek do zlewu i postanowiła, że musi wydostać się
stąd, jak najszybciej. Ruszyła w kierunku sypialni, lecz Vince
zatorował jej drogę.
-
Idź do niej, kurwa. Całą noc wymiotowała i pieprzyła od rzeczy,
nie jestem jej pierdolonym opiekunem.
Powinnaś się nią zająć. Jebana egoistka.
Blondynka
odepchnęła go bez słowa. Stanęła twarzą w twarz z Sophie. Była
niesamowicie blada, trzęsła się, jej wzrok uciekał na boki, włosy
były potargane i posklejane rozlanym winem, oczy podkrążone, a
usta tak sine, jakby stała na deszczu przez parę godzin. Na widok
przyjaciółki dziewczyna uśmiechnęła się blado, chcąc ją
wyminąć by napić się choć odrobiny wody. Michelle nigdy nie
widziała jej w takim stanie. Wiele razy Soph za bardzo dała się
ponieść szaleństwu, a później stawała się cieniem na parę dni
czy nawet tygodni, lecz nigdy nie doprowadziła się do czegoś
takiego. Serce Mich waliło, jak oszalałe z wściekłości i żalu.
Chwyciła Sophie za ramię, na co ta zareagowała syknięciem z bólu,
po czym pociągnęła ją do jej pokoju.
-
Chcę się napić, wypuść mnie. - poprosiła bezsilna dziewczyna.
-
Nie, kurwa. Spójrz najpierw w lustro. Spójrz do cholery i zobacz,
co się z tobą stało. Jesteś naprawdę aż tak głupia czy
zwariowałaś do reszty? Zamieniasz się w swoją matkę, nie widzisz
tego?
Odpowiedziała
jej cisza, przerywana jedynie ciężkim oddechem Sophie. Michelle
usiadła na łóżku i zapaliła papierosa, obserwując dokładnie
opierającą się o ścianę szatynkę, która wyglądała, jakby
zaraz miała wejść do trumny.
-
Wyjeżdżam. - odezwała się w końcu dziewczyna.
-
Dokąd..?
-
Do babci.
-Po
chuj?
-Mam
was dość i muszę odpocząć.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńblogger mi się zepsuł i dopiero teraz zauważyłam rozdział.
OdpowiedzUsuńnigdy nie wiem co pisać w komentarzach ;__;.
a więc tylko zostawię po sobie ślad.
*poprzednio nie wyszło*
OdpowiedzUsuń"Płaczę.
Śmieję się.
Płaczę.
Śmieję się.
WTF?!
Płaczę.
WTf?! x2
Literki zaczynają się rozmazywać.
*przerwa na szukanie okularów*
*powrót do czytania*
Emocje neutralne
"No i na chuj mnie ten toster?"
Płaczę.
Napięcie.
Napięcie opada" <---- Tak można przedstawić moje emocje podczas czytania rozdziału XDDDDD
Dobrze czytam... PŁACZĘ? :o
UsuńJA TEŻ MAM PRAWO ;__________;
UsuńKTO BOGATEMU ZABRONI ;__________;
Zosiaczku, tu ja, Zosia. : 3
OdpowiedzUsuńWszystko prezentuje się jak całkiem niezła telenowela. Nie wiem, czy taki był zamiar, czy tak wyszło. Szczerze? To było nudne, nie dotrwałam do końca. Za dużo się dzieje. Jeśli wprowadzacie taki chaos, to trzeba go uspokoić, prawda? Więc Robert Plant może bezczelnie wprosić dupę do następnych kilku rozdziałów. Niech będzie mentorem dla Soph. Powodzenia! :'3
Wiemy, że dużo się dzieje, po prostu nigdy nie ogarniamy, gdzie skończyć rozdział XD Także wychodzą takie po 13-15 stron wyładowane po brzegi ;__;
UsuńKocham Was.
OdpowiedzUsuńPowiedz kim jesteś to powiemy czy my Ciebie też <3 XD
UsuńJest 2:49, a ja zamiast spać przeczytałam wszystko, od pierwszego rozdziału. Powiem jedno: genialne! Czytając czuję się jakbym tam była, jakbym staczała się z Soph i resztą na dno. Niesamowity klimat. /L
OdpowiedzUsuńCieszy nas fakt, że tak wielu osobom podoba się to, co tworzymy. To daje więcej chęci do tworzenia.
Usuńjak ja to kocham! dodajcie szybko nową!!
OdpowiedzUsuń