sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział V

-Ty to kurwa Mars, mądry jesteś.- Tommy zabrał puszkę piwa z rąk przyjaciela.
-Ktoś w końcu musi.
- Dobra, geniuszu, ale ja nie mam ochoty na codzienne oglądanie ich mizdrzenia się. - Tommy wzruszył ramionami, odpalając papierosa.
- Ciągle masz tego pieprzonego focha za paszczura z zeszłego tygodnia? - Mick roześmiał się.
- No kurwa, podrzuciliście mi takie coś, a te chuje mają ładne panienki na stałe!
- Poprawka, Sixx ma. Księżniczka jakoś nie może poruchać.
- Bo ta dziewczyna jest ostro jebnięta. Liże się z nim, obmacuje, co chwile gdzieś się tu kręci, a nie da mu się przelecieć, myśli, że go zdobędzie na długo, oswoi czy co tam jeszcze. Idiotka. Widziałeś jej ręce? Przypala się fajkami. Nie mógł sobie znaleźć lepszej.
- A widziałeś co się dzieje w salonie?
Tommy wstał. Wyjrzał lekko zza uchylonych drzwi. Michelle i Sixx siedzieli na podłodze pod ścianą z butelką taniego wina oraz basem, na którym chłopak cicho grał. Vince wkładał szybko jakieś niesamowicie obcisłe spodnie, po czym wyleciał z domu.
- Pieprzyli się? - zapytał Lee ze zdziwieniem na twarzy i uniesionymi brwiami.
- Nie wiem. Może. - Mars wzruszył ramionami, jakby zupełnie go to już nie obchodziło.
[...]
Sophie biegła przed siebie. Po prostu przed siebie. Nawet łzy nie chciały już płynąć. Tylko serce waliło, jak oszalałe. Zatrzymała się dopiero parę przecznic dalej. Usiadła na środku chodnika, oddychając ciężko. Znów uciekała przed ludźmi i samą sobą. Położyła się na zimnym bruku, odpaliła papierosa. Zamknęła oczy przez palące promienie słoneczne. Jej oddech powoli się uspokajał, gdy poczuła muśnięcie palców na swojej dłoni. Otworzyła oczy. Vince pochylał się nad nią, jego platynowe włosy delikatnie łaskotały ją w szyję i dekolt. Rozchyliła usta, chcąc kazać mu odejść jak najszybciej, lecz ten zatkał je swoimi wargami. Przez moment próbowała go odepchnąć, jednak nie dała rady. Chłopak oparł ręce przy jej głowie i całował coraz namiętniej, coraz zachłanniej. Jakby była to ostatnia okazja, by to zrobić. W końcu, bez słowa oderwał się od niej i usiadł obok na chodniku. Dziewczyna podniosła się zaskoczona, jej klatka piersiowa szybko unosiła się oraz opadała.
- Co to, kurwa było? - zapytała.
- Ale co?
Westchnęła. Więc postanowił udawać, że nic się nie stało? Wspaniale. W takim razie ona będzie robić to samo. Jednak nie była tak świetna w udawaniu, jak on. Lata praktyki uczyniły z niego doskonałego aktora. Jak wszyscy wrażliwi skurwiele, chował się za maską, alkoholem, narkotykami. Pożerało go szaleństwo.
- Czym się tak przejmujesz? - Vince skinął głową na rozedrgane dłonie Sophie, próbując zmienić temat.
- Wszystkim. - wzruszyła ramionami.
- Różnisz się od Michelle. Jesteś zupełnie inna.
- Wiem, też tego w sobie nie lubię.
- Nie powiedziałem, że mi to nie pasuje. - chłopak uśmiechnął się.
Przez parę minut siedzieli w ciszy. Sophie wpatrywała się w szarą stróżkę dymu, błądzącą między parą, żar powoli dosięgał już filtra. Zgasiła papierosa o bruk.
- Obie byłyśmy zawsze społecznymi wyrzutkami. Michelle, bo tak ją nauczyli i było jej łatwiej. Ja, bo nie miałam innego wyboru. Mama mówiła mi, że taka już się urodziłam. Mich jest silna, pewna siebie. Ja chowam się za jej plecami, bo jestem zwykłym gównem. - dziewczyna zabrała wreszcie głos. - Ale jeśli ona nie daje rady, ja ją wspieram. Ona jest tą zajebistą, rockową laską, a ja cichą, wrażliwą świruską, jednak muszę ją ciągle podtrzymywać, żeby się nie rozjebała do końca.
- Ona cię wykorzystuje.
Roześmiała się.
- Wiele jeszcze o nas nie wiecie.
Vince wpatrywał się w oczy dziewczyny intensywnie i gorączkowo, próbując ujrzeć to, co się w nich kryje z całych sił. Chciał wiedzieć, co dzieje się w jej umyśle, co szepcze jej dusza. Fascynowała go. Fascynowało go jej spojrzenie, rozmarzone, utkwione gdzieś w niebie, jej rozedrgane dłonie, trzymające zgaszonego papierosa, palce zaciskające się na zapalniczce, utkwiony w kącikach ust uśmiech, delikatnie zarumienione policzki. Pragnął ją poznać, zrozumieć, odkryć.
-Co ty na to, by się gdzieś przejść?- Zaproponował Vince po dłuższej chwili milczenia.
-A co masz na myśli?- Zapytała Soph.
-Park, jakaś kawiarnia. Nie wiem, cokolwiek. Przecież nie będziemy siedzieć na chodniku.
-Jasne, dlaczego nie.
Vince wstał i podał rękę swojej towarzyszce. Pociągnął ją w górę i razem poszli w stronę miasta.
W tym czasie Nikki, Tommy oraz Mars siedzieli w salonie. Michelle nagle gdzieś wyparowała, nie pozostawiając żadnej informacji. Sixx bazgrał coś na kartce, Mick coś brzdąkał na gitarze, a Tommy'ego jak zwykle nosiło. Rozpierała go energia.
-Chodźmy się napić.
W odpowiedzi dostał ciszę.
-Kurwa, chuje! Idziemy chlać.
-Chlej.- Powiedział obojętnie Nikki.
-Byle na umór.- Dopowiedział Mars.
-Co jest z wami?- Tommy zaczął jęczeć.
-Straszny z niego dzieciak, prawda?- Zwrócił się Sixx do Marsa.
-Oj tak.- Przyznał mu racje.
Tommy rzucił jakimś przekleństwem pod nosem i wyszedł z domu. Pozostała dwójka głośno się roześmiała.
-Co to miało kurwa być?- Zapytał Mick, pokładając się ze śmiechu.
Nikki próbował coś z siebie wydusić, ale jedyne co mu się udało, to parę sylab, które razem i tak nie miały sensu. W salonie nagle pojawiła się Michelle.
-Hej, co wam tak zabawnie? Podzielcie się.
Siadając obok Nikki'ego, pocałowała go delikatnie w usta. Lekko speszony, szybko oddał pocałunek.
-Niczym się z tobą nie podzielę.- Sixx posadził sobie dziewczynę na kolanach.
-A co brałeś?- Zapytała zapalając papierosa.
-Nic nie brałem. Wkurwiałem Tommy'ego.
-Nie ładnie się wyżywać na młodszych...
-Kotku, to bez znaczenia. On wyżywa się na wszystkich.- Wtrącił Mars.
Nikki zgromił swojego kumpla spojrzeniem, jednak po chwili jego wzrok błagał, by już nic więcej nie mówił.
-Uważasz, że nie wiem?- Zapytała Michelle, wypuszczając dym z ust.- O nim mówi całe L.A. Większość dzieciaków z tego miasta się go boi. Wyrobił sobie niezłą reputacje.
-Skąd o tym wiesz...?- Na twarzy Sixxa pojawiła się ciekawość a za razem zirytowanie.
-Obracałam się wokół takich. Po co? Nie wiem, najczęściej mieli ćpanie. Z niektórymi można było fajnie pogadać. Jeden z nich miał piętnaście lat i nazywał się Tom. Miał podobną sytuację i jakoś się dogadaliśmy. Ogółem interesowało nas to samo...
-Chuj mnie to obchodzi.- Przerwał Nikki.
Michelle spojrzała zdenerwowana na chłopka i zeszła z jego kolan. Usiadła obok na kanapie i dokończyła papierosa w milczeniu. Nikki nerwowo rozglądał się po całym pokoju. Wyglądał jakby czegoś szukał.
-Idź na górę...- Zwrócił się do niego Mick.
Sixx bez słowa wstał i poszedł. Mich śledziła go wzrokiem, dopóki nie zniknął na górze. Spojrzała na Marsa, który wyglądał na obojętnego.
-Co mu jest?
-Jest na głodzie.
Michelle już nic nie powiedziała. Zapaliła kolejnego papierosa.
-Nie pal tyle.
-Teraz się przerzuciłam na fajki. Mam dość ćpania.- Michelle podkurczyła nogi pod brodę.
-Jak to? Co cię nagle olśniło?
-Zbyt wielu już przez to straciłam. Ale to nie jest główny powód. Nie potrafię już ćpać, jak przed paroma tygodniami. Ostatnio wzięłam jakiś tydzień temu i zrobiło mi się tak cholernie słabo. Jestem wyniszczona...
Mars uważnie słuchał dziewczyny. Po chwili ciszy i dogłębnego myślenia, odezwał się:
-Dobrze robisz. Prochy to gówno. Za dużo się u ciebie teraz dzieje. Hej, powiesz mi jedną rzecz?
-Jasne, ale jaką?
-Kochasz Sixxa?
Michelle speszyła się i zaczęła się delikatnie rumienić. Na ustach pojawił się delikatny uśmiech, a serce przyśpieszyło rytmu.
-Kochać, to chyba jeszcze za dużo powiedziane. Dobrze się przy nim czuję. Jest kimś więcej niż przyjacielem, ale jeszcze nie ukochanym... Och, no wiesz o co chodzi! Jesteś mądry.
Mars uśmiechnął się i zapalił papierosa. Dym popił Danielsem. Dziewczyna nadal siedziała w wcześniejszej pozycji, jednak jej twarz była rozświetlana przez uśmiech. W oczach miała jakiś dziwny błysk. Z góry zszedł Nikki. Już spokojniejszy, opanowany. Jednak na jego twarzy był jakiś dziwny grymas. Usiadł obok Michelle i objął ją ramieniem.
-Więc... Chcesz dokończyć?- Zapytał po dłuższej chwili.
-Nie, nie trzeba.- Odpowiedziała.
W jej ustach znalazł się kolejny papieros. Już chciała go zapalić, jednak w ostatniej chwili chłopak wyjął go z jej ust. Spojrzał w jej oczy, ciepło się uśmiechnął i zaczął ją delikatnie całować. Mick szybko ulotnił się z pokoju. Nikki coraz namiętniej całował Michelle. Posadził ją sobie na kolanach i już zaczął się dobierać do jej bluzki.
-Hej, hej.- Michelle się odsunęła.- Tutaj?
-Jasne, dlaczego nie?- Zapytał z cwaniackim uśmiechem.- Nie ciebie pierwszą będę tu pieprzyć.
-Pieprzyć? Tylko po to ci jestem potrzebna?
-A czego ty ode mnie oczekujesz? Zaangażowania i oddania? Wielkiej miłości? No proszę cię.- Roześmiał się prosto w jej twarz.
-Nie oczekuję od ciebie niczego.- Wstała z jego kolan, poprawiając bluzkę.- Od ludzi nie powinno się oczekiwać...
Sięgnęła po kolejnego papierosa. Tym razem jednak udało jej się zapalić. Nikki tylko się jej przyglądał. Na jej twarzy jak zwykle panował spokój. Żadnych emocji, chodź wewnątrz krzyczało rozczarowanie i smutek. W oczach pojawiły się jakby pierwsze łzy, więc szybko zasłoniła swoją twarz włosami. Nikki poczuł się jakoś dziwnie głupio. Nigdy się tak nie czuł, a przynajmniej sobie nie przypominał. Wziął głęboki oddech i podszedł do dziewczyny. Objął ją w pasie, a ona oparła głowę o jego ramię. Co jakiś czas zaciągała się papierosem.
-Nie pal tyle, proszę.- Wyszeptał jej delikatnie do ucha.
Michelle w odpowiedzi zgasiła połowę tlącego się papierosa.
- Dzięki. - Nikki uśmiechnął się uroczo.
Dziewczyna odwróciła się przodem do niego. Wplotła dłonie w jego lekko natapirowane włosy i przyciągnęła twarz do siebie. Spojrzała mu w oczy.
- Co wziąłeś? - zapytała cicho.
- Trochę amfy. Mam jeszcze parę tabletek, chcesz? - zaproponował radośnie i beztrosko Sixx.
- Nie. I sprzedaj to gówno. Nie bierz go.
- Pojebało cię? Gdzie moja zawsze chętna ćpunka?
- Już nie tak chętna. I nie twoja. - puściła go ze smutnym spojrzeniem, cofnęła o krok.
- Jak to nie?
- No nie. Nie mam ochoty na ćpanie. Chcę coś zjeść i się położyć.
- Nie to miałem na myśli.
- Więc o co chodzi?
- Jak to nie moja? - powtórzył, chwytając ją za biodra i przyciągając do siebie. - Mam cię przekonać do tego, że jesteś tylko, kurwa, moja?
- A mógłbyś? - zaproponowała nieśmiało Michelle.
- Zobaczymy, co da się zrobić. - Nikki uśmiechnął się zadziornie.
Ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku, para znów wylądowała na kanapie. Tym razem już nie przerywali.
[...]
Usiedli przy stoliku, kelner przyniósł dwa kieliszki czerwonego wina. Vince rozglądał się lekko po sali, patrząc na pochylonych nad szklankami, filiżankami czy kuflami ludziach.
- Nie sądziłam, że chodzisz do takich miejsc. - Sophie przerwała panującą między nimi ciszę.
- Sentyment. Pierwsza randka wiele lat temu. - chłopak uśmiechnął się delikatnie, po czym uniósł kieliszek do ust.
Soph przyglądała mu się uważnie. Wyciszył się, był spokojny, nie miał tony makijażu na twarzy ani natapirowanych włosów. Mówił cicho, jakby odrobinę niepewnie. Podobało jej się to. Zapaliła papierosa i przyglądał mu się w milczeniu. Kawiarnia wypełniona była dymem, cichymi rozmowami i rhythm and bluesową muzyką, na każdym stoliku tańczyły płomienie świeczek, oświetlające twarze zebranych osób. Dziewczyna zaciągnęła się mocno, po czym odłożyła papierosa do popielniczki. Vince chwycił ją za dłoń, gdy chciała ją cofnąć. Spojrzała na niego pytająco.
- Nie przyprowadzam tutaj byle kogo. - jego palce błądziły po udzie towarzyszki, przyśpieszając nieznacznie jej oddech. - Ile jeszcze będziesz przede mną uciekać..? Mam już, kurwa, dość ganiania za tobą, jak za...
Nie zdążył dokończyć, powstrzymany przez delikatny, lecz stanowczy pocałunek.
- Dużo pieprzysz, jak na faceta. - Soph roześmiała.
W jednej chwili zapomniała o wszystkich swoich uprzedzeniach i wątpliwościach, a ich usta znów się złączyły. Vince posadził sobie dziewczynę na kolanach. Jego dłonie wślizgnęły się pod jej koszulkę. Ich serca przyśpieszały, Sophie wplotła palce we włosy blondyna i ciągnęła je lekko, gdy chłopak przygryzał jej dolną wargę.
- Chodźmy do Motley House. - Neil oderwał się od niej na chwilę.
Rzucił na stolik parę dolarów. Sophie wstała i poprawiła koszulkę. Chłopak chwycił ją za dłoń, po czym dość szybko znaleźli się w domu, gdy tylko weszli do środka, Vince przyparł Soph do drzwi i znów zaczął namiętnie całować. Jej dłonie powędrowały do jego spodni, sprawnie uporała się za paroma paskami, które po chwili znalazły się na ziemi.
Soph leżała z opartą głową o klatkę piersiową Vince'a. Nadal dysząc, starała się unormować oddech. On natomiast głaskał jej delikatnie rozczochrane włosy. Uśmiech na jego ustach i delikatny i subtelny, a oddech dziwnie spokojny. Sophie odwróciła się na brzuch i oparła głowę o ręce. Przyglądała się chłopakowi, który cały czas się uśmiechał.
-Widzę, że jesteś naprawdę zadowolony.- Powiedziała po chwili.
-Owszem, jestem.
-Będzie się czym chwalić chłopakom.- Soph wstała z materaca i zaczęła się ubierać.
-Uważasz, że takie rzeczy mnie bawią? Nie jestem Sixx'em, by ruchać tylko po to, by się chwalić jak to laska mi obciągała i czego ja jej tam nie robiłem...
-Naprawdę jest aż takim skurwysynem?
-Tak. I lepiej zabierz od niego tą ćpunkę, bo obiecuję ci, że skończy jeszcze gorzej niż jest teraz.
Sophie szybko się ubrała, zapaliła papierosa i popędziła na dół. Na kanapie siedziała Michelle razem z Nikkim.
-Słońce...- Powiedziała delikatnie.
Blondynka obróciła się w stronę głosu. Gdy zobaczyła swoją przyjaciółkę delikatnie się uśmiechnęła.
-Możemy porozmawiać?- Zapytała Soph.
Michelle spojrzała pytająco na swoją przyjaciółkę. Bez słowa wstała i za nią poszła. Wyszły na zewnątrz. Sophie zapaliła papierosa. Michelle nic nie mówiąc usiadła na ziemi i rozglądała się po okolicy. Było może około piętnastej. Jak na tak wczesną porę przy Whisky kręciło się już sporo osób.
-Podobno chciałaś porozmawiać.- Blondynka w końcu przerwała ciszę.
-A, no tak.- Soph zgasiła papierosa.- Chodzi o Sixxa. Vince mówił, że niezły z niego skurwiel i potrzebuje tylko nowej zabawki.
-Wiem, kurwa mać... Ale nie niszcz mi chwilowego szczęścia.
-Przepraszam...- Sophie lekko się speszyła i przytuliła swoją przyjaciółkę.
-Przecież nie masz za co. Martwisz się i tyle.- Michelle zapaliła papierosa.
Z jej twarzy zszedł uśmiech. Osunęła się na ziemie. Siedziała w ciszy i paliła papierosa. Sophie weszła do środka i wróciła do Vince'a. Nikki jeszcze przez długi czas siedział w salonie oczekując dziewczyny. W końcu stracił cierpliwość. Wstał z kanapy i wyszedł na zewnątrz. Rozejrzał się. Zobaczył, że Michelle siedzi na ziemi i wpatruje się w dal. Być może w kierunku Whisky.
-Wszystko w porządku?- Ukucnął przy niej i zgarnął jej włosy na bok.
Spojrzał w jej oczy. Były wilgotne, ale raczej nie miała zamiaru płakać.
-Wszystko okej. Zamyśliłam się.- Michelle odezwała się dopiero po chwili.- Hej, masz może jeszcze tej... No... Co ty dzisiaj brałeś?
-Amfetaminy?
-No, tak właśnie! Więc masz?
-Mam, ale przecież nie chciałaś brać...
-Cofam.
-Więc, zapraszam do środka.
Nikki pomógł wstać Michelle. Poszli na górę, do jego pokoju. Dziewczyna usiadła na materacu. Sixx szukał czegoś w szafce, jednak po chwili rzucił dziewczynie na kolana woreczek z amfetaminą.
-Miłej zabawy.- Mruknął pod nosem i usiadł obok na materacu.
Michelle bez wahania wzięła parę tabletek i położyła się, błogo się uśmiechając.
-Jeszcze parę godzin temu kazałaś mi wyjebać to gówno...
-Nikki, o czym ty pierdolisz?- Dziewczyna podniosła się na łokciach.- To bez znaczenia co ci kazałam zrobić. To było z przyjacielskiej... No nie wiem, troski? Wyluzuj.
-Czyli nawet gdybym to wyjebał, to tobie by to było obojętne?
-Pewnie tak.
-Zajebiście, kurwa, wiedzieć! Bo jeśli ty jeszcze nie zauważyłaś, to troszczę się o ciebie bardziej niż ta pierdolona Soph! Pozwoliłem ci tu mieszkać, śpisz ze mną w jednym pokoju. Nic, ale naprawdę nic to dla ciebie nie oznacza? Uśmiecham się ciągle, staram się, byś dobrze się czuła. A co mam w zamian? Nie czułą sukę, egoistkę!
Vince, który usłyszał krzyki Nikki'ego wyszedł na korytarz. Sixx właśnie wychodził z pokoju. Trzasną za sobą drzwiami do tego stopnia, że antyrama ze zdjęciem New York Dolls spadła i potrzaskała się na milion kawałków. Nikki kierował się w stronę wyjścia, jednak Neil go powstrzymał.
-Gdzie idziesz?- Zapytał, chwytając go za ramiona.
-Nie wiem. Gdziekolwiek. Byle, by się najebać. Puszczaj mnie, pedale.- Sixx wyzwolił się z chwytu swojego kolegi i popędził w dół. Chwila i już go nie było w domu.
Vince nie chciał tego tak zostawić, więc stwierdził, że wejdzie do pokoju kolegi i sprawdzi co się stało. Uchylił delikatnie drzwi. Na materacu siedziała Michelle. Twarz miała zasłoniętą włosami i opartą o kolana.
-Zawołać Soph?- Zapytał nie pewnie do chwili ciszy.
-Nie, nie trzeba.- Powiedziała złamanym głosem.
Vince wycofał się powoli z pokoju i szedł na dół. Rozglądając się po mieszkaniu, nie znalazł nic, co by mogło go zainteresować. Podszedł więc do półki, która pełniła rolę barku i wziął pierwszą z brzegu wódkę. Usiadł na ziemi i zaczął pić. Sophie zeszła do salonu, rozglądając się niepewnie wokół. Usiadła obok Vince'a i oparła głowę na jego ramieniu. Spojrzał na nią czule, lekko zamglonym już wzrokiem. Dziewczyna wyjęła mu z dłoni butelkę, pociągnęła spory łyk, po czym skrzywiła się.
- Nie smakuje ci? - roześmiał się Neil.
- Jeśli komuś smakuje wódka, to znaczy, że coś jest z nim nie tak. - wzdrygnęła się, oddając mu alkohol.
Vince uśmiechnął się i pocałował dziewczynę, wpychając jej język do ust. Po chwili oderwał się od niej.
- A to ci smakuje?
Soph zarumieniła się. Kiwnęła lekko głową. Lubił patrzeć, jak jej policzki robią się tak uroczo czerwone, choć powinien nie zwracać uwagi na nic innego, prócz ciała dziewczyny. Jednak nie potrafił. Chwilami łapał się nawet na tym, że wolał patrzeć w jej oczy, próbując odgadnąć, co czuje, niż w jej dekolt. Chłopak pochylił się nad nią i znów wpił w jej usta. Jego dłoń wślizgnęła się pod nogawkę jej krótkich spodenek, jednak została odepchnięta. Spojrzał zdziwiony na Sophie.
- Nie teraz. - odsunęła się od niego i wstała. - Idę do Michelle...
Pobiegła szybko na górę, jakby wystraszona. Vince przeklnął pod nosem, dopił wódkę i rzucił pustą butelką o ścianę z wściekłości. Wstał z trudem, narzucił ramoneskę na ramiona. Wyszedł, trzaskając drzwiami tak mocno, że powstało na nich kolejne wgniecenie. Soph usłyszała huk, jeszcze bardziej zdenerwowana przebiegła połowę schodów, na których zatrzymała się, by opanować drżenie rąk. Uchyliła delikatnie drzwi do sypialni Nikki'ego. Michelle siedziała na łóżku, obracając między palcami kawałek szkła z rozbitej antyramy. Szatynka weszła do środka i wyrwała przyjaciółce przedmiot, rzucając go w kąt.
- Co ty odpierdalasz?! - krzyknęła Mich.
- Pilnuję cię. - Sophie opadła na łóżko obok przyjaciółki. Pociągnęła ją za ramię, by położyła się na materacu, po czym przytuliła ją mocno. - Jesteś głupia, wiesz?
- Wiem, nie musisz mi tego wcale mówić. - dziewczyna wtuliła się w nią z całych sił. - Ale on jest jeszcze głupszy. Więc nie przejmuj się. Tylko proszę, uważaj na niego. Nie chcę, by zrobił ci krzywdę...
- Prędzej ja mu ją zrobię albo doprowadzę go do grobu.
Sophie westchnęła. Zaczęła głaskać Michelle po włosach, czując jak ta drży. Otarła delikatnie jej mokre policzki. Uśmiechnęła się lekko, a blondynka odwzajemniła gest.
- Nie smuć się. Wydostawałyśmy się już z większych gówien.
- Ale... Ale Nikki nie jest gównem, jest... Inny. Inny, niż wszyscy. Ma coś w sobie, czego nie rozumiem. Jest wyjątkowy. To nie kolejny popierdolony dzieciak, który liczy na to, by zabłysnąć chociaż na chwilę w rockowym świecie. On jest artystą, zagubioną duszą. Ten jego uśmiech i... Kurwa no. Rozumiesz, o czym mówię?
- Rozumiem. - Soph zaśmiała się. - Zakochałaś się po prostu.
- Nie. - Mich zrobiła urażoną minę i odwróciła się do przyjaciółki plecami.- Chuj, a nie zakochałam.
- Skarbie, przyznaj to. Zakochałaś się, uzależniłaś od niego. Myślisz jedynie o nim, przesłania ci to nawet dragi i nie powiem, cieszy mnie to, chociaż cieszyłabym się bardziej, gdybyście razem nie ćpali z nudów. Ale to już szczegół. Ważne, że coraz częściej widzę ten śliczny uśmiech na twojej twarzy. Michelle uśmiechnęła się lekko do siebie. Tak długo trwały w milczeniu, że Soph postanowiła zostawić dziewczynę, by odpoczęła. Cmoknęła ją w policzek i wyszła. Na korytarzu wpadła na Micka. Przestraszyła się.
- Jestem aż tak straszny? - zapytał chłopak, gromiąc ją spojrzeniem. Odsunęła się od niego tak mocno, że uderzyła plecami o ścianę. - Spokojnie, mała, nie zjem cię.
Poczęstował ją papierosem. Podziękowała uśmiechem. Zaprowadził ją bez słowa do salonu, usiedli naprzeciw siebie na jakiś rozpadających się krzesłach. Mick patrzył na nią zza burzy czarnych włosów. W końcu odezwał się.
- Vince cię już przeleciał? - bardziej stwierdził, niż zapytał, więc Sophie milczała. - Tak sądziłem. Popełniasz błąd, mała. Nie marnuj się na niego.
- Co? - Przecież słyszysz. Nie licząc mnie, jesteś najbardziej ogarnięta z całej tej bandy. A on cię rozpierdoli. Pobawi się troszkę, a potem wypierdoli na zbity pysk.
Sophie odwróciła głowę, zagryzając wargi. Mars zaśmiał się pobłażliwie, przewracając oczami.
- Kobiety. Zawsze wierzycie, że dla was się zmienimy. Gówno prawda, skarbie. Albo wyłącz emocje i pieprz się z nim, ile się da, albo od razu wbij sobie nóż w serce, zanim on to zrobi.
- Ale...
- Co ale?
-Nie, nic...
Sophie pośpiesznie wstała i wyszła z domu.
...
Dochodziła może pierwsza w nocy. W salonie siedział Mick razem z Michelle. Nagle rozlrgł się huk drzwi, który przerwał długotrawłą ciszę. W pomieszczeniu znalazł się Tommy z jakąś panienką. Obmacując się i liżąc poszli na górę. Stale panującą ciszę przerwał ktoś, kto wszedł do domu. Był to Vince. Chwiejnym krokiem wszedł do salonu i usiadł na kanapie. Przez dłuższy czas zapanował spokój. Tommy był zajęty panienką, Vince ledwo się trzymał na nogach, Mick palił kolejnego papierosa a Michelle biła się z myślami. Znów rozległ się huk. Tym razem był jednak mocniejszy, niż poprzednie dwa.
-Kurwa!- Krzyknął Nikki i wszedł do salonu.
Usiadł na ziemi i chwycił pierwszą butelkę, która znalazła się pod jego ręką.
-Co jest?- Zapytał Mick.
-Gówno jest! Kurwa, gówno jest! Nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy.- Krzyknął.
Próbował wstać o własych siłach, jednak ilość spożytego alkololu oraz narkotyków nie pozwalała mu na to. W końcu zrezygnowany położył się na podłodze i pustym wzrokiem wpatrywał się w usmolony sufit. Mick spojrzał żałośnie na dwójkę, zapitych przyjaciół. Wstał z kanapy, podszedł do Michelle i wyciągnął w jej stronę rękę.
-Chodź. Oni muszą wytrzeźwieć.- Powiedział na tyle nieśmiało, że Mich nie była pewna, czy to rzeczywiście on.
Długo prosić nie musiał. Dziewczyna podała swoją rękę i razem z nim wyszła. Bez słowa poszli przed siebie, paląc jednego papierosa za drugim. Udało im się dojść gdzieś w okolice jakiejś mało uczęszczanej plaży.
-Usiądziemy?- Zapytał niepewnie wskazując na plażę.
-Bardzo chętnie.- Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła w stronę szmumiącego oceanu.
Usiedli razem na piasku, niedaleko wody. Mick wpatrywał się w przestrzeń nie zwracając uwagi na towarzyszkę.
-Zimno mi.- Powiedziała po jakimś czasie, przerywając irytującą ciszę.- Mogę się do ciebie przytulić?
-T... Tak.- Wyjąkał Mick i przysunął się do blondynki, obejmując ją ramieniem.
Michelle położyła głowę na jego ramieniu i zapaliła papierosa. Mars zaczął głaskać ją po włosach. Czuł się tak wspaniale, a zarazem tak dziwnie.
-Nie przeszkadza ci to, że jestem aż tak stary?
-Stary? Trzydzieści pięć lata to nie starość.
-Ja się czuję potwornie stary... A przy tych dzieciakach. Kurwa, szkoda gadać.
-Jesteś cudownym mężczyzną.- Michelle wypuściła dym z ust i pocałowała Micka w poliko.- Nawet nie waż się, myśleć inaczej.
Mężczyzna delikatnie się uśmiechnął. Wyjął z dłoni Michelle papierosa i zaczął bić się z myślami. Nie mógł się zdecydować, ale w końcu wiedział, co ma zrobić.
-Hej, Michelle...- Powiedział krótko i stanowczo, jednak delikatnie.
Dziewczyna odwróciła się w stronę jego twarzy, a on bez wahania wpił się w jej usta. Mich była zaskoczona, jednak szybko oddała się pokusie, którą był Mick.
Słońce już wschodziło. Michelle razem z Mickiem przesiedzieli całą noc na plaży. W końcu zdecydowali, że wrócą do pozostałych, by sprawdzić jak się trzymają.
-To było kurwa jednorazowe. Nic nas nie łączy. To tylko impuls.
-Dobra, Mick. Spokojnie. Nikt o niczym nie wie i nikt o niczym się nie dowie, jasne?- Powiedziała Michelle zapalając papierosa.
-Jasne...
Przez całą drogę trwała niezręczna cisza. W końcu znaleźli się pod drzwiami Motley House. Michelle weszła bez większych przeszkód, tak, jakby nic się nie wydarzyło. Mick nie był w stanie postąpić podobnie. Coś go dręczyło. Coś nie dawało spokoju. Czuł, że zrobił źle. Po trzech wypalonych papierosach wszedł do środka i zajął swoje miejsce w salonie.
-Jak się pieprzyło moją panienkę?- Zapytał Nikki, ledwo się podnosząc z podłogi.
-Nie wiem o czym mówisz.- Starał się powiedzieć to jak najbardziej obojętnie.- W ogóle... Dlaczego twoją?
-Bo moją.
-Zamknijcie ryje, pierdolone chuje!- Wybełkotał Vince.
Spojrzenia zebranych zwróciły się na blondyna. Mick parknął lekko śmiechem.
- Czego chcesz? Wciąż wkurwiony, chociaż wreszcie zaliczył. Weź tu zrozum kobietę...
- Mars, kurwa, bo nie ręczę za siebie.
- Zaraz, zaraz. - przerwał Nikki. - Przeleciałeś tę dziwkę?
Vince, coraz bardziej zdenerwowany, już miał zwyzywać przyjaciela w odwecie, lecz nie pozwolił mu na to kolejny głos, dołączający do rozmowy.
- Kotku, ty serio masz ze sobą jakieś problemy. - zwróciła się Soph do Sixxa.
Stała w drzwiach kuchennych, oparta o framugę, z puszką piwa w dłoni. Wciąż miała na sobie koszulkę Vince'a. - Nie wierzę, że ta pizda cię zaliczyła. - Nikki zignorował obelgę, byle dokopać raz jeszcze Neilowi.
Sophie wybuchła śmiechem.
- To patrz, chuju. - podeszła wolno do blondyna, jej biodra kołysały się prowokująco na boki. Usiadła mu okrakiem na kolanach i wpiła się w usta. Vince mruknął zadowolony, oddawał pocałunki, błądząc dłońmi po udach dziewczyny.
Przerwał im gwizd Tommy'ego, który właśnie wyczołgał się z sypialni.
- Takie widoki, a żaden z was mnie, kurwa, nie woła?! Vince, podzieliłbyś się! - zawołał chłopak.
- Pojebało? - Soph oderwała się od Neila wstała. - Koniec tego przedstawienia. Wychodzę.
Zdjęła z siebie koszulkę chłopaka, ignorując spojrzenia reszty, rzuciła ją na kanapę z cichym "oddaję". Wzięła leżącą na oparciu kanapy ramoneskę. Włożyła ją, po czym wyszła. Zdezorientowany Vince poleciał za nią. Zmierzała w kierunku Whisky A Go Go.
- Gdzie ty, kurwa, idziesz?! - dogonił ją.
- Na razie mam zamiar załadować coś sobie w kiblu w Whisky, a potem się zobaczy. Jak w ogóle wstanę z podłogi. - dziewczyna uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
Vince zatrzymał ją. Pocałował namiętnie jej usta, jednak nie oddała gestu.
- O co ci chodzi? - zapytał, nie rozumiejąc coraz bardziej tego, co się dzieje.
- O nic.
- Mam na ciebie ochotę, powtórzmy to, maleńka.
- Nie.
Zacisnął pięści. Czuł, że zrobi krzywdę albo komuś, albo sobie. Dziewczyna zauważyła to, więc odwróciła się na pięcie i odeszła szybko. Minęła dwóch lekko wstawionych gówniarzy, którzy obejrzeli się za nią z głupawymi uśmiechami. Neil wykorzystał okazję do rozładowania swej energii i uderzył pięścią jednego z nich.
- Jeszcze raz na nią spojrzysz, gnojku, a obetnę ci chuja. - wysyczał ze złością i zazdrością. Uderzył chłopaka raz jeszcze.
Kolega ofiary rzucił się na pomoc. Po chwili rozpoczęła się między nimi regularna bójka. Z Motley House wybiegli Nikki i Tommy, zwabieni przez dziwne hałasy. Dołączyli się do walki bez żadnych pytań. Młodzi chłopcy leżeli skopani na ziemi, zbierając zęby ze szczelin w asfalcie, a przyjaciele wrócili do swojej meliny.
- Ja pierdolę, co to było. - Sixx opadł na kanapę, otwierając butelkę wina. - Vince, kurwa, za co tak napieprzałeś te bachory?
Neil nie odpowiedział. Zniknął na piętrze w sypialni, którą dzielił z Tommym. Nikki pochłonął się rozmową z T-Bonem, zachwycając się opowieściami o ciosach, które zadali niewinnym chłopcom. Michelle posunęła się niezauważona na górę. Vince siedział na materacu po świeżo wciągniętej kresce kokainy. Dziewczyna usiadła obok niego.
- Pieprzyłeś się z Soph? - zapytała bez ogródek.
- No tak. Ale najwyraźniej pierwszy i ostatni raz.
- Daj jej trochę czasu. Sama nie wie, czego chce. - Mich odpaliła papierosa, podciągając nogi pod brodę.
- Gówno mnie to obchodzi, czaisz?! - Vince nagle wpadł w szał. - Mam dość wiecznego pierdolenia, niech ta suka wreszcie się zdecyduje, bo w końcu zrobię coś, czego będę kurewsko żałować!
Dziewczyna podstawiła mu żarzący się papieros przed twarz, od jego skóry dzieliło go dosłownie parę milimetrów. Poczuł nieznośne ciepło.
- Spróbuj, kurwa, zrobić jej jakąkolwiek krzywdę to zgaszę na twojej buźce całą paczkę fajek, a wtedy żaden makijaż ci nie pomoże, skurwielu.
Vince odsunął się od niej, przestraszony powagą jej słów. Michelle jak gdyby nigdy nic wróciła do poprzedniej pozycji i zaciągnęła się mocno.
- Ona za dużo już się nacierpiała. - szepnęła, wypuszczając z ust stróżkę dymu.
-Wiesz, gdzie ja to mam?
-Wiem, dlatego albo zacznij się nią w interesować w inny sposób albo daj jej spokój.
-W jaki inny sposób?
-Chyba cię pojebało, jeśli sądzi, że ci pomogę. Sam coś wymyśl.- Michelle wstała i wróciła do salonu.
Zajęła miejsce obok Micka i położyła głowę na jego ramieniu. Nikki zdziwiony spojrzał na dziewczynę, jednak nic nie powiedział. Mick zaczął bawić się włosami dziewczyny, na co ona zareagowała słodkim uśmiechem. Sixx wyraźnie wkurwiony zwlókł się z podłogi i poszedł po więcej alkoholu. Michelle śledziła wzrokiem Sixxa, jednak gdy on posłał jej złowrogie spojrzenie, zaprzestała. Wtuliła się w Marsa i oddała się delikatnym dotykom mężczyzny, które wędrowały po jej ciele. Nikki wszedł do kuchni i jednym machnięciem ręki zgarnął wszystko z blatu, co z hukiem wylądowało na podłodze. Przeszedł na około rozbite szkoło i zajrzał do lekko przekrzywionej szafki, gdzie trzymali prochy na czarną godzinę. Wziął woreczek z małą ilością heroiny, której nikt poza Sixx'em nie tykał. Stwierdził, że na wstrzyknięcie jej jej za mało, więc wpadł na pomysł, by nawdychać się oparów. Przygotował więc działkę i zaczął zaciągać się wonią. Nagle do kuchni wszedł Tommy.
-Co, chuju, robisz?- Zapytał wyraźnie znudzony.
-Zaciągam się oparami z hery. Chcesz trochę?
Na twarzy T-bone'a pojawił się grymas niechęci.
-Niee... Dzięki. -Wycofał się z pomieszczenia.
Wchodząc do salonu zaapelował:
-Z chujem Sixx'em jest źle.
-Po czym to wnioskujesz?- Zapytał Mick.
-Siedzi w kuchni na podłodze, na rękach ma krew i zaciąga się oparami z hery.
Przez głowę Micka przepłynął strumień myśli.
-Idź do niego.- Powiedział Tommy.
Mars niepewnie wstał i ruszył w stronę kuchni. Gdy wszedł, Nikki był już nieźle nawalony.
-Co ty ze sobą robisz, szmato?- Spojrzał na niego z politowaniem.
-Ruchałeś moją laskę, jebańcu. Ty się nazywasz przyjacielem?- Wybełkotał Nikki.
-Nie masz laski i nikogo „twojego” nie ruchałem.
-A z Michelle co robiłeś? Chyba kurwa nie bez powodu ją dotykałeś! Albo ją przeleciałeś, albo masz na nią ochotę.
-Michelle to urocza, zaznaczam, dziewczynka. Słodka, zagubiona i w ogóle, ale to nie dla mnie. W ogóle byłeś w takim stanie, gnoju, że lepiej dla niej było, że ją zabrałem. Człowieku, mam trzydzieści pięć lata, mam w głowie inne rzeczy niż ty.
Nikki zaczął analizować zaistniałą sytuację.
-I nic między wami nie było?
-Nie. I nie ma prawa być.- Mick próbował zaprzeczyć sam sobie.
W tym samym czasie Michelle siedziała na kanapie i pustym, smutnym wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Nagle pojawił się Vince i od razu się do niej dosiadł.
-Gdzie cię wczoraj wywiało z Mickiem? Myślałem, że Sixxa roznieście z zazdrości.
-Nie interesuj się.- Michelle wycedziła przez zęby.
-Ale...
-Kurwa, jeszcze jedno słowo, a skończysz marnie!
-Dobra, dobra... Spokojnie.
-Rzygam już tobą.
Vince chamsko zmierzył dziewczynę wzrokiem. Wstał z kanapy i śmiejąc się oraz mówiąc coś pod nosem wyszedł z mieszkania. Mich nerwowo zapaliła papierosa i poszła do kuchni. Weszła i badawczo się rozejrzała. Jej wzrok utknął na Nikki'm, jednak szybko go oderwała. Sięgnęła po ostatnie piwo z lodówki, osunęła się obok chłopaka i oprała głowę na jego ramieniu.
-Pierdolony ćpun.- Rzuciła smutno.
Nikki pocałował Michelle w czoło.
-Przepraszam, że się nie podzieliłem.- Uśmiechnął się ćpuńsko.
-Już nawet nie o to chodzi...
-A o co?- Zapytał, obejmując ją ramieniem.
-Trudno stwierdzić. Wkurwia mnie wszystko. Wszyscy czegoś potrzebują, a ja załatwiam wszystko sama.
Nikki jedną ręką chwycił jej dłoń, a drugą położył na jej udzie.
-Mogę ci pomóc.- Zaproponował.
-Sam potrzebujesz pomocy...
-Co z tego? Daję radę.
-Siedzisz naćpany na podłodze w kuchni i nie jesteś w stanie się ruszyć.
-Ruszę się, kurwa mać.- Nikki podjął próby podniesienia się.
-Chodź tu.- Michelle pociągnęła go w dół.
Nikki ponownie usiadł na ziemi. Dziewczyna szarpnęła go za rękaw, by się położył. Jego zbolała głowa spoczęła na jej kolanach. Delikatnie przebiegała opuszkami między sklejonymi lakierem włosami, nawijała kolejne kosmyki na palce, uśmiechając się lekko. Nikki otworzył oczy i zwrócił wzrok na twarz Michelle. Podniósł się nieznacznie, by musnąć czule jej usta, jednak po chwili opadł z głuchym jękiem. Wtulił się w ciało dziewczyny, oddychając ciężko.
- Nie chcę, kurwa, żeby Mick cię dotykał, rozumiesz? Kocham cię. - szepnął. - Jesteś tylko moja.
- Ciii, nie myśl teraz o tym. - dłonie Michelle zaczęły drżeć, a serce walić, jak oszalałe, ale nie dała tego po sobie poznać. Pocałowała go w czoło. - Odpocznij.
[...]
Tymczasem Vince był już daleko od Motley House. Szedł szybko przed siebie, patrząc złowrogo na świat zza burzy włosów. Los Angeles budziło się powoli do życia, bary otwierały, a wszelkie plugastwo wypełzało ze swych kryjówek, by zasmakować odrobiny szaleństwa. Wszedł do pierwszego klubu ze striptizem, który minął. Błądził po sali wzrokiem w poszukiwaniu nowej zdobyczy. Zawsze tak robił - gdy upatrzony cel jakimś cudem nie chciał mu się poddać, znajdował na jego miejsce dwa następne. Jednorazowymi przygodami, wykorzystywaniem kolejnych dziewczyn wypełnił pustkę, wieczny brak towarzyszki, która zadowoliłaby go na więcej, niż noc i to nie swoim pięknym sportowym samochodem czy drogimi narkotykami. Usiadł przy stoliku tuż pod sceną. Wychodziły na nią kolejne tancerki. Większość z nich już dawno zdobył, posyłały mu urocze uśmiechy. Reszta nie przyciągała jego uwagi. Nagle zobaczył przy jednej z rur dobrze mu znaną twarz. Sophie wiła się na scenie, zbierając pokaźne napiwki. Ruszył w tamtym kierunku. Chwilę przypatrywał się jej uważnie. Widział, że to nie jest jej pierwszy występ. Włożył między wargi banknot i oparł się o krawędź sceny. Dziewczyna zbliżyła się do niego, by zabrać pieniądze.
- Cześć, maleńka. - powiedział zadziornie, patrząc prowokująco.
Sophie przestraszyła się, ale szybko wróciła do występu. Vince poszedł za kulisy - dobrze znał obsługę klubu. Czekał pod drzwiami garderoby, aż dziewczyna skończy. Chwile oczekiwania umilił sobie paroma tabletkami. Sophie zeszła ze sceny w towarzystwie dwóch innych tancerek. Minęła go szybko, zatrzaskując za sobą drzwi. Gdy wyszła, już ubrana, przyparł ją do ściany zanim zdążyła uciec.
- Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? - syknęła ze złością, próbując się wyswobodzić.
- Zajebiście tańczysz. Od dawna się tym zajmujesz? - zapytał, błądząc dłonią między jej udami.
- Chuj cię to obchodzi. Może i od dawna. Odpierdol się. - zacisnęła z całych sił nogi.
- Dałem ci niezły napiwek, chyba powinienem dostać jakąś nagrodę.
- Możesz ewentualnie dostać w twarz, jeśli natychmiast mnie nie puścisz.
- Rozbierasz się przed obcymi facetami, puszczasz się, a mi nie pozwalasz na szybki numerek? - powoli Neil tracił cierpliwość i samokontrolę, napierał na jej ciało coraz mocniej.
- Puszczaj mnie, skurwielu, zawołam ochronę.
- Jebie mnie ochrona, chcę cię, kurwa, rozumiesz?
- Ale ja ciebie nie chcę!
- Mówiłaś coś innego, gdy się pieprzyliśmy, skarbie.
Udało jej się wyswobodzić rękę i uderzyła go bez wahania w twarz. Wykorzystując moment jego nieuwagi, uciekła najszybciej, jak się dało.
- Pierdolona dziwka. - syknął, uderzając pięścią w ścianę.
W łazience załadował dawkę kokainy, która powaliłaby każdego. Zaciągnął przypadkową, lekko zagubioną dziewczyną do kabiny. Gdy skończyła robić mu dobrze, zapiął szybko spodnie, rzucił jej dolara i wyszedł z trzaskiem plastikowych drzwi. Po chwili znów był w Motley House, kipiał złością.
- Gdzie ona jest?! - krzyczał od progu.
- Kto? - zapytał zabawiający się z jakąś dziewczyną na kanapie Tommy.
- Ta mała suka! Gdzie jest, kurwa, Soph?!
Z kuchni wyłoniła się Michelle, podtrzymując ledwo stojącego Nikki'ego.
- Jak ją nazwałeś, chuju?
- Gdzie jest ta zdzira?! - kopnął leżące pod ścianą butelki, rozbijając je w drobny mak.
- Nie ma jej tu, ogarnij się, Vince. - wybełkotał Sixx, który osunął się po framudze na ziemię.
- W takim razie spierdoliła do następnego burdelu! - Neil rzucił starym krzesłem o ścianę.
- Stary, uspokój się! Rozpierdolisz to do reszty!
- Gówno mnie to obchodzi! Jeśli ja nie mogę jej mieć to nikt, kurwa, nie może!
Michelle wpadła w panikę. Chwyciła leżącą na podłodze kurtkę Nikki'ego, założyła ją szybko.
- A ty dokąd? - Sixx chwycił ją za rękę. - Nie chcesz chyba zostawić mnie z tym pojebem?
- Muszę ją znaleźć, cholera, to się źle skończy. Wrócę, gdy będę wiedziała, gdzie jest.
Pocałowała przelotnie chłopaka na pożganie, uchylając się przed kolejnym lecącym przedmiotem i wybiegła. Szła wzdłuż ulic L.A. Napotykała swoich starych, zaprzyjaźnionych ćpunów, jednak mówiłam im, że się śpieszy. Szła Sunset przez długi czas. W końcu znalazła się w okolicy wzgórz. Sądziła, że znajdzie tam swoją przyjaciółkę. Po dłuższej przechadzce i zajrzeniu w każde miejsce, gdzie mogłaby siedzieć Soph, Michelle zrezygnowała. Opadła zmęczona na ziemię i zapaliła papierosa. Sama nie wiedziała, dlaczego w kurtce Sixxa są fajki, ale sprzyjało jej to. Wypaliła trzy papierosy pod rząd i ruszyła dalej. Błądziła już po mieście wiele godzin. W końcu weszła do jakieś bramy i osunęła się na ziemię ze zmęczenia. Oparła głowę o podkurczone kolana i zamknęła oczy. Wydawało jej się, że to dosłownie była chwila, jednak gdy się obudziła był już ranek. Wstała cała obolała z ziemi i wyszła z bramy. Rozejrzała się po okolicy i nie do końca wiedziała, gdzie wylądowała. Przeszukała kieszenie, jednak nie znalazła pieniędzy. Postanowiła, że wróci tą samą drogą, którą szła. W sumie, nie miała wyboru. Umysł nie pracował najlepiej, ciało też odmawiało jakiejkolwiek współpracy. Szła powoli, paląc kolejne papierosy. "Idealne śniadanie"- pomyślała. W końcu udało jej się ponownie pojawić na Sunset. Teraz już w sumie było z górki. Dom chłopaków był niedaleko. Parę minut i znowu znalazła się w mieszkaniu. Weszła do środka, trzaskając za sobą drzwiami. Opadała na kanapę i już nie miała zamiaru wstać.
-Znalazłaś ją?- W salonie rozbrzmiał głos Nikki'ego.
-Nie.- Michelle odpowiedziała złamanym głosem.
Nikki usiadł na skraju kanapy i zaczął ją głaskać po głowie.
-Całą noc jej szukałaś?
-Starałam się, ale w końcu poległam w jakiejś bramie.
-Nie wyglądasz najlepiej. Przynieść ci czegoś?
-Wodę i koc. Kurwa, zimno mi.
-To z przemęczenia.- Nikki zgarnął jakiś koc z fotela. Sam zdziwił się tym, że taki przedmiot znalazł się w salonie.
Okrył Michelle i poszedł do kuchni. Na wejściu zderzył się z Vincem.
-Sorry, chcę przejść.- Neil próbował obejść przyjaciela, by dostać się do wyjścia.
-Nie tak prędko skurwysynie.- Pchnął go w głąb kuchni.- Swoją dziwkę możesz płoszyć, ale kurwa, nie kosztem tej dziewczyny. Całą noc jej szukała, a teraz mi tu umiera z przemęczenia oraz ze strachu!
-Pierdoli mnie to, kurwa!
-Nie ochłonąłeś jeszcze? Bo ja ci, kurwa, bardzo chętnie pomogę.- Nikki zbliżył się do Vince'a kierując pięścią w stronę jego twarzy.
-Wal, śmiało. I tak jesteś pizdą.
Sixx bez niepotrzebnych słów uderzył przyjaciela. Obaj chcieli wyładować złość, napięcie, smutek. Zaczęli okładać się pięciami. Kolejne ciosy i wyzwiska mieszały się ze śmiechem. Michelle przewróciła oczami. Przykryła się mocniej kocem, zapalając papierosa. Nagle, między krzykami mężczyzn, usłyszała delikatne pukanie do drzwi. Wiedziała, że nikt ich nie otworzy, więc wstała, opatulona kocem i nacisnęła lekko klamkę. W progu stała Sophie, ledwo trzymając się na nogach. Była zmęczona, blada od wymiotowania, większość ciała miała pokrytą sińcami. Michelle wciągnęła ją szybko do środka i zaprowadziła do sypialni Sixxa, by Vince jej nie zauważył.
- Co się, kurwa, stało? - zapytała blondynka.
- Spotkałam jakiś punków ze sporą ilością kwasu za śmieszne pieniądze, tak wyszło...
- Kwas od punków?! Pojebało cię?! Wyglądasz, jakbyś tydzień żyła na samej heroinie!
- Ty za to wyglądasz genialnie. - zakpiła Soph, chowając się pod kocem.
- Szukałam cię całą noc, idiotko.
Michelle objęła ją troskliwie, głaszcząc dłonią po głowie. Choć nie przejmowała się własnym zdrowiem i życiem, nie pozwoliłaby na jej krzywdę. Gładziła delikatnie zimną skórę przyjaciółki, gdy jej palce wybadały coś okropnego. Zdjęła z Sophie koc, przyglądając się dokładnie zgięciu ręki dziewczyny. Widziała, że ta się zlękła i chciała jak najszybciej znów schować pod materiałem. 
- Co to jest? - zapytała.
Soph skuliła się, odsuwając lekko. Jej oczy zaszły mgłą smutku, który Michelle widziała już miliony raz. Z każdym smutek był coraz żałośniejszy i bardziej widoczny.
- Spytałam się, co to jest?
- Ślad po igle.
- Wstrzykiwałaś heroinę? Po jasną cholerę?
- Nie wiem. Może chciałam przedawkować. Ale nie wyszło, znowu.
Zapadła cisza, z dołu słychać było jedynie krzyki chłopaków i głuche jęki towarzyszki Tommy'ego. Michelle odpaliła rozedrganymi dłońmi papierosa, jednak praktycznie się nie zaciągała, gryząc z wściekłości i bezsilności filtr oraz paznokcie. Do sypialni wszedł Nikki, widać po nim było, że dopiero, co wziął następną dawkę kokainy - jakby nie było mu już dość tego, co zażył wcześniej. Obrzucił Soph niechętnym spojrzeniem.
- Co ta ździra tu robi? - zapytał oschle, wskazując na dziewczynę.
Żadna z dziewczyn nie odpowiedziała, obie zamknęły się w swych myślach, więc chłopak jedynie wzruszył ramionami, usiadł pod ścianą i zaczął grać coś na gitarze basowej.
- Ja pierdolę, grać nie umiesz. - westchnęła Soph. - Znaczy, coś tam umiesz, ale mogło być lepiej.
- Ciekawe, kurwa, czy ty byś cokolwiek zagrała. - syknął ze złością.
Nikt nie mógł śmiać się z jego gry, wiedział, że jest świetny i nie pozwalał nikomu tego kwestionować, niezależnie od tego czy była to racja, czy nie.
- A żebyś, chuju, wiedział. - po chwili znalazła się na podłodze obok niego. - Daj bas. Nikki podał jej kostkę i instrument.
Dziewczyna nastroiła go, po czym zaczęła grać. Sixx oniemiał. Nie spodziewał się tego, sądził, że to jedynie chęć obrażenia go i popisania się. Lecz Soph naprawdę potrafiła grać. Po paru zagrywkach oddała mu gitarę, uśmiechając się lekko.
- Dawno nie grałam. - westchnęła.
- Gdzie ty się tego nauczyłaś?
- Od ojca. Nic szczególnego. Mogę ci pokazać parę rzeczy, jeśli chcesz.
Oczy Sixxa rozbłysły dziwnym blaskiem. W jednej chwili zapomniał o niechęci do Sophie i pozwolił jej pokazać sobie kilka chwytów. Nienawiść zamieniła się w zaskoczenie oraz podziw, do których sam nie chciał się przed sobą przyznać. Niechętnie podziękował dziewczynie za naukę. Niby od niechcenia zapytał czy będzie mogła mu jeszcze kiedyś coś pokazać.
- Jeśli przestaniesz mnie wyzywać i pozwolisz tu trochę przenocować to jasne. - uśmiechnęła się szeroko Soph.
Nikki odwzajemnił uśmiech. Michelle podeszła do nich i usiadła chłopakowi na kolanach.
- Nie odbijaj mi go, co? - zażartowała, jednak przyjaciółka wyczuła w jej głosie smutek, wzrok blondynki wciąż uciekał na ramię Sophie, choć z całych sił starała się go powstrzymać.
- Zostawię was już. Tylko... Nikki, gdzie mogłabym się schować? Nie chcę trafić na Vince'a...
- Kurwa, nie wiem. Najlepiej w łazience, bo tam nigdy nie zagląda, ale raczej nie polecam, chyba, że gustujesz w zapachu gówna i totalnym rozpierdolu.
- Dobra, dzięki. To już wolę tego pedała... - uśmiechnęła się lekko i wyszła, zostawiając parę w samotności.
Nikki spojrzał w oczy Michelle. Szybko ją objął i zaczął się bawić jej włosami.
-Widzę, jesteś już w lepszy stanie.- Mich podjęła się próby zapalenia kolejnego papierosa.
Sixx delikatnie się uśmiechnął i pocałował dziewczynę w szyję.
-Coś jest nie tak, prawda?- Zapytał, spoglądając na jej drżące ręce.
-Prawda.- Odpowiedziała, bezwładnie zaciągając się papierosem i krztusząc się dymem.
-Chyba naprawdę jest źle, skoro krztusisz się dymem.
-Ona wstrzykuje, rozumiesz?
Nikki zamilkł. Nie wiedział co powiedzieć, więc postanowił milczeć. Głucha cisza go sparaliżowała. Widział, że po policzkach Michelle płyną już pierwsze łzy, ale nie był w stanie ich jakkolwiek wytrzeć. Siedział nieruchomo, a w głowie pojawiały się dziwne, narkotykowe schizy. Nie wiedział o czym myśli. Chciał zniknąć. Jak najprędzej.
-Znalazłam pracę, wiesz?- Blondynka nagle przerwała długotrwałą ciszę.
Nikki został jakby wyrwany z dziwnego transu. Otrząsnął się i rozejrzał badawczo.
-Tak? To wspaniale, tak mi się wydaje... 

13 komentarzy:

  1. Cudowny rozdział. Piszcie dalej bo wychodzi wam to zajebiście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy c: Na pewno będziemy pisać dalej, bo uwielbiamy to opowiadanie!

      Usuń
  2. witam i wgl wesołych i zdrowych etc etc
    coś mi się zepsuło bo mi nie wyświetla waszych rozdziałów, dopiero na tumblrze zauważyłam haha ale i tak mi trochę zeszło aby tutaj dotrzeć, one są takie dłuuugie.
    VINCE ZARUCHAŁ! vince wreszcie zarruchał o boże jestem dumna XDDDD Brawo księżniczko!
    ale noo szkoda mi vinca, ale właśnie za to lubię soph no weźcie no a michelle mnei wkurwia bchyba już to mówiłam a razem z nią sixx, no weźcie sixx mnie wkurwia XDD
    no wgl to rozdział spk ale dłuuuuuuuuuuuuugi ale jakoś przeczytałam, w sumie dla mnie to nie jest jakiś mały wysiłek ale wiecie taki 'fejm' jak ja nie ma czasu pff
    jaki ze mnie fejm :D
    podrowienia!
    *reklama - http://im-a-wildchild.blogspot.com/* (możecie zajrzeć jak coś nie gryzę XD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze pójdzie, to Michelle zostanie uśmiercona. Moja w tym głowa C:

      Usuń
    2. nie nie zabijaj jej aż taka chujowa nie jest XDD
      ale no, nie musisz jej od razu zabijać no! albo nie fajnie by było gduybyś kogoś zabiła, najlepiej własnoręcznie...
      ale nie Michelle C:

      Usuń
    3. No właśnie, Michelle zabijać nie można, ja ją tak lubię! :c
      Nie i chuj!

      Usuń
    4. Ale ja chcę ją zabić :CCCCCCCCCCC

      Usuń
    5. nei bd ci się tu mieszać nie ale zrób kogoś najlepiej sobowtóra michelle z kosmosu który przybył na ziemie w rózowym latającym spodku aby wyciągnąć vinca z ruskiej mafii do której trafił po tym jak postrzelili go pistoletem na wodę w rainbow i tą lasię niehc nikki zabije ratując życie tej prawidziwej michelle B|

      Usuń
    6. Daj numer do dilera, proszę XD

      Usuń
    7. sorka zgubiłam po drodze kiedy uciekałam przed ruską mafią vinca XDD

      Usuń
  3. Sdfushkgfdhgjfklgadfhgdfjvkadufiogj. Lfdshkjfhagfrudfhgkjdfhajkfjad <3
    A czy mówiłam już, że KfdshaKFdbsjbgfvdskbvdgjchgdkcsghKcfhsjdcKsdgkdasGfhdsgfh?!?!?!?!

    Tak właśnie myślałam B|

    Czekam dalej.
    I mam nadzieję, że Michelle nie zapomni mni poinformować, jak to zrobiła tym razem, choć pisałam z nią dziś i jeszcze byłyśmy wczoraj w sklepie!!!!
    Mówiłam Ci Kotek, że kiedyś Cię zabiję? <3
    Soph, przypilnuj jej, żeby pisała i nie zdradzała Sixx'a!! X'D

    Kocham i Wesołego Jajuszka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki i nawzajem XD
      Przypilnuję tego chuja, dostanie ode mnie wpierdol już w niedzielę B|

      Usuń
  4. ''Tym razem już nie przerywali.
    [...] ''
    Ale, ale ja chce wiedzieć jak było... :c
    ''Jej dłonie powędrowały do jego spodni, sprawnie uporała się za paroma paskami, które po chwili znalazły się na ziemi.
    …''
    No i znowu.. :c
    Za dużo się działo.
    Matko
    ale kocham Was
    kocham co piszecie
    Jesu nie ogarnęłam tego wszystkiego

    OdpowiedzUsuń