-Ty
to kurwa Mars, mądry jesteś.- Tommy zabrał puszkę piwa z rąk
przyjaciela.
-Ktoś
w końcu musi.
-
Dobra, geniuszu, ale ja nie mam ochoty na codzienne oglądanie ich
mizdrzenia się. - Tommy wzruszył ramionami, odpalając papierosa.
-
Ciągle masz tego pieprzonego focha za
paszczura z zeszłego tygodnia? - Mick
roześmiał się.
-
No kurwa, podrzuciliście mi takie coś, a te chuje mają ładne
panienki na stałe!
-
Poprawka, Sixx ma. Księżniczka jakoś nie może poruchać.
-
Bo ta dziewczyna jest ostro jebnięta. Liże się z nim, obmacuje, co
chwile gdzieś się tu kręci, a nie da mu się przelecieć, myśli,
że go zdobędzie na długo, oswoi czy co tam jeszcze. Idiotka.
Widziałeś jej ręce? Przypala się fajkami. Nie mógł sobie
znaleźć lepszej.
-
A widziałeś co się dzieje w salonie?
Tommy
wstał. Wyjrzał lekko zza uchylonych drzwi. Michelle i Sixx
siedzieli na podłodze pod ścianą z butelką taniego wina oraz
basem, na którym chłopak cicho grał. Vince wkładał szybko jakieś
niesamowicie obcisłe spodnie, po czym wyleciał z domu.
-
Pieprzyli się? - zapytał Lee ze zdziwieniem na twarzy i uniesionymi
brwiami.
-
Nie wiem. Może. - Mars wzruszył ramionami, jakby zupełnie go to
już nie obchodziło.
[...]
Sophie
biegła przed siebie. Po prostu przed siebie. Nawet łzy nie chciały
już płynąć. Tylko serce waliło, jak oszalałe. Zatrzymała się
dopiero parę przecznic dalej. Usiadła na środku chodnika,
oddychając ciężko. Znów uciekała przed ludźmi i samą sobą.
Położyła się na zimnym bruku, odpaliła papierosa. Zamknęła
oczy przez palące promienie słoneczne. Jej oddech powoli się
uspokajał, gdy poczuła muśnięcie palców na swojej dłoni.
Otworzyła oczy. Vince pochylał się nad nią, jego platynowe włosy
delikatnie łaskotały ją w szyję i dekolt. Rozchyliła usta, chcąc
kazać mu odejść jak najszybciej, lecz ten zatkał je swoimi
wargami. Przez moment próbowała go odepchnąć, jednak nie dała
rady. Chłopak oparł ręce przy jej głowie i całował coraz
namiętniej, coraz zachłanniej. Jakby była to ostatnia okazja, by
to zrobić. W końcu, bez słowa oderwał się od niej i usiadł obok
na chodniku. Dziewczyna podniosła się zaskoczona, jej klatka
piersiowa szybko unosiła się oraz opadała.
-
Co to, kurwa było? - zapytała.
-
Ale co?
Westchnęła.
Więc postanowił udawać, że nic się nie stało? Wspaniale. W
takim razie ona będzie robić to samo. Jednak nie była tak świetna
w udawaniu, jak on. Lata praktyki uczyniły z niego doskonałego
aktora. Jak wszyscy wrażliwi skurwiele, chował się za maską,
alkoholem, narkotykami. Pożerało go szaleństwo.
-
Czym się tak przejmujesz? - Vince skinął głową na rozedrgane
dłonie Sophie, próbując zmienić temat.
-
Wszystkim. - wzruszyła ramionami.
-
Różnisz się od Michelle. Jesteś zupełnie inna.
-
Wiem, też tego w sobie nie lubię.
-
Nie powiedziałem, że mi to nie pasuje. - chłopak uśmiechnął
się.
Przez
parę minut siedzieli w ciszy. Sophie wpatrywała się w szarą
stróżkę dymu, błądzącą między parą, żar powoli dosięgał
już filtra. Zgasiła papierosa o bruk.
-
Obie byłyśmy zawsze społecznymi wyrzutkami. Michelle, bo tak ją
nauczyli i było jej łatwiej. Ja, bo nie miałam innego wyboru. Mama
mówiła mi, że taka już się urodziłam. Mich jest silna, pewna
siebie. Ja chowam się za jej plecami, bo jestem zwykłym gównem. -
dziewczyna zabrała wreszcie głos. - Ale jeśli ona nie daje rady,
ja ją wspieram. Ona jest tą zajebistą, rockową laską, a ja
cichą, wrażliwą świruską, jednak muszę ją ciągle
podtrzymywać, żeby się nie rozjebała do końca.
-
Ona cię wykorzystuje.
Roześmiała
się.
-
Wiele jeszcze o nas nie wiecie.
Vince
wpatrywał się w oczy dziewczyny intensywnie i gorączkowo, próbując
ujrzeć to, co się w nich kryje z całych sił. Chciał wiedzieć,
co dzieje się w jej umyśle, co szepcze jej dusza. Fascynowała go.
Fascynowało go jej spojrzenie, rozmarzone, utkwione gdzieś w
niebie, jej rozedrgane dłonie, trzymające zgaszonego papierosa,
palce zaciskające się na zapalniczce, utkwiony w kącikach ust
uśmiech, delikatnie zarumienione policzki. Pragnął ją poznać,
zrozumieć, odkryć.
-Co
ty na to, by się gdzieś przejść?- Zaproponował Vince po dłuższej
chwili milczenia.
-A
co masz na myśli?- Zapytała Soph.
-Park,
jakaś kawiarnia. Nie wiem, cokolwiek. Przecież nie będziemy
siedzieć na chodniku.
-Jasne,
dlaczego nie.
Vince
wstał i podał rękę swojej towarzyszce. Pociągnął ją w górę
i razem poszli w stronę miasta.
W
tym czasie Nikki, Tommy oraz Mars siedzieli w salonie. Michelle nagle
gdzieś wyparowała, nie pozostawiając żadnej informacji. Sixx
bazgrał coś na kartce, Mick coś brzdąkał na gitarze, a Tommy'ego
jak zwykle nosiło. Rozpierała go energia.
-Chodźmy
się napić.
W
odpowiedzi dostał ciszę.
-Kurwa,
chuje! Idziemy chlać.
-Chlej.-
Powiedział obojętnie Nikki.
-Byle
na umór.- Dopowiedział Mars.
-Co
jest z wami?- Tommy zaczął jęczeć.
-Straszny
z niego dzieciak, prawda?- Zwrócił się Sixx do Marsa.
-Oj
tak.- Przyznał mu racje.
Tommy
rzucił jakimś przekleństwem pod nosem i wyszedł z domu. Pozostała
dwójka głośno się roześmiała.
-Co
to miało kurwa być?- Zapytał Mick, pokładając się ze śmiechu.
Nikki
próbował coś z siebie wydusić, ale jedyne co mu się udało, to
parę sylab, które razem i tak nie miały sensu. W salonie nagle
pojawiła się Michelle.
-Hej,
co wam tak zabawnie? Podzielcie się.
Siadając
obok Nikki'ego, pocałowała go delikatnie w usta. Lekko speszony,
szybko oddał pocałunek.
-Niczym
się z tobą nie podzielę.- Sixx posadził sobie dziewczynę na
kolanach.
-A
co brałeś?- Zapytała zapalając papierosa.
-Nic
nie brałem. Wkurwiałem Tommy'ego.
-Nie
ładnie się wyżywać na młodszych...
-Kotku,
to bez znaczenia. On wyżywa się na wszystkich.- Wtrącił Mars.
Nikki
zgromił swojego kumpla spojrzeniem, jednak po chwili jego wzrok
błagał, by już nic więcej nie mówił.
-Uważasz,
że nie wiem?- Zapytała Michelle, wypuszczając dym z ust.- O nim
mówi całe L.A. Większość dzieciaków z tego miasta się go boi.
Wyrobił sobie niezłą reputacje.
-Skąd
o tym wiesz...?- Na twarzy Sixxa pojawiła się ciekawość a za
razem zirytowanie.
-Obracałam
się wokół takich. Po co? Nie wiem, najczęściej mieli ćpanie. Z
niektórymi można było fajnie pogadać. Jeden z nich miał
piętnaście lat i nazywał się Tom. Miał podobną sytuację i
jakoś się dogadaliśmy. Ogółem interesowało nas to samo...
-Chuj
mnie to obchodzi.- Przerwał Nikki.
Michelle
spojrzała zdenerwowana na chłopka i zeszła z jego kolan. Usiadła
obok na kanapie i dokończyła papierosa w milczeniu. Nikki nerwowo
rozglądał się po całym pokoju. Wyglądał jakby czegoś szukał.
-Idź
na górę...- Zwrócił się do niego Mick.
Sixx
bez słowa wstał i poszedł. Mich śledziła go wzrokiem, dopóki
nie zniknął na górze. Spojrzała na Marsa, który wyglądał na
obojętnego.
-Co
mu jest?
-Jest
na głodzie.
Michelle
już nic nie powiedziała. Zapaliła kolejnego papierosa.
-Nie
pal tyle.
-Teraz
się przerzuciłam na fajki. Mam dość ćpania.- Michelle
podkurczyła nogi pod brodę.
-Jak
to? Co cię nagle olśniło?
-Zbyt
wielu już przez to straciłam. Ale to nie jest główny powód. Nie
potrafię już ćpać, jak przed paroma tygodniami. Ostatnio wzięłam
jakiś tydzień temu i zrobiło mi się tak cholernie słabo. Jestem
wyniszczona...
Mars
uważnie słuchał dziewczyny. Po chwili ciszy i dogłębnego
myślenia, odezwał się:
-Dobrze
robisz. Prochy to gówno. Za dużo się u ciebie teraz dzieje. Hej,
powiesz mi jedną rzecz?
-Jasne,
ale jaką?
-Kochasz
Sixxa?
Michelle
speszyła się i zaczęła się delikatnie rumienić. Na ustach
pojawił się delikatny uśmiech, a serce przyśpieszyło rytmu.
-Kochać,
to chyba jeszcze za dużo powiedziane. Dobrze się przy nim czuję.
Jest kimś więcej niż przyjacielem, ale jeszcze nie ukochanym...
Och, no wiesz o co chodzi! Jesteś mądry.
Mars
uśmiechnął się i zapalił papierosa. Dym popił Danielsem.
Dziewczyna nadal siedziała w wcześniejszej pozycji, jednak jej
twarz była rozświetlana przez uśmiech. W oczach miała jakiś
dziwny błysk. Z góry zszedł Nikki. Już spokojniejszy, opanowany.
Jednak na jego twarzy był jakiś dziwny grymas. Usiadł obok
Michelle i objął ją ramieniem.
-Więc...
Chcesz dokończyć?- Zapytał po dłuższej chwili.
-Nie,
nie trzeba.- Odpowiedziała.
W
jej ustach znalazł się kolejny papieros. Już chciała go zapalić,
jednak w ostatniej chwili chłopak wyjął go z jej ust. Spojrzał w
jej oczy, ciepło się uśmiechnął i zaczął ją delikatnie
całować. Mick szybko ulotnił się z pokoju. Nikki coraz namiętniej
całował Michelle. Posadził ją sobie na kolanach i już zaczął
się dobierać do jej bluzki.
-Hej,
hej.- Michelle się odsunęła.- Tutaj?
-Jasne,
dlaczego nie?- Zapytał z cwaniackim uśmiechem.- Nie ciebie pierwszą
będę tu pieprzyć.
-Pieprzyć?
Tylko po to ci jestem potrzebna?
-A
czego ty ode mnie oczekujesz? Zaangażowania i oddania? Wielkiej
miłości? No proszę cię.- Roześmiał się prosto w jej twarz.
-Nie
oczekuję od ciebie niczego.- Wstała z jego kolan, poprawiając
bluzkę.- Od ludzi nie powinno się oczekiwać...
Sięgnęła
po kolejnego papierosa. Tym razem jednak udało jej się zapalić.
Nikki tylko się jej przyglądał. Na jej twarzy jak zwykle panował
spokój. Żadnych emocji, chodź wewnątrz krzyczało rozczarowanie i
smutek. W oczach pojawiły się jakby pierwsze łzy, więc szybko
zasłoniła swoją twarz włosami. Nikki poczuł się jakoś dziwnie
głupio. Nigdy się tak nie czuł, a przynajmniej sobie nie
przypominał. Wziął głęboki oddech i podszedł do dziewczyny.
Objął ją w pasie, a ona oparła głowę o jego ramię. Co jakiś
czas zaciągała się papierosem.
-Nie
pal tyle, proszę.- Wyszeptał jej delikatnie do ucha.
Michelle
w odpowiedzi zgasiła połowę tlącego się papierosa.
-
Dzięki. - Nikki uśmiechnął się uroczo.
Dziewczyna
odwróciła się przodem do niego. Wplotła dłonie w jego lekko
natapirowane włosy i przyciągnęła twarz do siebie. Spojrzała mu
w oczy.
-
Co wziąłeś? - zapytała cicho.
-
Trochę amfy. Mam jeszcze parę tabletek, chcesz? - zaproponował
radośnie i beztrosko Sixx.
-
Nie. I sprzedaj to gówno. Nie bierz go.
-
Pojebało cię? Gdzie moja zawsze chętna ćpunka?
-
Już nie tak chętna. I nie twoja. - puściła go ze smutnym
spojrzeniem, cofnęła o krok.
-
Jak to nie?
-
No nie. Nie mam ochoty na ćpanie. Chcę coś zjeść i się położyć.
-
Nie to miałem na myśli.
-
Więc o co chodzi?
-
Jak to nie moja? - powtórzył,
chwytając ją za biodra i przyciągając do siebie. - Mam cię
przekonać do tego, że jesteś tylko, kurwa, moja?
-
A mógłbyś? - zaproponowała nieśmiało Michelle.
-
Zobaczymy, co da się zrobić. - Nikki uśmiechnął się zadziornie.
Ich
usta spotkały się w namiętnym pocałunku, para znów wylądowała
na kanapie. Tym razem już nie przerywali.
[...]
Usiedli
przy stoliku, kelner przyniósł dwa kieliszki czerwonego wina. Vince
rozglądał się lekko po sali, patrząc na pochylonych nad
szklankami, filiżankami czy kuflami ludziach.
-
Nie sądziłam, że chodzisz do takich miejsc. - Sophie przerwała
panującą między nimi ciszę.
-
Sentyment. Pierwsza randka wiele lat temu. - chłopak uśmiechnął
się delikatnie, po czym uniósł kieliszek do ust.
Soph
przyglądała mu się uważnie. Wyciszył się, był spokojny, nie
miał tony makijażu na twarzy ani natapirowanych włosów. Mówił
cicho, jakby odrobinę niepewnie. Podobało jej się to. Zapaliła
papierosa i przyglądał mu się w milczeniu. Kawiarnia wypełniona
była dymem, cichymi rozmowami i rhythm and bluesową muzyką, na
każdym stoliku tańczyły płomienie świeczek, oświetlające
twarze zebranych osób. Dziewczyna zaciągnęła się mocno, po czym
odłożyła papierosa do popielniczki. Vince chwycił ją za dłoń,
gdy chciała ją cofnąć. Spojrzała na niego pytająco.
-
Nie przyprowadzam tutaj byle kogo. - jego palce błądziły po udzie
towarzyszki, przyśpieszając nieznacznie jej oddech. - Ile jeszcze
będziesz przede mną uciekać..? Mam już, kurwa, dość ganiania za
tobą, jak za...
Nie
zdążył dokończyć, powstrzymany przez delikatny, lecz stanowczy
pocałunek.
-
Dużo pieprzysz, jak na faceta. - Soph roześmiała.
W
jednej chwili zapomniała o wszystkich swoich uprzedzeniach i
wątpliwościach, a ich usta znów się złączyły. Vince posadził
sobie dziewczynę na kolanach. Jego dłonie wślizgnęły się pod
jej koszulkę. Ich serca przyśpieszały, Sophie wplotła palce we
włosy blondyna i ciągnęła je lekko, gdy chłopak przygryzał jej
dolną wargę.
-
Chodźmy do Motley House. - Neil oderwał się od niej na chwilę.
Rzucił
na stolik parę dolarów. Sophie wstała i poprawiła koszulkę. Chłopak
chwycił ją za dłoń, po czym dość szybko znaleźli się w domu,
gdy tylko weszli do środka, Vince przyparł Soph do drzwi i znów
zaczął namiętnie całować. Jej dłonie powędrowały do jego
spodni, sprawnie uporała się za paroma paskami, które po chwili
znalazły się na ziemi.
…
Soph
leżała z opartą głową o klatkę piersiową Vince'a. Nadal
dysząc, starała się unormować oddech. On natomiast głaskał jej
delikatnie rozczochrane włosy. Uśmiech na jego ustach i delikatny i
subtelny, a oddech dziwnie spokojny. Sophie odwróciła się na
brzuch i oparła głowę o ręce. Przyglądała się chłopakowi,
który cały czas się uśmiechał.
-Widzę,
że jesteś naprawdę zadowolony.- Powiedziała po chwili.
-Owszem,
jestem.
-Będzie
się czym chwalić chłopakom.- Soph wstała z materaca i zaczęła
się ubierać.
-Uważasz,
że takie rzeczy mnie bawią? Nie jestem Sixx'em, by ruchać tylko po
to, by się chwalić jak to laska mi obciągała i czego ja jej tam
nie robiłem...
-Naprawdę
jest aż takim skurwysynem?
-Tak.
I lepiej zabierz od niego tą ćpunkę, bo obiecuję ci, że skończy
jeszcze gorzej niż jest teraz.
Sophie
szybko się ubrała, zapaliła papierosa i popędziła na dół. Na
kanapie siedziała Michelle razem z Nikkim.
-Słońce...-
Powiedziała delikatnie.
Blondynka
obróciła się w stronę głosu. Gdy zobaczyła swoją przyjaciółkę
delikatnie się uśmiechnęła.
-Możemy
porozmawiać?- Zapytała Soph.
Michelle
spojrzała pytająco na swoją przyjaciółkę. Bez słowa wstała i
za nią poszła. Wyszły na zewnątrz. Sophie zapaliła papierosa.
Michelle nic nie mówiąc usiadła na ziemi i rozglądała się po
okolicy. Było może około piętnastej. Jak na tak wczesną porę
przy Whisky kręciło się już sporo osób.
-Podobno
chciałaś porozmawiać.- Blondynka w końcu przerwała ciszę.
-A,
no tak.- Soph zgasiła papierosa.- Chodzi o Sixxa. Vince mówił, że
niezły z niego skurwiel i potrzebuje tylko nowej zabawki.
-Wiem,
kurwa mać... Ale nie niszcz mi chwilowego szczęścia.
-Przepraszam...-
Sophie lekko się speszyła i przytuliła swoją przyjaciółkę.
-Przecież
nie masz za co. Martwisz się i tyle.- Michelle zapaliła papierosa.
Z
jej twarzy zszedł uśmiech. Osunęła się na ziemie. Siedziała w
ciszy i paliła papierosa. Sophie weszła do środka i wróciła do
Vince'a. Nikki jeszcze przez długi czas siedział w salonie
oczekując dziewczyny. W końcu stracił cierpliwość. Wstał z
kanapy i wyszedł na zewnątrz. Rozejrzał się. Zobaczył, że
Michelle siedzi na ziemi i wpatruje się w dal. Być może w kierunku
Whisky.
-Wszystko
w porządku?- Ukucnął przy niej i zgarnął jej włosy na bok.
Spojrzał
w jej oczy. Były wilgotne, ale raczej nie miała zamiaru płakać.
-Wszystko
okej. Zamyśliłam się.- Michelle odezwała się dopiero po chwili.-
Hej, masz może jeszcze tej... No... Co ty dzisiaj brałeś?
-Amfetaminy?
-No,
tak właśnie! Więc masz?
-Mam,
ale przecież nie chciałaś brać...
-Cofam.
-Więc,
zapraszam do środka.
Nikki
pomógł wstać Michelle. Poszli na górę, do jego pokoju.
Dziewczyna usiadła na materacu. Sixx szukał czegoś w szafce,
jednak po chwili rzucił dziewczynie na kolana woreczek z amfetaminą.
-Miłej
zabawy.- Mruknął pod nosem i usiadł obok na materacu.
Michelle
bez wahania wzięła parę tabletek i położyła się, błogo się
uśmiechając.
-Jeszcze
parę godzin temu kazałaś mi wyjebać to gówno...
-Nikki,
o czym ty pierdolisz?- Dziewczyna podniosła się na łokciach.- To
bez znaczenia co ci kazałam zrobić. To było z przyjacielskiej...
No nie wiem, troski? Wyluzuj.
-Czyli
nawet gdybym to wyjebał, to tobie by to było obojętne?
-Pewnie
tak.
-Zajebiście,
kurwa, wiedzieć! Bo jeśli ty jeszcze nie zauważyłaś, to troszczę
się o ciebie bardziej niż ta pierdolona Soph! Pozwoliłem ci tu
mieszkać, śpisz ze mną w jednym pokoju. Nic, ale naprawdę nic to
dla ciebie nie oznacza? Uśmiecham się ciągle, staram się, byś
dobrze się czuła. A co mam w zamian? Nie czułą sukę, egoistkę!
Vince,
który usłyszał krzyki Nikki'ego wyszedł na korytarz. Sixx właśnie
wychodził z pokoju. Trzasną za sobą drzwiami do tego stopnia, że
antyrama ze zdjęciem New York Dolls spadła i potrzaskała się na
milion kawałków. Nikki kierował się w stronę wyjścia, jednak
Neil go powstrzymał.
-Gdzie
idziesz?- Zapytał, chwytając go za ramiona.
-Nie
wiem. Gdziekolwiek. Byle, by się najebać. Puszczaj mnie, pedale.-
Sixx wyzwolił się z chwytu swojego kolegi i popędził w dół.
Chwila i już go nie było w domu.
Vince
nie chciał tego tak zostawić, więc stwierdził, że wejdzie do
pokoju kolegi i sprawdzi co się stało. Uchylił delikatnie drzwi.
Na materacu siedziała Michelle. Twarz miała zasłoniętą włosami
i opartą o kolana.
-Zawołać
Soph?- Zapytał nie pewnie do chwili ciszy.
-Nie,
nie trzeba.- Powiedziała złamanym głosem.
Vince
wycofał się powoli z pokoju i szedł na dół. Rozglądając się
po mieszkaniu, nie znalazł nic, co by mogło go zainteresować.
Podszedł więc do półki, która pełniła rolę barku i wziął
pierwszą z brzegu wódkę. Usiadł
na ziemi i zaczął pić. Sophie
zeszła do salonu, rozglądając się niepewnie wokół. Usiadła
obok Vince'a i oparła głowę na jego ramieniu. Spojrzał na nią
czule, lekko zamglonym już wzrokiem. Dziewczyna wyjęła mu z dłoni
butelkę, pociągnęła spory łyk, po czym skrzywiła się.
-
Nie smakuje ci? - roześmiał się Neil.
-
Jeśli komuś smakuje wódka, to znaczy, że coś jest z nim nie tak.
- wzdrygnęła się, oddając mu alkohol.
Vince
uśmiechnął się i pocałował dziewczynę, wpychając jej język
do ust. Po chwili oderwał się od niej.
-
A to ci smakuje?
Soph
zarumieniła się. Kiwnęła lekko głową. Lubił patrzeć, jak jej
policzki robią się tak uroczo czerwone, choć powinien nie zwracać
uwagi na nic innego, prócz ciała dziewczyny. Jednak nie potrafił.
Chwilami łapał się nawet na tym, że wolał patrzeć w jej oczy,
próbując odgadnąć, co czuje, niż w jej dekolt. Chłopak pochylił
się nad nią i znów wpił w jej usta. Jego dłoń wślizgnęła się
pod nogawkę jej krótkich spodenek, jednak została odepchnięta.
Spojrzał zdziwiony na Sophie.
-
Nie teraz. - odsunęła się od niego i wstała. - Idę do
Michelle...
Pobiegła
szybko na górę, jakby wystraszona. Vince przeklnął pod nosem,
dopił wódkę i rzucił pustą butelką o ścianę z wściekłości.
Wstał z trudem, narzucił ramoneskę na ramiona. Wyszedł,
trzaskając drzwiami tak mocno, że powstało na nich kolejne
wgniecenie. Soph usłyszała huk, jeszcze bardziej zdenerwowana
przebiegła połowę schodów, na których zatrzymała się, by
opanować drżenie rąk. Uchyliła delikatnie drzwi do sypialni
Nikki'ego. Michelle siedziała na łóżku, obracając między
palcami kawałek szkła z rozbitej antyramy. Szatynka weszła do
środka i wyrwała przyjaciółce przedmiot, rzucając go w kąt.
-
Co ty odpierdalasz?! - krzyknęła Mich.
-
Pilnuję cię. - Sophie opadła na łóżko obok przyjaciółki.
Pociągnęła ją za ramię, by położyła się na materacu, po czym
przytuliła ją mocno. - Jesteś głupia, wiesz?
-
Wiem, nie musisz mi tego wcale mówić. - dziewczyna wtuliła się w
nią z całych sił. - Ale on jest jeszcze głupszy. Więc nie
przejmuj się. Tylko proszę, uważaj na niego. Nie chcę, by zrobił
ci krzywdę...
-
Prędzej ja mu ją zrobię albo doprowadzę go do grobu.
Sophie
westchnęła. Zaczęła głaskać Michelle po włosach, czując jak
ta drży. Otarła delikatnie jej mokre policzki. Uśmiechnęła się
lekko, a blondynka odwzajemniła gest.
-
Nie smuć się. Wydostawałyśmy się już z większych gówien.
-
Ale... Ale Nikki nie jest gównem, jest... Inny. Inny, niż wszyscy.
Ma coś w sobie, czego nie rozumiem. Jest wyjątkowy. To nie kolejny
popierdolony dzieciak, który liczy na to, by zabłysnąć chociaż
na chwilę w rockowym świecie. On jest artystą, zagubioną duszą.
Ten jego uśmiech i... Kurwa no. Rozumiesz, o czym mówię?
-
Rozumiem. - Soph zaśmiała się. - Zakochałaś się po prostu.
-
Nie. - Mich zrobiła urażoną minę i odwróciła się do
przyjaciółki plecami.- Chuj, a nie zakochałam.
-
Skarbie, przyznaj to. Zakochałaś się, uzależniłaś od niego.
Myślisz jedynie o nim, przesłania ci to nawet dragi i nie powiem,
cieszy mnie to, chociaż cieszyłabym się bardziej, gdybyście razem
nie ćpali z nudów. Ale to już szczegół. Ważne, że coraz
częściej widzę ten śliczny uśmiech na twojej twarzy. Michelle
uśmiechnęła się lekko do siebie. Tak długo trwały w milczeniu,
że Soph postanowiła zostawić dziewczynę, by odpoczęła. Cmoknęła
ją w policzek i wyszła. Na korytarzu wpadła na Micka.
Przestraszyła się.
-
Jestem aż tak straszny? - zapytał chłopak, gromiąc ją
spojrzeniem. Odsunęła się od niego tak mocno, że uderzyła
plecami o ścianę. - Spokojnie, mała, nie zjem cię.
Poczęstował
ją papierosem. Podziękowała uśmiechem. Zaprowadził ją bez słowa
do salonu, usiedli naprzeciw siebie na jakiś rozpadających się
krzesłach. Mick patrzył na nią zza burzy czarnych włosów. W
końcu odezwał się.
-
Vince cię już przeleciał? - bardziej stwierdził, niż zapytał,
więc Sophie milczała. - Tak sądziłem. Popełniasz błąd, mała.
Nie marnuj się na niego.
-
Co? - Przecież słyszysz. Nie licząc mnie, jesteś najbardziej
ogarnięta z całej tej bandy. A on cię rozpierdoli. Pobawi się
troszkę, a potem wypierdoli na zbity pysk.
Sophie
odwróciła głowę, zagryzając wargi. Mars zaśmiał się
pobłażliwie, przewracając oczami.
-
Kobiety. Zawsze wierzycie, że dla was się zmienimy. Gówno prawda,
skarbie. Albo wyłącz emocje i pieprz się z nim, ile się da, albo
od razu wbij sobie nóż w serce, zanim on to zrobi.
-
Ale...
-
Co ale?
-Nie,
nic...
Sophie
pośpiesznie wstała i wyszła z domu.
...
Dochodziła
może pierwsza w nocy. W salonie siedział Mick razem z Michelle.
Nagle rozlrgł się huk drzwi, który przerwał długotrawłą ciszę.
W pomieszczeniu znalazł się Tommy z jakąś panienką. Obmacując
się i liżąc poszli na górę. Stale panującą ciszę przerwał
ktoś, kto wszedł do domu. Był to Vince. Chwiejnym krokiem wszedł
do salonu i usiadł na kanapie. Przez dłuższy czas zapanował
spokój. Tommy był zajęty panienką, Vince ledwo się trzymał na
nogach, Mick palił kolejnego papierosa a Michelle biła się z
myślami. Znów rozległ się huk. Tym razem był jednak mocniejszy,
niż poprzednie dwa.
-Kurwa!-
Krzyknął Nikki i wszedł do salonu.
Usiadł
na ziemi i chwycił pierwszą butelkę, która znalazła się pod
jego ręką.
-Co
jest?- Zapytał Mick.
-Gówno
jest! Kurwa, gówno jest! Nie wpierdalaj się w nie swoje sprawy.-
Krzyknął.
Próbował
wstać o własych siłach, jednak ilość spożytego alkololu oraz
narkotyków nie pozwalała mu na to. W końcu zrezygnowany położył
się na podłodze i pustym wzrokiem wpatrywał się w usmolony sufit.
Mick spojrzał żałośnie na dwójkę, zapitych przyjaciół. Wstał
z kanapy, podszedł do Michelle i wyciągnął w jej stronę rękę.
-Chodź.
Oni muszą wytrzeźwieć.- Powiedział na tyle nieśmiało, że Mich
nie była pewna, czy to rzeczywiście on.
Długo
prosić nie musiał. Dziewczyna podała swoją rękę i razem z nim
wyszła. Bez słowa poszli przed siebie, paląc jednego papierosa za
drugim. Udało im się dojść gdzieś w okolice jakiejś mało
uczęszczanej plaży.
-Usiądziemy?-
Zapytał niepewnie wskazując na plażę.
-Bardzo
chętnie.- Dziewczyna uśmiechnęła się i poszła w stronę
szmumiącego oceanu.
Usiedli
razem na piasku, niedaleko wody. Mick wpatrywał się w przestrzeń
nie zwracając uwagi na towarzyszkę.
-Zimno
mi.- Powiedziała po jakimś czasie, przerywając irytującą ciszę.-
Mogę się do ciebie przytulić?
-T...
Tak.- Wyjąkał Mick i przysunął się do blondynki, obejmując ją
ramieniem.
Michelle
położyła głowę na jego ramieniu i zapaliła papierosa. Mars
zaczął głaskać ją po włosach. Czuł się tak wspaniale, a
zarazem tak dziwnie.
-Nie
przeszkadza ci to, że jestem aż tak stary?
-Stary?
Trzydzieści pięć lata to nie starość.
-Ja
się czuję potwornie stary... A przy tych dzieciakach. Kurwa, szkoda
gadać.
-Jesteś
cudownym mężczyzną.- Michelle wypuściła dym z ust i pocałowała
Micka w poliko.- Nawet nie waż się, myśleć inaczej.
Mężczyzna
delikatnie się uśmiechnął. Wyjął z dłoni Michelle papierosa i
zaczął bić się z myślami. Nie mógł się zdecydować, ale w
końcu wiedział, co ma zrobić.
-Hej,
Michelle...- Powiedział krótko i stanowczo, jednak delikatnie.
Dziewczyna
odwróciła się w stronę jego twarzy, a on bez wahania wpił się w
jej usta. Mich była zaskoczona, jednak szybko oddała się pokusie,
którą był Mick.
…
Słońce
już wschodziło. Michelle razem z Mickiem przesiedzieli całą noc
na plaży. W końcu zdecydowali, że wrócą do pozostałych, by
sprawdzić jak się trzymają.
-To
było kurwa jednorazowe. Nic nas nie łączy. To tylko impuls.
-Dobra,
Mick. Spokojnie. Nikt o niczym nie wie i nikt o niczym się nie
dowie, jasne?- Powiedziała Michelle zapalając papierosa.
-Jasne...
Przez
całą drogę trwała niezręczna cisza. W końcu znaleźli się pod
drzwiami Motley House. Michelle weszła bez większych przeszkód,
tak, jakby nic się nie wydarzyło. Mick nie był w stanie postąpić
podobnie. Coś go dręczyło. Coś nie dawało spokoju. Czuł, że
zrobił źle. Po trzech wypalonych papierosach wszedł do środka i
zajął swoje miejsce w salonie.
-Jak
się pieprzyło moją panienkę?- Zapytał Nikki, ledwo się
podnosząc z podłogi.
-Nie
wiem o czym mówisz.- Starał się powiedzieć to jak najbardziej
obojętnie.- W ogóle... Dlaczego twoją?
-Bo
moją.
-Zamknijcie
ryje, pierdolone chuje!- Wybełkotał Vince.
Spojrzenia
zebranych zwróciły się na blondyna. Mick parknął lekko śmiechem.
-
Czego chcesz? Wciąż wkurwiony, chociaż wreszcie zaliczył. Weź tu
zrozum kobietę...
-
Mars, kurwa, bo nie ręczę za siebie.
-
Zaraz, zaraz. - przerwał Nikki. - Przeleciałeś tę dziwkę?
Vince,
coraz bardziej zdenerwowany, już miał zwyzywać przyjaciela w
odwecie, lecz nie pozwolił mu na to kolejny głos, dołączający do
rozmowy.
-
Kotku, ty serio masz ze sobą jakieś problemy. - zwróciła się
Soph do Sixxa.
Stała
w drzwiach kuchennych, oparta o framugę, z puszką piwa w dłoni.
Wciąż miała na sobie koszulkę Vince'a. - Nie wierzę, że ta
pizda cię zaliczyła. - Nikki zignorował obelgę, byle dokopać raz
jeszcze Neilowi.
Sophie
wybuchła śmiechem.
-
To patrz, chuju. - podeszła wolno do blondyna, jej biodra kołysały
się prowokująco na boki. Usiadła mu okrakiem na kolanach i wpiła
się w usta. Vince mruknął zadowolony, oddawał pocałunki, błądząc
dłońmi po udach dziewczyny.
Przerwał
im gwizd Tommy'ego, który właśnie wyczołgał się z sypialni.
-
Takie widoki, a żaden z was mnie, kurwa, nie woła?! Vince,
podzieliłbyś się! - zawołał chłopak.
-
Pojebało? - Soph oderwała się od Neila wstała. - Koniec tego
przedstawienia. Wychodzę.
Zdjęła
z siebie koszulkę chłopaka, ignorując spojrzenia reszty, rzuciła
ją na kanapę z cichym "oddaję". Wzięła leżącą na
oparciu kanapy ramoneskę. Włożyła ją, po czym wyszła.
Zdezorientowany Vince poleciał za nią. Zmierzała w kierunku Whisky
A Go Go.
-
Gdzie ty, kurwa, idziesz?! - dogonił ją.
-
Na razie mam zamiar załadować coś sobie w kiblu w Whisky,
a potem się zobaczy. Jak w ogóle wstanę z podłogi. - dziewczyna
uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
Vince
zatrzymał ją. Pocałował namiętnie jej usta, jednak nie oddała
gestu.
-
O co ci chodzi? - zapytał, nie rozumiejąc coraz bardziej tego, co
się dzieje.
-
O nic.
-
Mam na ciebie ochotę, powtórzmy to, maleńka.
-
Nie.
Zacisnął
pięści. Czuł, że zrobi krzywdę albo komuś, albo sobie.
Dziewczyna zauważyła to, więc odwróciła się na pięcie i
odeszła szybko. Minęła dwóch lekko wstawionych gówniarzy, którzy
obejrzeli się za nią z głupawymi uśmiechami. Neil wykorzystał
okazję do rozładowania swej energii i uderzył pięścią jednego z
nich.
-
Jeszcze raz na nią spojrzysz, gnojku, a obetnę ci chuja. - wysyczał
ze złością i zazdrością. Uderzył chłopaka raz jeszcze.
Kolega
ofiary rzucił się na pomoc. Po chwili rozpoczęła się między
nimi regularna bójka. Z Motley House wybiegli Nikki i Tommy,
zwabieni przez dziwne hałasy. Dołączyli się do walki bez żadnych
pytań. Młodzi chłopcy leżeli skopani na ziemi, zbierając zęby
ze szczelin w asfalcie, a przyjaciele wrócili do swojej meliny.
-
Ja pierdolę, co to było. - Sixx opadł na kanapę, otwierając
butelkę wina. - Vince, kurwa, za co tak napieprzałeś te bachory?
Neil
nie odpowiedział. Zniknął na piętrze w sypialni, którą dzielił
z Tommym. Nikki pochłonął się rozmową z T-Bonem, zachwycając
się opowieściami o ciosach, które zadali niewinnym chłopcom.
Michelle posunęła
się niezauważona na górę. Vince siedział na materacu po świeżo
wciągniętej kresce kokainy. Dziewczyna usiadła obok niego.
-
Pieprzyłeś się z Soph? - zapytała bez ogródek.
-
No tak. Ale najwyraźniej pierwszy i ostatni raz.
-
Daj jej trochę czasu. Sama nie wie, czego chce. - Mich odpaliła
papierosa, podciągając nogi pod brodę.
-
Gówno mnie to obchodzi, czaisz?! - Vince nagle wpadł w szał. - Mam
dość wiecznego pierdolenia, niech ta suka wreszcie się zdecyduje,
bo w końcu zrobię coś, czego będę kurewsko żałować!
Dziewczyna
podstawiła mu żarzący
się papieros przed twarz, od jego skóry dzieliło go dosłownie
parę milimetrów. Poczuł nieznośne ciepło.
-
Spróbuj, kurwa, zrobić jej jakąkolwiek krzywdę to zgaszę na
twojej buźce całą paczkę fajek, a wtedy żaden makijaż ci nie
pomoże, skurwielu.
Vince
odsunął się od niej, przestraszony powagą jej słów. Michelle
jak gdyby nigdy nic wróciła do poprzedniej pozycji i zaciągnęła
się mocno.
-
Ona za dużo już się nacierpiała. - szepnęła, wypuszczając z
ust stróżkę dymu.
-Wiesz,
gdzie ja to mam?
-Wiem,
dlatego albo zacznij się nią w interesować w inny sposób albo daj
jej spokój.
-W
jaki inny sposób?
-Chyba
cię pojebało, jeśli sądzi, że ci pomogę. Sam coś wymyśl.-
Michelle wstała i wróciła do salonu.
Zajęła
miejsce obok Micka i położyła głowę na jego ramieniu. Nikki
zdziwiony spojrzał na dziewczynę, jednak nic nie powiedział. Mick
zaczął bawić się włosami dziewczyny, na co ona zareagowała
słodkim uśmiechem. Sixx wyraźnie wkurwiony zwlókł się z podłogi
i poszedł po więcej alkoholu. Michelle śledziła wzrokiem Sixxa,
jednak gdy on posłał jej złowrogie spojrzenie, zaprzestała.
Wtuliła się w Marsa i oddała się delikatnym dotykom mężczyzny,
które wędrowały po jej ciele. Nikki wszedł do kuchni i jednym
machnięciem ręki zgarnął wszystko z blatu, co z hukiem wylądowało
na podłodze. Przeszedł na około rozbite szkoło i zajrzał do
lekko przekrzywionej szafki, gdzie trzymali prochy na czarną
godzinę. Wziął woreczek z małą ilością heroiny, której nikt
poza Sixx'em nie tykał. Stwierdził, że na wstrzyknięcie jej jej
za mało, więc wpadł na pomysł, by nawdychać się oparów.
Przygotował więc działkę i zaczął zaciągać się wonią. Nagle
do kuchni wszedł Tommy.
-Co,
chuju, robisz?- Zapytał wyraźnie znudzony.
-Zaciągam
się oparami z hery. Chcesz trochę?
Na
twarzy T-bone'a pojawił się grymas niechęci.
-Niee...
Dzięki. -Wycofał się z pomieszczenia.
Wchodząc
do salonu zaapelował:
-Z
chujem Sixx'em jest źle.
-Po
czym to wnioskujesz?- Zapytał Mick.
-Siedzi
w kuchni na podłodze, na rękach ma krew i zaciąga się oparami z
hery.
Przez
głowę Micka przepłynął strumień myśli.
-Idź
do niego.- Powiedział Tommy.
Mars
niepewnie wstał i ruszył w stronę kuchni. Gdy wszedł, Nikki był
już nieźle nawalony.
-Co
ty ze sobą robisz, szmato?- Spojrzał na niego z politowaniem.
-Ruchałeś
moją laskę, jebańcu. Ty się nazywasz przyjacielem?- Wybełkotał
Nikki.
-Nie
masz laski i nikogo „twojego” nie ruchałem.
-A
z Michelle co robiłeś? Chyba kurwa nie bez powodu ją dotykałeś!
Albo ją przeleciałeś, albo masz na nią ochotę.
-Michelle
to urocza, zaznaczam, dziewczynka. Słodka, zagubiona i w ogóle, ale
to nie dla mnie. W ogóle byłeś w takim stanie, gnoju, że lepiej
dla niej było, że ją zabrałem. Człowieku, mam trzydzieści pięć
lata, mam w głowie inne rzeczy niż ty.
Nikki
zaczął analizować zaistniałą sytuację.
-I
nic między wami nie było?
-Nie.
I nie ma prawa być.- Mick próbował zaprzeczyć sam sobie.
W
tym samym czasie Michelle siedziała na kanapie i pustym, smutnym
wzrokiem wpatrywała się w ścianę. Nagle pojawił się Vince i od
razu się do niej dosiadł.
-Gdzie
cię wczoraj wywiało z Mickiem? Myślałem, że Sixxa roznieście z
zazdrości.
-Nie
interesuj się.- Michelle wycedziła przez zęby.
-Ale...
-Kurwa,
jeszcze jedno słowo, a skończysz marnie!
-Dobra,
dobra... Spokojnie.
-Rzygam
już tobą.
Vince
chamsko zmierzył dziewczynę wzrokiem. Wstał z kanapy i śmiejąc
się oraz mówiąc coś pod nosem wyszedł z mieszkania. Mich nerwowo
zapaliła papierosa i poszła do kuchni. Weszła i badawczo się
rozejrzała. Jej wzrok utknął na Nikki'm, jednak szybko go
oderwała. Sięgnęła po ostatnie piwo z lodówki, osunęła się
obok chłopaka i oprała głowę na jego ramieniu.
-Pierdolony
ćpun.- Rzuciła smutno.
Nikki
pocałował Michelle w czoło.
-Przepraszam,
że się nie podzieliłem.- Uśmiechnął się ćpuńsko.
-Już
nawet nie o to chodzi...
-A
o co?- Zapytał, obejmując ją ramieniem.
-Trudno
stwierdzić. Wkurwia mnie wszystko. Wszyscy czegoś potrzebują, a ja
załatwiam wszystko sama.
Nikki
jedną ręką chwycił jej dłoń, a drugą położył na jej udzie.
-Mogę
ci pomóc.- Zaproponował.
-Sam
potrzebujesz pomocy...
-Co
z tego? Daję radę.
-Siedzisz
naćpany na podłodze w kuchni i nie jesteś w stanie się ruszyć.
-Ruszę
się, kurwa mać.- Nikki podjął próby podniesienia się.
-Chodź
tu.- Michelle pociągnęła go w dół.
Nikki
ponownie usiadł na ziemi. Dziewczyna
szarpnęła go za rękaw, by się położył. Jego zbolała głowa
spoczęła na jej kolanach. Delikatnie przebiegała opuszkami między
sklejonymi lakierem włosami, nawijała kolejne kosmyki na palce,
uśmiechając się lekko. Nikki otworzył oczy i zwrócił wzrok na
twarz Michelle. Podniósł
się nieznacznie,
by musnąć czule
jej usta, jednak po chwili opadł z głuchym jękiem. Wtulił się w
ciało dziewczyny, oddychając ciężko.
-
Nie chcę, kurwa, żeby Mick cię dotykał, rozumiesz? Kocham cię. -
szepnął. - Jesteś tylko moja.
-
Ciii, nie myśl teraz o tym. - dłonie Michelle zaczęły drżeć, a
serce walić, jak oszalałe, ale nie dała tego po sobie poznać.
Pocałowała go w czoło. - Odpocznij.
[...]
Tymczasem
Vince był już daleko od Motley House. Szedł szybko przed siebie,
patrząc złowrogo na świat zza burzy włosów. Los Angeles budziło
się powoli do życia, bary otwierały, a wszelkie plugastwo
wypełzało ze swych kryjówek, by zasmakować odrobiny szaleństwa.
Wszedł do pierwszego klubu ze striptizem, który minął. Błądził
po sali wzrokiem w poszukiwaniu nowej zdobyczy. Zawsze tak robił -
gdy upatrzony cel jakimś cudem nie chciał mu się poddać,
znajdował na jego miejsce dwa następne. Jednorazowymi przygodami,
wykorzystywaniem kolejnych dziewczyn wypełnił pustkę, wieczny brak
towarzyszki, która zadowoliłaby go na więcej, niż noc i to nie
swoim pięknym sportowym samochodem czy drogimi narkotykami. Usiadł
przy stoliku tuż pod sceną. Wychodziły na nią kolejne tancerki.
Większość z nich już dawno zdobył, posyłały mu urocze
uśmiechy. Reszta nie przyciągała jego uwagi. Nagle zobaczył przy
jednej z rur dobrze mu znaną twarz. Sophie wiła się na scenie,
zbierając pokaźne napiwki. Ruszył w tamtym kierunku. Chwilę
przypatrywał się jej uważnie. Widział, że to nie jest jej
pierwszy występ. Włożył między wargi banknot i oparł się o
krawędź sceny. Dziewczyna zbliżyła się do niego, by zabrać
pieniądze.
-
Cześć, maleńka. - powiedział zadziornie, patrząc prowokująco.
Sophie
przestraszyła się, ale szybko wróciła do występu. Vince poszedł
za kulisy - dobrze znał obsługę klubu. Czekał pod drzwiami
garderoby, aż dziewczyna skończy. Chwile oczekiwania umilił sobie
paroma tabletkami. Sophie zeszła ze sceny w towarzystwie dwóch
innych tancerek. Minęła go szybko, zatrzaskując za sobą drzwi.
Gdy wyszła, już ubrana, przyparł ją do ściany zanim zdążyła
uciec.
-
Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? - syknęła ze złością, próbując
się wyswobodzić.
-
Zajebiście tańczysz. Od dawna się tym zajmujesz? - zapytał,
błądząc dłonią między jej udami.
-
Chuj cię to obchodzi. Może i od dawna. Odpierdol się. - zacisnęła
z całych sił nogi.
-
Dałem ci niezły napiwek, chyba powinienem dostać jakąś nagrodę.
-
Możesz ewentualnie dostać w twarz, jeśli natychmiast mnie nie
puścisz.
-
Rozbierasz się przed obcymi facetami, puszczasz się, a mi nie
pozwalasz na szybki numerek? - powoli Neil tracił cierpliwość i
samokontrolę, napierał na jej ciało coraz mocniej.
-
Puszczaj mnie, skurwielu, zawołam ochronę.
-
Jebie mnie ochrona, chcę cię,
kurwa, rozumiesz?
-
Ale ja ciebie nie chcę!
-
Mówiłaś coś innego, gdy się pieprzyliśmy, skarbie.
Udało
jej się wyswobodzić rękę i uderzyła go bez wahania w twarz.
Wykorzystując moment jego nieuwagi, uciekła najszybciej, jak się
dało.
-
Pierdolona dziwka. - syknął, uderzając pięścią w ścianę.
W
łazience załadował dawkę kokainy, która powaliłaby każdego.
Zaciągnął przypadkową, lekko zagubioną dziewczyną do kabiny.
Gdy skończyła robić mu dobrze, zapiął szybko spodnie, rzucił
jej dolara i wyszedł z trzaskiem plastikowych drzwi. Po chwili znów
był w Motley House, kipiał złością.
-
Gdzie ona jest?! - krzyczał od progu.
-
Kto? - zapytał zabawiający się z jakąś dziewczyną na kanapie
Tommy.
-
Ta mała suka! Gdzie jest, kurwa, Soph?!
Z
kuchni wyłoniła się Michelle, podtrzymując ledwo stojącego
Nikki'ego.
-
Jak ją nazwałeś, chuju?
-
Gdzie jest ta zdzira?! - kopnął leżące pod ścianą butelki,
rozbijając je w drobny mak.
-
Nie ma jej tu, ogarnij się, Vince. - wybełkotał Sixx, który
osunął się po framudze na ziemię.
-
W takim razie spierdoliła do następnego burdelu! - Neil rzucił
starym krzesłem o ścianę.
-
Stary, uspokój się! Rozpierdolisz to do reszty!
-
Gówno mnie to obchodzi! Jeśli ja nie mogę jej mieć to nikt,
kurwa, nie może!
Michelle
wpadła w panikę. Chwyciła leżącą na podłodze kurtkę
Nikki'ego, założyła ją szybko.
-
A ty dokąd? - Sixx chwycił ją za rękę. - Nie chcesz chyba
zostawić mnie z tym pojebem?
-
Muszę ją znaleźć, cholera, to się źle skończy. Wrócę, gdy
będę wiedziała, gdzie jest.
Pocałowała
przelotnie chłopaka na pożganie,
uchylając się przed kolejnym lecącym przedmiotem i wybiegła.
Szła wzdłuż ulic L.A. Napotykała swoich starych, zaprzyjaźnionych
ćpunów, jednak mówiłam im, że się śpieszy. Szła Sunset przez
długi czas. W końcu znalazła się w okolicy wzgórz. Sądziła, że
znajdzie tam swoją przyjaciółkę. Po dłuższej przechadzce i
zajrzeniu w każde miejsce, gdzie mogłaby siedzieć Soph, Michelle
zrezygnowała. Opadła zmęczona na ziemię i zapaliła papierosa.
Sama nie wiedziała, dlaczego w kurtce Sixxa są fajki, ale sprzyjało
jej to. Wypaliła trzy papierosy pod rząd i ruszyła dalej. Błądziła
już po mieście wiele godzin. W końcu weszła do jakieś bramy i
osunęła się na ziemię ze zmęczenia. Oparła głowę o
podkurczone kolana i zamknęła oczy. Wydawało jej się, że to
dosłownie była chwila, jednak gdy się obudziła był już ranek.
Wstała cała obolała z ziemi i wyszła z bramy. Rozejrzała się po
okolicy i nie do końca wiedziała, gdzie wylądowała. Przeszukała
kieszenie, jednak nie znalazła pieniędzy. Postanowiła, że wróci
tą samą drogą, którą szła. W sumie, nie miała wyboru. Umysł
nie pracował najlepiej, ciało też odmawiało jakiejkolwiek
współpracy. Szła powoli, paląc kolejne papierosy. "Idealne
śniadanie"- pomyślała. W końcu udało jej się ponownie
pojawić na Sunset. Teraz już w sumie było z górki. Dom chłopaków
był niedaleko. Parę minut i znowu znalazła się w mieszkaniu.
Weszła do środka, trzaskając za sobą drzwiami. Opadała na kanapę
i już nie miała zamiaru wstać.
-Znalazłaś
ją?- W salonie rozbrzmiał głos Nikki'ego.
-Nie.-
Michelle odpowiedziała złamanym głosem.
Nikki
usiadł na skraju kanapy i zaczął ją głaskać po głowie.
-Całą
noc jej szukałaś?
-Starałam
się, ale w końcu poległam w jakiejś bramie.
-Nie
wyglądasz najlepiej. Przynieść ci czegoś?
-Wodę
i koc. Kurwa, zimno mi.
-To
z przemęczenia.- Nikki zgarnął jakiś koc z fotela. Sam zdziwił
się tym, że taki przedmiot znalazł się w salonie.
Okrył
Michelle i poszedł do kuchni. Na wejściu zderzył się z Vincem.
-Sorry,
chcę przejść.- Neil próbował obejść przyjaciela, by dostać
się do wyjścia.
-Nie
tak prędko skurwysynie.- Pchnął go w głąb kuchni.- Swoją dziwkę
możesz płoszyć, ale kurwa, nie kosztem tej dziewczyny. Całą noc
jej szukała, a teraz mi tu umiera z przemęczenia oraz ze strachu!
-Pierdoli
mnie to, kurwa!
-Nie
ochłonąłeś jeszcze? Bo ja ci, kurwa, bardzo chętnie pomogę.-
Nikki zbliżył się do Vince'a kierując pięścią w stronę jego
twarzy.
-Wal,
śmiało. I tak jesteś pizdą.
Sixx
bez niepotrzebnych słów uderzył przyjaciela. Obaj chcieli
wyładować złość, napięcie, smutek. Zaczęli okładać się
pięciami. Kolejne ciosy i wyzwiska mieszały się ze śmiechem.
Michelle przewróciła oczami. Przykryła się mocniej kocem,
zapalając papierosa. Nagle, między krzykami mężczyzn, usłyszała
delikatne pukanie do drzwi. Wiedziała, że nikt ich nie otworzy,
więc wstała, opatulona kocem i nacisnęła lekko klamkę. W progu
stała Sophie, ledwo trzymając się na nogach. Była zmęczona,
blada od wymiotowania, większość ciała miała pokrytą sińcami.
Michelle wciągnęła ją szybko do środka i zaprowadziła do
sypialni Sixxa, by Vince jej nie zauważył.
-
Co się, kurwa, stało? - zapytała blondynka.
-
Spotkałam jakiś punków ze sporą ilością kwasu za śmieszne
pieniądze, tak wyszło...
-
Kwas od punków?! Pojebało cię?! Wyglądasz, jakbyś tydzień żyła
na samej heroinie!
-
Ty za to wyglądasz genialnie.
- zakpiła Soph, chowając się pod kocem.
-
Szukałam cię całą noc, idiotko.
Michelle
objęła ją troskliwie, głaszcząc dłonią po głowie. Choć nie
przejmowała się własnym zdrowiem i życiem, nie pozwoliłaby na jej krzywdę. Gładziła delikatnie zimną skórę przyjaciółki, gdy
jej palce wybadały coś okropnego. Zdjęła z Sophie koc,
przyglądając się dokładnie zgięciu ręki dziewczyny. Widziała,
że ta się zlękła i chciała jak najszybciej znów schować pod
materiałem.
-
Co to jest? - zapytała.
Soph
skuliła się, odsuwając lekko. Jej oczy zaszły mgłą smutku,
który Michelle widziała już miliony raz. Z każdym smutek był
coraz żałośniejszy i bardziej widoczny.
-
Spytałam się, co to jest?
-
Ślad po igle.
-
Wstrzykiwałaś heroinę? Po jasną cholerę?
-
Nie wiem. Może chciałam przedawkować. Ale nie wyszło, znowu.
Zapadła
cisza, z dołu słychać było jedynie krzyki chłopaków i głuche
jęki towarzyszki Tommy'ego. Michelle odpaliła rozedrganymi dłońmi
papierosa, jednak praktycznie się nie zaciągała, gryząc z
wściekłości i bezsilności filtr oraz paznokcie. Do sypialni
wszedł Nikki, widać po nim było, że dopiero, co wziął następną
dawkę kokainy - jakby nie było mu już dość tego, co zażył
wcześniej. Obrzucił Soph niechętnym spojrzeniem.
-
Co ta ździra tu robi? - zapytał oschle, wskazując na dziewczynę.
Żadna
z dziewczyn nie odpowiedziała, obie zamknęły się w swych myślach,
więc chłopak jedynie wzruszył ramionami, usiadł pod ścianą i
zaczął grać coś na gitarze basowej.
-
Ja pierdolę, grać nie umiesz. - westchnęła Soph. - Znaczy, coś
tam umiesz, ale mogło być lepiej.
-
Ciekawe, kurwa, czy ty byś cokolwiek zagrała. - syknął ze
złością.
Nikt
nie mógł śmiać się z jego gry, wiedział, że jest świetny i
nie pozwalał nikomu tego kwestionować,
niezależnie od tego czy była to racja, czy nie.
-
A żebyś, chuju, wiedział. - po chwili znalazła się na podłodze
obok niego. - Daj bas. Nikki podał jej kostkę i instrument.
Dziewczyna
nastroiła go, po czym zaczęła grać. Sixx oniemiał. Nie
spodziewał się tego, sądził, że to jedynie chęć obrażenia go
i popisania się. Lecz Soph naprawdę potrafiła grać. Po paru
zagrywkach oddała mu gitarę, uśmiechając się lekko.
-
Dawno nie grałam. - westchnęła.
-
Gdzie ty się tego nauczyłaś?
-
Od ojca. Nic szczególnego. Mogę ci pokazać parę rzeczy, jeśli
chcesz.
Oczy
Sixxa rozbłysły dziwnym blaskiem. W jednej chwili zapomniał o
niechęci do Sophie i pozwolił jej pokazać sobie kilka chwytów.
Nienawiść zamieniła się w zaskoczenie oraz podziw, do których
sam nie chciał się przed sobą przyznać. Niechętnie podziękował
dziewczynie za naukę. Niby od niechcenia zapytał czy będzie mogła
mu jeszcze kiedyś coś pokazać.
-
Jeśli przestaniesz mnie wyzywać i pozwolisz tu trochę przenocować
to jasne. - uśmiechnęła się szeroko Soph.
Nikki
odwzajemnił uśmiech. Michelle podeszła do nich i usiadła
chłopakowi na kolanach.
-
Nie odbijaj mi go, co? - zażartowała, jednak przyjaciółka wyczuła
w jej głosie smutek, wzrok blondynki wciąż uciekał na ramię
Sophie, choć z całych sił starała się go powstrzymać.
-
Zostawię was już. Tylko... Nikki, gdzie mogłabym się schować?
Nie chcę trafić na Vince'a...
-
Kurwa, nie wiem. Najlepiej w łazience, bo tam nigdy nie zagląda,
ale raczej nie polecam, chyba, że gustujesz w zapachu gówna i
totalnym rozpierdolu.
-
Dobra, dzięki. To już wolę tego pedała... - uśmiechnęła się
lekko i wyszła, zostawiając parę w samotności.
Nikki
spojrzał w oczy Michelle. Szybko ją objął i zaczął się bawić
jej włosami.
-Widzę,
jesteś już w lepszy stanie.- Mich podjęła się próby zapalenia
kolejnego papierosa.
Sixx
delikatnie się uśmiechnął i pocałował dziewczynę w szyję.
-Coś
jest nie tak, prawda?- Zapytał, spoglądając na jej drżące ręce.
-Prawda.-
Odpowiedziała, bezwładnie zaciągając się papierosem i krztusząc
się dymem.
-Chyba
naprawdę jest źle, skoro krztusisz się dymem.
-Ona
wstrzykuje, rozumiesz?
Nikki
zamilkł. Nie wiedział co powiedzieć, więc postanowił milczeć.
Głucha cisza go sparaliżowała. Widział, że po policzkach
Michelle płyną już pierwsze łzy, ale nie był w stanie ich
jakkolwiek wytrzeć. Siedział nieruchomo, a w głowie pojawiały się
dziwne, narkotykowe schizy. Nie wiedział o czym myśli. Chciał
zniknąć. Jak najprędzej.
-Znalazłam
pracę, wiesz?- Blondynka nagle przerwała długotrwałą ciszę.
Nikki
został jakby wyrwany z dziwnego transu. Otrząsnął się i
rozejrzał badawczo.
-Tak?
To wspaniale, tak mi się wydaje...
Cudowny rozdział. Piszcie dalej bo wychodzi wam to zajebiście :)
OdpowiedzUsuńDziękujemy c: Na pewno będziemy pisać dalej, bo uwielbiamy to opowiadanie!
Usuńwitam i wgl wesołych i zdrowych etc etc
OdpowiedzUsuńcoś mi się zepsuło bo mi nie wyświetla waszych rozdziałów, dopiero na tumblrze zauważyłam haha ale i tak mi trochę zeszło aby tutaj dotrzeć, one są takie dłuuugie.
VINCE ZARUCHAŁ! vince wreszcie zarruchał o boże jestem dumna XDDDD Brawo księżniczko!
ale noo szkoda mi vinca, ale właśnie za to lubię soph no weźcie no a michelle mnei wkurwia bchyba już to mówiłam a razem z nią sixx, no weźcie sixx mnie wkurwia XDD
no wgl to rozdział spk ale dłuuuuuuuuuuuuugi ale jakoś przeczytałam, w sumie dla mnie to nie jest jakiś mały wysiłek ale wiecie taki 'fejm' jak ja nie ma czasu pff
jaki ze mnie fejm :D
podrowienia!
*reklama - http://im-a-wildchild.blogspot.com/* (możecie zajrzeć jak coś nie gryzę XD)
Jak dobrze pójdzie, to Michelle zostanie uśmiercona. Moja w tym głowa C:
Usuńnie nie zabijaj jej aż taka chujowa nie jest XDD
Usuńale no, nie musisz jej od razu zabijać no! albo nie fajnie by było gduybyś kogoś zabiła, najlepiej własnoręcznie...
ale nie Michelle C:
No właśnie, Michelle zabijać nie można, ja ją tak lubię! :c
UsuńNie i chuj!
Ale ja chcę ją zabić :CCCCCCCCCCC
Usuńnei bd ci się tu mieszać nie ale zrób kogoś najlepiej sobowtóra michelle z kosmosu który przybył na ziemie w rózowym latającym spodku aby wyciągnąć vinca z ruskiej mafii do której trafił po tym jak postrzelili go pistoletem na wodę w rainbow i tą lasię niehc nikki zabije ratując życie tej prawidziwej michelle B|
UsuńDaj numer do dilera, proszę XD
Usuńsorka zgubiłam po drodze kiedy uciekałam przed ruską mafią vinca XDD
UsuńSdfushkgfdhgjfklgadfhgdfjvkadufiogj. Lfdshkjfhagfrudfhgkjdfhajkfjad <3
OdpowiedzUsuńA czy mówiłam już, że KfdshaKFdbsjbgfvdskbvdgjchgdkcsghKcfhsjdcKsdgkdasGfhdsgfh?!?!?!?!
Tak właśnie myślałam B|
Czekam dalej.
I mam nadzieję, że Michelle nie zapomni mni poinformować, jak to zrobiła tym razem, choć pisałam z nią dziś i jeszcze byłyśmy wczoraj w sklepie!!!!
Mówiłam Ci Kotek, że kiedyś Cię zabiję? <3
Soph, przypilnuj jej, żeby pisała i nie zdradzała Sixx'a!! X'D
Kocham i Wesołego Jajuszka <3
Dzięki, dzięki i nawzajem XD
UsuńPrzypilnuję tego chuja, dostanie ode mnie wpierdol już w niedzielę B|
''Tym razem już nie przerywali.
OdpowiedzUsuń[...] ''
Ale, ale ja chce wiedzieć jak było... :c
''Jej dłonie powędrowały do jego spodni, sprawnie uporała się za paroma paskami, które po chwili znalazły się na ziemi.
…''
No i znowu.. :c
Za dużo się działo.
Matko
ale kocham Was
kocham co piszecie
Jesu nie ogarnęłam tego wszystkiego